Рыбаченко Олег Павлович
Nowe Przygody Kapitana Daredevila

Самиздат: [Регистрация] [Найти] [Рейтинги] [Обсуждения] [Новинки] [Обзоры] [Помощь|Техвопросы]
Ссылки:
Школа кожевенного мастерства: сумки, ремни своими руками Юридические услуги. Круглосуточно
 Ваша оценка:
  • Аннотация:
    Oleg Rybaczenko, nieśmiertelny chłopiec, wyrusza na kolejną misję. Trafia do wojny burskiej i dołącza do oddziału młodzieńców pod dowództwem Jeana Grandiera. Oddział składa się z nastolatków, którzy nie ukończyli szesnastu lat, ale stanowią dla Brytyjczyków ogromne zagrożenie. Oleg, obdarzony nieśmiertelnym ciałem, jest niezwykle silny i szybki, stając się groźnym wojownikiem. Dziecięcy batalion rozrasta się w pułk, dywizję i korpus, zmieniając bieg historii.

  NOWE PRZYGODY KAPITANA DAREDEVILA
  ADNOTACJA.
  Oleg Rybaczenko, nieśmiertelny chłopiec, wyrusza na kolejną misję. Trafia do wojny burskiej i dołącza do oddziału młodzieńców pod dowództwem Jeana Grandiera. Oddział składa się z nastolatków, którzy nie ukończyli szesnastu lat, ale stanowią dla Brytyjczyków ogromne zagrożenie. Oleg, obdarzony nieśmiertelnym ciałem, jest niezwykle silny i szybki, stając się groźnym wojownikiem. Dziecięcy batalion rozrasta się w pułk, dywizję i korpus, zmieniając bieg historii.
  ROZDZIAŁ NR 1.
  Genialny chłopiec, a zarazem nieśmiertelny, kontynuował swoje misje. Oto kolejna historia - wojna między Burami a Brytyjczykami. Oleg otrzymał rozkaz dołączenia do batalionu młodzieńców dowodzonego przez lekkomyślnego kapitana. Wyruszył więc na spotkanie ze swoim dowódcą. W Południowej Afryce jest ciepło i wygodnie poruszać się boso i w krótkich spodenkach.
  Oleg szedł i śpiewał:
  Każdy, kto jest mężczyzną, rodzi się wojownikiem,
  I tak się stało, że goryl zabrał kamień...
  Gdy wrogów jest bez liku,
  A w sercu płomień płonie mocno!
  
  Chłopiec widzi w snach karabin maszynowy,
  Woli czołg od limuzyny...
  Kto chce zamienić grosz na obcasy,
  Od urodzenia wiedział, że rządzi siła!
  Chłopiec z całej siły uderzył bosą stopą w bruk. I kamień się roztrzaskał. Jego nastrój natychmiast się poprawił. Jak tu było cudownie - to była Południowa Afryka. I na przykład papugi ćwierkały, owady latały, a wokół unosiło się mnóstwo przyjemnych zapachów.
  Chłopiec-wojownik przypomniał sobie bajkę o Czerwonym Kapturku. I jego marzenie się spełniło: był bosonogim dzieckiem w krótkich spodenkach, skakał, podskakiwał i śpiewał.
  Jeśli długo będziesz szedł ścieżką,
  Jeśli będziesz szedł tą ścieżką przez długi czas...
  Tupaj, skacz i biegnij!
  Ależ prawdopodobnie, prawdopodobnie!
  To jest możliwe, to jest możliwe, to jest możliwe!
  Oczywiście, że wszystko jest możliwe!
  Dotarcie do Afryki to żart!
  Góry w Afryce są takie wysokie!
  W Afryce rzeki są tak szerokie!
  Ach, krokodyle, hipopotamy,
  Ach, małpy, kaszaloty,
  O, i zielona papuga,
  O, i zielona papuga!
  Nieśmiertelny chłopiec przyspieszył kroku i rzucił się biegiem, jego małe, okrągłe obcasy błysnęły. A potem młody wojownik, najwyraźniej dziesięcio- lub jedenastoletni, w końcu dotarł do obozu. Był w połowie pusty; niektórzy z młodych wojowników byli na misji. Był to specjalny batalion młodzieńców, bez ani jednego wojownika powyżej szesnastu lat. A wielu nie miało nawet czternastu lat. Burowie byli znacznie mniej liczni od Brytyjczyków. Biała populacja w obu republikach, wliczając kobiety, dzieci i osoby starsze, mniej więcej dorównywała całej armii brytyjskiej wysłanej przeciwko Burom. To znaczy, walczyły zarówno kobiety, jak i dzieci. A niektórzy chłopcy tutaj byli tak mali, że nie mieli nawet dziesięciu lat, i nie mieli nawet Mauserów, ale znacznie lżejsze i mniejsze karabiny.
  Oleg, będąc nieśmiertelnym i silnym fizycznie, puszcza oko do chłopców. Wielu z nich, zwłaszcza młodszych, chodzi boso, a w Afryce jest naprawdę miło, że nawet zimą nie jest zimno. Wręcz przeciwnie, zima jest najlepsza - nie jest tak upalnie.
  Oleg nie jest tu najmniejszy, ale i tak wygląda młodziej niż większość drużyny. Przy wejściu witają go dwaj chłopcy w wieku około czternastu lat i pytają surowo:
  - Kim jesteś?
  Oleg odpowiedział z uśmiechem:
  - Zostań wolontariuszem! Chcę walczyć o wolność i niepodległość Republiki Oranje!
  Spojrzeli na chłopca. Oleg był jasnowłosy, miał na sobie szorty i tani T-shirt. Jego ramiona były umięśnione i wyrzeźbione. Duża dziura w cienkim T-shircie odsłaniała mięśnie brzucha. Oleg zawstydził się podartego T-shirtu i zerwał go. A jego mięśnie rzeczywiście były umięśnione i bardzo umięśnione. Chłopcy gwizdali i mówili:
  - O rany! Jaki fajny gość! Z jakiej ziemi pochodzisz?
  Oddział kapitana Headstronga składał się z chłopców, głównie miejscowych, ale było też wielu obcokrajowców.
  Oleg powiedział półprawdę:
  - Z Rosji!
  Relacje między Rosjanami a Brytyjczykami były złożone, zwłaszcza przed Ententą, a pamięć o wojnie krymskiej i niepowodzeniu Wielkiej Brytanii w zdobyciu Stambułu w wojnie z Turcją była wciąż stosunkowo świeża. Do tego dochodziły starcia w Azji Środkowej. Gdy dalsza ekspansja rosyjska dotarła do Kuszki, została zatrzymana przez groźbę poważnej wojny z rozległym imperium Lwa.
  Więc to zrozumiałe. I było tam kilku chłopaków z Rosji. Dziewczyn było z kilkanaście, ale głównie opatrywały rannych i gotowały. Maksym mógł zabrać dziewczynę na zwiad. Kobiety zazwyczaj nie były przyjmowane do walki. Chociaż na zwiad dziewczyna jest lepsza od chłopaka. Budzi mniej podejrzeń. A jeśli nadarzy się okazja, może nawet przemycić laskę dynamitu w koszu kwiatów.
  Olegowi pozwolono zobaczyć dowódcę. Legendarny dowódca był jeszcze nastolatkiem, wyglądał najwyżej na piętnaście lat. Jego twarz była rumiana, niemal dziecinna. Ale był silnym wojownikiem i bardzo celnym strzelcem.
  On osobiście bierze udział w walkach. I mieliśmy szczęście, że udało nam się go złapać w obozie. Zazwyczaj jest w ciągłym ruchu, atakując brytyjskie wojska.
  Burom nie wiedzie się teraz najlepiej. Brytyjczycy ściągnęli dodatkowe posiłki, zwiększając swoją liczebność. Zamiast frontalnego ataku, planują oskrzydlić Burów. A armia Republiki Oranje jest zbyt mała, aby objąć cały szeroki front.
  Oleg delikatnie uścisnął dłoń legendarnego kapitana. Miał na sobie schludny garnitur i lakierowane buty. Oczywiście, dowódcy nie wypada pokazywać gołych obcasów. Ale nie Oleg, który wygląda jak chłopiec, ale ma mięśnie jak kłębki stalowego drutu. A kiedy młody wojownik ma nagi tors, robi to ogromne wrażenie.
  Nastolatek i legendarny kapitan zapytał:
  - Z czym przyszedł młody wojownik?
  Oleg powiedział z uśmiechem:
  "Dotarły do nas informacje, że armia brytyjska przygotowuje się do okrążenia Burów z flanki. Mają piętnaście razy więcej żołnierzy niż wy, zarówno piechoty, jak i kawalerii, i sprowadzają nowe działa, w tym wielkokalibrowe!"
  Kapitan skinął głową i westchnął:
  "Anglików jest za dużo. To największe imperium w historii ludzkości. A ich populacja, łącznie z koloniami, jest dwa tysiące razy większa niż republik burskich!"
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  Jeśli Brytyjczycy zostaną pokonani, ich kolonie i dominia z pewnością podejmą próbę oderwania się od macierzy i nie będą mieli już czasu na wojnę w południowej Afryce. Co więcej, carska Rosja mogłaby pod przykrywką sytuacji zaatakować brytyjskie posiadłości w Indiach i Indochinach. Byłoby to szczególnie prawdopodobne, gdyby wojska Imperium Lwa poważnie ugrzęzły w walkach w południowej Afryce. Co więcej, Francja i Niemcy mogłyby odwołać się do historycznych krzywd i odebrać brytyjskim koloniom!
  Młody człowiek zagwizdał:
  - Wow! A ten mądry... Rosjanin?
  Oleg wzruszył ramionami:
  - Można powiedzieć, że jestem Rosjaninem, albo przynajmniej Słowianinem!
  A nieśmiertelny chłopiec podniósł bosymi palcami kamyk z podłogi i rozkruszył go na piasek.
  Kapitan, uparty, wykrzyknął:
  - Masz siłę! Nigdy nie widziałem takiego faceta. Umiesz strzelać?
  Oleg powiedział szczerze:
  - Nie mam dużego doświadczenia w strzelaniu z Mausera, ale wielokrotnie próbowałem innych systemów, w tym pistoletów elektrycznych!
  Młody kapitan mruknął:
  - Pistolety elektryczne? Wow, chyba za dużo czytasz science fiction Juliusza Verne'a!
  Oleg zaśmiał się i odpowiedział:
  - Być może! Ale czy wiesz, że ze zwykłych trocin i pyłu węglowego można zrobić materiały wybuchowe dziesięć razy silniejsze niż nitrogliceryna!?
  Chłopiec-dowódca uśmiechnął się i zapytał:
  - Tak? To prawda? Nie żartujesz?
  Nieśmiertelny chłopiec skinął głową:
  "Nie! To realistyczne! Myślę, że gdybyśmy wysadzili kilka pociągów z amunicją, brytyjskie natarcie zostałoby opóźnione na długo. Nowy, ostrożny dowódca nie zaryzykowałby ataku bez wsparcia artylerii, a transport nowych pocisków i bomb na tak dużą odległość zająłby dużo czasu!"
  Młody kapitan skinął głową:
  "Myślisz rozsądnie! Myślę, że możemy powstrzymać natarcie. Ale dowódca burski jest dość uparty. Siedzi w swoich umocnieniach i nie potrafi myśleć o niczym innym. Odparliśmy brytyjskie ataki z dużymi stratami, ale nawet nie próbowaliśmy wykorzystać naszego sukcesu! I jak powiedział kiedyś, jak sądzę, wasz Wielki Mistrz Czigorin, utrzymanie inicjatywy oznacza posiadanie przewagi".
  Oleg skinął głową z uśmiechem i zauważył:
  "Jest dużo dzieci; wskaźnik urodzeń w XIX wieku był wysoki. Mamy batalion dzieci. A co, gdybyśmy stworzyli własną armię młodych i pokonali Brytyjczyków, nie polegając na dorosłych?"
  Chłopiec dowódca potwierdził:
  - To niegłupi pomysł! Moglibyśmy spróbować! Chociaż, szczerze mówiąc, wojna to nie jest zabawa!
  Nieśmiertelny chłopiec skinął głową na znak zgody:
  "Oczywiście, że to nie jest dla dzieci. Ale to nie znaczy, że jest mniej interesujące. Opowiem ci na przykład o przyszłości, kiedy najpopularniejszymi grami komputerowymi będą strzelanki. I naprawdę świetnie jest się dobrze bawić, walcząc!"
  Młody kapitan potwierdził:
  - Wojna jest ciekawa! Ale jeszcze lepsza, gdy panuje pokój i ludzie się nie zabijają!
  Pojawił się kolejny młody mężczyzna, również około piętnastoletni. Najwyraźniej był to przyjaciel kapitana Fanfara, Daredevil. Chociaż byli przyjaciółmi, panowało między nimi pewne napięcie. Fanfar nie był zbyt dobrym strzelcem, chyba że do nieruchomych celów lub z bliskiej odległości. To wywoływało pewne napięcie, również w relacjach z innymi chłopcami, z których większość była świetnymi strzelcami.
  Fanfar mrugnął do Olega i wyciągnął rękę. Chłopiec-terminator uścisnął ją z uśmiechem i powiedział:
  - Przyszłość należy do nas!
  Fanfar zauważył z dumą:
  - Chcę być jak Joseph Barra!
  Chłopiec dowódca odpowiedział:
  - To dobre życzenie, ale... Ten młody bohater już umarł, gdy miał trzynaście lat, a ja chciałam, żebyśmy wszyscy przeżyli i zwyciężyli!
  Oleg Rybachenko skinął głową i zauważył:
  - Jeśli chcesz, opowiem ci historię, o której mało kto wie, o tym, jak Joseph Barra został pojmany i jakie okrutne tortury zniósł z nieugiętą odwagą i z honorem!
  Młody kapitan energicznie skinął głową:
  - Dobra, mów! I tak dziś nie pójdę na misję, bo to jedyny dzień w roku, kiedy przysiągłem nie zabijać!
  Fanfar odpowiedział smutno:
  "A ja... Cóż, tak naprawdę pokazałem dziś swój najlepszy wynik strzelecki, jak na mnie osobiście, oczywiście. Nauczyłem się już całkiem dobrze strzelać do celów nieruchomych, ale te ruchome wciąż stanowią dla mnie duży problem!"
  Oleg odpowiedział pewnie:
  - Jesteś jeszcze młody, będziesz miał czas się nauczyć!
  Paryżanin Gavroche zaśmiał się i zaśpiewał:
  Że światło naucza,
  Zimą i wiosną...
  Potwierdzam bez wyjątku,
  Nie jestem dębem leśnym!
  Chłopiec-dowódca mruknął:
  - No, powiedz! A potem pokażę ci, jak strzelać z Mausera. Myślę, że będziesz w tym szybszy niż Fanfar-Tulip!
  Oleg zaczął opowiadać swoją historię z umiarkowanym entuzjazmem:
   Młody dobosz, Joseph Barra, został schwytany przez rojalistów. Młody dobosz miał zaledwie trzynaście lat. Wykręcili mu ręce, zdarli buty i mundur. Boso, półnago, zaprowadzili dziecko do twierdzy. Tam rojaliści najwyraźniej chcieli wydobyć od chłopca informacje o rewolucyjnej armii jakobińskiej. Joseph Barra wchodził po wilgotnych schodach kazamaty, czując chłód na bosych, dziecięcych stopach.
  Chłopiec miał na sobie tylko bieliznę i było mu zimno w jesiennym lochu.
  Młody Józef nagle poczuł ciepło rozchodzące się po pokoju. Mimo że prowadzono go do sali tortur, poczuł przypływ radości z przyjemnego ciepła.
  A bose stopy chłopca poczuły błogość, gdy zimne kamienne płyty ustąpiły miejsca ciepłemu, gładkiemu marmurowi. W kilku kominkach płonęło, podgrzewając żelazne i stalowe narzędzia tortur. Dlatego było tak gorąco. Na torturach wisiała zupełnie naga dziewczyna - piękna, lecz torturowana. Jeden z katów chłostał ją, podczas gdy drugi rozgrzewał żar pod jej zgrabnymi, bosymi stopami.
  Piękność ryknęła z bólu. W powietrzu unosił się zapach świeżego, pieczonego mięsa, który był bardzo apetyczny. Chłopiec, Joseph, przypomniał sobie, że dawno nic nie jadł. Nawet żebra biednego dziecka wyraźnie wystawały. Ale wtedy chłopiec poczuł przypływ wściekłości, a jego niebieskie oczy błysnęły niczym błyskawica. Zacisnął pięści. Młody dobosz desperacko próbował rozerwać liny, ale jego dziecięca siła była zbyt słaba.
  I kat uderzył chłopca biczem. Józef odpowiedział wściekle: Chwała rewolucji!
  Główny kat warknął:
  - Zaraz go rozciągniemy na stojaku! Bierzcie go!
  Kaci rzucili się na chłopca. Byli znacznie więksi od wychudzonego i wyczerpanego chłopca. Wykręcili Józefowi ręce i mocno związali je za plecami. Następnie zaprowadzili go na łoże. Sufit był dość wysoki. A naczelny kat wydał rozkaz:
  - Najpierw mała zmiana!
  Zaczęli powoli podnosić chłopca. Joseph pochylił się do przodu i zgiął. Kaci szarpnęli go za ramiona. Chłopiec z westchnieniem obrócił się na kole i wyprostował. Podciągnęli go do góry. Młody dobosz zacisnął zęby. Lina zaciskała się coraz wyżej, unosząc chłopca aż pod sam sufit. Potem, na chwilę, Joseph zamarł, zastygł na pice.
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - Puść!
  Oprawcy puścili bęben. Chłopiec runął w dół. Lina zacisnęła się, gdy zbliżył się do podłogi, a stawy młodego dobosza dosłownie wyrwały się z jego ciała. Joseph krzyknął, a chłopiec stracił przytomność z bólu.
  Wylano na niego wiadro lodowatej wody i chłopak oprzytomniał.
  Mistrz ceremonii podskoczył do młodego dobosza i schyliwszy się, syknął, mając usta pełne żelaznych zębów:
  - Powiedzcie po prostu: "Niech żyje król", a tortury ustaną!
  Józef krzyknął w odpowiedzi:
  - Niech żyje republika!
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - Wstrząśnij jeszcze raz!
  Oprawcy chwycili chłopca i postawili go na nogi. Następnie, z trzaskiem, lina ponownie się zacisnęła, a ciało dziecka uniosło się z marmurowej posadzki. Chłopiec ciężko oddychał, gdy unosili go coraz wyżej. Aż do samego stożka. Wtedy starszy kat wydał rozkaz. Lina natychmiast się poluzowała, a młody dobosz upadł.
  Nagie, żylaste, kościste ciało chłopca runęło, zatrzymując się tuż przed podłogą, a lina się zacisnęła. Dziecko krzyknęło ponownie, ale krzyk nie ustał. Po ciele chłopca spływał pot, a jego muskularna klatka piersiowa unosiła się i opadała. Z heroicznym wysiłkiem Józef powstrzymał krzyk, zaciskając zęby.
  Jeden z katów roześmiał się i smagnął batem bose, dziecinne stopy chłopca. W porównaniu z bólem wywołanym drżeniem, wszystko to wydawało się błahe.
  Kierownik syknął:
  - No dalej, krzycz: Niech żyje król! A potem cię puścimy!
  Pisarze przygotowali się do spisania skruchy dziecka.
  Józef krzyknął w odpowiedzi:
  - Niech żyje republika!
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - Trzecie potrząśnięcie!
  Półnagi, spocony chłopiec został ponownie podniesiony. I znów zatrzeszczało koło, gdy kaci unieśli chłopca-bohatera. Józef wiedział, co go czeka, i zawołał:
  Kto jest przyzwyczajony do walki o zwycięstwo,
  Niech zaśpiewa z nami...
  Kto jest wesoły, ten się śmieje,
  Kto tego chce, osiągnie to,
  Kto szuka zawsze znajdzie!
  Chłopiec zawisł u samej góry sufitu. Kaci, uśmiechając się lubieżnie, puścili linę. I znów chude, ale żylaste ciało chłopca opadło. Tuż przy podłodze lina znów się zacisnęła. Młody dobosz zemdlał z bólu. Jego okrągła, dziecinna twarz zbladła.
  Starszy kat wydaje rozkaz i dziecko zostaje ponownie wylane lodowatą wodą z piwnicy.
  Józef odzyskuje przytomność, prycha, a z piersi chłopca wyrywa się jęk. Jednak bohaterskim wysiłkiem dziecko zaciska zęby i tłumi krzyk, ciężko oddychając.
  Szef stewardów mówi:
  - Krzyczcie: "Niech żyje król", a my przerwiemy tortury i was puścimy!
  Józef zawołał:
  - Nie! Nigdy!
  Starszy kat skinął głową:
  - Teraz rozciągnij go porządnie na stojaku za pomocą klocka!
  Chłopiec został powieszony i potrząsany. Następnie jego bose stopy zostały przymocowane do dębowego dyba, żelazem skrępowanego. Z niego wystawały haki. Było oczywiste, że ciało chłopca się rozciągnęło, żyły stały się wyraźniejsze.
  Starszy kat zapytał:
  - Niech żyje król, bo inaczej będę cię dalej dręczył!
  Młody perkusista zawołał rozpaczliwie:
  - Niech żyje republika!
  Szef kat rozkazał:
  - Zawieś po dwa ciężarki po każdej stronie!
  Pomocnicy kata zaczęli wieszać ciężarki, każdy o wadze puda. Z jednej strony pala, potem z drugiej. Nagie, żylaste ciało chłopca naciągnęło się jak sznurek. I wyraźnie widać było, że dziecko urosło. Józef jęknął, ale zacisnął zęby i zdołał się powstrzymać. Był rozciągany przez ciężar.
  Kierownik warknął:
  - Krzyczcie: niech żyje król! Jesteście jeszcze dziećmi, macie jeszcze długie życie przed sobą!
  Młody perkusista ryknął:
  - Niech żyje republika!
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - Dziesięć batów z ostrożnością!
  Wysoki kat wyjął bicz z kosza na śmieci i zaczął bić chłopca po nagich, żylastych plecach z niewielką siłą. Ciosy wywoływały czerwone smugi.
  Józef nie wydał ani jednego jęku.
  Kierownik mruknął:
  - Zamierzasz rozmawiać?
  Młody perkusista odpowiedział:
  - NIE!
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - Pięć batów bez litości!
  Potężny kat wyciągnął bicz, grubszy i dłuższy. Rozstawił szeroko nogi, aby uzyskać przewagę, i z całej siły uderzył nim w nagie plecy dziecka. Opalona skóra pękła, a krew trysnęła. Potężny kat kontynuował bicie, wkładając w każdy cios całą swoją energię. Ostatnim ciosem trafił chłopca w pośladki, rozdzierając mu bieliznę i pozostawiając młodego perkusistę całkowicie nagiego. Krew sączyła się z potężnych ciosów. Wykrzywiona twarz chłopca świadczyła o wysiłku, z jakim powstrzymywał krzyk.
  Kierownik znów zachichotał:
  - No, powiedz tylko: niech żyje król, a zostaniesz wypuszczony na wolność i nawet dostaniesz sakiewkę złota na podróż!
  Chłopiec krzyknął ponownie:
  - Niech żyje republika!
  Starszy kat powiedział z zadowolonym wyrazem twarzy:
  - Usmaż temu chłopcu pięty!
  Kat po prawej zapytał:
  - Nasmarować olejem?
  Główny kat skinął głową:
  - Jasne! Może chłopak się opamięta i nie będzie potrzeby zostawiać go kaleką do końca życia!
  Kaci wyciągnęli butelki z oliwą i zaczęli smarować bose, dziecinne podeszwy młodego dobosza. Józef poczuł falę mdłości od dotyku brudnych rąk katów. Z trudem powstrzymał odruch wymiotny. Pomogło mu to, że żołądek miał praktycznie pusty i nie miał czym się odbić.
  Po zakończeniu oliwienia, kaci przynieśli cienkie polana i rozpalili ogień pod bosymi stopami chłopca. Dodali siarki, aby ogień palił się szybciej. Następnie rozpalili go pochodnią.
  Czerwone płomienie lizały pięty dzieci drapieżnymi językami. Józef drżał, ale powstrzymał krzyk.
  Ogień tańczył pod bosymi stopami chłopca, gdy kaci dokładali cienkie polana. Zapach świeżego, spalonego mięsa wypełniał powietrze, jakby pieczono dzika.
  Kierownik syknął:
  - Powiedz to chłopcze, natychmiast - niech żyje król!
  Chłopiec, ociekający krwią i potem, krzyknął:
  - No cóż, do diabła z tobą!
  Starszy kat wydał rozkaz:
  - A teraz uderz tego bezczelnego chłopaka gorącym drutem w plecy!
  Oprawcy podeszli do kominka i zaczęli wyciągać z niego wiązki rozpalonego do czerwoności drutu. Następnie podskoczyli do chłopca i zaczęli go bić rozpaloną stalą po nagich, żylastych, już poobijanych plecach.
  Józef poczuł palący ból i jęknął, ale natychmiast ugryzł się w wargę. Nadal go bili.
  Dwóch katów smagało chłopca po plecach wiązkami drutu o dębowych rękojeściach, czerwonymi od gorąca. Inna para drapała go po bosych stopach. Ale Józef nadal zachowywał niezwykłą odwagę.
  Inny kat, na rozkaz starszego kata, podniósł pochodnię i przystawił ją do nagiej, muskularnej piersi chłopca. Zapach spalenizny stał się silniejszy.
  Małego bębniarza bito po plecach rozżarzonym drutem, jego pięty i klatka piersiowa były smażone przez ogień, ale był jak tytan.
  Kierownik krzyknął:
  - Powiedz "niech żyje król", a nie tylko cię wypuścimy, ale także damy ci całą sakiewkę złota na podróż!
  W odpowiedzi Joseph Bara zaśpiewał:
  Synowie Ojczyzny, powstańcie,
  nadszedł wielki, chwalebny dzień!
  Odpowiedzcie na wyzwanie wroga,
  podnieście ich krwawą flagę,
  Odpowiedz na wezwanie wroga,
  podnieś ich krwawą flagę,
  Posłuchaj, jak kraj jęczy
  pod jarzmem straszliwych żołnierzy,
  którzy włamują się do twojego domu,
  zabijając córkę i matkę!
  
  Do broni, obywatelu!
  Zwarcie szeregów,
  Naprzód, naprzód!
  A nasze pola i ogrody,
  Za chwilę nieczysta krew popłynie!
  
  Czego pragnie ta horda,
  niewolników i potencjalnych królów?
  Dla kogo tak uporczywie przygotowuje
  swój wóz z kajdanami i łańcuchami?
  Dla kogo tak uporczywie przygotowuje
  swój wóz z kajdanami i łańcuchami?
  Dla nas! Czy Francuzi zniosą
  ciężar hańby, bo wyzwanie spadło na nas?
  Zrzuciliśmy więzy na zawsze,
  nie wrócą do naszych stóp!
  
  Nie, obcy najemnicy
  nie narzucą nam swojego prawa!
  Możemy zginąć z ich ręki,
  ale nasza postawa nie ugnie się w łuku,
  Możemy zginąć z ich ręki,
  Ale obóz nie ugnie się w pokłonie,
  Boże, ratuj nasz lud!
  Jeśli polegniemy, nie będziemy oczekiwać litości,
  Despota może, bez nadziei,
  trzymać nas wszystkich w ryzach na zawsze!
  
  Drżyjcie, nikczemni tyrani,
  i wy, obcy najemny motłoch,
  Za wasze diabelskie plany
  czeka was kara, na którą zasługujecie!
  Za swoje diaboliczne plany
  poniesiesz zasłużoną karę!
  Wszyscy jesteśmy wojownikami, a na polu bitwy
  Bohaterów Francji jest niezliczona liczba.
  Jeśli polegną, będziesz świadkiem
  sprawiedliwej zemsty Ojczyzny!
  Pamiętajcie o honorze, Francuzi,
  i okażcie łaskę
  tym, którym więzy wroga
  nie pozwalają dołączyć do nas w bitwie!
  Do tych, których więzy wroga
  zmuszają do walki z nami!
  A co z krwawymi despotami?
  A co ze wspólnikami Bouilleta?
  Bestie mają tylko jedno prawo:
  pożerać ciało matki w łonie!
  
  Miłość do ojczyzny i ludu,
  daj nam siłę do zemsty,
  a Ty, piękna wolności,
  prowadź nas do walki o prawdę i honor!
  A ty, piękna wolności,
  prowadź nas do walki o prawdę i honor!
  Zwycięstwo, Ty słusznie na nas czekasz,
  Pomóż nam odeprzeć wrogów,
  Niech pokonani wrogowie zobaczą
  Twój triumf i naszą chwałę!
  
  Dołączymy do szeregów z nową siłą,
  zastępując naszych dzielnych przodków,
  znajdziemy ich prochy i groby,
  gdzie jaśniało światło ich odwagi!
  Znajdziemy ich prochy i groby,
  gdzie płonęło światło ich odwagi!
  Nie żałując swego losu,
  przyjęli wieść o śmierci,
  a honor dyktuje nam wybór -
  pomścić ich czy pójść za nimi!
  
  Za rewolucję, naszą wolną,
  Chłopiec będzie walczył całe życie...
  Władza jest prawowita, wola ludu,
  Łańcuchy zostaną zerwane, człowieku-buntowniku światła!
  ROZDZIAŁ NR 2.
  Dowódca i Fanfar klaskali chórem, a dołączyła do nich kolejna nastolatka. Ładna, rumiana i krzepka przedstawicielka płci pięknej, o jasnobrązowych włosach. Można by ją nazwać piękną, choć była nieco pulchna i prawdopodobnie przeszłaby na dietę w XXI wieku. Ale jej pulchność to nie tyle tłuszcz, co mięśnie i mięso, i nie wyglądała jak krowa.
  Młody kapitan skinął głową:
  "To jest Mercedes! Właściwie ma inne imię, ale nadałem jej imię po narzeczonej Edmunda Dantesa, lepiej znanego jako hrabia Monte Christo. A tak przy okazji, jest bardzo silna jak na dziewczynę i świetnie strzela!"
  Mercedes skłoniła się i patrząc na Olega zauważyła:
  "Nigdy nie widziałem tak umięśnionego chłopca. Jest jak Herkules i Apollo w dzieciństwie!"
  Chłopiec-terminator odpowiedział:
  "Tak, siła wyższa obdarzyła mnie takimi mięśniami. To prawda, muszę się odwdzięczyć, ale to oczywistość! Nic nie przychodzi łatwo!"
  Chłopiec-kapitan wydał rozkaz:
  - Chłopaki, jedziemy! Strzelamy!
  I ruszył w stronę wyjścia. Fanfar pobiegł za nim. Dostrzegł błysk obcasów jego butów. Chociaż boso było wygodniej w ciepłe dni - właśnie dlatego, że jako bezdomny chłopiec Fanfar paradował z bosymi obcasami prawie przez cały rok, a w mroźne dni owijał stopy czym popadnie - teraz odmówił zdjęcia butów za nic w świecie. To upodobniłoby go do zwykłego człowieka. A teraz miał stopień starszego porucznika i formalnie był pierwszym zastępcą kapitana.
  Nastolatka nie miała takich uprzedzeń, a jej nogi były tak piękne, pełne gracji i uwodzicielskie, że buty i pończochy mogłyby je tylko zniszczyć.
  Oleg nie mógł powstrzymać się od zachwytu nad jej nagimi, opalonymi, muskularnymi nogami. Zawsze pociągały go kobiety silne fizycznie. Zwłaszcza że choć ciało miał jak dziecko, umysł miał bardzo dojrzałego mężczyznę.
  Dziewczyna jest dość dobrze rozwinięta fizycznie. Chociaż nie można powiedzieć, że nastolatka jest wyższa od obu policjantów. Jednak rysy jej twarzy sugerują, że nadal jest dziewczyną, choć atletyczną.
  Oto byli, wyszli na strzelnicę. Ciepły wiatr owiewał im twarze, a w powietrzu unosił się zapach drzew, trawy, wody i zdrowych, chłopięcych ciał.
  Niektórzy z nich robili pompki lub przysiady z ciężarkami i byli spoceni. Ale ich zapach, biorąc pod uwagę ich młody wiek i zdrowie, nie był drażniący.
  Młody kapitan wziął do ręki Mausera. Ten karabin został zaprojektowany i opracowany w Niemczech. W przeciwieństwie do słynnego rosyjskiego karabinu Mosin-Nagant, ma cieńszą lufę, kolbę przypominającą pistolet, a także ogólnie większą celność, łagodniejszy spust i nieco wyższą szybkostrzelność.
  Ale karabin Mosina jest lepszy do walki wręcz. W wojnie z Japończykami broń rosyjska była być może lepsza pod względem praktycznym, ale carska Rosja i tak przegrała. W tej wojnie bogowie, czyli siły wyższe, w jakiś sposób odwrócili się od cara Mikołaja II. I Rosja miała zaskakująco pecha. Nie zwalnia to jednak cara z odpowiedzialności. W szczególności powinien był pozostać w Petersburgu 9 stycznia i być może zapobiegło to Krwawej Niedzieli i późniejszej rewolucji, a dokładniej, rebelii, która częściowo zmieniła ustrój z absolutyzmu w de facto monarchię konstytucyjną.
  Oleg jednak tylko przez chwilę się nad tym zastanowił. Chłopiec podniósł karabin Mauser i strzelił. Odrzut był niewielki, a kula trafiła w sam środek tarczy. Otrzymawszy od bogów nieśmiertelne ciało, Oleg nabył przy tym pewne umiejętności. Kiedy celujesz intuicyjnie, twoje wyćwiczone ręce automatycznie namierzają cel. A twój wzrok jest tak ostry, że dostrzegasz nawet wzory na liściach odległych drzew.
  Chłopiec-dowódca zauważył:
  - Dobrze! Spróbuj jeszcze raz!
  Oleg strzelił ponownie. I znowu, prosto w środek. Wtedy wojowniczka rzuciła swój słomkowy kapelusz. Oleg był lekko zaskoczony, ale jego ciało zareagowało automatycznie i kula trafiła w sam środek, wyrzucając kapelusz wyżej. Wtedy Mercedes rzuciła bumerangiem bosymi stopami.
  Leciał znacznie szybciej i trudniej było go trafić, zwłaszcza że jego tor lotu był nierówny.
  Chłopiec-kapitan zauważył:
  - Nawet ja nie zawsze trafiam!
  Oleg, mając już pewne doświadczenie w swoim młodym ciele, zrozumiał, że w tym przypadku wrogiem jest umysł. Musiał polegać na intuicji i wykorzystać podświadome zdolności tego ciała, tego młodego supermana. Co więcej, miał spore doświadczenie życiowe, zwłaszcza w pisaniu science fiction. Ale jak to mówią, dowcip rodzi się z nieszczęścia.
  Chłopiec zawahał się i zachwiał. Bumerang zatoczył łuk, a Mercedes złapała go tym razem dłonią i powiedziała z uśmiechem:
  - I będę powtarzał od świtu do zmierzchu! Carado, carado i do cholery!
  Fanfar zaśmiał się i zauważył:
  - Nie ma sensu wspominać o diable!
  Chłopiec-kapitan zauważył:
  "Nasz młody przyjaciel nie zdążył strzelić. Rzuć jeszcze raz, mocniej, będzie skuteczniej!" Młody mężczyzna zwrócił się do Olega. "I nie krępuj się, widzę, że pierwszy raz trzymasz w ręku karabin Mauser". "Nawet jeśli chybisz, to nie będzie wstyd!"
  Siłaczka rzuciła bumerang z całej siły, a potem kopnęła go ponownie. Miała na sobie krótką spódniczkę, sięgającą daleko za kolana, odsłaniającą siłę i muskulaturę nóg.
  Oleg poczuł narastającą w nim złość i strzelił, niemal bez celu. Kula trafiła bumerang w sam środek, roztrzaskując go na kawałki.
  Chłopiec-kapitan wykrzyknął:
  - Cudownie! Po prostu super! Nawet ja bym tego nie potrafiła!
  Fanfar zauważył z uśmiechem:
  - Takiego rodzaju ciosy zadajemy z różnych krajów!
  Sportowczyni zauważyła:
  - Tak, to świetnie! Ale może możemy to utrudnić. Na przykład strzelać do łuski wyrzuconego naboju?
  Młody dowódca wyraził sprzeciw:
  - Wystarczy na dziś! Niech się sprawdzi w walce wręcz. A może walka?
  Oleg skinął głową:
  - To możliwe!
  Fanfar zauważył z uśmiechem:
  - Ma takie mięśnie. Mógłby nawet rozerwać niedźwiedzia na strzępy!
  Chłopiec-kapitan zapytał:
  - A co powiesz na walkę z trzema naraz?
  Oleg odpowiedział z uśmiechem:
  - Z trzema, to z trzema!
  Dziewczyna zauważyła z szerokim, słodkim uśmiechem:
  - Odważny chłopiec!
  Młody dowódca rozkazał:
  - Wiewiórko, ważko, lisie, chodźcie tu!
  Podeszło do nich trzech nastolatków, w wieku około czternastu lub piętnastu lat. Dwóch miało na sobie buty, a najmłodszy był boso. Spojrzeli na przybysza z podejrzliwością. Chłopiec wydawał się przystojny i atrakcyjny, ale był nieco zbyt muskularny.
  Chłopiec-kapitan skinął głową i powiedział:
  "Będziesz z nim walczyć. I pamiętaj, że chociaż jest od ciebie młodszy, jest niesamowicie silnym wojownikiem".
  Chłopcy zmarszczyli brwi. Nadal jednak zaczęli zdejmować koszule, żeby nie rozerwać ich w walce. Zdjęli też buty, najwyraźniej po to, by być na równi. Chłopcy byli wciąż nastolatkami, bez brody i wąsów, z przyjemnymi, opalonymi twarzami i rozjaśnionymi słońcem włosami. Mieli muskularne ciała, a skórę opaloną słońcem.
  Oleg uważał, że bicie nieletnich jest złe. W końcu sam był nieletni. Mógł realistycznie ocenić swoje szanse. A były one wysokie; znał swoje ciało.
  Młody kapitan krzyknął:
  - Walcz z całą siłą!
  Trzech nastolatków ruszyło na Olega. Chłopiec z Terminatora, przypominając sobie, jak walczył w nowym ciele, gwałtownie uderzył wojownika po swojej prawej stronie. Upadł. Chociaż cios trafił go w ramię, był zbyt silny i zbyt szybki.
  Pozostali dwaj chłopcy byli zdezorientowani; najwyraźniej nie spodziewali się czegoś takiego po tym chłopcu.
  Oleg wyczuł dreszczyk emocji towarzyszący walce i rzucił się do ataku. Kopnął drugiego chłopca w brodę bosym obcasem, roztrzaskując mu szczękę. Szybko podniósł trzeciego chłopca na wyciągnięte ramiona i rzucił nim. Upadł z krzykiem i został dobity ciosem w tył głowy. Kolejny chłopiec, trafiony w ramię, próbował wstać. Z trudem podniósł się na bose, nastoletnie stopy. Oleg uderzył drugiego chłopca trzy razy i powalił go potężnym ciosem w szczękę.
  Wszyscy trzej chłopcy stracili przytomność, a walkę wygrali przez nokaut.
  Mercedes wykrzyknęła z podziwem:
  - To jest moc!
  A chłopcy, którzy zebrali się, aby obejrzeć walkę, krzyknęli chórem:
  Dobrze, dobrze,
  Pokazali siłę!
  Przyjaźń z nim jest jak zabawa z krokodylem!
  Oleg podniósł pięści i ryknął:
  Rozerwiemy upiory na strzępy,
  I potężny jak dąb,
  Zdrowi fizycznie!
  Jestem wilkiem, a to oznacza, że jestem królem zwierząt!
  A chłopcy-wojownicy oczywiście żartobliwie śpiewali:
  Dobrze, dobrze, walczy jak lew,
  Tylko zając go dopadnie!
  I rozległ się śmiech. A Oleg podskoczył i wykonał salto z dziesięć razy!
  I kolejne brawa. Chłopiec wylądował na rękach i zaczął żonglować bosymi stopami, używając dość ciężkich kamieni.
  Kapitan Dashing, znany również jako Jean Grandier, poklepał Olega po ramieniu i zaśpiewał:
  Zło jest być dumnym ze swojej mocy,
  I wygląda na to, że cały świat się z nim pogodził...
  Ale bądź chłopcem i bądź jak cherubin,
  I damy złu jasną lekcję!
  Podbiegł kolejny chłopiec, Paul Potter. Był boso i w krótkich spodenkach, wyglądał na jakieś dwanaście lat, choć w rzeczywistości miał trzynaście, ale był silny i z łatwością posługiwał się ciężkim karabinem. Z radosnym wyrazem twarzy oznajmił:
  - Pokonaliśmy jeden z oddziałów brytyjskich i coś zdobyliśmy!
  I wskazał na pudełko.
  Jean zapytał z uśmiechem:
  - Czy są naboje?
  Paweł odpowiedział z uśmiechem:
  - Nie! Tam jest czekolada! Pudełko jest duże, starczy dla całego batalionu!
  Dwie dziewczyny podbiegły, błyskając swoimi nagimi, różowymi, dziecięcymi szpilkami, i zręcznie zaczęły otwierać pudełko kluczem głównym.
  Fanfan zauważył z radosnym wyrazem twarzy:
  - Mamy tu nowego, już gotowego!
  Jean skinął głową:
  - Tak, to naprawdę rzadki wojownik!
  Paul pisnął z uśmiechem, tak dziecinnym i słodkim, chociaż ten dzieciak już zdążył polubić wiele osób:
  - Udowodnij to!
  Oleg podniósł kamyk swoimi silnymi, dziecięcymi palcami u stóp i rzucił go w górę. Ptak przypominający kruka został mocno uderzony i, gubiąc pióra, runął w dół niczym zestrzelony samolot.
  Młodzi wojownicy znów zaczęli klaskać. I wyglądało to przepięknie. Chłopcy byli zachwyceni.
  Paweł zaśmiał się i zauważył:
  - Mogę zrobić to lepiej!
  I strzelił z pistoletu. Był ciężki i zaskakujące, że mały, bosy chłopiec w krótkich spodenkach mógł sobie z nim tak łatwo poradzić.
  I kolejna wrona spadła.
  Jean zapytał z uśmiechem:
  - Czy możesz to zrobić nogami?
  Paweł puścił oko i odpowiedział:
  - Nie, nie jestem zboczeńcem!
  Oleg zauważył:
  "Ten pistolet długo się przeładowuje. Może lepiej użyć Mausera? Strzela o wiele szybciej".
  Potter Jr. odpowiedział:
  - Mniej znaczy więcej! Mauser tak naprawdę nie zabija, ale mój karabin trafia z pewnością!
  Jean wyraził sprzeciw:
  "A Mauser świetnie rozwala! Poza tym karabin jest ciężki i kucykowi nie będzie łatwo! A tak przy okazji, nowicjusz powinien kupić sobie wierzchowca! Jest mały, więc nie będzie to trudne!"
  Oleg wyraził sprzeciw:
  - Nie potrzebuję konia! Sam potrafię biegać szybciej niż koń!
  Paweł wykrzyknął:
  - Gwizdek!
  Genialny chłopiec zasugerował:
  - Załóżmy się!
  Potter Jr. zapytał:
  - Po co?
  Oleg szybko odpowiedział:
  - Oto twoja porcja czekolady!
  - No to zaczynamy!
  Chłopcy i dziewczęta z batalionu młodzieży przyjęli to z aplauzem i przyjacielskim śmiechem.
  Paul odłożył broń. Miał małego, ale bardzo zwinnego konia, z domieszką krwi arabskiej. I rzeczywiście był to jeden z najszybszych koni w oddziale. Ponieważ wśród walczących nie było dorosłych mężczyzn, tylko nastolatki i dzieci, wierzchowce były albo kucykami, albo małymi końmi, aby trudniej było je dostrzec. Starali się unikać nawet wysokich młodych mężczyzn w oddziale, aby nie rzucali się w oczy.
  Paweł zazwyczaj podróżował boso - tak było łatwiej. A podczas pracy w polu buty tylko przeszkadzały.
  Tutaj jest ciepło, a palce dziecka są wytrzymałe, więc w razie potrzeby o wiele łatwiej będzie mu wspiąć się na drzewo, a nawet mur, będąc bosymi stopami.
  Oleg, stając się nieśmiertelnym chłopcem, mógł nosić buty tylko wtedy, gdy było to konieczne dla kamuflażu. Poza tym ani zimno, ani upał nie stanowiły dla niego zagrożenia.
  Biorąc pod uwagę jak szybko biega, jego buty na pewno się rozerwą.
  Obaj chłopcy stanęli na linii startu. Wokół obozu znajdował się tor, przypominający duży stadion.
  Pozostałe dzieci-wojownicy poszły za nimi.
  Gwizdali i chichotali. Jeden chłopiec w wieku około trzynastu lat, również bosy, w pasiastej kamizelce, wykrzyknął:
  - Stój, lądzie! Rosja jest z nami!
  Oleg spojrzał na chłopca. Słońce nadało jego włosom barwę przejrzałej pszenicy, a twarz pociemniała od słońca. Trzeba jednak przyznać, że biali chłopcy, na ogół w wieku zaledwie trzynastu lat, wyglądają bardzo podobnie. Po ich twarzach nie sposób nawet stwierdzić, czy ten jest Rosjaninem, czy tamten Niemcem. Burowie, nawiasem mówiąc, to w większości Niemcy i wyglądają bardzo podobnie, zwłaszcza w dzieciństwie, kiedy cechy teutońskie i słowiańskie nie są jeszcze szczególnie widoczne.
  Zaskakujące jest, dlaczego w czasie II wojny światowej oba narody tak bardzo się nienawidziły.
  Oleg odpowiedział z uśmiechem:
  Rosyjski wojownik nie jęczy z bólu,
  Rosyjski wojownik nigdy nie śpi na patrolu!
  Nawet w czarnej dziurze się nie utopi,
  Jego duch nie spłonie w plazmie gwiazd!
  Po czym chłopcy dotarli do mety. Paul był uroczym dzieciakiem i jak dotąd uniknął poważnych obrażeń. Ale miał już na koncie sporo ofiar. Pozory mogą więc mylić.
  Dzieci tutaj przypominają prawdziwe potwory, chociaż większość z nich, ze względu na młody wiek, ma anielskie oblicze.
  Oleg zauważył, że wszyscy chłopcy byli biali, mimo że w Transwalnii i Wolnym Państwie Orania było cztery razy więcej czarnych niż białych. Sugeruje to, że rdzenni mieszkańcy Afryki generalnie nie przejmują się tym, kto ich uciska: Burowie czy Brytyjczycy. Zwłaszcza że Brytyjczycy mają wojska kolonialne złożone z czarnych, Arabów i Hindusów, podczas gdy Burowie są jawnymi rasistami.
  Oleg zaczął wątpić, czy powinien był angażować się w tę sprzeczkę. Jak głosi przysłowie, źli ludzie walczą z tymi, którzy nie są lepsi. Przynajmniej Burowie bronią swojej ziemi. I mają w tym więcej racji.
  Na przykład, jeśli weźmiemy pod uwagę bardziej współczesną wojnę między Ukrainą a Rosją, Ukraińcy wciąż mają więcej racji, ponieważ bronią swojej ziemi przed agresorem. A zatem Oleg walczy po stronie tych, którzy bronią swoich.
  Nigdzie nie ma świętych. Każdy, jak to mówią, ma swoje drobne grzechy, a świętych nie ma. Weźmy na przykład Pawła, który mści się za swojego ojca, straconego przez Brytyjczyków. Chociaż mogliby go wysłać na ciężkie roboty, a potem zorganizować ucieczkę.
  Ale tak naprawdę to nie był jego pomysł, a jego potężnych panów, którzy zmuszają go do zdobycia nieśmiertelności. Cóż, w tym przypadku, jako dziecko marzył o walce u boku kapitana Daredevila. I jego marzenie się spełniło, a teraz znowu jest chłopcem, i to jest wspaniałe i niesamowite!
  Oleg był trochę zamyślony i spóźnił się na start. A Paul, na swoim pełnej krwi angielskiej, ruszył pierwszy. I było jasne, że miał naprawdę wspaniałego i żwawego rumaka.
  Nieśmiertelny chłopiec też kłamał. I to z pełną prędkością. Jego nagie, silne, muskularne nogi błyszczały.
  Oleg pokonał dystans niczym ośmiornica, ale nie dogonił Paula. Pobiegł za nim, dysząc mu w kark i zaczął śpiewać:
  Wznieśmy słup kurzu,
  Pędzimy jak meteory...
  Będzie porażka dla wroga,
  Zmiażdży nawet góry!
  Paweł , biczując konia, pisnął w odpowiedzi:
  - Przestań się wygłupiać! Wyprzedź mnie, jeśli potrafisz!
  Oleg zachichotał i podskoczył. Przeleciał nad miejscowym snajperem i zaćwierkał:
  W moich źrenicach jest koszmar,
  Jeden skok - jedno uderzenie!
  I oto młody geniusz pędził naprzód. Wtedy Paul wyciągnął ostrogi zza pasa i przypiął je do bosych, dziecięcych, opalonych stóp. Potem zaczęli jeszcze mocniej dźgać konia w bok. Miniaturowy koń przyspieszył, niemal doganiając Olega. Ale młody geniusz również zaczął biec szybciej. W końcu mógł prześcignąć geparda. A jego ciało było nieśmiertelne.
  Paul warknął jak małe zwierzę, wyciągnął nawet sztylet i zaczął dźgać swojego wierzchowca. Krew popłynęła.
  Oleg natychmiast się odwrócił i bosymi palcami stóp wyrwał sztylet z rąk chłopca, krzycząc:
  - Nie waż się zrobić krzywdy temu słodkiemu stworzeniu!
  Paul warknął i sięgnął po rękę, ale przypomniał sobie, że nie ma pistoletu. Był za ciężki, więc młody wojownik po prostu go zdjął, żeby zmniejszyć wagę.
  A teraz widzicie, jak wściekły jest Paul. Jego niebieskie oczy błyszczą.
  Zeskoczył więc ze swojego zakrwawionego rumaka i rzucił się na Olega z pięściami. Młody geniusz złapał pięść przeciwnika i wykręcił ją. Paul jęknął z bólu i spróbował uderzyć drugą ręką.
  Oleg sparował cios, a następnie zadał własny cios. Poruszał się tak szybko, że mężczyzna po prostu nie był w stanie zareagować na tak gwałtowne ruchy.
  Paul dostał cios w brodę i upadł. Oleg próbował uderzyć go wystarczająco mocno, żeby go znokautować, ale nie złamać kości.
  W końcu to był jeden z nas. Paul upadł, z rozrzuconymi rękami i nogami. Podbiegła do niego wysoka, bosa Mercedes, a z nią dziewczynka w wieku około dziesięciu lat, podobna do poległego chłopca - najwyraźniej jego siostra. A z nią chłopiec w wieku około dziewięciu lat, młodszy brat Paula, niosący lżejszy karabin niemieckiej produkcji, specjalnie wykonany dla zwiadowców.
  Ten typ karabinu jest także łatwy do ukrycia.
  Mercedes sprawdziła szczękę Paula i z zadowolonym uśmiechem zauważyła:
  - Nie jest zepsute!
  Fanfan podbiegł i zapytał:
  - A kto wygrał?
  Jean zauważył z uśmiechem:
  "Właściwie to Oleg wygrał! Prześcignął przeciwnika i znokautował go! Ale żeby nikt się nie obraził, orzekam remis!"
  Dziewczynka w wieku około dziesięciu lat, bosa, opalona, podrapana, gdyż często wysyłano ją na misje zwiadowcze, a raczej ona sama prosiła o wysłanie jej, z przerażającą siłą zanotowała:
  - Tak, mój brat zasługuje na smak czekolady! A twój nowy chłopak jest niesamowicie silny!
  Mercedes zauważyła:
  - I jest taki miły, że zlitował się nad biednym zwierzęciem, które Paul dźgnął nożem! On naprawdę ma wielkie serce!
  Dzieci-wojownicy ponownie bili brawo. To było naprawdę coś wyjątkowego.
  Jean ogłosił:
  - A teraz wszyscy umyjcie ręce! Idziemy na obiad!
  Jedzenie w dziecięcym batalionie było całkiem dobre, wliczając w to zupę grzybową i dziczyznę. Młodzi wojownicy polowali na wiele własnych produktów, a także zbierali grzyby, jagody i owoce w hojnym afrykańskim klimacie.
  Naprawdę dziwne jest to, że czarni głodują, chociaż mogą zbierać cztery plony w roku - tutejsza ziemia jest tak żyzna.
  Oleg śpiewał z natchnieniem:
  - Ziemia jest hojna dla nas grzeszników,
  A niebo jest pełne niebezpieczeństw...
  Chłopcy są zżytą rodziną,
  Róże tak pięknie pachną przed burzą!
  Mercedes zauważyła:
  - Tak, naprawdę jesteśmy jak bracia i siostry! A nasza przyjaźń to klucz do przetrwania!
  Paul obudził się po tym, jak wylano na niego wiadro lodowatej wody z głębokiej studni. Młody snajper usiadł obok Olega i powiedział:
  - Masz żelazną pięść!
  Młody geniusz odpowiedział z uśmiechem:
  - A głowa też nie jest z żeliwa!
  Na deser pokojówki przygotowały piękny tort. Miał kształt dużego, napoleońskiego trójrożca. Każda osoba dostała kawałek i starannie go pokroiła.
  I położyli to na talerzach. Chłopcy mieli widelce, łyżki i noże ze srebra. Pochodziły one z trofeów zdobytych na Brytyjczykach.
  Chłopcy i dziewczęta zaczęli ostrożnie zajadać się biszkoptem z kremem i różami, delektując się nim.
  Paweł zauważył:
  "Brytyjczycy przerzucają teraz znaczne siły i przygotowują nową ofensywę. Jest ich tak wielu, że może nam zabraknąć naboi dla wszystkich!"
  Oleg zauważył:
  "Najgorsze jest to, że mają innego dowódcę. Mogliby zastosować taktykę Hannibala pod Kannami - atakować z flanki i tworzyć kleszcze, by okrążyć nasze wojska".
  Paweł uśmiechnął się i zapytał:
  "Jestem prostym chłopem, synem chłopa, nie chodziłem do żadnej akademii, więc nie wiem, kim jest Hannibal! Umiem tylko pisać, czytać, a nawet znam tabliczkę mnożenia! To prawda, strzelam lepiej niż wielu dorosłych!"
  Chłopiec-geniusz odpowiedział:
  Hannibal był najsłynniejszym i najznakomitszym dowódcą Kartaginy podczas wojny punickiej. Już od najmłodszych lat poprzysiągł zniszczyć Rzym i walczyć do ostatniej kropli krwi. Armia Hannibala opuściła Hiszpanię i przekroczyła Alpy, docierając do północnej Italii i Górnej Galii. Chociaż wielu żołnierzy Hannibala zginęło podczas marszu, nie mogąc sprostać trudnościom, w Galii armia została uzupełniona o lokalnych mieszkańców niezadowolonych z eksploatacji Rzymu. Hannibal odniósł kilka zwycięstw i zadał miażdżącą klęskę armii rzymskiej pod Kannami - klęskę, która stała się częścią podręczników wojskowych. Rzym miał osiemdziesiąt tysięcy piechoty przeciwko czterdziestu tysiącom Kartagińczyków, ale Hannibal miał dziesięć tysięcy kawalerii przeciwko sześciu tysiącom Rzymian. Gdy legiony Wiecznego Miasta ruszyły do bitwy, mając nadzieję zmiażdżyć armię kartagińską w centrum, wojska Hannibala zaatakowały flanki. Co więcej, słynny dowódca zastosował inną innowację - koncentrację ataku. Jego brat zaatakował z ośmioma tysiącami, dwoma tysiącami rzymskiej kawalerii na lewym skrzydle, podczas gdy drugi dowódca unieruchomił cztery tysiące wrogiej kawalerii dwoma tysiącami własnej. Po pokonaniu lewego skrzydła, kartagińska kawaleria, oskrzydlając piechotę, zaatakowała Rzymian od prawego tyłu, mordując praktycznie całą kawalerię. Następnie zaatakowała piechotę od tyłu. Tymczasem wojska Hannibala uformowały podkowę. Rzymianie zostali otoczeni i rozgromieni. Od tego czasu ataki flankujące porównuje się do Kann.
  Paweł zagwizdał:
  - Wow! Świetnie! Taktyka Hannibala jest prawdopodobnie całkiem skuteczna!
  Mercedes zauważyła:
  - Mam książkę: Generałowie starożytnego Rzymu, polecam ją przeczytać, jest bardzo ciekawa i pouczająca!
  Chłopiec-snajper zauważył:
  - Nie mamy czasu na czytanie! Musimy dziś wieczorem znowu podłożyć dynamit. I wysadzić tory kolejowe!
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Most jest lepszy! Tory kolejowe można odbudować w kilka godzin, ale most zajmie co najmniej tydzień!
  Paweł westchnął i zauważył:
  Mosty są bardzo dobrze strzeżone, a wokół nich jest drut kolczasty i ogrodzenia elektryczne, a co najważniejsze, psy. Prąd nie jest taki straszny; załóż gumowy płaszcz i rękawiczki, ale tresowane buldogi i owczarki niemieckie to prawdziwy problem!
  Genialny chłopiec zauważył:
  - Jest na to lekarstwo dla psów, a jest ono bardzo skuteczne i proste!
  Chłopiec-snajper zapytał z ciekawością:
  - A jakie?
  Oleg odpowiedział ze słodkim uśmiechem:
  - Trzeba się wysmarować tłuszczem lwa lub tygrysa, a wtedy pies, bojąc się, że zostanie rozszarpany przez dużego, drapieżnego kota, nie odważy się wydać żadnego dźwięku!
  Paweł wykrzyknął:
  - Jesteś takim mądrym facetem! Nigdy bym na to nie wpadł!
  Jean skinął głową z uśmiechem:
  "I to takie proste? Ale psy naprawdę stanowią problem. Strzelamy do nich nawet z Mauserów, tak jak do angielskich żołnierzy!"
  Mercedes zauważyła:
  "Trucie psów nadal jest w porządku, choć jest to trochę podłe. W końcu zwierzę nie jest niczemu winne i po prostu wykonuje swój obowiązek!"
  Fanfan logicznie zauważył:
  "Ale angielscy żołnierze też nie są niczemu winni. Dostali rozkazy i wykonali je, być może nawet bez chęci zabijania. Rozlewanie krwi jest jakoś nieprzyjemne!"
  Oleg zauważył:
  - Lepiej o tym nie myśleć! Wyobraź sobie, że to wszystko jest banalne, bardzo realistyczna, ale nieprawdziwa gra wojenna, a poczujesz się lepiej!
  ROZDZIAŁ NR 3.
  Po obiedzie chłopcy i dziewczęta ponownie umyli ręce. Potem Paul i Oleg poszli na polowanie na lwy. Jak to często bywa z dziećmi, chłopcy najpierw się pokłócili, ale potem zostali przyjaciółmi.
  Brat Paula, Edik, i jego siostra, wraz z dwójką innych dzieci, około dziesięcioletnich, ale znakomitych strzelców, poszli z nimi. Tak więc sześciu młodych wojowników - pięciu chłopców i dziewczynka - wyruszyło do lasu, a raczej w krainę przypominającą dżunglę i sawannę - w klimacie przejściowym południowej Afryki.
  To była drużyna boso. Chłopcy woleli wygodne szorty, takie jak szorty. Smarowali je specjalną, pachnącą nalewką, żeby owady ich nie gryzły. Dziewczyna też miała na sobie starą, sięgającą do kolan sukienkę, jak zwykłe wiejskie dziecko. I nie budziła podejrzeń. Skoro chłopca można podejrzewać o szpiegostwo, to z pewnością młodą przedstawicielkę płci pięknej...
  Ale na razie muszą polować na lwy. Oleg był jedynym, który biegł pieszo. Nieśmiertelne ciało nigdy się nie męczy. Dlatego jest nieśmiertelny. Chociaż, półnagi chłopiec w krótkich spodenkach, biegnący i szurający bosymi stopami po trawie, wygląda nieco komicznie. Zwłaszcza gdy inne dzieci jadą konno, poruszając się specyficznym chodem - przednie nogi małych koni kłusują, a tylne przechodzą w galop.
  Paweł zapytał Olega:
  - Czy twój Hannibal żył przed narodzeniem Jezusa Chrystusa czy po nim?
  Młody geniusz odpowiedział pewnie:
  - Oczywiście, że wcześniej! Wtedy Rzym był jeszcze republiką i daleko mu było do najpotężniejszego państwa na świecie!
  Chłopiec-snajper skinął głową i zapytał:
  "Ale ty, jak widzę, jesteś uczonym chłopcem i najprawdopodobniej szlachcicem, mimo że biegasz boso i w krótkich spodenkach. Powiedz mi więc, dlaczego na Ziemi jest tyle zła pod rządami Wszechmogącego, Kochającego, Wszechwiedzącego Boga?"
  Oleg uśmiechnął się i odpowiedział:
  "To z pewnością ciekawe pytanie. Ale trzeba przyznać, że gdyby świat nie miał żadnych problemów, a my leżelibyśmy na kanapie, a kremowe ciasta spadałyby nam na talerze, to trzeba przyznać, że żyjąc w ten sposób, zamienilibyśmy się w zwierzęta, leniwe, tłuste świnie i po prostu umarlibyśmy z nudów. Ale trwa wojna i to jest interesujące. A polowanie na lwa jest jeszcze ciekawsze, jeśli lew może cię zjeść!"
  Paweł roześmiał się i zauważył:
  "Wydaje się to mądrą obserwacją! Chociaż, na przykład, istnieją różne rodzaje zła. Na przykład, kiedy jest wojna, jest zła, ale naprawdę interesująca. Ale kiedy ludzie umierają na dżumę albo dusznicę bolesną, nie ma w tym nic interesującego!"
  Oleg skinął głową na znak zgody:
  - Tak, choroba nie jest tak interesująca jak walki, bitwy, uczty, miłość do dziewczyny!
  Chłopiec-snajper zachichotał, po czym jego dziecinna twarz pociemniała i powiedział:
  "Dziewczyny są naprawdę bardzo piękne, po prostu wspaniałe, jak świeże, świeżo rozkwitnięte kwiaty. Ale z wiekiem stają się tak brzydkie i obrzydliwe. Patrzenie na stare kobiety jest po prostu bolesne; aż robi się niedobrze!"
  Młody geniusz również skrzywił się i zauważył:
  - To prawda. Stare kobiety są naprawdę okropne!
  Paweł zapytał:
  - Dlaczego Bóg miałby postarzać kobiety? Czy nie uważa tego za obrzydliwe?
  Oleg wzruszył ramionami i odpowiedział:
  "Tak, na świecie jest wiele niejasności. Myślę, że nawet Hitler, gdyby miał pełnię władzy, wolałby młode i piękne niewolnice niż brzydkie staruszki. Muszę jednak powiedzieć, że nie wszystko na świecie jest takie proste. I nie myślcie, że wszystko jest takie, jak napisano w Biblii. W rzeczywistości życie i wszechświat są o wiele bardziej złożone. I nie powinniście myśleć, że tylko Bóg decyduje o wszystkim i ma wszystkie dźwignie!"
  Młodszy brat Edika zauważył:
  "Gdyby Bóg mógł, nie pozwoliłby zastrzelić naszego ojca! Co oznacza, że Bóg może jednak nie być wszechmocny!"
  Oleg uśmiechnął się i zauważył:
  - A absolutna Wszechmoc jest w zasadzie niemożliwa!
  Paweł zapytał:
  - A dlaczego?
  Chłopiec-geniusz odpowiedział:
  - No więc odpowiedz na to pytanie: czy Bóg może stworzyć łańcuch, którego sam nie byłby w stanie zerwać?
  Chłopiec-snajper zmarszczył swoje wysokie, przystojne, dziecięce czoło, poruszył ramionami, kopnął bosymi stopami i odpowiedział:
  - Tak, to podchwytliwe! Jeśli mówisz, że możesz, to nieprawda, a on nie może, to też nieprawda! Tak czy inaczej, okazuje się, że coś jest poza mocą Boga Wszechmogącego!
  Dziewczynka pisnęła, uderzyła swoją małą, bosą stopą o zwisającą lianę i zaćwierkała:
  Ciało w piekle omdlewa od gorąca,
  I nadszedł czas, abyśmy wszyscy zrozumieli...
  Kto nie zna wiary w Pana,
  Wpadniemy pod jarzmo diabła!
  Po czym siostra Pawła, Stella, roześmiała się cienkim głosem.
  Dzieci-wojownicy zagłębili się w las, mieszankę sawanny i dżungli. Wyglądało to cudownie.
  Oleg próbował aktywować węch. Jego węch jest nadludzki, lepszy niż jakiegokolwiek psa gończego. Ale natychmiast do jego nozdrzy wdarło się mnóstwo różnych zapachów. W tym zapachy ciał dzieci jego młodych partnerów, spoconych koni i kucyków, a także mnóstwo traw i innych zwierząt. Nie wiadomo, jak nawet pies gończy jest w stanie to wszystko rozróżnić.
  Tutaj panuje taka kakofonia aromatów, że diabeł nie jest w stanie ich rozróżnić.
  Paweł zaśmiał się i zapytał:
  - Chcesz poznać lwa za pomocą nosa?
  Oleg skinął głową i zerwał kwiat bosą stopą:
  - Poznałem go po zapachu!
  Edik zauważył:
  "Lwa trzeba złapać na przynętę. W tym przypadku najlepszym sposobem jest złapanie go wyciem pożądliwej samicy".
  Stella się odprężyła i zauważyła:
  - Wow! Może powinnam to zrobić!
  Paweł wyraził sprzeciw:
  - Nie! Jestem najstarszy z was, mam najsilniejszy głos i duże doświadczenie w polowaniu.
  Oleg chciał powiedzieć, że jest najstarszy, i rzeczywiście, biorąc pod uwagę lata kalendarzowe, to była prawda, ale uznał, że lepiej się nie kłócić - i tak nikt by mu nie uwierzył. Poza tym, nie wiedział, jak naśladować ton głosu samicy lwa? Naprawdę, niech Paul go nauczy. Nie ma w tym nic wstydliwego!
  Młody geniusz sięgnął w górę i bosymi palcami zerwał bardzo jaskrawy i egzotyczny afrykański kwiat. Podał go ślicznej i przesłodkiej dziewczynce, Stelli. Ukłoniła się w odpowiedzi i zaćwierkała:
  - Dziękuję!
  A Paweł nadął swoje różowe, dziecięce policzki i zaczął wydawać dźwięki przypominające ryk zwierzęcia.
  Oleg zaczął uważnie słuchać dźwięków, aby w razie potrzeby móc je naśladować.
  W głowie chłopca zaczęły kłębić się najróżniejsze myśli. Na przykład, że dzieci to wspaniali wojownicy, zdolni do tak wielu rzeczy. A fakt, że są niższe, to tylko zaleta - trudniej go było trafić. Jeśli potrzebował sięgnąć po owoc, po prostu skakał.
  Młody geniusz podniósł bosymi palcami kawałek złamanej kory i zaczął coś rysować na liściu łopianu. A dokładniej, zbiornik. I to nie byle jaki, a piramidalny. Był to jeden z jego pomysłów na powieści science fiction, w których wykorzystywano podobne, egzotyczne, a zarazem skuteczne maszyny.
  Czołg ten miał duży, racjonalnie nachylony pancerz ze wszystkich stron, dzięki czemu był dobrze chroniony ze wszystkich stron, a w szczególności przed atakami z powietrza.
  Na przykład w dziełach science fiction, takich jak serie "Kapitan Führer" czy "Wojna nuklearna", ten typ czołgu zapewniał Niemcom doskonałą ochronę przed amerykańskimi samolotami szturmowymi i bombowcami.
  Cóż, to oczywiście science fiction, chociaż czołg piramidalny mógłby odegrać znaczącą rolę w XXI wieku. I powinien wejść do produkcji. Zwłaszcza gdyby takie pojazdy były małe, zwrotne i obsługiwane przez jedną osobę.
  Byłaby to bardzo skuteczna broń nawet w XXI wieku. Wyobrażam sobie, że kompleks wojskowo-przemysłowy byłby nią zainteresowany, a czołg sprawdziłby się w walce lepiej niż Armada.
  Myśli Olega zostały przerwane. Wyostrzony słuch chłopca wychwycił odgłos czegoś dużego, pełzającego na miękkich, ale pazurzastych łapach. Sądząc po dźwięku, zwierzę musiało być dość ciężkie. A ponieważ w Afryce Południowej nie ma tygrysów, bez wątpienia był to lew.
  Oleg szepnął do Pawła:
  - Wygląda na to, że Numba raczkuje!
  Chłopiec-snajper zapytał ponownie:
  - Masz na myśli lwa?
  Chłopiec-geniusz skinął głową:
  - Tak, długogrzywy!
  Paweł powiedział z uśmiechem:
  "Nie każdy strzelec z Mausera może zestrzelić lwa. Ale mój pistolet zdecydowanie tak."
  Oleg zasugerował:
  - Czy mogę zabić lwa?
  Chłopiec-snajper roześmiał się:
  - Ty? Nie masz nawet sztyletu! Robisz to gołymi rękami?
  Chłopiec geniusz wykrzyknął:
  - Gołymi rękami i bosymi stopami!
  Stella roześmiała się i pisnęła:
  "To się nazywa prawdziwy mężczyzna! Walczyć z lwem nawet bez sztyletu - to jest coś godnego podziwu!"
  Oleg żartobliwie zaśpiewał w odpowiedzi:
  Przyjaźnię się z niedźwiedziem,
  Jestem na niedźwiedziu, moi przyjaciele...
  Wyjdę bez strachu!
  Jeśli jestem z przyjacielem!
  Jeśli jestem z przyjacielem!
  A niedźwiedź nie ma przyjaciela!
  Po czym dzieci ucichły. Paweł wyszeptał:
  - No dobra, spróbuj! Jak coś się stanie, rozwalę lwu łeb!
  Oleg nasłuchiwał. Lew zbliżał się. Czułe nozdrza chłopca-supermana wyczuwały już ostry zapach wielkiego kota. Oleg był przecież nieśmiertelny, a lew nie zabiłby go pod żadnym pozorem. Chłopiec pomyślał nawet, że to nie do końca odwaga z jego strony - każdy, kto ma niezniszczalne ciało, mógłby to zrobić.
  Ale chęć spróbowania czegoś nowego wzięła górę. Poza tym, Tarzan przyszedł mi na myśl. On też walczył z lwami. Zazwyczaj jednak ze sztyletem w dłoni. Ale w powieści "Tarzan i jego bestie" mężczyzna pokonał dość dużą panterę gołymi rękami, bez broni. I to było imponujące, zważywszy na to, że Tarzan nie jest nieśmiertelny. Ciekawe, czy po II wojnie światowej krążyły jakieś historie o tym super-Mowglim? Tarzan był dość stary podczas wojny amerykańsko-japońskiej. Przecież Tarzan miał już dorosłego syna w czasie I wojny światowej! I wyglądał na około trzydziestkę. Widać było też w nim coś z alpinisty.
  Wyobraź sobie na przykład, że Tarzan znalazłby się w XXI wieku? Jakież to byłoby fajne i zabawne! A z kim walczyłby Tarzan, ten Rambo? Może z Benem Ladenem? Ostatni bandyta w historii przypominał bohatera komiksowego. A Stany Zjednoczone potrzebują bohaterów. Ameryka potrzebuje młodego, silnego i energicznego przywódcy, a nie starego wraka!
  Oleg wziął ją i szepnął:
  W wszechświecie szaleje wojna,
  Wojna bez konkretnego powodu...
  Do tego potrzebna jest młodość,
  Lek przeciwzmarszczkowy!
  Cóż, wyczuł zbliżającego się lwa, coraz bliżej. Najważniejsze, że bestia ich nie wyczuła. Oleg był jednak przekonany, że w swoim nieśmiertelnym ciele zdoła dogonić wielkiego kota. Co więcej, nie było pewne, że lew ucieknie przed dziećmi. W końcu byłby to hańba dla króla zwierząt.
  Oleg i pozostali wojownicy-dzieci zobaczyli, jak Numba wyłania się z zarośli, rozgląda się i potrząsa grzywą. Bestia była dość duża, nawet jak na lwa, miała kły, była młoda i gorącokrwista. Wyraźnie chciała posmakować samicy.
  Oleg szepnął do Pawła:
  - Najważniejsze, żeby nie strzelać! Sam to zrobię!
  I geniusz-młody wyskoczył na kwietnik. Z jakiegoś powodu myślał, że lew ucieknie. Ale potężny drapieżnik spojrzał na chłopca z pogardą. Musiał przyznać, że ludzkie szczenię nie wydawało mu się poważnym przeciwnikiem. Jednak w żołądku mięsożernego drapieżnika już burczały pierwsze oznaki głodu. I bez wahania lew rzucił się na chłopca.
  Oleg widział ruchy drapieżnika jak w zwolnionym tempie. Nieśmiertelny chłopiec upadł do tyłu, pozwalając lwu przejść nad sobą, i rzucił potwora swoimi nagimi, silnymi, muskularnymi nogami.
  A władca dżungli odbił się od ziemi i wylądował na plecach.
  Cóż za straszliwy ryk wydał z siebie poturbowany lew.
  Oleg podskoczył i zaśpiewał:
  Nie poddawaj się, nie poddawaj się, nie poddawaj się!
  W walce z potworami, chłopcze, nie bądź nieśmiały!
  Walczysz, walczysz, walczysz,
  Wiedz, że wszystko będzie wspaniale i dobrze!
  Lew ponownie rzucił się do ataku, ale chłopiec przeskoczył go i kopnął go mocno w pośladek bosą piętą. Drapieżnik zawarczał ze strachu. Oleg złapał go za ogon i mocno szarpnął. Lew odskoczył z dzikim wyciem i upadł.
  Chłopiec ryknął:
  - Staniemy się odważniejsi i dzielniejsi od lwa!
  A kiedy drapieżnik spróbował ponownie zaatakować, Oleg Terminator nagle uderzył go w brodę. Z taką siłą, że dosłownie wypadły mu zęby. I z krwią.
  Superman Boy, kontrolujący walkę, zaćwierkał:
  Horyzont wypełnia się krwawą poświatą,
  A w oddali słychać huk eksplozji!
  Lew ponownie próbował zaatakować, ale został uderzony bosą stopą dziecka, obracając się z taką szybkością, że poczuł się, jakby uderzyła go błyskawica. Lew został ponownie odrzucony z kolosalną siłą, a z jego ciała posypał się deszcz kości i kropli krwi.
  Paweł zawołał z podziwem:
  - To jest super wojownik!
  Oleg jednak poczuł dreszczyk emocji. Zaczął okładać lwa z całej siły, jego bose, silne, chłopięce stopy smagały go niczym stalowe łomy. A przez cały czas młody gladiator i terminator, zlani w jedno, skandował:
  Lew jest kaleką w myśleniu,
  Tygrys jest źródłem wszelkiego rodzaju kłopotów...
  Bardziej interesujący niż osoba,
  Na świecie nie ma nic!
  I znów chłopiec-nadczłowiek uderza lwa gołymi nogami, które są muskularne, jakby utkane z drutu, i dodaje:
  Bardziej interesujący niż osoba,
  Na świecie nie ma nic!
  Jesteśmy z epoki kamienia łupanego -
  Przesyłamy pozdrowienia Jowiszowi!
  Oleg wykonał potrójne salto i ponownie uderzył bosymi stopami w skórę lwa, łamiąc mu żebra. Z paszczy drapieżnika wystrzeliły krwawe bąbelki. Wyglądało to imponująco.
  Chłopiec-nadczłowiek, nadal bijąc potwora, zaczął śpiewać:
  Zabijamy, jesteśmy zabijani,
  Jak często to się nie pokrywa...
  Podążam za losem jak cień,
  I przyzwyczajam się do tej rozbieżności!
  Stella ćwierkała:
  - Wykończ lwa, wykończ go!
  Oleg kontynuował bicie, głównie stopami. Nie były to zwykłe dziecięce kończyny, ale prawdziwe łomy. I miażdżyły kości doszczętnie.
  Chłopiec-terminator śpiewał:
  Uderz, uderz, uderz jeszcze raz,
  Kolejny cios i oto jest...
  Chłopiec pokazuje prezent,
  Zadaje sierpowy!
  Przygwoździł lwa do rogu,
  Aby uniemożliwić ucieczkę drapieżnikowi...
  Potwór został pokonany i leży na podłodze,
  On nie czuje się dobrze!
  Lew opadł z sił i w końcu, wypuszczając z pyska strumienie krwi, a raczej całe strużki, ucichł.
  Łapy drgały jeszcze przez pół minuty, ale Paul nie wytrzymał dłużej i strzelił mu w głowę, krzycząc:
  - Jako akt miłosierdzia!
  Oleg zauważył sarkastycznie:
  - Patrz, jaki sprytny! Pokaż mi dziurę w głowie i powiedz, że sam zabiłeś lwa!
  Paweł pokręcił głową:
  - Nie! Powiemy prawdę, taką jaka była!
  Stella potwierdziła, tupiąc bosą, dziecięcą stopą:
  - Powiemy ci wszystko tak jak jest!
  Edik potwierdził:
  - Tak! W naszym wieku dzieci nie kłamią, tylko zmyślają!
  Paweł zauważył:
  "Lew jest dość ciężki, prawie trzysta kilogramów. Pewnie od razu go oskórujemy i zdarjemy mu skórę! Transportowanie go w całości będzie prawdziwą męką! Nasze kucyki tego nie wytrzymają!"
  Oleg powiedział z uśmiechem:
  - Sam to poniosę! Uwierz mi, dam radę!
  Edik zawołał z podziwem:
  - Jaki bohaterski chłopiec!
  Stella pisnęła:
  - O to właśnie chodzi - pozwólmy lwu pokazać nam naszą zdobycz w całości!
  Paweł miał wątpliwości:
  "Zaniesiesz taki trup do obozu. Tylko silny mężczyzna mógłby go unieść na ramię".
  Oleg wykrzyknął pewnie:
  - Siła nie tkwi w mięśniach, lecz w głowie!
  Chłopiec-nadczłowiek zarzucił na ramiona ciało lwa. Potem, dla dodatkowej perswazji, puścił się biegiem. Jego bose, dziecięce pięty błysnęły.
  Pięciu jeźdźców, w tym dziewczynka, poganiało swoje miniaturowe konie. Oto dziecięcy zaprzęg wracał z łupami, bez strat. Młodzi wojownicy byli szczęśliwi i zaczęli śpiewać:
  Żołnierze walczą za Ojczyznę,
  To są dziewczynki, boso chodzący chłopcy...
  Powiedzmy to wprost - dobra robota,
  Sprawili Anglikom niezłe kłopoty!
  
  Choć zadanie nie jest dla nich łatwe,
  Walczyć zaciekle z niezliczoną hordą...
  Chłopiec trzyma pistolet jak wiosło,
  Przecież Burowie są przyzwyczajeni do walki, dzieci!
  
  My, ludzie, jesteśmy zahartowani przez wojnę,
  Wojna trwa już od miesięcy...
  Wszystkie córki i synowie w walce,
  I wierzymy, że Jezus zmartwychwstanie dla nas!
  
  Chcemy być niezależni,
  Nie stań się kolejnym brytyjskim regionem...
  Nić naszego życia grozi zerwaniem,
  Niech dusze spieszą ku łonu raju!
  
  No cóż, chłopcze, nie bądź nieśmiały w walce,
  Nie pozwól, aby twój honor został zdeptany przez wstyd...
  Mąż jest przecież orłem, a nie płochliwym wróblem,
  A dla wrogów bitwa zakończy się klęską!
  
  Choć jest wielu złych Anglików,
  A wraz z nimi przybywają Arabowie i Hindusi...
  Nasze oczy są zasnute mgłą,
  Ale wojownicy z Afryki nie są tchórzami!
  
  Przysięgaliśmy bronić naszej Ojczyzny,
  Zły lew nie rzuci nas na kolana...
  Zapisz to w swoim notatniku, chłopcze,
  W imieniu wszystkich przyszłych pokoleń!
  
  Niech rozkwitnie Republika Pomarańczowa,
  A Transylwania będzie pokryta kwiatami...
  Teraz pójdziemy do komunizmu,
  Napełnić jasny świat marzeniami!
  
  Naszym dowódcą jest najwspanialszy Francuz Jean,
  Przywódca zebrał zespół młodych ludzi...
  On jest bardzo miły jak Jezus,
  Będzie mógł tworzyć wojowników i dzieci!
  
  Przebijemy się przez każdy front, uwierzcie mi chłopaki,
  I oczywiście pokonamy Brytyjczyków.
  Jeśli będzie trzeba, zaatakujemy nawet fort,
  A chłopiec stanie się walecznym bohaterem!
  
  Nie, młodzi mężczyźni nie będą musieli się rumienić,
  Przynajmniej chłopakowi nie zapuścił wąsów...
  A jeśli trzeba umrzeć w chwale,
  Właśnie do tego rodzą się chłopcy!
  
  Jeśli będzie trzeba, polecimy na Marsa,
  To nasi chłopcy i dziewczęta...
  Pokażemy Ci absolutnie najwyższą klasę,
  Złamią kręgosłup lwu, uwierzcie mi, chłopaki!
  
  Gdy wojna z wrogiem się skończy,
  Wypędzimy Anglików z Afryki...
  Zły Szatan nie będzie rządził,
  Wierz mi, możemy pokonać każdą Hordę!
  
  Pan Chrystus wskrzesi umarłych,
  A ludzie będą na zawsze w Królestwie Bożym...
  Nie wylewajmy już więcej łez,
  Nie oddawaj się haniebnej niewoli duchowej!
  
  Na całej planecie będzie Eden,
  Era chwały, radości i szczęścia...
  To czas chwalebnej zmiany,
  Kiedy znikną burze i zła pogoda?
  
  A każdy z nich będzie jak cherubin,
  Przystojny, młody i oczywiście dobrze odżywiony...
  Dzieci, naprawdę pokonamy naszych wrogów,
  Wróg zostanie całkowicie pokonany!
  
  A potem drozdy zaśpiewają nasz hymn,
  Ich trel jest piękny, cudownie majestatyczny...
  I świeży zapach wiosennych burz,
  I nowe, wolne państwo!
  Tak śpiewały dzieci burskie, bosonoga grupa młodzieńców. Odeszli kawałek od drogi i dotarli do strumienia. Złapali trochę jedzenia i zjedli. Właśnie wtedy Paul zastrzelił zebrę.
  O tej porze Oleg był już głodny i delektował się świeżym mięsem. Dzieci jadły i rozmawiały.
  Paweł zauważył:
  - Masz nadludzką siłę. Może jesteś z innego świata?
  Oleg wyjaśnił:
  - Czy chcesz mi powiedzieć, że pochodzę z innej planety?
  - Tak, można tak powiedzieć!
  Młody geniusz odpowiedział z uśmiechem:
  - Wiem na pewno, że wszystko, co niemożliwe, jest możliwe! Tylko trzeba w to mocno wierzyć całym sercem!
  Paweł zaśmiał się i zauważył:
  - Tak, to jest zabawne na swój sposób!
  A młody snajper wystawił język. Rozmowa wydawała się zabawna. Młodzi wojownicy zjedli i ruszyli dalej. Wtedy Oleg usłyszał angielski i zanotował to sobie w pamięci.
  - Pięć mil od nas jest eskadra angielska!
  Paweł zaśmiał się i zapytał:
  - Cały szwadron? Czy mniejszy?
  Oleg wzruszył ramionami i odpowiedział:
  "Co najmniej dwustu jeźdźców. Większość to Arabowie, ale dowódcy to Brytyjczycy. Chcesz przyjąć walkę, czy zostawić ich na później?"
  Paweł uśmiechnął się i odpowiedział:
  "Nie chcę ryzykować życia dzieci. W przeciwnym razie bym je przeszukał. Ale one przecież do nas nie przychodzą, prawda?"
  Młody geniusz odpowiedział pewnie:
  - Jeszcze nie. Ale jeśli będzie trzeba, możemy ich zaatakować.
  Stella zasugerowała:
  "Dostarczymy ciało lwa do obozu, a potem wrócimy i policzymy żebra tego oddziału. Jeszcze się nie pali!"
  Paweł skinął głową:
  - Ruszajmy w stronę obozu!
  I pięć koni wraz z bosonogim chłopcem ruszyło w drogę. Tym razem rebeta i dziewczyna z całych sił poganiały miniaturowe koniki, nawet mając ostrogi. Oleg jednak, pomimo swojej wagi, wciąż je doganiał i nawet zaczął śpiewać:
  Dlaczego, dlaczego, dlaczego,
  Czy światło było zielone?
  I dlatego, ponieważ, ponieważ,
  Że kochał życie!
  I wszyscy biegną, biegną, biegną -
  I biegnę!
  I wszyscy biegną, biegną, biegną,
  I biegnę!
  W epoce szybkości i fajerwerków,
  Włączył się sam.
  Aby na Ziemi, zarówno twojej, jak i mojej,
  Zielone światło przyszło!
  Oleg jako pierwszy wbiegł do obozu. Pomimo zdumiewającego widoku bosego chłopca w krótkich spodenkach, niosącego ciało wielkiego lwa, poobijanego i zakrwawionego, młodzi wojownicy nie byli zaskoczeni.
  Wręcz przeciwnie, Oleg został powitany z radością. To było naprawdę niesamowite. Co więcej, pokonany potwór był znacznie większy od dziecka, które go niosło.
  Chłopiec podał zwłoki chłopcom. Zaczęli je rozbioru. Co było całkiem fajne. Małe, ale znaczące zwycięstwo.
  A dzieci-wojownicy są zachwyceni.
  Paul i jego zespół przybyli później. Oni również zostali powitani z honorami.
  Stella ogłosiła:
  - No, chłopaki, mam o czym mówić! W pobliżu kręci się angielski szwadron, czas ich przerzedzić!
  Paweł skinął głową i potwierdził:
  - Dwudziestu facetów - jeden do dziesięciu wystarczy, żeby ich wszystkich wybić!
  Fanfar potwierdził:
  - To już wszystko! Wybierz drużynę!
  Paul szybko wybrał chłopców. Prawie wszyscy byli młodsi od niego i wszyscy chodzili boso. Ale strzelali dobrze, mimo że połowa z nich miała lekkie modele Mausera.
  Chłopcy pogalopowali, a Oleg, oczywiście, dołączył do nich. On też chciał walczyć. Choć przez myśl przemknęła mu przelotna myśl: czy zabijanie ludzi nie jest grzechem?
  Jeśli jednak weźmiemy Biblię, jej bohaterów, którzy zginęli, i sposób, w jaki to zrobili. Zwłaszcza króla Dawida. Można też przypomnieć sobie Samsona. W szczególności, niszcząc świątynię, zabił ponad trzy tysiące ludzi. A przecież w świątyni byli nie tylko wojownicy płci męskiej, ale także kobiety i dzieci. Tak, to naprawdę dziwna morał. Można też przypomnieć sobie Elizeusza, który puścił niedźwiedzie na dzieci, a te rozszarpały czterdzieści dwoje z nich.
  Cóż, nie ma co mówić o Koranie. Wszystkie religie, w taki czy inny sposób, tolerowały przemoc i morderstwa. A buddyzm nie powstrzymał Japończyków przed fanatyczną i zaciekłą walką.
  Więc walcz i zdobywaj doświadczenie.
  Paweł zauważył ze słodkim spojrzeniem:
  - Kto broni swojej ojczyzny, nie jest mordercą!
  Edik zaśmiał się i zauważył:
  - Żołnierz jest jednocześnie zabójcą i nie zabójcą. Jak to mówią... Wszystko jest względne!
  Oleg odpowiedział chichocząc:
  "Teoria względności Einsteina jeszcze nie została wynaleziona. A tak w ogóle, to jest fałszywa, bo foton ma masę spoczynkową. Gdyby foton nie miał masy spoczynkowej, nie miałby pędu. Co oznacza, że światło nie odbijałoby się od lustra!"
  Paweł pisnął:
  - Nie rozumiem, o czym mówisz?
  Chłopiec geniusz powiedział:
  - Uderz go cegłą w twarz!
  Po czym drużyna dziecięca, licząca nie więcej niż dwanaście lat, przyspieszyła. Walka z tak dziesięciokrotnie liczniejszą drużyną wydawała się ryzykowna i wymagała ogromnej odwagi.
  Stella zauważyła:
  "Ta wojna jest jak bajka: wróg jest liczny, ale głupi. Jesteśmy mali, ale potężni i zawsze wygrywamy!"
  Paweł zaświergotał:
  Ale szczerze mówiąc,
  Pokonuję wszystkich bez wyjątku!
  Dzieci-wojownicy przyłączyli się chórem:
  Nie może tak być, nie może tak być...
  Chłopiec-snajper warknął:
  - Oleg, powiedz mi!
  Superman Boy wspierany:
  - Tak, oczywiście!
  Młodzi wojownicy przyspieszyli. Ich strategia walki była dość prosta: rzucić się na wroga i ostrzelać go z dystansu, samemu kryjąc się w zasadzce.
  Paweł zauważył:
  - Jesteśmy jak bokserzy - trzymamy przeciwników długim lewym prostym! I nie wystawiamy się na atak!
  Oleg zaśpiewał w odpowiedzi z uśmiechem:
  Będziemy śmiało iść do walki,
  Za Świętą Ruś...
  I będziemy nad nią płakać,
  Młoda krew!
  Chłopiec-superman był rzeczywiście bardzo zdeterminowany i twardy. W końcu Anglicy, choć są narodem kulturalnym, nie są aniołami.
  Teraz słychać ich stłumioną rozmowę. Cały szwadron - dwustu jeźdźców - czegoś szuka i trzeba go pokonać, zanim wpadnie do obozu, w którym przebywają dzieci i młodzież z batalionu.
  Młodzi wojownicy zbliżają się do szwadronu. Tutaj , rzeczywiście, większość żołnierzy to Arabowie i czarnoskórzy. A Brytania wystawia sześćdziesiąt tysięcy przeciwko czterem tysiącom Burów. Stosunek jeden do piętnastu. Nawet w przypadku ataku frontalnego, spróbujcie się bronić w ten sposób. A wróg będzie próbował oskrzydlić.
  Paweł szepnął:
  "Strzelaj tylko na komendę i nie wystawiaj głowy" - chłopiec zwrócił się do Olega, marszcząc brwi.
  - Czy weźmiesz przynajmniej broń, bo jak inaczej zamierzasz walczyć - zmiażdżysz Brytyjczyków gołymi rękami i bosymi stopami?
  Chłopiec-terminator skinął głową:
  - Spróbujmy też tego! Pozwól, że położę ich spać!
  Stella zachichotała i zauważyła:
  - Co? To byłoby zabawne!
  Paweł zauważył:
  - Nie boisz się śmierci?
  Oleg zaśmiał się i odpowiedział:
  - Jestem pod urokiem! Nie martw się o mnie!
  Edik napisał na Twitterze:
  W tym krzyku jest pragnienie burzy,
  Siła gniewu, płomień namiętności...
  Dlaczego nadymasz bicepsy?
  Rozerwijmy szczęki złoczyńcom!
  Po czym chłopiec-wojownik wybucha śmiechem! Wygląda to niezwykle zabawnie.
  I tak ich niewielki oddział zbliżył się do eskadry, w zasięgu karabinu. Było oczywiste, że Brytyjczycy zmienili barwy na khaki. Ale to nie sprawiło, że stali się mniej zauważalni.
  Oleg gwałtownie przyspieszył. Nie miał broni, ale spodziewał się, że zdobędzie ją w walce. Wyglądał jak bosonogi chłopiec, z nagim, bardzo umięśnionym torsem, pędzący niczym na zdjęciu poklatkowym. I nadal przyspieszał, przewyższając prędkość geparda. Angielscy, arabscy i czarni żołnierze zaczęli strzelać. Otworzyli ogień automatycznie. A Oleg, gwałtownie przyspieszając, uderzył porucznika na koniu bosym, dziecinnym obcasem, trafiając go w podbródek.
  Miażdżący cios powalił angielskiego oficera i spowodował utratę szczęki.
  Oleg podskoczył i swoimi bosymi, dziecięcymi stopami, mocnymi jak stalowe pręty, powalił dwóch kolejnych Arabów na koniach. Ledwo zdołali dobyć szabli.
  Chłopiec-terminator chwycił broń. Sądząc po jej blasku, było to doskonałe, naostrzone ostrze. I wieczne dziecko rzuciło się naprzód, by ciąć i siec kawalerię lwiego imperium. W zamieszaniu bojownicy z niewielkiego oddziału Burów otworzyli ogień. Wywiązała się zacięta strzelanina.
  Oleg siekał i bił wrogów bosymi, silnymi, śmiercionośnymi stopami i śpiewał:
  Co powinniśmy zrobić w Albionie,
  Gdzie są żaby na lunch...
  Rozstali się jak więźniowie w więzieniu,
  Sąsiad uderzył i umarł!
  To prawda, że chłopiec-terminator myślał, że to Francuzi jedzą żaby na lunch, a nie Anglicy!
  A Jean Grandier był w istocie Francuzem. Narodem, którego cesarzem był Napoleon Bonaparte.
  Oleg siekał mieczami, aż głowy potoczyły się i zaćwierkały:
  Jestem wojownikiem, mimo że jestem młody,
  Walczył o swoją ojczyznę wśród gwiazd...
  Dziewczyny, dam wam bukiet,
  A wróg skulił się ze strachu!
  Chciałbym kontynuować piosenkę, ale rym gdzieś mi umknął. Ale ostre szable wciąż błyskały. A głowy Anglików spadały jak główki kapusty. A nogi nieśmiertelnego dziecka łamały szczęki i czaszki. I to było absolutnie cudowne.
  A dzieci też strzelały. I to bardzo celnie. Paul trafiał w cel, ale jego śmiercionośny karabin miał mniejszą szybkostrzelność niż Mausery. Brytyjczycy próbowali odpowiedzieć ogniem. Ale panował chaos. A straty rosły.
  Oleg powiedział coś, co nie do końca było na temat:
  Niełatwo być miłym,
  Życzliwość nie zależy od wzrostu...
  Aby wygrać bitwę,
  Choć może się to wydawać dziwne, trzeba być miłym!
  Chłopiec-terminator, unikając serii z karabinu maszynowego, skoczył w górę. Ciął szablami, ścinając jednych i odcinając głowy innym, po czym zaćwierkał:
  Jestem najfajniejszym chłopakiem,
  Rublyu rzeczywiście wygląda pięknie...
  Złamię ci szczękę nogą,
  Kolor naszej drużyny!
  Oleg chwycił karabin maszynowy i zaczął strzelać do Anglików, Arabów i Czarnych Jeźdźców. To było bardzo śmiertelne. Mnóstwo ludzi padło pod ogniem karabinów maszynowych.
  Chłopiec-terminator śpiewał:
  Strzelec śmiało załadował pas,
  A Maxim uderza jak błyskawica...
  Chłopiec w krótkich spodenkach bazgrze karabin maszynowy,
  A karabin maszynowy go posłuszny!
  ROZDZIAŁ NR 4.
  Z jednej strony zabijanie ludzi jest złe. Ale Brytyjczycy też nie są aniołami. Schwytali chłopca o imieniu Serge, zaledwie jedenastoletniego. I nakazano mu natychmiastowe przesłuchanie.
  Jak to możliwe, że stało się to tak szybko? Do pokoju przesłuchań wprowadzono chłopca w krótkich spodenkach, z rękami związanymi z tyłu. Dziecko już cierpiało, ponieważ dwóch wysokich Arabów związało mu ręce od tyłu, łokieć w łokieć. Barki chłopca były zwichnięte, a więzadła bardzo bolały. Celowo przeprowadzili nawet bose stopy dziecka przez pokrzywy, potęgując jego cierpienie.
  A teraz podeszwy i stopy chłopca były już pokryte pęcherzami od pokrzyw.
  A teraz Serge'a czekała sala tortur, gdzie już od wejścia unosił się zapach spalonego mięsa.
  Chłopiec był przerażony, ale zacisnął zęby mocniej, żeby nie szczękały. A potem wprowadzili go do samego pokoju. Słychać było jęki. Naga dziewczyna wisiała na łożu. Była cała pokryta urazami kręgosłupa szyjnego. Pod bosymi stopami piękności płonął koksownik. A jej nagie kostki były ściśnięte w dębowym, żelaznym łożu. Dziewczyna cierpiała jednocześnie z powodu ognia, który przypiekał jej bose stopy, z powodu rozciągania na łożu i od bicza, którym kat ją smagał.
  Mieszanina krwi i potu spływała z pleców i boków dziewczyny.
  Kaci w czerwonych szatach i fartuchach, z rękami w rękawiczkach. To prawdziwe potwory.
  Podczas tortur obecny jest lekarz i dwie pielęgniarki w białych fartuchach.
  Bandaże chłopca zostały rozwiązane, a podarta koszulka i spodenki zerwane. Następnie lekarz zmierzył mu puls, a pielęgniarka osłuchała płuca.
  Lekarz narysował na tablicy współczynnik zdrowia.
  Serge czuł ogromny wstyd, stojąc nago przed kobietami. Pielęgniarka również użyła łyżki, żeby zbadać mu usta. To było zarówno przeszukanie, jak i badanie lekarskie.
  Lekarze dali zielone światło na tortury. Dwóch skrybów z piórami przygotowało się do spisania zeznań.
  Serge'a kaci schwytali i wlekli na specjalnym krześle, które było nabite stalowymi kolcami.
  Chłopiec desperacko walczył, ale bezskutecznie. Co dziecko mogło zrobić w starciu z dużymi, śmierdzącymi dorosłymi?
  Wkręcili go, a ostre kolce wbiły się w jego nagie, dziecięce plecy. Unieruchomili też głowę i szyję chłopca. Następnie przymocowali mu ręce i nogi do zacisków.
  Główny przesłuchujący zapytał:
  - No, mów dalej!
  Dziecko wybełkotało drżącym ze strachu głosem:
  - Nie! Nie powiem!
  Bose stopy chłopca wygięły się pod nienaturalnym kątem. I to było naprawdę bardzo bolesne. Kości dziecka chrzęściły. Ciało dziecka było pokryte potem, a na plecach, szyi i pośladkach kolce przebijały skórę i kapała krew. To była naprawdę wyrafinowana forma angielskiej tortury. Serge jednak to zniósł. Jak mały partyzant, jęknął z bladymi ustami i drżącym głosem:
  - Ach! Nie powiem! Ugh! Nie powiem!
  A jego bose, dziecięce stópki wykręcały go, jednak z zamiarem zadania mu bólu, a nie zranienia.
  Następnie wbijali płytki w bosą podeszwę dziecka, tak aby równomiernie pokryć jego stopę, z wgłębieniami. To również była wyrafinowana forma tortury. Włączono prąd i płytki zaczęły się nagrzewać. Bose stopy dziecka zaczęły piec. Robiły się coraz gorętsze, a ból narastał.
  Zapach spalonych, dziecięcych stóp wypełnił powietrze. Chłopiec cierpiał nie do zniesienia, ale jęknął, mówiąc:
  - Nie! Nie powiem! Och, nie powiem!
  I dalej przypalali dziecku pięty. Ale nie mogli wydobyć z nich informacji.
  Wtedy Brytyjczycy postanowili przymocować elektrody do stalowego krzesła i włączyć prąd. Początkowo napięcie było niskie. Chłopiec poczuł lekkie mrowienie. Potem prąd wzrósł i dziecko zaczęło piec. I to było o wiele bardziej bolesne.
  Kobieta w białym fartuchu sięgnęła w górę i przekręciła kolejny przełącznik. Chłopiec zaczął się gwałtownie trząść. Jego gęste, jasne włosy stanęły dęba.
  Główny śledczy ryknął:
  - Mów chłopcze, bo cię zamęczymy na śmierć!
  Dziecko jęknęło, a z jego ust ciekła krwawa ślina:
  - Nadal nie powiem! Nie powiem!
  Potem pojawił się znak . Kobieta w białym fartuchu ponownie przekręciła włącznik. Wyładowanie nasiliło się, dziecko zaczęło się jeszcze bardziej trząść, a nawet skóra zaczęła dymić.
  Ale chłopiec, Serge, mamrotał coś niesłyszalnego, niemożliwego do zrozumienia. Było jednak jasne, że postanowił nic nie mówić.
  Lekarz w białym fartuchu zauważył:
  - Spokojnie, dziecko może przestać oddychać!
  Pielęgniarka przekręciła włącznik. Wyładowania osłabły. Dym ustał.
  Chłopiec oddychał bardzo ciężko. Główny kat zauważył:
  "Dopiero zaczynamy, szczeniaku. Damy ci trochę odpoczynku i czasu na wyleczenie ran, a potem czeka cię kleszcze i zębatka."
  Serge rzekł z jękiem:
  - Nie! Nie powiem!
  Jeden z katów uderzył chłopca biczem w brzuch, tak mocno, że skóra pękła i popłynęła krew.
  Chłopiec drgnął i zamilkł, jego mała główka opadła na bok, a twarz zbladła.
  Lekarz w białym fartuchu ostrzegał:
  - Więc wyślesz go na tamten świat. Dziecko potrzebuje odpoczynku.
  Następnie oprawcy przy pomocy dwóch dziewcząt w białych fartuchach zaczęli uwalniać nieszczęsnego, wyczerpanego chłopca z kajdan.
  Następnie dziecko, którego plecy były pokryte krwawiącymi ranami, którego stopy były poparzone, a zakończenia nerwowe porażone, zostało umieszczone na noszach i wyniesione.
  A na jego miejscu posadzili już na krześle inną piękną dziewczynę, z której zdarli całe ubranie, pozostawiając ją zupełnie nagą.
  A tortury trwały dalej, z nową ofiarą.
  Pielęgniarki ponownie osłuchały dziewczynkę, a lekarz zbadał jej puls, by poddać ją naukowym torturom.
  To był właśnie ten wróg, z którym mierzyli się Burowie. Dlatego walczyli tak zaciekle, bez wahania i wątpliwości.
  Teraz chłopcy-wojownicy i dziewczyna-wojowniczka Stella strzelali celnie. I strzelali tak celnie, że angielscy kawalerzyści nie mieli szans.
  W tym samym czasie wieczny chłopiec Oleg Rybaczenko bił Arabów, Murzynów i Anglików rękami i nogami, a także odcinał głowy mieczami, a wszystko odbywało się bardzo gładko i wesoło.
  Dzieci-wojownicy wymordowali cały oddział, nie zostawiając ani jednego ocalałego. Gdy pozostało tylko kilkunastu Anglików, rzucili się do ucieczki. Ale Oleg dogonił ich i kopnął w tył głowy bosym obcasem. I wróg został całkowicie znokautowany.
  Chłopiec-wojownik wziął ją i zaśpiewał:
  Nigdzie ode mnie nie odejdziesz,
  Jesteście na pewno świetnymi wojownikami...
  I uwierz mi, będziesz śpiewać z bólu,
  Dlatego chłopcy są wspaniali!
  Młody wojownik walczył i z furią dogonił swoich wrogów. I bił ich po głowach, skroniach i splocie słonecznym bosymi, dziecięcymi stopami.
  Dzieci były tak podekscytowane, że zabiły wszystkich dwustu żołnierzy angielskiego szwadronu. Nie zostawiły nikogo na przesłuchanie ani w celu poznania przyszłych planów brytyjskiego dowództwa.
  Paweł westchnął i zauważył:
  - Zdecydowanie przesadziliśmy! Dosłownie wszystkich pozabijaliśmy!
  Oleg żartobliwie śpiewał:
  My, dzieci wojny, płonęliśmy bardzo mocno,
  I padło pięć tysięcy pięćset Anglików!
  Po czym dziecko wojny się roześmiało. A mali wojownicy zaczęli rabować i zbierać łupy. Oddział miał trochę łupów skradzionych miejscowym. Poza tym żołnierze, a zwłaszcza oficerowie, mieli trochę gotówki w kieszeniach. Co było wspaniałe. I młodzi wojownicy zgarnęli wszystko, co do ostatniej kopiejki, czy pensa.
  Po czym zabrali wszystkie pieniądze i ułożyli je w stos. Oprócz gotówki, była tam też biżuteria, a nawet kilka złotych zębów wyrwanych przez rabusiów.
  Paweł skinął głową z uśmiechem:
  - Połowa łupów trafi do skarbu republiki, a drugą połowę podzielimy między cały batalion!
  Oleg skinął głową z uśmiechem, tak niewinnym i dziecięcym:
  - Będzie sprawiedliwie!
  Chłopiec Edik zauważył:
  - Zawsze tak robiliśmy! Każdy wysiłek musi zostać nagrodzony!
  Potem dzieci zsiadły z koni, żeby rozprostować nogi. Następnie pieszo ruszyły do obozu. Chodzenie boso było przyjemne. Trawa łaskotała bose stopy chłopców i jednej dziewczynki.
  Oleg poczuł natchnienie i zaczął śpiewać:
  Teraz jesteśmy dziećmi Afryki,
  Chociaż jesteśmy dumni z naszej białej skóry...
  Pokażemy naszą najwyższą klasę w walce,
  I uderzymy demona w twarz.
  
  Choć wciąż jesteśmy mali,
  Ale każdy wojownik od kołyski...
  Dzieci naprawdę wiedzą, jak być orłami,
  Wilczątko wcale nie jest jagnięciem!
  
  Możemy prześcignąć zająca,
  Błyszczące bose obcasy...
  Zdaj egzamin z oceną celującą,
  W swoim chłopięcym żywiole!
  
  Dlaczego jesteśmy zainteresowani Afryką?
  Jest w tym nuta buntu...
  Zwycięstwa otworzyły burzliwy rachunek,
  Ta nieskończona część naszej własności!
  
  Potrafi pokonać słonia,
  I walczyć z lwem na kijach...
  Przecież dzieci mają dużo inteligencji,
  Twarze młodych ludzi jaśnieją!
  
  Strzelamy jak Robin Hood,
  Czegoś takiego Anglicy ewidentnie mają już dość...
  Niech Führer będzie kaput,
  Nie będzie nam trudno go wykończyć!
  
  Spowodujemy taką porażkę,
  Że brytyjski lew będzie drżał...
  Przecież to historyczna porażka,
  Imperia stałego słońca!
  
  W Rosji rządzi mędrzec,
  Jego imię jest chwalebny Nicholas...
  Wysławiajcie go w wierszach,
  Aby nie powstał zły Kain!
  
  On poprowadzi Ruś do zwycięstwa,
  I pokona złych Japończyków...
  Zrobi groźny zwrot,
  Wypiliśmy cały puchar!
  
  Wojna jest z pewnością trudna,
  Rzeki krwi płyną jak strumienie...
  Ale my tu wiosłujemy,
  W imię afrykańskiej woli!
  
  Bur jest również białym człowiekiem,
  I dziwnie jest zabijać swoich...
  Tak właśnie potoczył się ten wiek,
  Wszystko jak zły tatuaż!
  
  Strumienie krwi płyną, wiesz,
  Pochodnia otchłani płonie ogniem...
  Ale na planecie będzie raj,
  Pan zawoła: ludzie, dość!
  
  Oddamy za naszą Ojczyznę,
  I dusza i serce chłopca...
  Nad nami unosi się cherubin,
  Otwiera drzwi do szczęścia!
  
  Płonie gwałtowny ogień,
  Nad naszą Matką Ojczyzną...
  Uderzymy we wroga,
  I będziemy żyć w komunizmie!
  
  Bo Pan poszedł na krzyż,
  Aby planeta mogła prosperować...
  A potem Jezus zmartwychwstał,
  Światło świeciło jasno!
  
  Wszyscy ludzie będą mieli wspaniały raj,
  W którym są jasne tulipany...
  Więc chłopaku, do dzieła!
  Nie opieraj się o okulary!
  
  Ku chwale Ojczyzny gwiazda,
  To tak, jakby pochodnia świeciła nad nami...
  Jesteśmy z Jezusem na zawsze,
  Wszystkie dzieci na zawsze w Edenie!
  
  Pięknie jest biegać boso,
  Chłopiec zjeżdżający po zaspie...
  A jeśli musisz użyć pięści,
  On uderzy w tego, kto jest pyszny!
  
  Każda z żłobków jest wojownikiem,
  Oddaje duszę Ojczyźnie...
  Mocno pobiłeś wroga,
  I nie żałuj prawdy życia!
  
  Grób niewiernego czeka,
  Co atakuje Świętą Ruś...
  Rozliczymy się za niego,
  Niech wróg nie tyje!
  
  Smok obnażył kły,
  I wystrzeliwuje strumienie ognia...
  W bitwie dni nie są łatwe,
  Kiedy wróg atakuje!
  
  Wojska idą tu do ataku,
  Oczywiście, że ich eksterminujemy...
  Niech szpieg będzie tu kaput,
  Żeby Kain nie mieszał się do spraw Kijowa!
  
  Odrodzimy naszą Ruś,
  Wiemy jak walczyć dzielnie...
  Ludzie z marzeniami nie mogą zostać pokonani,
  Nie strasz chłopców!
  
  Gdy burze ustaną,
  Planeta stanie się naprawdę zjednoczona...
  Nasz mały oddział przejdzie obok,
  W sercach dzieci miłość się przechowuje!
  
  A bose stopy chłopców,
  Zostawią krople rosy na trawie...
  Jest mnóstwo chłopców i dziewcząt,
  Co wiedzą góry i doliny!
  
  Zawsze chciałem być chłopcem,
  Fajnie jest żyć i nie dorastać...
  Pływać w morzu w samych kąpielówkach,
  Pokonam rekina w walce!
  
  I polecieć w kosmos prawidłowo,
  Do Marsa, Wenus i Merkurego...
  W gwiazdozbiorze, w którym znajduje się wielka niedźwiedź,
  A Sirus ma swoje osobliwości!
  
  Kiedy wszechświat będzie nasz,
  Szczęśliwe dzieci pod nogami...
  Wszystko będzie na najwyższym poziomie,
  Z wypiekami, miodem i ciastami!
  
  Będziemy na zawsze w tym raju,
  Które zbudujemy sami, uwierz mi...
  Kocham Swaroga i Chrystusa,
  Ucztujmy razem z Bogami!
  
  Szczęściu nie ma granic,
  Niech dzieci będą na zawsze...
  Łaska dla wszystkiego we wszechświecie,
  Tylko nie bądź nieostrożny!
  
  Za naszą ziemię i granice,
  Zbudujmy światło obrony...
  I będzie szalona hulanka,
  I wiem, że jęki ustaną!
  
  A zło zniknie na zawsze,
  I to będzie tylko rozrywka...
  Niech marzenia ludzi się spełnią,
  Serca pełne przebaczenia!
  
  Moja dziewczyna jest jak kwiat,
  Płonący w ogrodzie Pana...
  I wygląd niczym czysta bryza,
  Rozproszy płomienie piekła!
  
  W miłości, która trwa bez końca,
  Będziemy w szczęściu bez granic...
  W imię rodziny i ojca,
  Czas być dumnym ze swojego przeznaczenia!
  
  Promienne światło Wszechświata,
  Spójrzcie, wylało się na moją Rus...
  I wyczyn rycerzy jest śpiewany,
  I Führer z łysą głową poniósł porażkę!
  
  Teraz planeta jest jak kryształ,
  Świeci radością i światłem...
  Swarog jest naszym nowym ideałem,
  Twoim promiennym światłem Różdżki!
  Oleg Rybaczenko śpiewał z takim uczuciem i ekspresją. A inne dzieci dołączyły do niego. I to było naprawdę wspaniałe.
  Następnie zastrzelili kolejną miejscową zebrę i wrócili do obozu.
  Paweł zauważył:
  - Minus dwustu Anglików. Świetnie, można by rzec! Ale minus tysiąc to jeszcze lepiej!
  Oleg zauważył:
  - Tam jest więcej Arabów niż Anglików. Tu używają wojsk kolonialnych!
  Chłopiec-snajper skinął głową:
  - To prawda! Ale wróg to wróg, niezależnie od narodowości. I to, że są Arabami, nie czyni ich naszymi przyjaciółmi!
  Od Telli dodano:
  - Podobnie jak czarni!
  Oleg logicznie zauważył:
  - W Transylwanii i Wolnym Państwie Orania populacja czarnoskórych jest pięć razy większa od populacji białych!
  Paweł mruknął:
  - No i co z tego?
  Genialny chłopiec logicznie zauważył:
  - To ich musimy przyjąć do naszej armii! Musimy dać równe prawa czarnym i białym!
  Chłopiec-snajper roześmiał się i odpowiedział:
  - Nie! Czarni są zbyt tchórzliwi, żeby być wojownikami! Właściwie tylko biały człowiek jest urodzonym wojownikiem!
  Oleg odpowiedział:
  Każdy, kto jest mężczyzną, rodzi się wojownikiem,
  Wszyscy pochodzimy od małp...
  Nie ma znaczenia, czy biały, czy czarny, liczy się legion,
  Abyśmy mogli szukać chwały wojennej!
  Stella zauważyła:
  - Istnieją także dobrzy czarni wojownicy, na przykład Zulusi. Mają bardzo agresywne plemiona.
  Paweł mruknął z uśmiechem:
  - I tak wygramy! I pokażemy wszystkim matkę Kuźmy!
  Robiło się ciemno, słońce już zaszło. Dzieci rozproszyły się do hamaków. Oleg również postanowił się przespać.
  W jednym pokoju było kilkunastu chłopców i zaczęli chrapać. Dzieci zazwyczaj nie chrapią i zasypiają bez problemu.
  Zanim poszli spać, przeczytali krótką modlitwę i wzięli prysznic.
  Oleg miał bardzo wyraźne mięśnie i było to bardzo widoczne. Był jak nastoletni Herkules.
  Jeden z chłopców zauważył:
  - Jakie muskuły! Nazwijmy go Samson!
  Oleg zauważył:
  - W przeciwieństwie do Samsona nie mam warkoczyków! Może Herkules byłby lepszy!
  Chłopiec z Rosji Wanka skinął głową:
  - Tak, Samson to żydowskie imię! Ilja Muromiec jest lepszy!
  Inny chłopiec burski wyraził sprzeciw:
  - Mało kto zna twojego Ilję! Naprawdę lepiej byłoby nazwać go Herkulesem!
  Chłopcy narobili trochę hałasu, pluskali się w ciepłej wodzie i uznali, że najlepiej będzie nazwać ją imieniem greckiego bohatera, który jest symbolem siły.
  Po umyciu dzieci wycierały się ręcznikami i szły do swoich hamaków. Pokoje były po dwanaście osób, a dzieci były zazwyczaj grupowane według wieku.
  Oleg kręcił się w hamaku, co było wspaniałe. Ale sen nie nadchodził; nieśmiertelny chłopiec prawie nigdy się nie męczył, a jego potrzeba snu była znacznie mniejsza niż u zwykłych ludzi.
  Wtedy Oleg, aby szybko zasnąć, postanowił trochę wysilić swoją wyobraźnię.
  Przykładowo w 1943 roku, gdy naziści szukali już sposobu na uniknięcie wojny na dwóch frontach, alianci, a w szczególności Churchill, zaproponowali Führerowi następującą propozycję: zaprzestanie eksterminacji Żydów, a w zamian alianci mieli ogłosić rozejm, rozpocząć negocjacje i zaprzestać działań wojennych.
  A Hitler był na tyle mądry, by się zgodzić. Niemcom rzeczywiście brakowało ludzi i sprzętu. Odkąd bombardowania Trzeciej Rzeszy ustały, produkcja broni, dzięki ogłoszonej mobilizacji, rosła w szybszym tempie. Najnowsze Tygrysy i Pantery przybywały na front w dużych ilościach. Führer nakazał więc wprowadzenie do produkcji nowego myśliwca ME-309. Samolot ten charakteryzował się bardzo potężnym uzbrojeniem - trzema działkami kal. 30 mm i czterema karabinami maszynowymi. Osiągał prędkość maksymalną 740 kilometrów na godzinę, co jak na tamte czasy było dość wysoką wartością. Jednak samolot ten wszedł do produkcji dopiero latem 1943 roku.
  Ponadto Führer chciał przetestować w boju Mausa, który był w fazie testów produkcyjnych, oraz czołg Lev. Niemcy chcieli również wprowadzić do produkcji Ju-288, bombowiec zdolny do przenoszenia czterech ton bomb przy normalnym obciążeniu i sześciu ton przy przeciążeniu.
  A Focke-Wulf to potężny samolot w swojej serii. Najnowszy model mógł być uzbrojony w sześć działek. Dzięki grubemu pancerzowi mógł być używany zarówno jako samolot szturmowy, jak i bombowiec frontowy.
  Oprócz tego istniały także samoloty szturmowe X-129, które teraz produkowano na dużą skalę, i wiele innych.
  Ferdinand również został już wyprodukowany - do tej pory wyprodukowano osiemdziesiąt dziewięć egzemplarzy. To najpotężniejsze działo samobieżne. Ma potężne działo 71 EL kal. 88 mm, dwieście milimetrów pancerza przedniego i osiemdziesiąt pięć milimetrów pancerza bocznego. Spróbuj je tylko przebić.
  Jednak Führer zawahał się w Operacji Cytadela. W ostatniej chwili ofensywę ponownie odłożono. Alianci i III Rzesza zgodzili się na wymianę jeńców. W ten sposób znaczne siły, w tym piloci, miały dotrzeć do Niemiec. Znaczne siły docierały również do Włoch.
  Co więcej, Maus przeszedł testy, wykazując zadowalające wyniki i gotowość bojową pojazdu. Führer chciał przetestować go na froncie. Jednocześnie kończono prace nad czołgiem Lion i Tygrysem II. Operacja Cytadela nie rozpoczęła się więc w lipcu. 1 sierpnia sam Stalin przeszedł do ofensywy. A właściwie wydał rozkaz natarcia Armii Czerwonej.
  Ataki rozpoczęły się zarówno na froncie orłowskim, jak i charkowskim. Rozpoczęły się zacięte walki. Niemcy, generalnie przewidując to, zbudowali liczne fortyfikacje. Sprowadzono również dodatkowe siły, zarówno z Afryki, jak i z Włoch i Europy. Niemcy zdołali przerzucić tam wojska z Grecji i Bałkanów. Chociaż Bułgaria nie walczyła, porzuciła swoje wojska w Jugosławii, Grecji i Albanii, uwalniając jednostki niemieckie. Włochy zrobiły to samo we Francji i Norwegii.
  Niemcy dysponowali więc na Łuku Kurskim większymi siłami niż w realnej historii.
  Liczba dział przeciwlotniczych wzrosła szczególnie dlatego, że na zachodzie nie toczyła się wojna, a liczba dział na Wału Atlantyckiego i Linii Siedricha wzrosła.
  Dlatego obrona Niemiec była zorganizowana prężnie i dość silna.
  Co więcej, Pantera okazała się znacznie skuteczniejszym czołgiem w obronie niż w ataku. Jej długolufowa, szybkostrzelna armata doskonale sprawdzała się w ukryciu i podczas zasadzek, a przedni pancerz był solidny. Zarówno Tygrys, jak i Ferdinand spisały się znakomicie w bitwach obronnych.
  Krótko mówiąc, wojskom radzieckim udało się przebić przez niemiecką linię obronną jedynie za cenę ogromnych strat i zostały one zatrzymane.
  Walki ciągnęły się aż do późnej jesieni. W końcu na froncie pojawiły się potwory: sześćdziesięciosiedmiotonowy Tiger II, dziewięćdziesięciotonowy Lion i stuosiemdziesięciotonowy Maus.
  Jednak niemieckie giganty nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Zwłaszcza Maus był zbyt ciężki, co stwarzało problemy podczas transportu, rozładunku i walki. Jesienią wyglądał jak trumna w błocie. Podobne problemy miał również Lew. Jedynie Tygrys II, choć również pojazd sprawiający problemy, miał ograniczone zastosowanie bojowe.
  Działo samobieżne Jagdpanther wypadło nieco lepiej. Pojazd ten charakteryzował się przyzwoitym pancerzem, zwłaszcza z przodu, dobrym uzbrojeniem i stosunkowo dobrymi osiągami, porównywalnymi z Panterą.
  Linia frontu uległa stagnacji. Wojska radzieckie nie były w stanie przebić się przez nazistowską obronę w centrum. Sytuacja okazała się bardzo podobna do tej z I wojny światowej. Niemcy pozostali w defensywie i nie zaatakowali.
  Nadeszła zima. A ZSRR stanął przed dylematem: atakować czy gromadzić siły. Stalin wybrał ofensywę.
  Ogólnie rzecz biorąc, wybór był jasny: Niemcy walczą zimą gorzej, a Rosjanie lepiej. Ale tym razem Fritzowie byli przygotowani na zimę. A dotkliwe zarazy nie nadeszły, co ułatwiło obronę.
  W przeciwieństwie do realiów historycznych, Niemcy rozpoczęli masową produkcję Jagdpanthera, który był dobrym czołgiem obronnym i stosunkowo łatwym w produkcji. I to z pewnością jest mocny krok. Biorąc pod uwagę, że Jagdpanther, oparty na podwoziu Pantery, rozpoczął produkcję w realiach historycznych już w czerwcu 1943 roku, gdyby poświęcono mu więcej uwagi, wojna mogłaby trwać dłużej.
  Armia Czerwona posuwała się naprzód na południu Ukrainy, ale poczyniła niewielkie postępy. Nie udało jej się również przełamać silnej obrony nazistów w pobliżu Leningradu. Najgorsze było to, że Armii Czerwonej brakowało przewagi powietrznej - wszystkie jej siły powietrzne znajdowały się na wschodzie, a jej samoloty szturmowe i bombowce frontowe były mniej skuteczne. Co więcej, naziści nie byli mniej zaawansowani technologicznie i dysponowali dużą ilością pierwiastków stopowych.
  Ponadto kraje zachodnie wstrzymały dostawy towarów w ramach Lend-Lease i teraz wszystko trzeba było kupować za złoto. To wpłynęło na przebieg wojny.
  A alianci sprzedawali ropę Niemcom i Wehrmacht nie miał już problemów z paliwem.
  Tak więc ofensywa w grudniu na południu Ukrainy, w styczniu pod Leningradem, w lutym w centrum, a także w marcu na północy Ukrainy zakończyła się niepowodzeniem. Naziści nadal utrzymywali front.
  Hitler stanął teraz przed dylematem: zaatakować czy zgromadzić siły? Hermann Göring zaproponował alternatywną ofensywę powietrzną, wykorzystując najnowsze samoloty odrzutowe, pociski manewrujące i pociski balistyczne. Te ostatnie były jednak zbyt drogie i trudne w produkcji. Zamiast tego zdecydowano się na bombowce odrzutowe.
  Bardzo trudno jest ich trafić obroną przeciwlotniczą, a myśliwce nie są w stanie ich dogonić.
  Do produkcji weszły również lepiej chronione wersje Tygrysa-2 i Pantery-2. Ta druga była całkiem dobra. Uzbrojona była w działo kalibru 88 mm i 71, ważyła pięćdziesiąt trzy tony i miała silnik o mocy dziewięćset koni mechanicznych. Przednia część kadłuba miała sto milimetrów grubości i nachylenie czterdziestu pięciu stopni, burty miały sześćdziesiąt milimetrów grubości, a przód wieży sto pięćdziesiąt milimetrów.
  Nawet pojawienie się w ZSRR potężniejszego czołgu T-34-85 zamiast T-34-76 nie dało tej maszynie żadnej przewagi.
  Pierwsza duża bitwa pancerna miała miejsce w maju. Po jednej stronie walczyły czołgi T-34-85, po drugiej Panther-2.
  Oto załoga Gerdy, jadąca tym czołgiem. Dziewczyny są radosne i pewne siebie. Niemieckie działo jest bardzo potężne i może przebić radziecki czołg z odległości trzech i pół kilometra. To jest prawdziwa moc.
  A Gerda strzela bosymi palcami i trafia w radziecki T-34... pali.
  A blondynka ryczy:
  - Jestem wielką pięknością i po prostu super!
  Wtedy Charlotte strzela. I bardzo zręcznie, unieszkodliwia, a raczej niszczy, radzieckie działo samobieżne, tak bardzo, że pociski eksplodują i detonują. A rudowłosy wojownik ryczy:
  Nie znajdziesz piękniejszej dziewczyny,
  Przejdź się po całym naszym królestwie!
  A nawet jeśli znajdziesz,
  Za nic nie zapłacisz!
  Kristina, dziewczyna, również strzela z działa. Przebija IS-2 z dystansu. Ten pojazd może być niebezpieczny, z potężnym działem kalibru 122 mm. Jednak grubość przedniej części wieży wynosi zaledwie 100 mm i nie ma odpowiedniego nachylenia. A niemieckie działo może go zniszczyć z dystansu.
  Christina strzela bosymi palcami u stóp i ćwierka:
  - Mogę zabić wszystkich! I Stalin jest skończony!
  Następna w kolejce jest Magda, przepiękna, miodowowłosa blondynka. Trafia radziecki pojazd - w tym przypadku działo samobieżne (SP-152), bardzo niebezpieczne. I zdolne do wyrządzenia krzywdy. Choć niezbyt celne. Ale dziewczyna Terminator, używając bosych stóp, trafia bez pudła.
  Dziewczynka ćwierka:
  Do Stalina-dręczyciela
  Uderzymy cię prosto w oko...
  Będziemy władcami,
  Nadejdzie godzina Rzeszy!
  Dziewczyny rzeczywiście jeździły bardzo przyzwoitym czołgiem - Panterą-2. Prowadzi się go dobrze i jest dość zwrotny. A jego działo, jeśli chodzi o ogólną wydajność, jest bezkonkurencyjne.
  Albina jest pilotką. Jest prześliczna i nosi tylko cienkie majtki. Lata ME-309, ciężko uzbrojonym samolotem. Stała się koszmarem dla radzieckich pilotów.
  Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że aluminium, miedź i inne pierwiastki można kupić tylko w USA i Wielkiej Brytanii za złoto. To samo dotyczy benzyny lotniczej i nafty, których również brakuje. To ułatwia zadanie wrogowi, podczas gdy ZSRR jest cięższy. Radzieckie samoloty ważą znacznie więcej niż powinny, co oznacza, że są słabsze zarówno pod względem prędkości, jak i zwrotności.
  Albina strzela, zestrzeliwując samoloty Armii Czerwonej. I cały czas śpiewa:
  Hymn śpiewa w naszych duszach,
  Posuwamy się na wschód!
  Stalin, dostaniesz w twarz,
  Niemcy to dumny naród!
  Alvina, inna pilotka Terminatora, również prowadzi intensywny ogień i strzela z działek swojego samolotu. Robi to wszystko zręcznie. A zestrzelone samoloty Armii Czerwonej płoną i rozpadają się.
  Dziewczyna Terminator ryczy:
  On uzdrowi każdego, uzdrowi każdego,
  Dziewczyna pisze ogniem!
  Tak pisały kobiety...
  Oleg nawet nie zauważył, jak zasnął. Scena bitwy była niezwykle żywa i wciągająca. A sen chłopca był głęboki i intensywny, niczym w kalejdoskopie.
  ROZDZIAŁ NR 5.
  Oleg Rybaczenko, w swoim wyjątkowym i niepowtarzalnym śnie, znalazł się w świecie, w którym wybuchła wojna między talibami a Federacją Rosyjską. Wykorzystując fakt, że główne siły rosyjskie utknęły w bitwie na Ukrainie, talibowie zaatakowali Tadżykistan. I wybuchła poważna bitwa. Milion mudżahedinów dosłownie przedarło się przez obronę armii Rachmona niczym lawa w erupcji wulkanu i wdarło się do Kotliny Fergańskiej.
  Co więcej, udało im się zniszczyć rosyjską bazę w Tadżykistanie. I wiecie co? Drugi front otworzył się na południu. Rosja w końcu, z opóźnieniem, ogłosiła mobilizację i rozpoczęła przerzucanie wojsk przez kilka granic.
  A rosyjskie czołgi T-90 przeszły do kontrataku.
  Oleg Rybaczenko, chłopiec o wzroście około dwunastu stóp i pięciu stóp, w czapce, rzucił się w furię. Jego nagie, opalone, muskularne nogi błysnęły.
  I chłopak podjął się zadania pobicia tych okropnych Dushmanów. To dopiero wojownik.
  Ale po stronie rosyjskiej walczą boso i piękne dziewczyny w bikini. Bitwy toczą się falami.
  Elizabeth strzela do mudżahedinów. Używa potężnego karabinu maszynowego typu smok i zasypuje talibów gradem pocisków.
  I spadają, naciskając na dziewczynę. Rosyjski helikopter, zestrzelony przez domowej roboty działo przeciwlotnicze, spada. Zestrzelili go talibowie. To prawda, w helikopterze są mężczyźni, nie dziewczyny, i nie jest mi ich szczególnie żal.
  A Elizabeth, dziewczyna jest boso i w bikini. A kiedy jesteś praktycznie naga, nikt cię nie powstrzyma ani nie zatrzyma.
  Wojna na południu jednak się przeciąga. Lato już się skończyło. A potem nadchodzi jesień - wilgotna i deszczowa. Afganistan ma przecież liczną populację, a do tego przybywają muzułmańscy ochotnicy z całego świata islamskiego. A teraz zima naprawdę nadeszła, a wojna wciąż szaleje. Elżbieta, bosymi stopami, rzuciła dar zagłady z zabójczą siłą swoich wyrzeźbionych stóp. Rozpędziła talibów we wszystkich kierunkach i zaśpiewała, szczerząc perłowe zęby:
  Nadchodzi zima, zima, zima,
  Wszystko zaczęło się nagle...
  Zamiata wściekle, zamiata -
  Jutro będzie lepiej,
  Jutro, jutro, jutro!
  A dziś jest nowy rok!
  Rzeczywiście, w Tadżykistanie w Sylwestra 2025 roku spadł śnieg. Teraz rosyjskie dziewczyny zostawiają na śniegu bose, dokładne ślady stóp, co wygląda bardzo pięknie.
  Zoya wzięła ją i zaśpiewała:
  Jeden, dwa, trzy -
  Wyczyść procesory!
  Cztery, osiem, pięć,
  Chodźmy zagrać w laptę!
  A dziewczyna, z bosymi palcami u stóp, wystrzeliwuje śmiercionośny dar.
  Katarzyna wzięła ją i zaczęła śpiewać, szczerząc zęby:
  Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć,
  Króliczek wyszedł na spacer...
  Oto dziewczyna wybiegająca,
  Mudżahedin zostaje zabity!
  A Elena też przewodzi ogniowi. Dziewczyna jak żadna inna, twardsza od niej samej. I bazgrze z zabójczą pewnością siebie. Bez zbędnych ceregieli miażdży mudżahedinów. Po czym zaczyna śpiewać;
  Jeśli tył jest bezwartościowy -
  Żołnierska gorliwość nie pomoże...
  Cóż, jeśli nie ma pasji,
  Tyły będą lunchem wroga!
  A rudowłosa Elena po prostu rzuci dar zniszczenia bosymi stopami. I dosłownie rozszarpie tylu wrogów, że to po prostu przerażające.
  Elena oczywiście nie przepuściła okazji, żeby zaśpiewać:
  Już wcześniej byłem nagi,
  Ona tak skakała po boisku!
  Ona tak skakała po boisku...
  Kułacki śpiewał razem z nami!
  A dziewczyna to przyjmie, a jej oczy, błyszczące jak szafiry, po prostu będą błyszczeć. A jej oczy są piękne. A jej język jest figlarny. I taki zwinny, i taki żywy. No cóż, zupełnie jak jakaś soczysta pomarańcza.
  Eufrozyna również walczy. I bosymi palcami rzuca dary zagłady. Te, które są tak śmiercionośne i destrukcyjne.
  W pobliżu Talibowie przejęli kontrolę i zniszczyli rosyjski czołg. Pojazd rosyjskiej armii zaczął się rozpadać, a jego amunicja eksplodowała. I znowu zginęli ludzie.
  Ale Jefrosynia nie potrzebuje mężczyzn. Trzeba ich torturować. I tak dziewczyna zaśpiewała:
  Mężczyźni, mężczyźni, mężczyźni,
  Jesteście po prostu wielkimi draniami,
  Kiedy dziewczyny cię zabiją,
  Tak dobrze oczyszczają ziemię!
  Talibowie to prawdziwe bestie.
  Kiedyś złapali piękną harcerkę. No cóż, najpierw ją złapali i podnieśli na stojaku. Zwichnęli jej stawy ramion, co było bardzo bolesne.
  Następnie zakuli bose stopy dziewczyny w dyby, skuli jej kostki. A potem rozpalili ogień pod jej bosymi, wdzięcznie wygiętymi podeszwami.
  Rosjanka cierpiała potworny ból. Zanim usmażyli jej pięty, talibowie posmarowali je olejem. W ten sposób podeszwy jej stóp powoli piekły, a ból był potworny. Dziewczyna jęczała i płakała. W tym czasie talibowie bili ją batem po plecach i bokach. Potem postanowili nasilić tortury. Wyjęli rozżarzony drut i zaczęli bić piękność po plecach i klatce piersiowej.
  I jakże to było bolesne. Zwłaszcza, gdy talibowie zaczęli wykręcać szkarłatne sutki Rosjanki gorącymi szczypcami. A ona tak płakała.
  A najwyższy dowódca talibów był po prostu zachwycony tymi torturami i obnażył swoje złote zęby.
  Rosjanka splunęła w odpowiedzi. Potem zaczęli łamać jej bose palce u stóp. To było niewiarygodnie bolesne. Dziewczyna zemdlała z okropnego, nie do zniesienia bólu.
  Ale talibowie nadal ją torturowali. Najpierw przywrócili dziewczynce przytomność wiadrem lodowatej wody. Następnie umieścili na jej ciele czujniki i elektrody.
  Po czym dwóch chłopców zaczęło pedałować dynamo. Popłynął prąd, a dziewczyna drgnęła z potwornego bólu. I rzeczywiście, kiedy prąd uderzył w jej ciało,
  Jeśli przejdą przez nie prądy, to jest to niesamowite, jak stado pędzących koni. I naprawdę, każda dziewczyna by na to zawyła.
  A chłopcy pedałują, a naga dziewczyna wyje jak dziki wilk. I to ją naprawdę boli.
  Oprócz rażenia prądem, talibowie smażą też pięty Rosjanki, pokryte już dużymi pęcherzami. Biją ją też po plecach rozgrzanym drutem. I biją ją z furią i siłą.
  I jeszcze bardziej zintensyfikowali tortury. Zaczęli rozciągać dziewczynę i wieszać na bloku coraz więcej ciężarków, próbując całkowicie wywichnąć jej stawy.
  Główny bandyta talibów śpiewał:
  Jaki ból, jaki ból,
  Wynik meczu będzie następujący: pięć do zera!
  No cóż, czego można się spodziewać po dzikusach? Torturowali dziewczynę bardzo okrutnie, ale niezbyt wyrafinowanie.
  Talibowie to barbarzyńcy. Za pieniądze z narkotyków kupili całą armadę czołgów od Chin. Chiny są zresztą najbliższym sojusznikiem i przyjacielem Rosji.
  A Talibowie ruszyli na wroga czołgami.
  I oto stoją naprzeciwko czterech rosyjskich mutantek, tym razem na najnowszym T-95. Są, oczywiście, boso i w bikini.
  No to co?
  Elżbieta strzelała do mudżahedinów bosymi palcami u stóp i ćwierkała:
  - Chwała Ojczyźnie Słoni!
  Jekaterina również uderzyła talibów bosym, okrągłym obcasem i zapytała:
  - Jaka jest ojczyzna słoni?
  Elżbieta, szczerząc zęby, odpowiedziała:
  - Oczywiście, Rosja!
  Katarzyna zachichotała i odpowiedziała:
  - A ja myślałem, że to Indie!
  Elena uderzyła dusze szkarłatnym sutkiem, zdjąwszy najpierw stanik, i pisnęła:
  - A ja myślałem, że Afryka jest ojczyzną słoni!
  Eufrozyna nacisnęła bose, okrągłe obcasy na pedały i zaśpiewała:
  - Małe dzieci,
  Za nic w świecie...
  Nie wybieraj się do Afryki na spacer...
  W Afryce są rekiny, w Afryce są goryle,
  W Afryce są wielkie krokodyle!
  I wszystkie cztery bosonogie dziewczęta zaczęły śpiewać:
  Ugryzą cię,
  Bić i obrażać....
  Dzieci, nie wybierajcie się na spacer po Afryce!
  W Afryce jest złodziej,
  W Afryce jest złoczyńca,
  W Afryce jest straszny Barmaley!
  Ugryzie cię,
  Bić i obrażać...
  Dzieci, nie wybierajcie się na spacer do Afryki,
  W Afryce to koszmar,
  Szalony złoczyńca,
  Nagle pojawił się w nim Barmaley!
  Biega po Afryce i zjada dzieci!
  Tak, dzieci! Tak, dzieci!
  Wszystko pięknie i pięknie, ale kiedy talibowie schwytali rosyjskiego chłopca w wieku około czternastu lat, potraktowali go poważnie. Najpierw go rozebrali i wciągnęli na rusztowanie.
  Następnie dushman, ubrany w turban i z brodą, zaczął przypalać nagie, umięśnione ciało nastolatka prętem i rozpalonym żelazem.
  Następnie kat talibski przyłożył do nagiej piersi chłopca gwiazdę zrobioną z rozgrzanego żelaza i przycisnął ją do niej.
  Chłopiec krzyknął z potwornego bólu i stracił przytomność. Potem przywrócili go do przytomności. Zamocowali jego bose, wciąż niemal dziecinne stopy w dybie. Zaczęli wieszać ciężarki na hakach w dybie. To było niewiarygodne. Młode ciało chłopca było rozciągnięte do granic możliwości, a on dosłownie jęczał z bólu.
  Kontynuowali tortury rosyjskiego chłopca. Smarowali mu bose stopy olejem. Potem rozpalili pod nimi ogień.
  I jak chłopiec potem strasznie krzyczał. Tak, to było niezwykle bolesne.
  Chłopiec nadal krzyczał i został pobity przez talibów batem.
  Następnie złapali chłopca za żebra hakami i znów nim szarpali.
  Po czym Talibowie zaczęli śpiewać:
  Zniszczymy wszystkich niewiernych,
  Pozwólmy im być nastolatkami...
  Nad nami jest cherubin,
  Wjedziemy wszystkimi na deski!
  Następnie rozpalonymi do czerwoności szczypcami połamali wszystkie palce u bosych stóp rosyjskiego chłopca. Talibowie robili to powoli, aby zadać przystojnemu chłopcu jak najwięcej bólu. Następnie zaczęli łamać żebra młodego wojownika rozpalonymi do białości szczypcami.
  Złamali je tak mocno, że nie pozostało ani jedno żebro. Chłopiec zmarł z powodu szoku i bólu.
  Tymczasem Anastazja, Wiedźminka, atakowała Talibów z pokładu szturmowca, używając rakiet. Naciskała przyciski joysticka bosymi stopami i skandowała:
  Wyżej i wyżej i wyżej,
  Führer kręcił nosem...
  Czasami nasze dachy są zrywane przez wiatr,
  Jednak Talibowie nie dojrzeli na tyle!
  Akulina Orłowa również atakuje wroga. Robi to z wielką precyzją, naciskając przycisk swoim szkarłatnym sutkiem. W pobliżu eksploduje rosyjski samolot szturmowy. Został trafiony śmiercionośnym darem od talibów. Być może czymś wyprodukowanym w Chinach. I uderzy mocno.
  Akulina śpiewała:
  - Jeśli to mężczyzna, idź prosto do trumny,
  Ratowanie życia, aby...
  Dziewczyny, chodźcie boso!
  A wojownik po prostu wybucha śmiechem. Stopy dziewczyny, oczywiście, pomimo zimy, są bose. A jej pięty są okrągłe i dosłownie lśniące. Ta dziewczyna jest po prostu wspaniała.
  A jej sutki są szkarłatne i błyszczą jak szczyty kościołów. To jest, że tak powiem, zadziorna dziewczyna.
  Tak, nie lubi mężczyzn. Chociaż chętnie ich wykorzystuje dla przyjemności. Więc będzie cudownie.
  Akulina wzięła ją i zaśpiewała:
  O tej boso chodzącej dziewczynie,
  Nie mogłem tego zapomnieć...
  Wyglądało to jak kostka brukowa,
  Dręczą skórę delikatnych stóp!
  A Akulina po prostu to przyjmuje i odwraca swoje szafirowe oczy.
  Oto ona, dziewczyna najwyższej klasy i poziomu.
  A Margarita Magnitnaya jest także pilotem.
  Tymczasem Margarita atakuje mudżahedinów z ogromną, zabójczą siłą.
  Po czym zaśpiewa:
  O, jakie nogi!
  Jak dobrze...
  Nie bój się, kochanie,
  Zapisz numer telefonu!
  A Margarita po prostu pokaże język. To niezwykle zadziorna dziewczyna.
  A jej bose palce u stóp wysyłają mordercze dary śmierci.
  Akulina Orłowa ze śmiechem zaśpiewała:
  - Margarita, okno jest otwarte,
  Margarita, pamiętasz jak to się wszystko wydarzyło!
  Anastasia Vedmakova skinęła głową:
  - Tak, kobiety! Możemy wszystko i całkowicie zniszczymy naszych wrogów!
  A dziewczęta zaśpiewały chórem:
  Nasza armia jest silna,
  Ona chroni świat...
  Niech Talibowie postępują naprzód,
  Ich dziewczyny ich zabijają!
  Na przykład Fedora też walczy. Strzela z moździerza do mudżahedinów. A jeśli kogoś trafi, to będzie prawdziwy ból dupy. Nawet jeśli talibowie mają długą brodę i ogoloną głowę.
  Fedora tupie bosymi stopami w błoto i śpiewa:
  Czy widzisz zaćmienie na niebie?
  Groźny symbol fal...
  Czarne skrzydła nad światem,
  Stada kosmicznego wycia!
  Inna dziewczyna, Serafima, rzuciła śmiercionośną bombę bosymi palcami u stóp, rozszarpała grupę talibów i powiedziała:
  Talibowie - klątwa wzrasta,
  Talibowie - całkowita śmierć...
  Talibowie i martwe pułki!
  Talibowie są szaleni!
  Talibowie!
  A Serafima weźmie gwizdek do ust i będzie dąć tak głośno, że wrony zemdleją i przebiją dziobami głowy mudżahedinów.
  Dziewczyny, muszę przyznać, są wspaniałe i piękne.
  A teraz widzimy, jak talibowie podpalają rosyjski skład amunicji. Zaczął się palić, a pociski eksplodowały z zabójczą siłą. Talibowie ryczeli i radowali się.
  A oto dziewczyny z nieba, uderzające w mudżahedinów. I widać Albinę i Alvinę, które pojawiają się na niebie.
  Obie dziewczyny są po prostu oszałamiającymi blondynkami. I niesamowicie pięknymi. I oczywiście boso, w samych cienkich majtkach.
  Te kobiety są, powiedzmy, najwyższej próby. A to, do czego są zdolne, nie każdy może powtórzyć.
  A wojownicy, jeśli zaczną zabijać, nie powstrzymasz ich.
  Albina wystrzeliła z samolotu pocisk o kolosalnej sile rażenia. Zniszczył on bunkier talibów, po czym zaśpiewała:
  - Jestem najsilniejszy na świecie,
  Choć nogi są gołe, sutki są nagie...
  Spuśćmy talibów w toalecie,
  Nie leży w naszym interesie bycie słabym!
  Alvina, wciąż wysyłając dary śmierci bosymi stopami i zabijając mudżahedinów, śpiewała:
  - Mamy kilka ładnych dziewczyn,
  Są po prostu, powiedzmy, piękne...
  Donośny głos członków Komsomołu,
  Nadchodzi burzliwa wiosna!
  I nagle obie dziewczyny zaczynają śpiewać na cały głos:
  Pozwól mi pojechać w Himalaje,
  Pozwól mi odejść na zawsze,
  W przeciwnym razie będę wyć, albo będę szczekać,
  Albo kogoś zjem!
  A dziewczynka po prostu zaczyna piać. I myśli, że to naprawdę fajne i urocze. Ale kiedy krzyczysz "Kukuryku!" - to naprawdę przeraża.
  Tymczasem dziewczyny zaczęły strzelać z ciężkiej broni, co jest imponujące. I strzelają tak celnie.
  Dziewczyna o imieniu Viola śpiewała, szczerząc zęby i strzelając celnie do wrogów:
  - Jestem najsilniejszą dziewczyną na świecie,
  Uwielbiam całować mężczyzn...
  Żołnierze nie znają chłodnego powietrza,
  Gdzie ta dziewczyna zapomniała trochę zatańczyć!
  A wojownik będzie się śmiał. Tak, piękności wiedzą, jak udusić wroga.
  A szczerze mówiąc, potrafią odciąć rogi nawet łysemu diabłu.
  Więc spróbuj stawić czoła takim pięknościom.
  Nicoletta również atakuje talibów. Jest bardzo waleczną i agresywną dziewczyną. A kiedy się śmieje, brzmi to jak śmiech szaleńca.
  Nicoletta szczerzy zęby i ryczy:
  Jesteśmy, wow, rabusiami,
  Złodzieje, złodzieje!
  Huk, huk i jesteś martwy,
  Martwy, martwy!
  Nicoletta roześmiała się i zaćwierkała:
  - Chwała piratom kosmicznym!
  Dziewczyny w innych miejscach też szalały. A potem rakiety spadły na pozycje talibów. Aurora uwolniła je za pomocą swoich szkarłatnych sutków, którymi naciskała guziki.
  I rakiety poleciały. A mudżahedini ryczeli.
  Oto kolejna członkini Komsomołu poddana torturom. Bez wahania włożyli jej między bose palce watę nasączoną benzyną. I bez zbędnych ceregieli, zabrali ją i podpalili.
  Wata się zapaliła. Dziewczyna wybuchnęła płaczem. A potem wbili jej w pierś rozpalony pręt, prosto w szkarłatny sutek. I dziewczyna dosłownie oszalała z bólu.
  A talibowie się śmieją. Oczywiście, uwielbiają też łamać palce u nóg. Jeden z mudżahedinów posunął się nawet do tego, że przypalił dziewczynie bosy, okrągły obcas rozpalonym do białości żelazem. I zadziałało. Dziewczyna krzyknęła z przerażenia.
  Alicja zobaczyła to przez lunetę snajperską. Przyjrzała się uważniej. Poprawiła celownik i strzeliła. Śmiercionośna kula trafiła kata prosto w brzuch. Wrzasnął z potwornego bólu i zaczął się wić. A dziewczyna zaczęła śpiewać:
  Aniołowie dobroci,
  Dwa białe skrzydła nad światem,
  Gdzieś jest kraj,
  Gdzie sam Swaróg stał się idolem!
  Angelica również strzeliła, i to bardzo celnie, trafiając kata w mosznę. On również wrzasnął z powodu celnego trafienia. Tak właśnie katowie otrzymali to, na co zasługują.
  I dziewczęta zaczęły śpiewać:
  Wy głupi kaci,
  Czeka nas okrutna kara...
  Mamy dużo świec,
  Wielki naród atakuje!
  A dziewczyny zaczęły strzelać z furią i celnością. I nokautując talibów. Nawet diabeł nie dałby rady takim dziewczynom.
  Alicja śpiewa strzelając do wroga:
  Twój los wisi na włosku,
  Wrogowie są pełni odwagi...
  Ale dzięki Bogu są przyjaciele,
  Ale dzięki Bogu są przyjaciele!
  I dzięki Bogu, przyjaciele mają miecze!
  A Angelica, kontynuując ostrzał talibów i zabijając ich, zaćwierkała:
  - Kiedy twój przyjaciel jest cały we krwi,
  Zdeptany do końca...
  Nie nazywaj mnie przyjacielem,
  Ani tchórz, ani kłamca!
  Wtedy dziewczyna wzięła granat bosymi stopami i rzuciła go - granatem o śmiercionośnej sile. Rozerwał talibów na strzępy. Odcięte głowy mudżahedinów potoczyły się ulicą.
  Angelika wzięła ją i zaśpiewała:
  Bombardują dniem i nocą bez przerwy,
  Nie znając litości, wstydu...
  Ponieważ ktoś zachowuje się dziwnie,
  Cały kraj ginie!
  Alicja, strzelając do talibów i przebijając ich na wylot, wzięła i zapisała, wypluwając kurz:
  - To taki cudowny moment w tej Rosji,
  Trudno zgadnąć, kto jest błaznem, a kto prezydentem!
  Rudowłosy wojownik zachichotał i zauważył:
  - Tak to już jest - to bardzo głupie mieć szpiega na stanowisku prezydenta!
  I obie dziewczyny ponownie zaatakowały talibów gradem pocisków. I zrobiły to z wyjątkową celnością. A ich strzały trafiły w mudżahedinów.
  A w innym miejscu biły się inne dziewczyny. I oczywiście boso, prawie nago.
  Na przykład Alenka wystrzeliła z bazooki, używając swojego szkarłatnego sutka. Przebiła talibskiego bojownika i kilku jego towarzyszy.
  Po czym ćwierknęła:
  - Teraz znów jesteśmy na paradzie,
  Nie podążamy tą samą ścieżką co bandyta.
  Jesteśmy brygadą bosonogich dziewcząt,
  Z nami światło Łady jest przed nami!
  A wojowniczka, bosym obcasem, rzuci dar zagłady. I rozszarpie rzesze mudżahedinów.
  Kobiety tutaj są twardzielki. Olga też strzela do talibów. Mudżahedini nacierają. Atakują w zwartych szeregach. A dziewczyny miażdżą ich bezceremonialnie.
  Olga wystrzeliła z pistoletu sygnałowego, używając truskawkowego sutka. Znokautowała mnóstwo Talibów i zaśpiewała:
  - Oddamy duszę i serce,
  Jesteśmy do naszej świętej Ojczyzny...
  Będziemy stać mocno i zwyciężymy -
  I nie oszczędzimy naszego życia!
  A dziewczyna rzuci mudżahedinom bosymi palcami dar zagłady, dar morderczej siły.
  I jak wspaniale to jest dla dziewczyn. Jak biją talibów.
  Weronika również walczy. Używa swoich rubinowych sutków do strzelania.
  W rezultacie masa duszmanów zostaje zniszczona. A wojowniczka krzyczy z całych sił:
  - Jestem najsilniejszy na świecie,
  Mogę udusić Talibów...
  Zabij duszków w toalecie,
  Sprawimy, że będą wyglądać jak gra!
  A Veronika po prostu idzie i uderza...
  Wojowniczka Anna jest z nią. I eksterminuje mudżahedinów. Oczywiście, dziewczyna ma na sobie tylko majtki. To praktyczne. A majtki są tak cienkie, że tak naprawdę niczego nie ukrywają.
  Wojowniczka Anna przewodzi ogniowi, siejąc spustoszenie wśród wrogów. Jej włosy są rude, a ona sama jest po prostu uosobieniem kosmicznego społeczeństwa.
  A Anna, bosymi stopami, rzuca dary śmierci, które zabijają talibów.
  Wojowniczka krzyczy co sił w płucach:
  - Mudżahedini szaleją i są w ruchu,
  Wróg posunął swoje pułki naprzód...
  Dziewczyny niosą, znają zwycięstwa,
  Talibowie spotkają się z wrogością!
  
  Wgryzą się w skórę świni,
  Wróg zostanie pokonany...
  Dziewczyny boso walczą,
  Pięść piękności jest silna!
  A wojowniczka idzie i uderza, używając w bitwie jej szkarłatnego sutka.
  I to jest, powiedzmy, bardzo fajne!
  Piękna rudowłosa dziewczyna. I kocha mężczyzn.
  Wtedy Anna wzięła go i ryknęła na całe gardło:
  - Wydano rozkaz zrównania wsi z ziemią,
  Rakiety Grad niszczą góry...
  Führer z łysą głową dmuchnął w Afganistan,
  A gadanie zostawmy w spokoju!
  A dziewczyna po prostu wybucha śmiechem. A jej śmiech brzmi jak dźwięk dzwonków.
  Dziewczyny są pełne entuzjazmu. Malwina również walczy. Oczywiście, dziewczynie nie przeszkadza używanie jej szkarłatnego sutka. A piękność nawet śpiewa.
  I tak się stało -
  O co żołnierz nie prosił!
  Nadciągnęło złe plemię,
  Wiele piekielnych, ciemnych sił!
  
  Czarne diabły są bezczelne,
  Ucieknijmy z tego bagna!
  Oto w ich rękach są sztylety-
  Wycie pieśni nie jest wyciem słowika!
  
  Karabin maszynowy zmiażdżył piechotę.
  Dym z rozbitych moździerzy!
  Natychmiast rozwiązali kompanię,
  Zbroja kirasjerów nie pomogła!
  
  Stado nie ma ochoty umierać,
  Cholera, uwierz mi, to nie jest żaden ośrodek wypoczynkowy!
  A pociski niszczą bunkry,
  Ich archanioł atakuje z góry!
  
  Demony wszystkie naraz wrzasnęły do swoich nor,
  Spalamy je napalmem i siarką!
  Nawet góry się topią,
  Niszczymy wszystko wokół nas!
  
  Ale nie myśl tylko,
  Cóż za wróg, niczym woda!
  Gigant, szczyt wzrostu,
  Królu Wszechświata, Szatanie!
  
  Oto jego oddech, płomień,
  Cherubin spłonął natychmiast!
  I upadł sztandar Boga,
  Ale wierzymy, że wygramy!
  
  Przeszliśmy trochę pod górę.
  I dajmy się ochrzcić!
  Jęczeli po drodze,
  Synowie mądrego Boga!
  
  A teraz biegniemy do ataku,
  Hurra! Rozlega się grzmot!
  Ile naprawdę możesz usłyszeć, matko,
  Ale do cholery z domkami, jest klęska!
  ROZDZIAŁ NR 6.
  Po przebudzeniu Oleg Rybaczenko zaczął ćwiczyć. Następnie wziął prysznic i umył zęby. Czekały go teraz nowe misje bojowe.
  Jean Grandier osobiście dowodził akcją sabotażową. Dołączyli do niego Paul, Edik, Stella i Oleg, którzy okazali się fenomenem. Fanfar został pominięty, ponieważ nie był najlepszym strzelcem, mimo że ostatnio dużo trenował i zauważalnie poprawił swoją celność.
  Jean był niski, miał około czternastu lat, a jego twarz była wciąż świeża jak piórko. Pozostali byli jeszcze dziećmi, zwłaszcza Edik. I ścigali się na małych, ale zwinnych koniach.
  Tylko Oleg, który jest nieśmiertelnym góralem, woli biegać pieszo, błyskając gołymi, opalonymi, umięśnionymi nogami, jakby utkanymi z drutu.
  Czterech chłopców i dziewczyna, uzbrojeni w broń przypominającą zmodernizowanego Mausera, rzucają się do walki.
  A dokładniej, kiedy skaczą przez dżunglę i rozmawiają.
  Jean zapytał Olega:
  - Gdzie nauczyłeś się tak dobrze biegać?
  Chłopiec-wojownik odpowiedział z uśmiechem:
  Wszyscy się trochę nauczyliśmy,
  W jakiś sposób i za jakąś cenę...
  Wybierzmy się w długą podróż,
  Anioł oświetla nam drogę!
  Jean roześmiał się i odpowiedział:
  - Dobrze powiedziane!
  I młody kapitalista strzelił. Kula powaliła drapieżnego sępa, który najwyraźniej szukał czegoś w dżungli. Sęp runął w zarośla. Kilka hien przemknęło obok, gotowych porwać ofiarę.
  Paweł zauważył:
  - Tak, te zwierzęta... Zjadają wszystko, co znajdą!
  Edik zaśmiał się i zaśpiewał:
  Moje słodkie i delikatne zwierzę,
  Zastrzelę cię, uwierz mi...
  Moje słodkie i łagodne zwierzę!
  Edik jest jeszcze dzieckiem, nie ma nawet dziesięciu lat, a już leży tam wiele ciał angielskich żołnierzy wszelkich narodowości.
  I oto pierwsza potyczka - patrol został złapany. Pięć strzałów naraz, potem kolejny przez pięć sekund - dziecięce karabiny to coś specjalnego, z dużą szybkostrzelnością. Nawet Paul wziął jeden zamiast musztry - żeby nadążyć za strzelaniną.
  A dziewczyna strzela równie dobrze, co chłopcy. To jest prawdziwy nokaut.
  Po zabiciu trzydziestu brytyjskich żołnierzy, głównie Arabów i Afroamerykanów, dzieci-terminatorzy zaczęli przeszukiwać ich kieszenie. Aby uniknąć obciążenia, zabrali tylko banknoty i złote monety.
  Znaleźliśmy dokument donoszący o przybyciu coraz większej liczby posiłków. Siły rzeczywiście są zbyt nierówne.
  Oleg zauważył:
  - Ilu ludzi umiera!
  Jean odpowiedział z westchnieniem:
  - Niech zginie!
  Nieśmiertelny chłopiec wykrzyknął:
  - I w jakim celu!
  Paweł powiedział pewnie:
  Walczymy o naszą niepodległość! I nie uklękniemy, nawet jeśli to oznacza, że wszyscy będziemy musieli umrzeć!
  Oleg skinął głową z uśmiechem:
  - Godne pochwały... Możemy jednak wspomnieć o trzystu Spartanach, którzy walczyli z niezliczoną armią króla Kserksesa i na koniec zginęli, zyskując chwałę na wiele wieków!
  Stella ćwierkała:
  Lepiej umrzeć z godnością mieczem,
  Niż żyć jak bydło, które znosi bat i stajnię!
  Oleg zauważył:
  - Cóż, Wielka Brytania jest demokracją i jedynym krajem w Europie, który zawsze miał parlament! W przeciwieństwie, powiedzmy, do innych krajów!
  Jean skinął głową:
  - To prawda! Ale w tym przypadku Wielka Brytania prowadzi niesprawiedliwą wojnę i stosuje niecywilizowane metody. Po co, mając już największe terytorium na świecie, miałaby zajmować Transylwanię i Wolne Państwo Oranii? Przecież nie potrafią nawet zarządzać własnymi koloniami!
  Paweł wykrzyknął:
  - Nie oddamy naszego terytorium! I nie oddamy też naszej woli!
  Oleg westchnął i zauważył:
  - Czego możemy oczekiwać od Wielkiej Brytanii, że zmęczy się walkami i w końcu straci siły?
  Jean Grandier skinął głową:
  - Dokładnie! Jeśli wojna będzie się przeciągać, a straty Wielkiej Brytanii staną się zbyt duże, opinia publiczna powie: czy to nie za wysoka cena za stosunkowo niewielkie terytorium? Może lepiej ratować żołnierzy, a i tak mamy mnóstwo ziemi!
  Edik napisał na Twitterze:
  Anglik spojrzał tu bokiem,
  Mówią, że nie ma wystarczająco dużo ziemi...
  Naruszył prawa sąsiadów,
  I królowie oszaleli!
  Oleg skinął głową na znak zgody:
  - Tak, ludzie mają dość wojny. Na przykład w moim świecie nawet Amerykanie w końcu znudzili się walką z talibami i odeszli, choć zajęło im to całe dwadzieścia lat!
  Jean zapytał ostrożnie:
  "Wiem, kim są Amerykanie. Mają silną i szybko rozwijającą się gospodarkę, a z czasem rozbudują swoją armię. Myślę nawet, że Stany Zjednoczone w przyszłości zepchną Wielką Brytanię na dalszy plan. Ale kim są ci Talibowie?"
  Oleg odpowiedział ze słodkim, dziecięcym uśmiechem:
  "Talibowie" oznaczają "studenci". To religijni fanatycy. Lepiej ich nie ruszać!
  Paweł zasugerował:
  - Może powinniśmy po prostu...
  Jean zapytał:
  - I co?
  Chłopiec wiertniczy odpowiedział:
  - Wysadzimy most, przez który przebiegają tory kolejowe. Niełatwo go będzie odbudować!
  Oleg zauważył:
  - Niezły pomysł! Właśnie dlatego tu jesteśmy, ale takie mosty są pilnie strzeżone!
  Edik syknął:
  - Gdzie nie przejedzie pociąg pancerny, tam bosy chłopiec może się czołgać!
  Stella zasugerowała:
  "Przebierzmy się za dziewczyny. Chłopcy nadal są podejrzewani o sabotaż, ale dziewczyny nikt nie będzie podejrzewał!"
  Jean skinął głową z uśmiechem:
  "Niezły pomysł. Choć nie jest nowy. Jednak, żeby wysadzić most, potrzeba mnóstwa materiałów wybuchowych. A my, a raczej my, nie możemy unieść wymaganej ilości w naszych koszach. Nie wspominając o tym, że same kosze mogą być sprawdzane!"
  Oleg zasugerował:
  "Może moglibyśmy spróbować czegoś prostszego. Na przykład, moglibyśmy sami poprowadzić wagon z materiałami wybuchowymi i przebrać się za perkusistów".
  Paweł wykrzyknął:
  "Wóz pełen materiałów wybuchowych? Musimy trafić w odpowiedni moment, kiedy nadjedzie pociąg z amunicją, a wtedy most zostanie całkowicie zniszczony! Nawet mały kosz wystarczyłby, żeby przewieźć sporą ilość... no, może nie dużą, ale inna amunicja by wybuchła, a most i tak by wybuchł".
  Edik pisnął:
  - Cóż za wspaniały pomysł!
  Chłopiec uderzył się w bose stopy. Z jeźdźców tylko Jean miał na sobie buty. Najwyraźniej, jako kapitan i dowódca batalionu młodzieży, wstydziło mu się chodzić lub jeździć boso, mimo że sam był jeszcze nastolatkiem. Reszta była jeszcze dziećmi. Oleg wygląda tak samo, jak w wieku dziesięciu lat, ale ponieważ w poprzednim życiu był rosłym mężczyzną, wygląda na jakieś dwanaście lat i ma dość silne, muskularne ramiona.
  Oleg biega i skacze - teraz jest nieśmiertelny, a jak dobrze się czuje, tyle energii i siły.
  Ale przed chłopcami pojawił się cały szwadron angielskich lansjerów. To dwustu jeźdźców. Co więcej, nie byli to właściwie buldogi i najwyraźniej wyczuli obecność dzieci-wojowników.
  Jean uśmiechnął się i zauważył:
  - Czterdziestu Anglików na osobę? Dlaczego przyjmujemy bitwę?
  Paweł krzyknął:
  Do krwawej, świętej i sprawiedliwej bitwy,
  Maszeruj, maszeruj naprzód...
  Ludzie, chłopaki!
  Do krwawej, świętej i sprawiedliwej bitwy,
  Maszeruj, maszeruj naprzód,
  Chłopcy, idziemy na pieszą wędrówkę!
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - A co mnie obchodzi nieśmiertelność? A tak przy okazji, mam trochę amunicji w plecaku! Więc mamy jej pod dostatkiem!
  Stella westchnęła i odpowiedziała:
  - Znów musimy zabijać! To wstyd!
  Dziewczyna wybuchnęła płaczem. Po czym podniosła karabin i uniosła go.
  Dzieci ruszyły do walki. Najpierw oddały strzały, najpierw zabijając angielskie buldogi, celnie przebijając ich czaszki. Następnie zaczęły strzelać do kawalerii. Cała piątka sprytnie ukryła się w dżungli, utrudniając Brytyjczykom wykorzystanie ich przewagi liczebnej.
  Oleg zaśpiewał z westchnieniem:
  Ile razy możesz zabić swoich bliskich?
  Przecież uwierz mi, człowiek rodzi się do szczęścia...
  Matka nie pozwala synowi iść na front,
  A nawet latem, podczas wojny, pogoda jest zła!
  Chłopiec strzelił. Potem wziął kamyk i rzucił go bosymi palcami w skroń Anglika, a raczej arabskiego najemnika, zabijając go na miejscu.
  Potem znowu strzelił. Dzieciaki przyniosły spory zapas amunicji i sprawnie manewrowały. To było coś w rodzaju ćwiczeń bojowych. Większość wojowników stanowili koloniści - czarnoskórzy, Arabowie i Hindusi, ale było też kilku Brytyjczyków. Była to więc prawdziwa strzelanina na pełną skalę.
  Oleg czuł niepokój, zwłaszcza gdy musiał strzelać do przedstawicieli białej rasy. Ale wieczny chłopiec strzelał bezbłędnie. Inni strzelcy też byli dobrzy. Nawet młody Edik i dziewczyna Stella. Jednak niektóre przedstawicielki płci pięknej strzelają jeszcze lepiej niż płeć silniejsza.
  Ale mimo wszystko jasnowłosa dziewczyna jest grzeczna, a jej włosy są tak kręcone, że przypominają jej lalkę.
  Oleg strzela, a w jego głowie pojawiają się nowe slogany, które dosłownie przytłaczają chłopaka.
  Polityka to miejsce, w którym zawsze udaje się narobić bałaganu, ale czasami wyborcy zmiatają ten bałagan krwawym strumieniem rewolucji!
  Słowo polityk i słowo przyzwoity łączą się tylko po dodaniu trzeciego słowa - łajdak!
  Polityk może mieć w swoim charakterze wszystko oprócz sumienia i honoru, ale ukrywa się pod maską sumienia, nawet jeśli robi to nieuczciwie!
  Polityk obiecuje niebu góry złota, aby stać się gwiazdą, ale nie daje złotego światła. Przy takim świetle wyborca nie ujrzy świtu!
  Polityk ma więcej masek niż gwiazd na niebie, ale wszystkie one służą tylko temu, aby ułatwić lisowi-politykowi zrobienie świni!
  Polityk jest częściowo lisem, częściowo wilkiem, częściowo bykiem w składzie porcelany, częściowo tchórzliwym zającem, ale w rzeczywistości jest zupełną świnią!
  Polityk uwielbia tłuc moździerzem - czynność bezużyteczna dla wyborców, ale przynosząca politykowi dochód w postaci pustych słów!
  W naszych snach wszyscy jesteśmy bohaterami, ale maszerujemy w szyku, mimo że dowódcą jest świnia, a my sami jesteśmy gorsi od wróbla!
  Każdy chce być orłem, ale jeśli sam jesteś mokrym kurczakiem albo tchórzliwym wróblem, to nie obnoś się na próżno!
  Ten polityk bardzo się przechwala, żeby ukryć swój kurzy mózg i kurzą siłę!
  Kiedy polityk pieje, jest to temat do śmiechu, ale kiedy dyktator zaczyna działać, nawet orły się nie śmieją!
  Polityk wiele obiecuje, a w zamian otrzymuje jedynie darmowy cyrk!
  Polityk może rozśmieszać ludzi, ale nie jest w stanie zapewnić im szczęśliwego życia!
  Polityk jest klaunem w cieniu, ale główną walkę woli toczyć pod dywanem, i to w taki sposób, że wyborcy nie będą się śmiać!
  Kieszonkowi politycy nie robią nic poza sięganiem do kieszeni wyborców za pomocą łopat swoich długich języków!
  Politycy mają kieszenie bez dna i zupełnie pustą duszę!
  Polityk to miły chrząszcz, tyle że bezskrzydły i czołgający się jak robak przed swym przełożonym!
  Polityk jest lisem w przebiegłości, wilkiem w uścisku, chomikiem w chciwości, małpą w naśladowaniu ludzi sukcesu, świnią w stosunku do innych i ogólnie rzecz biorąc, nie ma w nim nic ludzkiego!
  Język gigolo wywołuje ekstazę, język polityka wywołuje chęć wymiotowania i drżenia z obrzydzenia!
  Lepiej być żigolo niż politykiem. Żigolo nie opróżnia kieszeni i nie sprawia przyjemności, polityk gra brudne numery i budzi obrzydzenie!
  Polityk to żigolo, którego język dostaje się do wszystkich otworów naraz, powodując mdłości i chęć wymiotowania!
  W polityce nie ma towarzyszy, jest dużo gęsi, a prawie każdy jest świnią!
  Polityk to gęś, która uwielbia się popisywać, świnia, która uwielbia srać na wyborców i lis, który uwielbia patroszyć ludzi kurzymi mózgami!
  Polityk jest przyzwyczajony do kłamstwa, tak jak świnia do srania, tylko że w przeciwieństwie do zwierząt, polityk sra najbliżej koryta i kąpie się w moralnym brudzie, ubrany w nowy, czysty garnitur!
  Polityk to diabeł, który kocha jasne garnitury, i kruk wojny, który kryje się za trelem słowika pokoju!
  Polityk rozśmiesza ludzi banalnymi żartami, ale jednocześnie jest pomysłowy i oryginalny, jeśli chodzi o oszukiwanie ludzi oglądających jego cyrk!
  Lepiej, żeby dziewczyna oddała się pierwszemu facetowi, którego spotka, niż pozwoliła się przelecieć pierwszemu facetowi w wyborach!
  Ludzie wybierają polityków marzących o lwie; jeśli mają szczęście, dostają lisa; jeśli mają pecha, dostają osła, ale bez względu na wybór, władca na pewno narobi bałaganu!
  Wśród polityków nie ma wielkiego wyboru: lis, wilk, niedźwiedź, osioł, baran, koza, makak, a zawsze taki ze świńskim ryjem, ale człowieka nie można znaleźć!
  Dziewczyna marzy o kochanku-sokole, a wyborcy o władcy-orle, lecz piękność dostaje w najlepszym wypadku koguta, a lud indyka, i to takiego, który zachowuje się jak świnia, z miną kogoś ważnego!
  Polityk często mówi głupie rzeczy i mądrze się wyraża, ale on sam wcale nie jest głupcem; głupota jest po prostu najdoskonalszym kluczem do sali tronowej!
  Polityk wprowadza zamęt w swoich przemówieniach i dopuszcza się oszustw, mając jasny cel zdobycia władzy nad zamglonymi umysłami wyborców!
  Polityk bez przebiegłości jest jak owsianka bez masła, choć program polityka to nic innego jak owsianka. Przebiegłość zaś przynosi broń zamiast masła i grozi wysłaniem wyborców do szpitala psychiatrycznego!
  W polityce, tak jak w sklepie, bez pieniędzy nic nie dostaniesz, ale przy odrobinie sprytu możesz zdobyć głosy za darmo!
  Polityka jest równaniem, w którym wszystkie elementy są nieznane, z wyjątkiem jednej właściwości - na pewno coś zepsują!
  Polityka to nieustające bagno, w którym mieszkańcy chcą zgarnąć dla siebie lwią część i narobić bałaganu aż po uszy, a jeśli to pierwsze nie zawsze się sprawdza, to to drugie dzieje się w tempie iście stachanowskim!
  Polityka jest gajem dębowym, ale żeby polityczna świnia jadła żołędzie, najpierw trzeba usunąć wióry inteligencji przy pomocy dzięciołów-propagandystów!
  Polityka wymaga, aby zapomnieć o sumieniu i honorze, aby odnieść sukces, ale gdy sukces nadchodzi, wyborca znów znajduje się przy dziurawym korycie, a kolejny grosz trafia do kieszeni lisa, który pokonuje świnię!
  Kobieta pragnie miłości i pieniędzy mężczyzny, polityk zabiega o miłość wyborców dla pieniędzy, ale jeśli ten pierwszy się ogrzeje i ugotuje jedzenie, to ona oskubie tego drugiego i wciśnie świnię!
  Polityk jest skorpionem, który w przeciwieństwie do owada nie kocha pustyni, lecz wielkie miasta, które niszczy do poziomu Sahary!
  Krawiec mierzy siedem razy i tnie raz. Polityk mierzy każdego swoją miarą i zawsze tnie!
  Biedny, bosonogi chłopiec jest szczęśliwszy niż bogaty starzec, zwłaszcza jeśli skąpiec dostanie od dziewcząt także buty!
  Bosonogi chłopiec, mądrzejszy od dorosłego, który pozwala politykom wykorzystywać się!
  Lepiej dla dziewczyny chodzić boso, niż jeść zupę kapuścianą w łykowym bucie!
  Biedna dziewczyna boso jest zabawniejsza niż miliarder, którego zaraz obują za grosze!
  Dziewczyna bez grosza przy duszy zabije miliard bosymi obcasami!
  Lis także chodzi boso, chociaż nosi drogie futro, a kobieta powinna móc zdjąć buty, aby zapewnić sobie luksusowy strój!
  Bose stopy dziewczyny są pełne wdzięku i piękne, ale mężczyzna noszący buty polityka to toksyczny intelektualny dziwak!
  Bose stopy kobiet przyciągają wzrok nie tylko boso, ale także u tych, którzy potrafią profesjonalnie "obuwiać"!
  Chcą rozebrać piękną dziewczynę, "oszukać" bogatą kobietę i obdarć ze skóry kobietę polityka!
  Dziewczyna z bosymi stopami sięga do portfela najbardziej zniszczonego męskiego buta!
  Mężczyzna to z pewnością but, ale trzeba czegoś więcej niż tylko łysego buta, żeby założyć buty nawet bosej kobiecie!
  Naga kobieta, niczym nagi sztylet wyjęty z pochwy, trafia mężczyznę prosto w serce i zrywa trzy skóry!
  Wąż zrzuca skórę dwa razy do roku, ale jadowita kobieta zrzuca skórę za każdym razem, gdy chce założyć mężczyźnie buty i zerwać z niego trzy skóry!
  Polityk okrada wyborcę językiem, a kobieta wkłada bosą stopę do portfela mężczyzny, ale oboje mają na sobie buty sięgające aż po uszy!
  Uśmiech polityka jest zawsze sztuczny, ale kobieta szczerze szczerzy zęby, chcąc podnieść mężczyznę na duchu i osiągnąć coś o wiele ważniejszego!
  Nawet najmodniejsze legginsy nie pomogą Ci uwieść napalonego mężczyzny, jeśli Twoje bose stopy nie będą pochylone!
  Usta kobiety dostarczą mężczyźnie oceanu rozkoszy, język polityka zrzuci mu na głowę górę obietnic, bez względu na płeć!
  Usta kobiety błyszczą perłowymi zębami, a usta polityka błyszczą pustymi obietnicami!
  Kobieta musi być przebiegłym lisem, żeby nie chodzić boso i w łachmanach przez długi czas!
  Kobiety mają oczy, które błyszczą i urzekają jak ciała niebieskie, politycy zaś mają oczy jak gwiazdy, wydają się świecić, lecz odległość do prawdy jest nieosiągalna!
  Blondynki nie zawsze mają czyste sumienie, ale politycy zawsze mają czarną duszę, niezależnie od koloru włosów!
  Bosonoga blondynka nie zawsze jest bystrą dziewczyną, ale za to daje mężczyznom czarne buty!
  Blondynka jest diabłem o anielskim wyglądzie, a polityk jest szatanem, niezależnie od wyglądu!
  Dobrze jest dla kobiety być blondynką, ale gorzej jest być bladą!
  Kobieta nie zawsze rodzi piękne dzieci, ale polityk, niezależnie od płci, zawsze stwarza wyborcom brzydkie problemy!
  Bose stopy kobiet nie zawsze są piękne, ale zawsze są lepsze od stóp polityków noszących łyko!
  Bose stopy kobiet są bardziej podatne na nieuczciwe obietnice polityków niż męskie buty!
  Kobieta jest istotą, która kocha czułość, ale zupełnie inaczej niż polityk, który rozsiewa ją delikatnie!
  Delikatne dłonie kobiety potrafią opróżnić kieszeń mężczyzny, ale w przeciwieństwie do języka polityka, nie dadzą mu świni!
  Goły, okrągły damski obcas jest o wiele przyjemniejszy niż okrągłe przemówienia polityków, którzy nie mają męskiego rdzenia!
  Dziewczęce palce są zwinne i potrafią wykraść mężczyznom złote monety z kieszeni, lecz w przeciwieństwie do języków polityków, nie zostawią cię bez grosza!
  Do bosych stóp dziewcząt brud przykleja się znacznie mniej niż do lepkich rąk polityków!
  Kobieta lubi dbać o czystość swego ciała, a polityk lubi wyrzucać z siebie nieczystości na poziomie duchowym!
  Kobieta, pobrudziwszy swe ciało, zachowuje swą duchową czystość; polityk, założywszy czysty garnitur, nadal robi z siebie świnię!
  Kobieta może się ubrudzić kurzem, lecz brud nie przykleja się do czystej duszy, a polityk, nawet po kąpieli, pozostaje świnią!
  Blondynki też mogą mieć ciemne włosy, ale kobieta nadal jest aniołem, a polityk, niezależnie od koloru włosów, jest samym szatanem!
  Polityk kocha kobiety o blond włosach i gołych, szczupłych nogach, a jednocześnie uwielbia strzyc wyborców, bez względu na kolor włosów, i nosić im buty w każdym rozmiarze!
  Światło duszy kobiety nie zależy od koloru jej włosów, ale poziom duchowej ciemności u polityka wzrasta wraz z długością jego języka!
  Dobrze jest być blondynką, mężczyźni lgną do jasnych włosów jak ćmy, ale polityk, nawet w bieli, jest czarniejszy od diabła!
  Kobieta nie musi być blondynką - najważniejsze, żeby miała jasną duszę!
  Bose palce u stóp kobiet są bardzo wytrwałe w łapaniu mężczyzn w bogatych garniturach!
  Kobiety chwytają mężczyzn bosymi palcami u stóp, których piękno i smukłość stanowią o ich wytrwałości, a politycy chwytają wyborców językami, a im dłuższy i bardziej lepki język, tym mocniejszy uścisk!
  Chłopiec chodzący boso ma większe szanse na osiągnięcie sukcesu niż starzec w butach!
  Chłopiec z miedzianym pensem w kieszeni czuje się lepiej niż bogacz z workiem złota na plecach!
  Bosonoga dziewczyna zostawia ślady, które budzą podziw, ale polityk zostawia takimi śladami swoimi butami, że ludzie będą na nich pluć przez stulecie!
  Więc młody wojownik kontynuował ostrzał. Wielu Anglików i ich najemników zginęło. Ale potem przybyło kilka kolejnych szwadronów z posiłkami i dołączyło do bitwy. To aż pięciuset jeźdźców. Po stu na każdego.
  Nie robi to wrażenia na walczącej piątce. Czterech chłopców i dziewczynka zręcznie manewrują, kryjąc się w zaroślach dżungli i strzelają dość często i celnie. Tacy właśnie są ich młodzi i wspaniali wojownicy.
  Pytanie jednak brzmi, czy tak liczna armia angielska będzie miała wystarczająco amunicji?
  Mimo to strzelanina trwa nadal, a ciał przybywa.
  Oleg zauważył to z miłym spojrzeniem, rzucając po raz kolejny ciężki, ostry kamień bosą, dziecięcą stopą:
  - To jest eksterminacja! Jesteśmy jak czołgi!
  Na przykład w grze "Entente" czołgi ciężkie, odpowiednio ulepszone w akademiach wojskowych i naukowych, koszą piechotę niczym kosa chwasty. Czołg to naprawdę potężna broń, nieporównywalna z niczym i nikim. Gdy tylko ruszy, zaczyna strzelać do wroga.
  Ale oczywiście dobry czołg jest ciężki, lekkie nie są takie same.
  I oto są, niczym ciężkie czołgi, dosłownie strzelając do wszystkich kultywatorem.
  Co sekundę strzał i trup. Co prawda, po około trzydziestu pojedynczych strzałach trzeba wymienić magazynek, ale to i tak krótko.
  I tak rozpoczęło się polowanie. Chłopcy nie okazali ani litości, ani słabości. Była z nimi również dziewczyna o imieniu Stella.
  A przebici wojownicy upadają.
  Oleg nawet zaśpiewał:
  Wielki, potężny, święty kraj,
  Nie ma nic jaśniejszego pod błękitnym niebem!
  Ona jest nam dana na zawsze przez Wszechmogącego Boga -
  Nieograniczone światło wzniosłej Rosji!
    
  Świat nigdy nie widział takiej potęgi, wiesz?
  Abyśmy mogli dumnie stąpać po bezkresach kosmosu!
  Każda gwiazda we wszechświecie śpiewa dla ciebie,
  Niech Rus będzie z nami szczęśliwy!
    
  Przecież to nasza Ojczyzna, to nasze przeznaczenie,
  Aby władać przestrzenią całej materii!
  Każdy z nas, uwierz mi, chciałby tego,
  Bez żadnych bzdur, przesądy kobiet!
    
  Archaniołowie dmą w swoją potężną trąbę,
  Głośno chwalą marsz naszych wojsk!
  A wróg znajdzie swój los w trumnie osy,
  I nie pobierać podatków i danin!
    
  To jest nasza Ojczyzna, uwierz mi, wszystko w niej jest piękne,
  Odwróciła cały wszechświat bez żadnego wysiłku!
  Ciężki warkocz pięknej dziewczyny,
  Ona chce, żeby beczka była mocna!
    
  Ojczyzna to spojrzenie niebieskich oczu matki,
  Jej ręka jest jednocześnie delikatna i kamienna!
  A ty, młodzieńcze, zabijasz przeciwnika kulą -
  Aby płomień w Twoim sercu płonął jaśniej!
    
  Złóż przysięgę bezgranicznej Ojczyźnie,
  Oczywiście, ona jest również dla ciebie błogosławieństwem!
  Choć w furii bitwy krew się leje strumieniem,
  Teraz wróg otrzyma karę!
    
  Broń i odwaga to tak potężny stop,
  Żadne zło nie jest w stanie go pokonać!
  Szybko leciałem samolotem z bombami,
  A kiedy eksploduje, okna zostają zasypane gradem!
    
  A oto rozkaz władcy: leć na Marsa, chłopcze -
  Czas przygotować przestrzeń!
  A arogancja Marsjanina zostanie mocno uderzona w oko,
  Następnie widzimy odległości wykraczające poza Pluton!
    
  Dotrzyjmy na wyżyny kosmosu, widząc krawędź wszechświata,
  Takie jest nasze ludzkie przeznaczenie!
  Dlatego, chłopcze, odważ się dokonać czynów,
  Przecież wiesz, że nagroda to coś, na co można sobie zasłużyć!
  ROZDZIAŁ NR 7.
  Do Wielkiej Brytanii dotarły kolejne posiłki, więc baza była już blisko. Przybywała nie tylko kawaleria, ale i piechota.
  Młodym wojownikom kończyła się amunicja i Jean postanowił się wycofać.
  Oleg Rybaczenko, jako że posiadał nieśmiertelność i był najszybszy w ich drużynie, zaproponował, że będzie osłaniał odwrót i odwracał uwagę Brytyjczyków.
  Pozostałe dzieci nie protestowały. Widziały Olega w akcji i były pewne, że ich nie zawiedzie.
  I tak chłopiec-terminator pozostał, a czwórka na miniaturowych konikach odeszła.
  Oleg, starając się oszczędzać niemal wyczerpane naboje, zaczął aktywnie miotać bosymi stopami liczne łuski, które zostawił za sobą przeciwnik. A gdyby łuska została rzucona z przyspieszeniem i trafiła w czoło, miałaby nie mniejszą siłę rażenia niż prawdziwy pocisk.
  A chłopiec-nadczłowiek walczył dalej, z oszałamiającą skutecznością. Co prawda, w jego głowie również przemknęły myśli: dlaczego wdał się w tę wojnę? Przecież Burowie nie są aniołami, a Brytyjczycy nie mają honoru. Choć rzeczywiście walczą o ziemie, które zostaną utracone za kilka dekad.
  A tu ludzie giną na próżno. Chociaż ile razy ginęli na próżno wcześniej? Przypomnijmy sobie czasy Czyngis-chana. Miliony ludzi zginęły, a imperium mongolskie zniknęło bez śladu!
  To samo można powiedzieć o Imperium Brytyjskim, które w XX wieku utraciło niemal wszystkie swoje kolonie.
  A teraz zabijacie Anglików - czego wam potrzeba?
  Oleg Rybaczenko chciał krzyczeć, że nie jest mordercą i że czuje żal i obrzydzenie z powodu zagłady żywych ludzi. Przecież każdy człowiek jest swoim własnym światem.
  Chłopiec pamiętał jednak, że rosyjscy bogowie zesłali go do tego wszechświata, nakazując mu pomóc Burom pokonać Anglików i walczyć w batalionie młodych bandytów Jeana Grandiera. Teraz jednak był zobowiązany wypełnić wolę rosyjskich bogów i zasłużyć na nieśmiertelność.
  Cóż, jeśli tak, to wykona świetną robotę.
  Jak mówią w grach, zabił i podbił wielu ludzi.
  A chłopiec-terminator zaczął śpiewać, nie przestając miażdżyć Anglików:
  Jesteśmy pionierami, dziećmi Artemidy,
  Urodzony zamiast smoczka z kaburą!
  Ku chwale naszej matki Rosji -
  Chłopiec walczy dzielnie!
    
  Jasny krawat płonie jak pochodnia,
  Cudowny chór śpiewa hymn Ojczyzny!
  A Führer dostanie ostrego kaktusa w dupę,
  Wiemy, jak zmiażdżyć hordy wrogów!
    
  Impreza nauczyła nas mocy walki,
  Umieć strzelać i biegać, walcz z każdym!
  Niech starsi bracia pójdą do wojska,
  Ale odniesiemy także wielki sukces!
    
  Jakiego rodzaju usługi lubi Ojczyzna?
  W okopach, jeśli trzeba, przy maszynie!
  A najsilniejsza przyjaźń pod czerwoną flagą,
  Niech mój kraj przyjmie komunizm!
    
  Jak ciężko jest na froncie, gdy jesteś otoczony,
  Już pada śnieg, a my chodzimy boso, obdartusy!
  Nie będzie przebaczenia dla potworów Fritza,
  A Ty w swoich snach walcz i odważ się!
    
  My, chłopcy, jesteśmy wyczerpani walką,
  Byłem głodny, miałem złamaną nogę i krwawiłam!
  Ale nie damy się bić butami,
  Jakże cię kocha dusza moja, Rus!
    
  Nie znamy słowa niewola, cóż, do diabła ze słabością,
  Ilu facetów zginęło w bitwie!
  Czasami wkrada się zmęczenie,
  Gdy ładunek stanowi stutonowy karabin maszynowy!
    
  Ale nie ma potrzeby, abyśmy poddawali się smutkowi,
  Nie składałem na to przysięgi przed Bogiem!
  Trzeba służyć Rosji bez nikczemnych uczynków,
  Towarzyszu Stalinie, ideał wieczny!
    
  Ale najważniejsza jest odwaga i męstwo,
  Pomysłowość i piękno myśli!
  Nie myśl, że kultura to mała rzecz,
  W końcu poezja narodziła się z języka ognia!
    
  W mojej piersi płomień Jezusa,
  Kim jest Bóg, Zbawiciel i komunista!
  Świętość nie toleruje, poznaj duszę tchórza,
  Jedyna droga wiedzie w górę, nawet nie myśl o upadku!
  Choć nie jest to typowy poemat stepowy, to i tak jest fajny i zachwycający, śpiewany jak młody wojownik. Z uczuciem i ekspresją.
  I znów paplał o rzucaniu śmiercionośnymi nabojami bosymi palcami u stóp i dziurawieniu czaszek przeciwników.
  Oleg zauważył:
  - Wojna to wojna! Nie zawsze święta, ale zawsze krwawa!
  Chłopiec zagwizdał. A jego gwizd był tak przenikliwy, że setki wron spadły, a ich dzioby przebiły czaszki angielskich żołnierzy.
  Wtedy chłopak wybuchnął śmiechem. I bosymi stopami cisnął tuzinem łusek. I rozbił szeregi, miażdżąc pułki najemników. To był naprawdę zabójczy cios.
  Oleg kontynuował walkę, używając obu szabli jednocześnie. Jego szybkość i wytrzymałość sprawiały, że strzelanie było równie skuteczne, co z karabinu maszynowego. I to dość szybko. Chłopiec rąbał i kopał pociski, po czym znów zaczął śpiewać:
  Nasz wiek jest tak cudowny, uwierz mi,
  Możesz w nim zrobić wszystko...
  A nawet przestrzeń kosmiczna nie jest niebezpieczna,
  Zniknęli różni oszuści!
  
  W nim szkoły są rajem i rozrywką,
  Każde jedzenie jest jak śnieg zimą...
  Dziecko wyruszy na przygodę,
  Z Twoim wielkim marzeniem!
  
  Nie musimy myśleć o smutnych rzeczach,
  Nie ma śladu starości...
  Takie uczucia istnieją,
  I bukiet świeżych róż na zawsze!
  
  Ale teraz jesteśmy w innym świecie,
  Są tam wróżki, gnomy, czarodzieje...
  Jesteśmy tylko dziećmi, boso,
  Ale urodzony, by zwyciężać!
  
  Za pomocą magicznej różdżki są w stanie,
  Możesz wyczarować wszystko...
  Jeśli musimy przenosić góry,
  I wydobywamy łaskę!
  
  Smoki latają po niebie,
  Tak łatwo z nimi walczyć...
  Natura stała się wiecznym majem,
  Jest w niej tak cudownie dobrze!
  
  A elfy w tym cudownym świetle,
  Wody lśnią jak perły...
  Na cudownej, magicznej planecie,
  Prowadzimy taniec w kółku dla dzieci!
  
  Będziemy mieć wielką miłość,
  Rozpalmy sto świateł na niebie...
  Dla nas sędziowie staną się kwazarem,
  I w nieskończonym świetle sił!
  
  Bóg nie kocha słabych, uwierz mi,
  On chce, abyś był jak światło...
  Dla magicznej mocy,
  Ten wspaniały człowiek będzie ciężko pracował!
  
  Tak, wszystko jest piękne na tym świecie,
  Jak klejnoty, rój ważek...
  Będziemy razem jako zespół,
  Bez wylewania gorzkich łez!
  
  Nie ma piękniejszego miejsca na całej Ziemi,
  A żółte, jasne koło Słońca...
  Dam Maszy bukiet,
  Aby wzrok dziewczyny nie zgasł!
  
  Tak, magia jest potężna, uwierz mi,
  Potrafi przenosić góry...
  Z wyglądu wszyscy jesteśmy dziećmi Rodziny,
  A nić życia nie zostanie zerwana!
  
  Oczywiście, że niewolnicy mogą się buntować,
  Jak rozkazał dzielny Spartakus...
  Niewolnicy jęczą z bólu,
  Kopnij go w ryj!
  
  Smok oczywiście jest potężny,
  Możemy go pokonać...
  Choć nad Ojczyzną wiszą chmury,
  Wściekły niedźwiedź ryczy!
  
  Tutaj orkowie atakują rojem,
  Będziemy w stanie je wyciąć...
  Chłopaki, uwierzcie mi, oni się nie poddadzą.
  Łowca stanie się zwierzyną!
  
  Mamy za sobą siłę pokoleń,
  My, dzieci, polecieliśmy na Marsa...
  Lenin na początku przewodził krajowi,
  Potem kolejny przywódca uratował Ziemię!
  
  Przecież mamy takie mięśnie,
  Mięśnie elastyczne u dzieci...
  Biegniemy boso po śniegu,
  Złoczyńca został zniszczony przez blaster!
  
  Przynieśmy szczęście wszechświatowi,
  Aby żyto zakwitło złotem...
  Wszystko będzie w świetle świata władzy,
  Zło, podłość i kłamstwo znikną!
  
  Tak, od lat jestem dzieckiem,
  Ale umysł to prawdziwy tytan, uwierz mi...
  Młody podniósł się z pieluszek,
  Zły tyran został pokonany i pokonany!
  
  Moja miłość do Świętej Ojczyzny,
  Całym sercem i jasną duszą...
  Teraz żyjemy w komunizmie,
  Gdzie jest złota umywalka!
  
  Co dla nas oznaczają magia i gnomy?
  Technologia ma tutaj duże znaczenie...
  Zbudujmy nowy świat, uwierz mi,
  I w otchłań podstępów Szatana!
  
  Miłość płonie w sercu dziecka,
  Dąż do otwartych pól...
  Otworzyliśmy drzwi do nieśmiertelności,
  I będziemy razem, ty i ja!
  
  Tu walczyłem ze strasznym orkiem,
  Przeciął je mieczem...
  Walczyliśmy z wrogiem bardzo krótko,
  Wiesz, nie przejmujemy się problemami!
  
  Jeśli będziemy musieli walczyć z Kościejem,
  Zjemy ten owoc i my, uwierz mi...
  Podejmie się każdego przedsięwzięcia,
  Nie będzie nic fajniejszego w przyszłości niż dzieci!
  
  W nowym świecie czekają przygody,
  Znam takie cuda...
  Oczywiście, zemsta za zło nadejdzie,
  I niebiosa będą płonąć!
  
  Łysy demon wkrótce zginie,
  Na niebie zapanuje pokój...
  Po nas przyjdą inni,
  Nawet Szekspir nie potrafi ich opisać!
  
  Uklęknę przed Bogiem,
  Przeczytam modlitwę i ruszę prosto do walki...
  W imię jasnych pokoleń,
  Nie będzie innego losu!
  
  Lata miną, dorośniemy,
  Będziemy mieć potomstwo, wiesz...
  I trawa znów staje się zielona,
  Cały wszechświat stanie się rajem!
  Więc Oleg śpiewał i siekał z całej siły. Choć chłopcu było bardzo przykro zabijać żywych ludzi. Poza tym Anglicy to naród cywilizowany i, można by rzec, rozwinięty.
  Jednak to, co zrobili więźniom, nie stawiało tej cywilizacji w dobrym świetle.
  Brytyjczycy przesłuchali pojmaną dziewczynę. Najpierw zdjęli jej buty i poprowadzili boso przez dżunglę. Dziewczyna nie pochodziła z biednej rodziny, a jej bose stopy nie były przyzwyczajone do chodzenia boso. Szła więc z rękami związanymi z tyłu, jak więzień. A jak to jest chodzić boso po dżungli? Gołe stopy zaczepiają się o ciernie, szyszki, gałązki i guzy, a to bolesne uczucie.
  Jednak dziewczyna musiała przejść długą drogę, a jej delikatne stopy były pokryte krwią.
  Dziewczynę zaprowadzono następnie do sali tortur. Tam zdarto z niej ubranie i przywiązano do słupa. Kat zaczął ją bić siedmioogonowym biczem morskim. Dziewczyna jęczała i płakała od ciosów. Jej delikatna skóra pękała, a krew tryskająca. Pomocnik kata napełnił wiadro wodą i wrzucił do niego sól. Podszedł do dziewczyny niezdarnym krokiem. Wziął słoną wodę i ochlapał ją nią. Dziewczyna, pobita do krwi, krzyczała na cały głos i straciła przytomność z powodu intensywnego bólu.
  Angielscy kaci się roześmiali. Tortury nie są jeszcze nielegalne w Wielkiej Brytanii, więc można je stosować.
  Chłopiec w wieku około trzynastu lat został przyprowadzony do piwnicy na tortury. Najpierw pokazano mu pobitą i torturowaną dziewczynę leżącą nieprzytomną. Następnie kat wstrzyknął maltretowanej kobiecie środek pobudzający. I ocknęła się.
  Główny kat powiedział:
  - To samo spotka ciebie, chłopcze. Jeśli mi nie powiesz, gdzie jest baza kapitana Jeana, utną ci głowę.
  Chłopiec mruknął:
  - Nie wiem! Nie jestem z jego drużyny!
  Kilku skrybów zapisywało odczyty za pomocą automatycznych piór wiecznych. Magnetofony i nagrywanie dźwięku nie zostały jeszcze wynalezione. W użyciu były już jednak kuchenki elektryczne.
  A naczelny kat wydał rozkaz:
  - No to usmaż tego chłopaka torturami!
  Posadzili dziecko na specjalnym krześle i wstali. Zanim to zrobili, zerwali z niego ubranie. Tępe kolce wbiły się w plecy i łopatki chłopca, co było bardzo bolesne.
  Ale jeszcze bardziej boleśnie było, gdy bose, choć zrogowaciałe, podeszwy stóp chłopca położono na kuchenkach elektrycznych podłączonych do linii z żywnością. Wtedy rudowłosa katka przekręciła przełącznik i kuchenki zaczęły się nagrzewać.
  Oczywiście, stopy chłopca były dość zrogowaciałe. Był jeszcze w wieku, w którym chodzenie boso nie było niczym wstydliwym, a klimat w południowej Afryce jest dość łagodny. I oczywiście, chodzenie boso jest o wiele wygodniejsze, zwłaszcza dla dziecka. Ale to wciąż była żywa skóra, choć szorstka i dziecinna, i zaczęła się palić. Kat ponownie przekręcił gałkę, a piec rozżarzył się do czerwoności. I unosił się zapach przypalonego mięsa, jakby pieczono jagnię. A potem chłopiec zaczął krzyczeć.
  Ale jego bose stopy były splecione w stalowe bransolety, tak grube i mocne, że mogłyby utrzymać bawoła. Chłopiec zawył i zaskomlał:
  - Przepraszam! Nic nie wiem! O mamusiu, pomóż mi!
  Gdy kobieta się odwróciła, zapach spalenizny stał się intensywniejszy, a nieszczęsne dziecko zemdlało na skutek bólu.
  Zgaszono piec, ale tortury się nie skończyły. Chłopca podniesiono na stojaku, jego bose, poparzone stopy zakuto w dyby, a na hakach urządzenia zawieszono ciężarki, które go rozciągały.
  I sapał, jęcząc z bólu. Najgorsze było to, że chłopak naprawdę nic nie wiedział i był przypadkową ofiarą. Chociaż Burowie też mieli walczące dzieci. Poza tym, biała populacja obu republik liczyła zaledwie dwieście tysięcy, podczas gdy Brytyjczycy kończyli formowanie dwustu pięćdziesięciu tysięcy armii, by stawić im czoła. A taka armia to niewiele jak na imperium, którego populacja, wliczając kolonie i dominia, zbliżała się do pięciuset milionów.
  Oznacza to, że nawet biorąc pod uwagę nieproporcjonalnie duże straty w bitwach z Burami, ci ostatni praktycznie nie mają szans. A trzydzieści tysięcy bojowników, zgromadzonych niemal w całości, to niemal limit. Co więcej, Burowie są pełni uprzedzeń i uważają, że kobiety nie powinny walczyć. Jeśli są jeszcze jakieś przedstawicielki płci pięknej, to tylko wśród zagranicznych ochotniczek, pielęgniarek lub w wywiadzie.
  Nawiasem mówiąc, w batalionie Kapitana Daredevila dziewczyny często biorą udział w misjach zwiadowczych, ponieważ są mniej obawiane i podejrzliwe.
  Ale łapią chłopców.
  A on był po prostu ciekawy, nie szpiegiem, a mimo to oni go dręczą.
  Postanowili zaaplikować dziewczynce lekki wstrząs elektryczny. Zaczęli przykładać elektrody do wrażliwych miejsc. Muszę przyznać, że to naprawdę bolesne. A dokładniej, niewiarygodnie bolesne. Ponieważ prąd płynie wzdłuż zakończeń nerwowych, nie da się zadać większego bólu niż elektryczność.
  Chłopiec był też mocno rozciągany i torturowany specjalną miotłą ze stali i drutu kolczastego, podłączoną do specjalnego dynama. Och, jak to bolało. To było potworne, a biedny chłopiec po prostu darł się wniebogłosy.
  Gdyby Oleg Rybaczenko to zobaczył, być może mniej dręczyłoby go sumienie. Jednak w poprzednim wcieleniu, w grze "Entente", ustanowił rekord w jednej misji, niszcząc ponad dwa miliardy jednostek bojowych bez strat. Tym samym zdobył ponad dwieście miliardów punktów w grze komputerowej - prawdopodobnie rekord wszech czasów dla jakiejkolwiek gry komputerowej.
  Ale niszczenie wirtualnych informacji w konwencjonalnych bitach i bajtach to jedno, a niszczenie żywych, prawdziwych ludzi to zupełnie co innego. To oczywiście ogromna różnica. I oczywiście chłopca dręczy sumienie.
  Aby zająć czymś myśli, Oleg Rybaczenko zaczął wypowiadać slogany, prawdziwe perełki myśli:
  Jeśli polityk ma elegancki but, to wyborca będzie jadł zupę z kwaśną kapustą, mając podarty but!
  W polityce najtwardszym i najostrzejszym ostrzem jest język bez kości, a najmocniejszą kolczugą jest brak mocnych zasad!
  Polityk chce również posiąść sekret młodości, aby wszyscy wyborcy stali się dziecinni i zaczęli płakać!
  Najłatwiej uwierzyć w długi język polityka, jeśli masz mózg w krótkich spodenkach!
  Mężczyzna może być silny jak dąb, ale nawet jeśli jest dzięciołem, kobieta i tak będzie przyjmować od niego wióry!
  Mężczyzna ma pień, kobieta ma studnię, ale mężczyzna nie może dać życia potomstwu z ciałem, a kobieta nie może dać życia duchowemu wojownikowi!
  W boksie biją się nawzajem po twarzy rękami w rękawicach; w polityce okładają się językami, ale nie mają białych rękawiczek!
  Nie ma boksu bez rękawic, nie ma polityki w białych rękawiczkach!
  W boksie biją okrutnie, ale zgodnie z zasadami. Natomiast w polityce biją bezlitośnie, bez żadnych zasad!
  W boksie są zasady i sędziowie, w polityce są walki bez zasad i ciągłe lincze!
  Boks jest szachami, tyle że na odwrót, a jednak szlachetnym sportem, polityka jest całkowicie pozbawiona szlachetności, a w sporcie tym panuje bezprawie!
  W boksie sędziowanie i techniki nie zawsze są sprawiedliwe, ale przynajmniej walczą jeden na jeden, podczas gdy w polityce zawsze wszyscy jednoczą się przeciwko najsłabszym!
  W bitwie potrzebna jest ostrożność i pomysłowość, ale rządząc krajem, dyktator posługuje się patykiem, nie znając hamulców!
  Dyktator jest bokserem, którego poczucie odpowiedzialności zostało znokautowane, a jego współczucie zgładzone!
  Dyktator to wojownik, który walczy rękami innej osoby i wydaje rozkazy głosem, który nie jest jego własnym!
  Dyktator to wilk w gronostajowej szacie, który zjada ciała wyborców z makaronem na uszach i dziurami po pączkach!
  Polityk to biegacz długodystansowy, który ciągle idzie na skróty i łamie zasady!
  Biegacze biegną za pomocą nóg, ale politycy poruszają się za pomocą długiego języka!
  Bokser uderza cię w wątrobę, a polityk już cierpi!
  Dyktator to bokser, który zawsze uderza poniżej pasa rękami innych, nie słucha gongu i jest swoim własnym sędzią!
  Boks to walka na pięści w miękkich rękawicach, polityka to walka na języki, ale bez białych rękawiczek!
  Bokserzy z pięściami, politycy z językami, bokserzy z uczciwymi zasadami, politycy z nieuczciwym bezprawiem!
  Kobieta jest również bokserką, ale jest najbardziej zabójcza, gdy zdejmie wszystkie ubrania!
  Profesjonalni bokserzy walczą z gołą klatką piersiową, podczas gdy zawodowi bokserzy odsłaniają coś więcej niż tylko tors!
  Walka bokserska jest ograniczona czasowo przepisami, ale starcie polityczne nie zna żadnych ograniczeń czasowych ani reguł!
  Bokserzy walczą otwarcie, politycy walczą pod dywanem, a czasem nawet gryzą się w język poniżej pasa!
  Uparty bokser jest godny pochwały, ale politycy częściej są uparci w swoich urojeniach!
  Polityk pragnie zostać lwem, ale broniąc błędnego punktu widzenia, zachowuje się jak typowy baran i uparty osioł, który robi z siebie świnię!
  Boks to widowisko jasne i piękne, polityka również oślepia, ale oglądanie jej jest obrzydliwe, a słuchanie jej sto razy gorsze!
  Polityk może czasami mieć jaskrawe upierzenie pawia i elokwencję słowika, ale w kontaktach z wyborcami nadal pozostaje bezskrzydłą świnią!
  W boksie długie ramiona są cenne; w polityce długie języki są o wiele bardziej zabójcze dla całego kraju!
  Bokser może znokautować pięścią tylko jednego przeciwnika na ringu, ale polityk może obrócić cały kraj w ruinę, chowając swój długi język pod dywanem!
  Najbardziej odpornym maratończykiem jest polityk; czasami nawet całe życie nie wystarczy mu, aby dotrzeć do tronu!
  Biegacz oblicza swoje siły na godzinę, ale nawet najbardziej wyrachowany polityk nie jest w stanie oszczędzać sił na wieczność!
  Polityk często jest homofobem, ale zawsze jest wielkim osłem, schludnym dziwakiem, ale prawdziwym świnią!
  Polityk nie zawsze jest ważną osobą, ale na pewno jest wielkim dupkiem!
  Wyborcy postrzegają polityka, na którego głosują, jako księcia z bajki, ale tak naprawdę na tronie zasiada zawsze nagi król!
  Dyktator wyobraża sobie, że jest pawiem w diamentach i cesarzem w purpurowych szatach, ale gdy wyborcy żądają od niego wyjaśnień, okazuje się, że jest nagim królem i oskubanym, mokrym kurczakiem!
  Wola kobiety jest jak diament w naszyjniku, polityczny brak woli jest jak kamień brukowy przywiązany do pętli na szyi!
  Kobietę można porównać do diamentu, mężczyznę do krzemienia, a polityka do grudki kału!
  Możesz walczyć z potężnym wrogiem siłą, ale żadna siła nie zmusi cię do wysłuchania przemówienia polityka do końca, nawet jeśli on trzy razy narzuca ci się jako przyjaciel!
  Wszystko na świecie wymaga wysiłku, ale zasypianie przy monotonnym mamrotaniu polityka nie jest trudne!
  W boksie często zdarzają się złamane nosy, ale w polityce zawsze kończy się to niczym!
  Nos boksera jest krzywy, a w polityce droga do pozostawienia wyborcy z niczym, także jest kręta!
  W boksie punkty są czasami liczone niesprawiedliwie; w wyborach głosy są zawsze nieuczciwe!
  W boksie liczy się zarówno sposób walki, jak i sposób liczenia głosów, a król ringu ma pewną przewagę. W polityce nie ma znaczenia, jak ludzie głosują, a liczenie głosów leży całkowicie w rękach tego, kto siedzi na tronie!
  W sporcie możesz zostać monarchą z nagim torsem, ale w polityce każdy jest już nagim królem!
  W sporcie można się spocić i ubrudzić kurzem, ale w polityce na pewno można się pobrudzić, a żaden prysznic nie zmyje tego śmierdzącego brudu!
  Żołnierz może mieć zarost, ale nadal być miłym w dotyku dla kobiety, ale polityk, nieważne jak gładko się ogoli, zawsze sprawia wrażenie całującego gada!
  Żołnierz jest orłem w randze wróbla, polityk jest mokrym kurczakiem w randze indyka!
  Żołnierz może nie wyróżniać się powierzchownością i czasami może wykonywać głupie rozkazy, ale w przeciwieństwie do polityka-papugi, nie śpiewa jak ktoś inny!
  Żołnierz jest pracowitą mrówką wojny, a polityk wylewa gówno na wierzch, będąc grubym dronem na tyłach!
  Żołnierz jest odważny nawet gdy jest nieśmiały, polityk jest tchórzliwy nawet gdy jest zarozumiały!
  Żołnierz jest szlachetny, ale nie wolny; polityk jest nikczemny i w gruncie rzeczy niewolnikiem namiętności!
  Żołnierz jest lew, choć nadal niewielki, natomiast polityk jest lisem, nawet przerośniętym!
  Żołnierz jest jak anioł w piekle, a polityk jak świnia ucztująca w czasie zarazy!
  Dla bosego chłopca bieganie po śniegu jest wygodniejsze niż dla obutego polityka lawirowanie między strumieniami!
  Chłopiec, nawet nagi na zimnie, jest szczęśliwszy niż starzec oblany brudem przemówienia polityka!
  Kobieta nie boi się bycia nagą i boso, boi się tego, że polityk-mężczyzna obedrze ją ze skóry i ją oskubie!
  Kobieta może wydawać się nieśmiała, ale niewiele rzeczy jest w stanie ją naprawdę przestraszyć; męski dyktator może wydawać się groźny, ale unika własnego cienia!
  Dla dyktatora milczenie jest złotem tylko wtedy, gdy jego poddani tolerują jego język w kieszeni bez skargi!
  ROZDZIAŁ 8
  Oleg Rybaczenko, jak mówią, połamał mnóstwo gałęzi i drewna na opał. I zabił wielu angielskich żołnierzy i zagranicznych najemników wszelkiej maści z tej niezliczonej armii.
  Ale w końcu rzucił się do biegu, a obok przemknęły mu tylko bose pięty chłopca, szkarłatne od kałuż krwi. Tak naprawdę walczył już od dłuższego czasu. Po co miałby dalej zabijać?
  Młody Terminator rzucił się do ucieczki, myśląc, że choć batalion młodych potomków może i składa się z nieletnich zabójców, to są oni również dobrymi ludźmi i bohaterami, i że warto byłoby oszczędzić im życie. A Jean Grandier, kapitan, nie był żadnym bandytą, nawet jeśli zabił wielu żyjących ludzi.
  Żal mi jednak żołnierzy Imperium Lwa. W końcu są niewolnikami, którzy jedynie wykonują rozkazy. Nie ich wina, że zostali zepchnięci na odludzie, tysiące mil od Wielkiej Brytanii, by walczyć o kolonię, która tak naprawdę nie jest zbyt użyteczna. Co więcej, chociaż Republika Południowej Afryki jest bogata w złoto i diamenty, burskie republiki na tej planecie nie posiadają tak cennych złóż. Pytanie więc, czy warto za nie oddać życie!
  A podbój kosztuje dużo pieniędzy, ponieważ wojska muszą być przemieszczane na duże odległości. A to wiąże się z logistyką, zaopatrzeniem i komunikacją.
  Chłopiec pobiegł i nawet zaczął śpiewać:
  Szalona, przeklęta wojna,
  Ile w końcu będziesz musiał zabić...
  Szatan najwyraźniej uwolnił się od swoich łańcuchów,
  I nagle słońce na niebie zgasło!
  Młody wojownik chciał kontynuować komponowanie, ale z jakiegoś powodu zabrakło mu weny. Zwłaszcza że po raz kolejny stanął naprzeciw szwadronu arabskiej kawalerii kolonialnej. I po raz kolejny chłopiec musiał ciąć ich mieczami.
  Dobrze, że teraz jest nieśmiertelny, niezwykle silny i szybki, i że nie da się go pokonać Olega Rybachenko gołymi rękami.
  A głowy, odcięte szablami chłopca-terminatora, toczą się i odbijają jak piłki. I trzeba przyznać, że jest to, na swój sposób, zabawne.
  Oleg kopnął kapitana kawalerii w brodę swoim bosym, okrągłym, dziecięcym obcasem i zaśpiewał:
  Aby pokazać się w bitwie,
  Powinniśmy mieć talenty...
  Dać,
  Diamenty dla dziewczyny!
  I szable znów działają. Nawet jeśli się stępią, chwyć kolejną, tę z trofeum.
  I tak to trwało, aż cały szwadron został zniszczony. W końcu Oleg zagwizdał, a oszołomione wrony przeszyły głowy kawalerzystów.
  Oddział około dwustu szabli został wymordowany. Chłopiec odzyskał swobodę ruchów. Jego nastrój się poprawił. W końcu wygrywał.
  Przypomniałem sobie jedną sytuację w biegu - ulewne deszcze w październiku po prostu nie nadeszły. A wojska Hitlera, bez jesiennej odwilży, mogły zdobyć Moskwę w locie. Nie miały czasu na przerzucenie dywizji z Dalekiego Wschodu, uzbrojenie milicji, a tym bardziej na jej wyszkolenie, a nawet na utworzenie linii obronnej.
  Stalinowi ledwo udało się uciec. I tak powstała sytuacja. Po upadku Moskwy dezercja i kapitulacja Armii Czerwonej jeszcze bardziej się nasiliły. Całe dywizje poddawały się przy dźwiękach bębnów.
  Stalin również stracił autorytet. Jego pozycja została zdradzona przez jego własnych ludzi, a lotnictwo Hitlera wyeliminowało naczelnego przywódcę jednym, celnym atakiem. Następnie Mołotow i Beria zaoferowali Niemcom pokój na dowolnych warunkach. Hitler zażądał najpierw kapitulacji, a potem negocjacji. Beria i Mołotow zgodzili się w zamian za gwarancję bezpieczeństwa osobistego.
  I tak zakończyła się kampania na wschodzie. Ale oczywiście wojna na tym się nie skończyła. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone pozostały. Te ostatnie jednak chciały uniknąć wojny za wszelką cenę.
  Na początek Hitler dosłownie postawił Franco ultimatum, żądając, aby pozwolił niemieckim wojskom dotrzeć do Gibraltaru.
  Hiszpański dyktator wyraził na to zgodę.
  W tym samym czasie wojska niemieckie zniszczyły brytyjską bazę na Malcie. Następnie zdobyły ją wojska powietrznodesantowe. W ten sposób odniesiono zwycięstwo. Gibraltar został zdobyty. Naziści uzyskali możliwość przerzutu wojsk do Afryki najkrótszą możliwą odległością.
  Cóż, korpus Rommla został wzmocniony, i to znacząco. Najpierw Tołbuk został zaatakowany przez przeważające siły. Potem nastąpiła ofensywa na Epipet. Liczebność wojsk Rommla stale rosła.
  Beria i Mołotow pokłócili się, a ostatecznie zwyciężył szef tajnej policji. Hitler zachował jednak ograniczoną autonomię dla większości ZSRR. Jednak region Wołgi i Kaukaz pozostały terytorium III Rzeszy.
  Z Kaukazu hordy faszystów wkroczyły do Iranu i dalej na Bliski Wschód.
  Wielka Brytania nie miała szans na utrzymanie swoich kolonii. Tymczasem Stany Zjednoczone zostały zaatakowane w porcie peruwiańskim i poniosły porażkę za porażką.
  Oleg przybył w okresie, gdy Niemcy, po zajęciu Egiptu, zbliżali się do Sudanu. I wtedy przeżył własne przygody.
  Chłopiec chciał je zapamiętać, ale znów się rozproszył. Tym razem zobaczył wrogą piechotę posuwającą się przez las. I że on też musi ich zaatakować.
  Chłopiec-terminator robił to niechętnie. Oczywiście, rzucał łuskami w przeciwników głównie bosymi stopami. I robił to całkiem celnie.
  I polegli angielscy i zagraniczni żołnierze. To była totalna masakra. Oleg nie był specjalnie zachwycony zabijaniem ludzi. Zwłaszcza białych. Ale jeśli wyższe siły nakazały chłopakowi walczyć, walczyć po stronie Burów, to walczyć.
  Ale jaką korzyść mogłoby to przynieść Rosji? Być może walczyliby z Japończykami.
  Oleg, siekąc piechotę mieczami, zaśpiewał:
  Wybacz mi, Panie Święty,
  Dobrzy ludzie giną...
  Rozdzieram ciało szablami,
  Nie wiem o co walczę!
  I naprawdę nie możesz zrozumieć dlaczego. Chłopiec pamiętał, jak w równoległym wszechświecie on również dokonał tak niezwykłego i niewiarygodnego czynu, że dosłownie zakręciło mu się w głowie. I jaki jeszcze cel mu to przyświecał, tego nie wiadomo.
  Młodzi Pionierzy Danka i Oleg, jako wybitni uczniowie i sportowcy, zdobyli prawo do reprezentowania swojego kraju, ZSRR, w towarzyskim turnieju bokserskim zorganizowanym przez dziecięce kluby sportowe z ZSRR i Niemiec. Oba kraje nadal były uważane za sojuszników, a pogłoski o zbliżającej się wojnie ucichły. Rzeczywiście, wojska niemieckie wycofały się z granicy, a Wehrmacht prowadził zwycięską ofensywę w Afryce, podbijając już Egipt i właśnie dowiadując się o zdobyciu Gibraltaru. Stalin osobiście pogratulował Führerowi!
  Można więc śmiało lecieć do pozornie przyjaznego kraju. Niemiecka prasa wypowiada się o Związku Radzieckim wyłącznie pozytywnie, a komunizm jest wręcz uważany za ideologię bratnią wobec narodowego socjalizmu. Pojawił się nawet ruch podobny do ruchu stachanowskiego...
  Danka i Oleg to bokserzy z najmłodszej grupy wiekowej, zaledwie jedenaście lat, czyli minimalny wiek do startów. Są jednak dość wysocy jak na swój wiek i należą do epoki, w której tempo życia jest wolniejsze niż pod koniec XXI wieku.
  Oleg, co prawda, jest niższy, szczuplejszy i lżejszy, ale bardzo szybki. Danka jest większy, o szerszych kościach; wygląda na co najmniej czternaście lat, jak na potężnego młodzieńca.
  Chłopcy różnią się też kolorem włosów. Oleg jest jasnym, śnieżnobiałym, naturalnym blondynem. Danka ma brązowe włosy. Oleg jest o kilka miesięcy młodszy i z okrągłą twarzą wygląda jak dziecko, podczas gdy Danka to po prostu przystojny mężczyzna, godny plakatu propagandowego. Dziewczyny już się na niego gapią, nie wierząc, że to już taki duży chłopiec.
  Jednak Oleg jest o wiele bardziej erudycyjny niż Danka, mimo że obaj chłopcy są dość inteligentni i dostają same piątki. W końcu w Związku Radzieckim od dobrych sportowców oczekiwano, że będą świetnymi uczniami.
  Reszta chłopaków jest starsza, ale ma mniej niż osiemnaście lat, choć kilku olbrzymów ma dobre dwa metry wzrostu i waży prawie sto kilogramów...
  Bokserzy, najlepsi młodzi talenty w kraju... I będą walczyć z mistrzami Niemiec i krajów zależnych... Wśród dzieci, oczywiście, lub juniorów.
  Latają bezpośrednio największym samolotem pasażerskim III Rzeszy na trasie Moskwa-Berlin.
  Bokserzy siedzą osobno, ale są też zapaśnicy, ciężarowcy, piłkarze i pływacy. Wszyscy są juniorami i mają na koncie znakomite występy. Stalin nakazał, aby nasze nowe pokolenie, urodzone pod rządami radzieckimi, pokazało się z jak najlepszej strony i stanęło na wysokości zadania. I oczywiście wszyscy są chętni do walki...
  Danka zapytała Olega:
  - Czy przygotowałeś plan taktyczny bitwy?
  Chłopiec odpowiedział:
  - Mam kilkanaście planów na każdego przeciwnika... Ale najpierw muszę mu się przyjrzeć, a dopiero potem podjąć decyzję... Każdy z nich wymaga indywidualnego podejścia, najmniejszy ruch i specyfika, w tym budowa fizjologiczna przeciwnika, dyktują czysto indywidualną taktykę.
  Danka prychnęła pogardliwie:
  "Ale ja robię to o wiele prościej! Bez taktyki rzucam się na wroga, uderzam mocniej i częściej, i go łamię."
  Oleg zauważył:
  Niewielu facetów w twoim wieku jest tak rosłych i fizycznie rozwiniętych jak ty. Dlatego taktyka presji działa. Możesz go po prostu wziąć szturmem. Ale ja mam prawie przeciętny wzrost, może trochę powyżej średniej, a żeby zostać mistrzem ZSRR, tak ogromnego kraju, sama presja nie wystarczy. Nie możesz pokonać przeciwnika siłą; on też trenuje, prowadzi zdrowy tryb życia, dobrze się odżywia, studiuje taktykę. A potem musisz go ograć, jak w szachach. Czasami nawet poświęcając coś dla mata.
  Danka ostro zaprotestowała:
  "Moi przeciwnicy też trenują. W finale dzieciak był jeszcze większy i cięższy ode mnie. Wiele zależy od tego, jak się trenuje. Niektórzy myślą, że można zostać mistrzem olimpijskim w dwa tygodnie, harując do granic możliwości... To błędne przekonanie. Przecież w treningu sportowym najważniejsze jest nie tyle superobciążenie, co superregeneracja. Ale istnieją odpowiednio dopasowane programy treningowe, a najważniejsza jest późniejsza regeneracja i budowanie siły... Potem walczy się bez problemu, zadając setki ciosów w trzech rundach - a właściwie, znacznie krócej".
  Oleg zauważył:
  "No cóż, to prawda! A w szczególności sekret prawidłowego oddychania i zastrzyki w punkty wzrostu dziecka... Jest tu kilka wskazówek od naszego guru. Ale po prostu nie rozumiem, dlaczego nie dzieli się nimi z innymi trenerami?"
  Danka szepnęła:
  "Powiedział mi w zaufaniu, że ty i ja... jesteśmy nie tylko bokserami, ale przede wszystkim żołnierzami. Wciąż mamy coś wyjątkowego do osiągnięcia... Coś bardzo ważnego, nawet ważniejszego niż olimpijskie złoto!"
  Oleg pochylił swą jasną głowę i powiedział:
  - Coś ważniejszego... Może powiedział mi to samo... Że los ludzkości może zależeć od działań dwóch radzieckich młodych pionierów. Zupełnie jak w bajce.
  Danka zauważyła filozoficznie:
  Skąd biorą się bajki, jeśli nie z życia? Może rzeczywiście tak będzie! Może nie jesteśmy brzydkimi kaczątkami, ale... Za wcześnie, żeby nazywać nas orłami.
  Oleg płynnie zmienił temat rozmowy:
  - Czy uważasz, że groźba niemieckiej inwazji wreszcie minęła?
  Danka wzruszyła szerokimi ramionami ze zdumieniem:
  "Myślę, że jesteś tu większym ekspertem. Osobiście uważam, że nie da się atakować wszystkimi rękami i nogami jednocześnie, a atakowanie we wszystkich kierunkach jest również niemożliwe. Jeśli jednak skoczysz i zaatakujesz..."
  Oleg zaśmiał się:
  "Brzmi to zupełnie logicznie... Ale nie wiemy, co dokładnie myśli Hitler, ale napięcie rzeczywiście opadło, niemieckie samoloty przestały naruszać naszą przestrzeń powietrzną, a stukot gąsienic przestał być słyszalny za granicą - to fakt. A Führer odesłał też część robotników do maszyn. Innymi słowy, Trzecia Rzesza ukryła kły... Ale nie możemy się rozluźnić".
  Danka wyciągnął z plecaka kanapkę z pieczoną rybą i specjalnym chudym serem i podał ją Olegowi. Potem wyciągnął dla siebie dwa razy większą. Zaproponował:
  - Jedzmy... Nie można robić długich przerw między posiłkami i spożyciem białka. Kiedy poziom aminokwasów w organizmie spada, mięśnie tracą siłę.
  Oleg zauważył:
  - Dla kulturystów, którzy pracują nad masą, jest to całkiem sprawiedliwe, ale dla bokserów... Przecież nie każde mięso czyni ciało pięknym, a tym bardziej nie poprawia skuteczności walki!
  Danka, ugryzłszy kanapkę i dodając do niej pomidora, zgodziła się:
  "Nie byle jakie, ale... nawet jem lub piję białka jaj na noc, żeby utrzymać wysoki poziom aminokwasów. I najlepiej nie używać jaj kurzych, ale przepiórczych lub strusich, choć te ostatnie są rzadkie, szczerze mówiąc... Chociaż wydaje mi się, że w Azji Środkowej już zaczęto hodować strusie..."
  Oleg zażartował całkiem poważnie (sądząc po tonie):
  Przednie odnóża żab zawierają bardzo cenne białko. Gorąco polecam spróbować!
  Danka zachichotała jak chłopiec:
  - Tak, a tym bardziej w ostrygach z czerwoną papryką indyjską!
  Oleg jednak ostrożnie ugryzł kanapkę i zaczął ją pożerać. Ryba była czerwona, pyszna i polana ketchupem z rozgniecionym czosnkiem. Mogłaby mu dodać trochę energii... Jak, powiedzmy, Kubuś Puchatek...
  Kubuś Puchatek ma dobre życie! Ma żonę i dzieci, ale jest głupcem!
  Oleg nagle zaproponował:
  - Może powinniśmy zaśpiewać?
  Danka zauważyła bez większego entuzjazmu:
  - Czy nie za wcześnie, żeby śpiewać?
  Oleg się uśmiechnął:
  - W sam raz, zwłaszcza że przelatywaliśmy nad granicą ZSRR!
  Danka zapytała swojego partnera:
  - Nożyczki czy papier?
  Oleg machnął ręką:
  "Może powinniśmy odpuścić sobie te dziecinne żarty. Jesteśmy pokojowo nastawieni, ale nasz pociąg pancerny osiągnął prędkość światła..."
  Danka przerwała:
  - Nie! Nie potrzebujemy takich przedszkolnych piosenek. Zróbmy coś bardziej... patriotycznego!
  Oleg nabrał powietrza do płuc i zaczął śpiewać, improwizując na bieżąco. Danka ze swojej strony śpiewała całkiem nieźle. A raczej jego głos brzmiał jak trąbka marszałkowska, a może nawet jak trąba jerychońska!
  Dlaczego nie ma jaśniejszej gwiazdy od Słońca?
  Bo daje światło Ojczyźnie!
  Tutaj każdy dostaje ciepło,
  Ludzkość naprzód z piosenką!
  Jak czerwony jest promień komunizmu;
  Daje nam jedzenie i schronienie!
  Ale poznaj zdradę tego dualizmu,
  Nie każdy duch w ciele jest zdrowy!
  
  Gdzieś za granicą są źli,
  Jakie dobra gromadzone są w workach!
  Chcą zaszkodzić Rosji,
  I nałóż jarzmo na swoją szyję!
  
  Kapitał często jest przesiąknięty krwią,
  O czym pisał Marks Wielki!
  Twarze szefów uśmiechają się gniewnie znad monet,
  W końcu łapią wszystko co idealne!
  
  Patrzą na biedę obojętnie,
  Chcą wszystko zabrać dla siebie!
  To jest miara i wartość życia,
  Sprowadzić miłosierdzie do liczby zero!
  
  Ale kraj Sowietów jest duży,
  Nie ma tu żebraków, praca idzie pełną parą!
  A armia zła szaleje,
  Widząc siłę Rosji i tarczę!
  
  Wróg produkuje zarówno działa, jak i czołgi,
  Gromadzi siły, chociaż ludzie ich potrzebują!
  Tylko prośba babci o jałmużnę,
  A kij drży w brudnej ręce!
  
  Ale potężny Ojciec, dobry Stalin,
  W myślach mądrych każdego narodu!
  Jego dzieci i wnuki są ze stali,
  Przyjdzie czas Armii Czerwonej!
  
  Wtedy zrzucimy jarzmo ze wszystkich narodów;
  Pokonajmy otchłań piekła - faszyzm!
  Wiadomości będą transmitowane przez radio,
  Jakiż komunizm zmierza w waszą stronę!
  
  Każdy Niemiec, Francuz i Chińczyk,
  Rosyjski rycerz stał się dla ciebie jak brat!
  Lód śmierci roztopi się z egoizmu,
  Wierzę, że lekarze wskrzeszają zmarłych!
  
  Lenin podjął odważny krok w stronę postępu,
  Stalin również jest godnym przywódcą!
  Sprawimy, że grabie będą działać,
  Zaciśnij pięść i zaciśnij całą swoją siłę!
  
  Jeśli musisz walczyć o szczęście,
  Wiedzcie, że jestem pionierem, bądźcie czujni!
  Wypolerujemy Twoje buty na błysk,
  Postawmy kreskę pod naszymi sukcesami!
  Cały samolot zaśpiewał tę piosenkę unisono. Była tak uroczysta, że aż łzy napłynęły mi do oczu...
  Danka stoczył kilka łatwych walk, najpierw z drużyną chłopaków ze Słowenii, a następnie z Rumunii. Obie walki zakończyły się szybkimi nokautami, które nastąpiły już w pierwszej minucie! Trzecia walka była trudniejsza. Szczupły Włoch dysponował doskonałą obroną i zwinnością w stójce. Nie dał się od razu znokautować i dobrze wybrnął z opresji. Przeciwnik Danki zakończył pierwszą rundę na nogach...
  Następnie, w drugiej rundzie, chłopak, ignorując możliwość otrzymania silnego kontrataku, po prostu rzucił się na przeciwnika, zadając ciosy oburącz. Otrzymał precyzyjny i szybki cios prosty, prosto w podbródek.
  Młody bokser po raz pierwszy się zatrząsł, ale to tylko rozwścieczyło Dankę. Skoczył jak tygrys i trafił przeciwnika prawym.
  Vis-a-vis zachwiał się i upadł na kolano... Sędzia zaliczył powalenie i dał sygnał:
  - Boks!
  Włoch zdawał się tracić mobilność i po szybkim podwójnym ciosie w skroń i kość policzkową upadł z rękami rozłożonymi tak beznadziejnie, że sędzia nawet nie liczył, lecz natychmiast przerwał walkę. Trybuny, wypełnione głównie uczniami, gwizdały i ryczały. Byli jednak obecni również wysoko postawieni oficerowie SS. Rozpoczęli reanimację poległego chłopca, podczas gdy dziewczyna masowała mu policzki i ugniatała szyję.
  Danka nawet się przestraszyła:
  - Czy ja go zabiłem?
  Ale po minucie energicznych manipulacji twarz młodego boksera poczerwieniała i otworzył oczy. Wymamrotał coś cicho. Danka pomogła mu wstać, a chłopak objął go serdecznie.
  Oleg ze swojej strony boksował ostrożnie; walki były amatorskie, z czterema trzyminutowymi pojedynkami. Chłopak pokonał pierwszych dwóch przeciwników w trzeciej i czwartej rundzie. Trzecia okazała się wyzwaniem. I chociaż Oleg, demonstrując doskonałą obronę, miał zdecydowaną przewagę punktową, zarządzono piątą rundę.
  Opalone ciała chłopców, bez koszul, lśniły od potu, ich mięśnie napinały się, a żyły i ścięgna jeszcze bardziej się uwydatniały. Oleg, przeciwnik, rzucił się naprzód, licząc na wygranie rundy, jeśli tylko wykaże jakiekolwiek oznaki działania. Jednak dzielny pionier zauważył, że przeciwnik jest już zmęczony, a jego reakcje są powolne. Następnie nastąpił szybki sierpowy w lewą stronę podbródka, po którym młody przeciwnik ugiął się i upadł do przodu. Najwyraźniej był to nokaut, bo nie podniósł się po liczeniu do dziesięciu.
  Po czym nastąpiła przerwa; trzy walki w ciągu jednego dnia według systemu pucharowego to dużo!
  Danka zauważyła:
  "Profesjonaliści walczą piętnaście rund, ale przed I wojną światową nie było żadnych ograniczeń czasowych. Bokserzy walczyli, aż któryś z nich padł z wyczerpania".
  Oleg zauważył:
  "Wiesz, boks zawodowy po prostu mnie nie pociąga. W boksie amatorskim po prostu pniesz się w górę, ale w boksie zawodowym zbyt wiele zależy od promotorów. Na przykład, mogą zrujnować bardzo utalentowanego boksera, nie dając mu walk. A mistrzowie mają możliwość uniemożliwienia walki zbyt niebezpiecznemu przeciwnikowi. Na przykład, po prostu odmawiając podpisania kontraktu z powodu różnych opóźnień."
  Danka potrząsnęła pięścią:
  - Daj mu tylko spróbować!
  Podczas lunchu młodzi sportowcy zostali dobrze nakarmieni... Były nawet pomarańcze, a na deser banany, kokosy i mango, których radzieccy młodzi sportowcy nigdy wcześniej nie próbowali.
  Najwyraźniej nazistowscy organizatorzy konkursu chcieli pokazać, że w III Rzeszy wszystko było w porządku, bardzo satysfakcjonujące i można było pozwolić sobie na luksus.
  Danka i Oleg po raz pierwszy spróbowali kokosów i bananów, a po raz drugi ananasów (no cóż, pomarańcze są o wiele łatwiejsze w ZSRR; w Azji Środkowej też mają swoje!). Tutaj chłopcy popełnili dość powszechny błąd - przejedli się... A w drużynie nie było dorosłych trenerów... Skoro dewizą Hitlerjugend było "Młodzi powinni przewodzić młodym", to radziecka delegacja sportowa postanowiła pójść w ich ślady.
  Może to nie był najlepszy pomysł!
  W każdym razie, po obfitym lunchu z deserem i ciastami, pozostały jeszcze trzy walki do stoczenia (o ile się nie przegra!)... I to z silnymi facetami!
  Po jedzeniu chłopcy byli już tak pijani, że Oleg podejrzewał, że zostali odurzeni...
  W każdym razie, poziom młodych radzieckich sportowców podupadł, zaczęli przegrywać jeden po drugim... A sędziowie i arbitrzy kompletnie oszaleli.
  A Sowieci już walczyli z Niemcami...
  Danka na początku czuła się dobrze i już w pierwszej rundzie dotarła do ćwierćfinału...
  Jednak już w półfinale poczuł słabość w rękach i nogach... Ogromną słabość i powolność ruchów... Ale Danka zachował dumę i parł naprzód, mimo że przyjmował mnóstwo ciosów... Ale chłopak miał mocną głowę, a precyzyjne ciosy wielkiego, technicznego i szybkiego przeciwnika tylko go rozwścieczyły... A jego złość i duma pozwoliły mu pewnie kontynuować walkę....
  W końcu, w trzeciej rundzie, Danka trafił przeciwnika i złamał mu nos...
  Niemiec był lekko zaskoczony i otrzymał cios w brodę. Chłopak z Trzeciej Rzeszy cofnął się, potykając się na nogach. Danka wykorzystał ten sukces, trafiając powolnym, ale wciąż mocnym rzutem za trzy punkty. Jego przeciwnik upadł, a sędzia zaczął bardzo powoli liczyć nokdaun. Niemiec podniósł się, ale jego stopy się trzęsły. Zainspirowany, Danka rzucił się, by go dobić. Kilka precyzyjnych ciosów... Chłopak pada.
  Sędzia nie spieszy się z podejściem. Pyta o coś z boku. Odpowiadają...
  Rozpoczyna się kolejne powolne odliczanie... Na dziewięć, chłopiec wciąż leży... Ale rozbrzmiewa dzwonek oznajmiający koniec rundy. Zostaje podniesiony i zaniesiony do swojego narożnika...
  Danka pewnie mówi:
  - Czwartej rundy nie będzie! On po prostu nie da rady!
  W tym przypadku okazało się, że rosyjski chłopak miał rację, sekundanci dali zielone światło...
  ROZDZIAŁ NR 9.
  Oleg ze swojej strony walczy, jakby nic się nie stało... Spokojnie zdobywa punkty, a potem kończy w czwartej rundzie... A jego ruchy są nadal precyzyjne i szybkie...
  Jedynymi radzieckimi sportowcami, którzy dotarli do finału, byli oni dwaj - reprezentujący najmłodszą grupę wiekową. Dziecięca superciężka i średnia... Mistrz wagi muszej doznał kontuzji zaledwie kilka godzin przed wyjazdem i nie udało się znaleźć na czas zastępcy...
  W finale znalazło się więc tylko dwóch Rosjan, a cała reszta to oczywiście Niemcy, którzy rywalizowali między sobą o złoto...
  Konkurs jest aktywnie filmowany... Danka skrzywiła się z obrzydzeniem:
  - Tak chcą nas zhańbić! Jakbyśmy, Rosjanie, byli gorsi od Niemców, a wcale nie Aryjczycy!
  Oleg pokręcił głową:
  - Nie! Każdy podział narodowości na te, które są ważne, i te, które nie są, jest absurdalny w samym swoim sformułowaniu. I co tu dużo mówić, skoro nasze idee są, ogólnie rzecz biorąc, międzynarodowe!
  Danka zachichotała i zgodziła się:
  - I pokonamy ich na arenie międzynarodowej...
  Oczywiście była przerwa przed finałową walką... A potem Niemcy zrobili radzieckim chłopcom kolejny paskudny psikus... Podobno zaproponowali, że wypolerują im trampki. Ale w rezultacie buty chłopców nagle zmiękły i zaczęły się kruszyć...
  Musiałam to zrzucić i pobiec umyć w zlewie... Danka strasznie się wkurzyła:
  - Dlaczego to zrobili? Czy chcieli nas sprowokować do bójki, a potem zdyskwalifikować z zawodów?
  Oleg całkiem logicznie zauważył:
  "Nie dość, że nie! Będą chcieli pokazać, że w ZSRR panuje bieda i nawet czołowi sportowcy są zmuszani do rywalizacji boso. Jak biedne są dzieci w Rosji!"
  Danka zasugerowała:
  - Może zapytamy starszych kolegów o trampki? Będą na ciebie za duże, ale ja je wezmę!
  Oleg pokręcił głową:
  "Nie, nie warto! Pokażemy im, że potrafimy wygrać nawet w najtrudniejszych warunkach. Poza tym chłopcy w naszym wieku nie wstydzą się chodzić boso... Jak to mówią, boso dzieciństwo..."
  Danka zacisnął pięści tak mocno, że aż trzasnęły mu kostki. Młody bokser powiedział:
  - No cóż, wkurzyli mnie! Nie, po prostu strasznie mnie wkurzyli!
  Oleg odpowiedział:
  - Niech więc gniew da ci i mnie siłę.
  Ale gehenna na tym się nie skończyła... Powierzchnię pierścienia zastąpiono kolczastymi żelaznymi blachami, które bezlitośnie wbijały się w bose pięty chłopców...
  Oleg nawet krzyknął, ale trzymał się, chociaż nie mógł ustać w miejscu, a Danka zaczęła nawet tańczyć i warczeć...
  Ich przeciwnicy byli silni i wyraźnie starsi, niż oficjalnie ogłoszono. Na przykład, przeciwnik Danki był od niego o głowę wyższy, a w jego głowie już rosły wąsy... Ale czy jedenastolatek naprawdę może mieć wąsy?
  Przeciwnik Olega jest również dużo większy i cięższy, a jego morda nie jest dziecięcym gangsterem.... Jednak chłopak jest do tego przyzwyczajony, pierścień to pierścień, spotykają się tam najróżniejsze osoby!
  Obie walki odbyły się równocześnie... Musimy szybko kończyć, zbliża się północ...
  Danka niemal natychmiast zaczął przyjmować mocne ciosy w twarz. Jego przeciwnik miał przewagę zasięgu i masy, i wydawał się być dobrze przygotowany, zarówno fizycznie, jak i technicznie... Jego mięśnie przypominały muskularnego atletę... Z drugiej strony, Dimka jest bardzo wyrzeźbiony i szybki... Kiedyś był szybki, ale teraz zwolnił...
  Danka przyjął mnóstwo pojedynczych i podwójnych ciosów już w pierwszej rundzie. Pod jego prawym okiem zaczął się nawet tworzyć siniak...
  Druga runda była jeszcze gorsza, przeciwnik ruszył do przodu i bił, bił, bił... A Danka ledwo się bronił, odrzucając ciosy i od czasu do czasu dobijając przeciwnika... Warknął po niemiecku:
  - Więc nie jesteś pełnoprawnym Rosjaninem!
  Danka odpowiedziała ostro, również po niemiecku:
  - A ty Niemcu, dostaniesz od Rosjanina porządną karę!
  Wściekł się i uderzył mnie łokciem w nos...
  Zazwyczaj nos Danki był bardzo mocny i nigdy nie został złamany, nawet przy uderzeniach, ale w tym przypadku nie było to uderzenie złagodzone rękawicą, lecz ostra krawędź twardej kości łokciowej.
  A krew spływała po twarzy chłopca, zmuszając go do zlizania jej... Danka odpowiedziała... Wróg lekko się zatrząsł i zatoczył...
  Trzecia runda nie była mniej zacięta, a przeciwnik desperacko naciskał, ale Danka zaczął częściej blokować, parując jego ciosy. Zasady finału zostały zmienione; ponieważ była to międzynarodowa walka o złoty medal, liczbę rund zwiększono do piętnastu... Zupełnie jak na zawodowca. Trzeba przyznać, że była to bardzo surowa decyzja dla nastolatków, którzy walczyli już tego dnia pięć razy. Dimka jednak szybko finiszował, a jego przeciwnik ewidentnie unikał walki.
  Ale po pierwszych czterech bardzo dynamicznych rundach, przeciwnik Danki nieco zwolnił. On również czuł się zmęczony, jego oddech stał się znacznie szybszy i jednocześnie cięższy...
  Pomimo siniaków i intensywnego pieczenia w bosych stopach, Danka poczuł przypływ dodatkowej siły. W szóstej rundzie trafił nawet kilka ciosów w szczękę przeciwnika... Ale on też był wytrzymały, potężny i prawdopodobnie naćpany.
  W siódmej rundzie przeciwnik Danki nieco zmienił taktykę i zaczął próbować zadawać jak najwięcej ciosów, nielegalnie, łokciem, a nawet głową... Danka zaczął zadawać jeszcze więcej ciosów, a w ósmej rundzie odniósł częściowy sukces: z wielkiego nosa przeciwnika w końcu popłynęły soki... A gdy przeciwnik zadał mu kolejny łokieć, sam wpadł na kontrę... Danka warknęła na niego:
  - No i co się stało z tym, który ugryzł!
  Niemiec dał się jeszcze bardziej ponieść emocjom, wciąż licząc na oddzielny hak!
  Oleg walczył bardziej równo, niemal bez przerwy, i wykorzystując zbyt szerokie zamachy przeciwnika, trafiał go lewym prostym lub prawym prostym w brodę. Ale rosły Niemiec nie reagował na te ciosy. Wtedy Oleg zmienił taktykę i zaczął operować spłaszczonym nosem przeciwnika. Węch Niemca wytrzymywał długo, ale w siódmej rundzie zaczął przeciekać.
  Warto zauważyć, że przeciwnik Olega był zastępstwem za innego, jaśniejszego, o jaśniejszej karnacji chłopaka. Poprzedni był najwyraźniej kontuzjowany (choć oczywiście to był podstęp nazistów!)... Był więc wypoczęty na starcie i mógł narzucić szaleńcze tempo.
  Ale w dziewiątej rundzie Oleg również był lekko rozkojarzony i nie trafił ciosem, który powalił go na ziemię. Gołe, posiniaczone nogi chłopaka bezsilnie machały rękami. Oleg jednak szybko wstał, by uniknąć nokautu. Rzucił się do przodu i zawisł na przeciwniku.
  Strząsnął go z siebie i rzucił się, by go dobić... Rozległ się sygnał kończący dziewiątą rundę, ale sędzia udawał, że nie słyszy...
  Oleg przyjął kilka mocnych ciosów, ale utrzymał się, łagodząc je kręceniem głową. Jego przeciwnik był w pełnym rozkwicie, uderzając, nieświadomy. Wtedy radziecki chłopak, odruchowo, ale z impetem, uderzył pięścią w korpus... Cios trafił prosto w wątrobę... Bardzo groźny cios...
  Przeciwnik wykonał jeszcze kilka zamachów, a jego wielka twarz poczerwieniała. Z trudem łapał powietrze, upadł do przodu i zaczął się wić. Sędzia natychmiast przerwał walkę, a lekarze wbiegli na ring. Szybko stało się jasne, że przeciwnik Olega nie jest w stanie kontynuować walki i został wyniesiony na noszach, gdzie podłączono go do kroplówki.
  To miało brutalny wpływ na Dankę i przeszedł do ofensywy, walcząc z wyraźnie wyczerpanym przeciwnikiem... Rundy dziesiąta, jedenasta, dwunasta... Brutalna wymiana ciosów, ale z Danką na wyraźnej prowadzeniu... Trzynasta runda nieco się wyrównała dzięki desperackiemu atakowi Niemca, podczas gdy radziecki chłopak doznał rozcięcia brwi... Ale w czternastej Danka odzyskał kontrolę. Ci faceci nic nie wiedzieli na przykład o Muhammadzie Alim, a mimo to w dużej mierze skopiowali jego taktykę.
  W piętnastej rundzie ręce Niemca opadły z wyczerpania i nie reagował już na ciosy, po prostu stojąc, demonstrując swoją aryjską siłę. Co więcej, zazwyczaj druzgocące ciosy Danki, pobudzane narkotykiem i czystym zmęczeniem, były znacznie słabsze. Było ich jednak wiele, wiele i spadały na odsłonięty podbródek przeciwnika. W końcu umysł Niemca odmówił posłuszeństwa, jego wytrzymałość się wyczerpała, a ten przedstawiciel "aryjskiego" narodu po prostu osunął się jak kurz, jakieś piętnaście minut przed końcem rundy finałowej.
  Sędzia zaczął liczyć nieprzyzwoicie wolno, ale po pięciu, widząc jak strasznie zwinna jest przeciwniczka Danki, przerwał i krzyknął:
  - Szybko wezwij lekarza!
  I oto kolejny młody "nadczłowiek" trafił do szpitala... Po czym zwycięzcy ustawili się w kolumnę i zaczęli maszerować... Z góry posypał się deszcz płatków róż.
  Danka szeroko się uśmiechał, ciesząc się. Nagle jednak zauważył, że kamera podeszła bliżej, filmując z bliska bose stopy radzieckich chłopców, mocno pokłute kolcami i lekko krwawiące. Jego nastrój natychmiast się pogorszył i próbował ukryć kończyny za luksusowymi, zdobionymi złotem trampkami innych młodych niemieckich sportowców albo zakopać je w płatkach kwiatów.
  Oleg pociągnął go za rękę:
  - Nie zawracaj sobie głowy! Twój wstyd będzie właśnie tym, co wywoła śmiech i zwątpienie... Poza tym w Niemczech, po wypowiedzeniu wojny totalnej, prawie wszystkie dzieci chodzą boso, jak sam widziałeś na ulicach Berlina. Więc wyprostuj plecy z dumą.
  Medale, które im wręczano, były na brązowych wstążkach i wykonane z prawdziwego złota, ważyły około pięćdziesięciu gramów i miały próbę 900. Oczywiście dla radzieckich chłopców była to spora suma - około... Trudno to nawet policzyć, ponieważ radzieckie pieniądze oficjalnie miały pokrycie w złocie, ale w rzeczywistości były emitowane bez żadnych rezerw złota.
  Gdy sowieccy pionierzy wchodzili na platformę, zabrzmiał hymn ZSRR. Nawiasem mówiąc, nie była to jeszcze muzyka Aleksandrowa, a coś w rodzaju Międzynarodówki. Oleg poczuł wielką inspirację i poprosił o pozwolenie na zaśpiewanie...
  Himmler, który był obecny na zawodach, łaskawie pozwolił:
  - Z wielką przyjemnością wysłuchamy składu naszych gości z Wielkiej Rosji.
  Oleg skłonił się najpierw w prawo, potem w lewo, po czym wraz z Danką zaczęli śpiewać:
  Przez życie jesteś rycerzem, lecisz jak strzała,
  W końcu wskazówki czasu są potężnym śmigłem!
  Że nie dostałeś skromnej szyszki;
  Nie przechodź w obrębie celu!
  
  Świat wokół nas - czasem wiosna rozkwita,
  A jesień pokrywa drzewa złotem!
  I wygląda na to, że nonsens jest katastrofą,
  Ten człowiek zasługuje na hojną porcję!
  
  Ale natura, niestety, nie jest naszą matką;
  Ona jest surowa, jej twarz marszczy się ze złości!
  Jak często ludzie muszą cierpieć,
  Czasami sukces przychodzi po wielkim bólu!
  
  Jednak wojownik jest na to za młody,
  Postanowiłem wybrać się na pieszą wędrówkę - zdecydować o swoim losie!
  Aby człowiek mógł stać się ojcem wszystkiego, co istnieje,
  Oby każdy otrzymał swoje własne peculium-królestwo!
  
  A jeśli walka stanie się trudna,
  A ciężar przekroczy granice sił!
  Niech zostanie rycerzem, to i tak jedno,
  Nie ma potrzeby oszczędzać swojego ducha i ciała!
  
  Im bardziej stromy start, tym bardziej bolesny jest upadek;
  Lecz kto zapowiada mi nieszczęście, będzie pobity!
  Kiedyś rozkazywałem tylko muzie,
  Teraz dni Ziemi i noce są pod naszą kontrolą!
  
  Przecież postęp daje nam taką moc,
  Byłeś mrówką, teraz wycinasz góry!
  I pozwól przebiegłemu demonowi grać w sercu,
  Podbijemy ogrom wszechświata!
  
  Naszym głównym wrogiem jest oczywiście egoizm,
  Wszak w tym kryje się zdrada ludzi!
  Komunizm może nas uczynić lepszymi;
  Dlaczego nie zatrzymać się przy korycie!
  
  Jeden los rozdano wszystkim Rosjanom,
  Przestrzeń niebios została zroszona rosą przez gwiazdy!
  Że Ojczyzna jest twoim najwyższym ideałem,
  Służcie dzielnej Rosji bez strachu!
  Przy ostatnich słowach Oleg i Danka podskoczyli jeszcze wyżej, wzmacniając w ten sposób wrażenie, jakie wywołała ich piosenka.
  Trybuny gwizdały i entuzjastycznie klaskały...
  Właśnie takie przygody Olega przeżywał w niektórych wszechświatach i misjach. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to nic, jeśli zostanie się mistrzem boksu Trzeciej Rzeszy, zwłaszcza wśród dzieci. Ale z drugiej strony, moralnie oznacza to coś więcej niż zabicie tysięcy żołnierzy.
  Zwłaszcza dla kogo? Dla tych Burów? Potomków Niemców, którzy znęcali się nad Murzynami. I czy spodziewali się, że Hitler wygra II wojnę światową?
  I nie tylko czekali, niektórzy nawet zgłaszali się na ochotnika do walki w dywizjach SS.
  Oleg zaśpiewał z westchnieniem:
  Rozległe przestrzenie Afryki,
  Pod spokojnym niebem jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich...
  Po co siać niezgodę między krajami krwią,
  Po co niszczyć i zabijać ludzi?
  Chłopiec przyspieszył i znalazł się w pobliżu obozu batalionu młodych mężczyzn.
  Paul i Jean Grandet oraz młodsze rodzeństwo z rodziny Boer byli już na miejscu. Oleg poinformował ich, wykrzykując:
  - Setki wrogów zostało zabitych, a pozostało ich jeszcze więcej!
  Jean skinął głową i odpowiedział:
  "Czas na kolejny napad. Jeśli mamy wysadzić most i zniszczyć system zaopatrzenia, to właśnie to powinniśmy zrobić!"
  Edik potwierdził:
  "Widziałem, jak Olezhka aktywnie nokautuje wrogów. Jesteś prawdziwym aniołem śmierci!"
  Stella śpiewała:
  Anioł północy leciał po niebie,
  Zdumiałem się, jak wielkie zło panuje na świecie...
  Srebrzysty strumień z płynącą wodą,
  Znam to z samego koryta rzeki!
  A dziewczyna wzięła i tupnęła bosą, rzeźbioną, dziecięcą stopą, opaloną i małą.
  Były tu dzieci, wiele nawet nie było nastolatkami. Jean wyglądał na jakieś czternaście lat. Jego twarz była tak młodzieńcza i delikatna, że Oleg zastanawiał się, czy Anglicy nie pomylili go z dziewczyną, kiedy Grande uciekła z niewoli w kobiecym przebraniu. Historia, trzeba przyznać, była całkiem zabawna. Sam Oleg uważał, że bycie nieśmiertelnym, tak silnym i szybkim jest z pewnością przyjemne. Ale nie aż tak interesujące. Spróbuj więc wziąć do niewoli chłopca-wojownika. I czasami ogarnia cię głęboka melancholia.
  Jean, kapitan batalionu młodzieńców, wydał rozkaz:
  - Wychodzimy!
  Czterech chłopców i dziewczynka ponownie rzucili się w stronę mostu. Wpadli na pomysł, by obrać bardziej okrężną drogę, aby uniknąć starcia z Brytyjczykami.
  Oleg, nieśmiertelny i bez kucyka, biegł trochę do przodu. W końcu nie miał się czego obawiać. Przypominał trochę bohatera filmu Brandona Lee "Kruk", którego również nie mogła zranić ani kula, ani sztylet.
  A może nawet lepiej, bo chronił go kruk, którego można było zastrzelić, i nawet został zastrzelony. A Olega Rybaczenkę chronią rosyjscy bogowie, prowadzeni przez Wszechmogącego, Wszechobecnego, Wiecznego i Przedwiecznego, Wszechwidzącego i Wszechwiedzącego Różdżkę!
  Chłopiec biegł przed wszystkimi. Jego bose podeszwy były lekko zielone od trawy. Wojownik pędził i śpiewał z zachwytem:
  Chłopiec żył w XXI wieku,
  Marzył o podboju kosmosu...
  Że Ojczyzna ma legiony sił,
  Kwazary oświetlą stolicę!
  
  Ale chłopiec natychmiast stał się podróżnikiem w czasie,
  A na pierwszej linii frontu światowego ognia...
  Jest topniejący, rozdarty metal,
  I wygląda na to, że nie ma tu miejsca do życia!
  
  Chłopiec zawsze przyzwyczajony był do życia w luksusie,
  Kiedy banany i ananasy są wszędzie...
  No cóż, oto problem,
  To tak jakbyś znalazł Judasza!
  
  Słychać grzmoty, słychać ogniste grzmoty,
  Burza błysków przeleciała przez niebo...
  Wierzę, że Wehrmacht zostanie pokonany,
  Bo serce ma odwagę chłopca!
  
  Urodzony do walki, rozważ od przedszkola,
  My, chłopaki, naprawdę lubimy dzielnie walczyć...
  Ty, Wehrmachcie, który nacierasz w hordzie, rozbij ją,
  I zrób z Hitlera żałosnego klauna!
  
  Za Ojczyznę, za synów Stalina,
  Wstali, zaciskając pięści jeszcze mocniej...
  Ale jesteśmy fajnymi rycerzami orła,
  Będziemy mogli wygnać Führera za Wisłę!
  
  Wiedz, że to jest siła pionierów,
  Że nic na świecie nie może się z nią równać...
  Już niedługo zbudujemy raj we wszechświecie,
  Święte twarze z ikon będą błogosławić!
  
  Oddamy serca naszej Ojczyźnie,
  Bardzo kochamy naszą Ojczyznę...
  Nad nami jaśnieje cherubin,
  My sami będziemy sędziami faszyzmu!
  
  Teraz wróg pędzi prosto na Moskwę,
  A chłopiec stoi boso w zaspie...
  Zatrzymam tę hordę, wierzę,
  Nie obetną dziewczynie włosów, ja wiem, warkoczyki!
  
  Bardzo szybko stałem się pionierem,
  A chłopak będzie miał stalową wolę...
  Przecież nasze serce jest zbudowane z tytanu,
  A głównym przywódcą jest wszechwiedzący geniusz Stalin!
  
  Jestem pionierem, biegam boso zimą,
  A moje pięty zrobiły się czerwone od mrozu...
  Ale Hitler zostanie zmiażdżony kosą,
  I dajmy pocałunek szkarłatnej róży!
  
  Wierzcie mi, dla Rosji jesteśmy orłami,
  I nie pozwolimy Führerowi dotrzeć do stolicy...
  Choć siły Szatana są silne,
  Wierzę, że wkrótce obedrzemy Adolfa ze skóry żywcem!
  
  Mamy taką moc - wszyscy ludzie,
  My, dzieci, walczymy o sprawiedliwość...
  A Hitler jest znanym złoczyńcą,
  I nie otrzyma miłosierdzia od ludu!
  
  Mamy dla Ciebie bardzo mocny karabin maszynowy,
  Co tak celnie strzela do faszystów...
  Poprowadź ogień, a będą rezultaty,
  Zwycięstwo przyjdzie w promiennym maju!
  
  Uczynimy Ojczyznę ponad gwiazdami,
  Już niedługo podniesiemy czerwoną flagę nad Marsem...
  Bo Bóg Jezus Chrystus jest z nami,
  To Imię będzie na wieki w chwale!
  
  Ale Stalin jest także bratem pionierów,
  Choć dzieci są o wiele odważniejsze od starszych...
  Chłopiec ma dobrze wycelowany karabin maszynowy,
  Zestrzelił wieże faszystów!
  
  Chociaż zaspy śnieżne były wysokie,
  Chłopiec walczy z Fritzem boso...
  Nie jest dla niego trudne zabicie faszysty,
  Przynajmniej zdał egzamin, oczywiście, że jest bardzo rygorystyczny!
  
  A chłopiec też obliczył literę,
  Nazista został zastrzelony i ścięty...
  W sercu płonie płomień i metal płonie,
  Führer nie pozwoli na dezinformację na temat Ojczyzny!
  
  A ty kochasz swoją ojczyznę,
  Ona jest jak matka dla wszystkich ludzi, wiesz...
  Kocham Jezusa i Stalina,
  I dajcie Führerowi porządne lanie!
  
  Cóż, faszystowski atak już wyschł,
  Wygląda na to, że nazistom kończy się energia...
  Hitler dostanie cios w ryj,
  I będziemy śpiewać pod tym czystym niebem!
  
  Twój chłopiec biegał w krótkich spodenkach przez całą zimę,
  I nawet nie zauważyłem kataru...
  Nie rozumiem, co jest w tym przeziębieniu,
  Czasami dzieci są zbyt chore!
  
  Wiosną już bardzo łatwo jest walczyć,
  Przyjemnie jest taplać się w kałużach aż do samego końca...
  Usiedli w łodzi, wzięli wiosło,
  Co było dla nas bardzo interesujące!
  
  Walczyć i odważyć się za Ojczyznę,
  My, pionierzy, będziemy bardzo odważni...
  Zdawanie egzaminów tylko z ocenami celującymi,
  Żeby szybko pokazać się światu!
  
  Wierzę, że myśliwce przybędą do Berlina,
  Chociaż wojna nie przebiega zbyt gładko...
  Zdobędziemy ogrom wszechświata,
  Jednak sytuacja maluszka nie wygląda jeszcze najlepiej!
  
  Choć oczywiście na wojnie zawsze tak jest,
  Każdy krzak niesie ze sobą niebezpieczeństwo...
  Ale będzie marzenie pionierskie,
  Chłopiec boso jest bardzo zwinny!
  
  On, chłopcze, z precyzją trafia w faszystów,
  Ponieważ pionier ma honor w sercu...
  Führer otrzyma cios w czoło,
  A resztę ukarzemy jako przykład!
  
  Cokolwiek mogę zrobić, zrobię, wiesz?
  Przecież Rosjanie są niezwyciężeni w walce...
  Zbudujmy czerwony raj we wszechświecie,
  Ludzie na zawsze zjednoczyli się z partią!
  
  I uwierz mi, nasi wrogowie nas nie wymażą,
  Dokonamy cudu jak giganci...
  Zerwij kajdany wszechświata,
  A Hitler to podły Judasz!
  
  Lata miną, czasy przyjdą,
  Święty w bezgraniczności komunizmu!
  A Lenin będzie z nami na zawsze,
  Zmiażdżymy jarzmo faszyzmu!
  
  Jak dobrze Chrystus wskrzesi każdego,
  A jeśli to nie nastąpi, to nauka...
  Przecież człowiek dorósł do potęgi,
  Życie nie jest łatwe, bracia, wiecie o tym!
  
  Wielkość Ojczyzny będzie w tym,
  Że wszyscy, nie wiedząc o tym, zakochali się w niej...
  Wielkość świętego kraju polega na jednym,
  Do bezgranicznej i najwspanialszej Rosji!
  
  Jestem pionierem, podczas gdy jej chłopiec,
  I uwierzcie mi, nie chcę dorastać...
  Wkrótce zobaczę wiele różnych krajów,
  I zepchnę Führera i jego hordę w bagno!
  
  Wy też bądźcie wojownikami z odwagą,
  Aby nasza wiara stała się silniejsza od stali...
  Ojcowie są dumni z pionierów,
  Gwiazdę bohatera dał towarzysz Stalin!
  
  Krótko mówiąc, grzmot wojskowy ucichnie,
  Będziemy pracować z zapałem na placu budowy...
  W końcu komunizm jest silnym monolitem,
  Wieś jest równie piękna jak stolica!
  
  I przyznaję, że jestem z tego powodu bardzo zadowolony,
  Że byłem w piekle i ogniu...
  Teraz jestem tak dumny, że mogę wziąć udział w paradzie,
  Hojna jest Ojczyzna w nieskończonej chwale!
  ROZDZIAŁ NR 10.
  To piosenka wykonywana przez wojownika Olega Rybachenkę. Nie do końca pasuje do tego miejsca, ale muszę przyznać, że to dobry i wpadający w ucho utwór.
  Życie jest jednak dobre. Dręczy mnie sumienie - dlaczego zabijacie ludzi? To nieprzyjemne uczucie. W końcu, co ta wojna bursko-angielska oznacza dla świata? Niezbyt dobrzy ludzie, walczący z niezbyt dobrymi ludźmi. I co ich to obchodzi? I co obchodzi kapitana Jeana Grandiera z Batalionu Młodych Szczeniąt? Rzeczywiście, w tę wojnę zaangażował się Francuz. Może to nie do końca sprawiedliwe ze strony Wielkiej Brytanii, choć cel jest jasny - połączenie komunikacji i kolei w Południowej Afryce. Ale przecież carska Rosja również prowadziła wojny jako najeźdźca i imperialista. Zwłaszcza podbój Kaukazu. Nawet w czasach sowieckich, czyli na początku panowania leninizmu, Iman Szamil był uważany za bohatera.
  Ale kiedy leninizm zaczął zastępować stalinizm, polityka ZSRR stała się jawnie imperialna. Zarówno Piotr Wielki, jak i Iwan Groźny stali się postępowymi i bardziej pozytywnymi niż negatywnymi carami. Wkrótce Piotr Wielki został nawet kanonizowany w sowieckiej subkulturze.
  Piotr Wielki również rozpoczął wojnę ze Szwecją - to on zaatakował i oblegał Narwę. Wcześniej ten sam car walczył z Turcją, dwukrotnie oblegając Azow. Za drugim razem udało mu się go zdobyć głodem, dzięki blokadzie morskiej.
  Chociaż Piotr Wielki publicznie potępił Aleksandra Wielkiego za pragnienie podboju całego świata, podkreślając, że dążył on jedynie do zdobycia tego, czego Rosja potrzebowała, a nawet tego, co było niezbędne. A dostęp do morza był niezbędny. Jednak pod koniec swojego panowania Piotr Wielki wysłał wojska do Azerbejdżanu i Persji, zajmując ziemie na południu. Ziemie te, generalnie rzecz biorąc, nie były Rosji szczególnie potrzebne. Co więcej, ze względu na oddalenie i brak komunikacji, utrzymanie tego, co zostało podbite, było trudniejsze niż jego podbój. I Rosja utraciła te terytoria.
  Piotr Wielki był więc imperialnym drapieżnikiem, nie wahającym się zagarnąć wszystkiego, co wpadło mu w ręce. Nawet całego świata. I to pomimo wojny ze Szwecją trwającej dwadzieścia jeden lat.
  Oleg podskoczył i wykonał salto...
  Zbliżali się do mostu. Jasne, byli tam strażnicy i drut kolczasty, ale to nie powstrzymało grupy sabotażystów.
  Przypomniałem sobie, jak partyzantka Lara kiedyś poszła na zwiad. Dziewczyna miała na sobie podartą sukienkę i była boso. I nie tylko latem, ale także wczesną wiosną i późną jesienią. Jej sukienka nawet zamarzała do trawy. Ale dziewczyna śmiało stąpała po drodze w zakurzonych, bosych szpilkach. Była pewna siebie i piękna. I oczywiście popisywała się swoją miłością, siłą i duchowym pięknem.
  Bose stopy dziewczyny są szczególnym symbolem sztuki. I osiągnęła ona wiele.
  Och, Laro. Kiedy zostałaś schwytana przez nazistów, ciebie, dziewczynkę w wieku około czternastu lat, prowadzono od wioski do wioski, boso po śniegu. Potem zaprowadzili cię do sali tortur. Tam, bosą, odmrożoną, z podeszwami stóp zgrubiałymi od chodzenia bez butów, wysmarowali cię tłuszczem i zakuli w dyby. I zaczęli cię piec, rozpalając ogień pod twoimi bosymi, okrągłymi, dziewczęcymi obcasami.
  Lara zacisnęła zęby i milczała. Mimo że bardzo cierpiała. A bose stopy dziewczyny piekły i piekły.
  Ale naziści zaczęli też przyczepiać elektrody do ciała nastolatki, żeby podawać jej prąd. I to również było niesamowicie bolesne.
  A bosonoga partyzantka Lara Micheiko wzięła ją i zawołała:
  Führer będzie się wił w piekle,
  Upieczemy go, pionierzy...
  Nawet jeśli polegnę w bitwie,
  Stanę się przykładem dla ludzi w całym kraju!
  Nawiasem mówiąc, nazwisko Lary brzmiało Micheiko, więc najwyraźniej była Ukrainką. A dla ukraińskich dzieci chodzenie boso jest czymś naturalnym. Chociaż Lara przyjechała z Leningradu, żeby odwiedzić babcię na święta, najwyraźniej nie była przyzwyczajona do mierzenia podłoża bosymi, dziecięcymi stopami.
  Oleg podskoczył i wykonał siedmiokrotne salto.
  I znów chłopcy śpiewali:
  Pat-a-cake, pat-a-cake, pat-a-cake,
  Te babcie oszalały!
  Dzieci jadły owsiankę i piły jogurt!
  Jean de Grandier zauważył:
  - Czas wspiąć się na najbliższe drzewo, to najwyższe, i rozejrzeć się po okolicy mostu.
  Paweł potwierdził z uśmiechem:
  - To możliwe, ale mamy supergościa, może on spróbuje zabić wszystkich w pojedynkę.
  Oleg skinął głową na znak zgody, przycinając swoją jasną, krótko przyciętą głowę:
  - Zawsze jestem gotowy!
  Edik skinął głową z uśmiechem:
  - My, chłopaki, jesteśmy tacy twardzi! Dosłownie każdego pokroimy i rozerwiemy na strzępy! I zrobimy niezły raban!
  Stella ćwierkała:
  - Ruszymy do walki z wrogiem i pokonamy go!
  Oleg skinął głową i zeskakując z drzewa zawołał:
  Więcej działania - mniej gadania!
  Więcej działania - mniej gadania!
  Bądź przygotowany - zawsze gotowy!
  I młody wojownik ruszył do boju, błyskając bosymi, różowymi obcasami. W dłoniach trzymał dwie szable, które wcześniej naostrzył.
  A on po prostu bierze broń i wdziera się w szeregi wroga, dosłownie miażdżąc i wycinając wrogów.
  Chłopiec jednym susem przeskoczył drut kolczasty, a odcięte głowy angielskich żołnierzy poleciały w powietrze.
  Młody wojownik nagle wpadł we wściekłość. Zaczął wszystkich siekać i ciąć jak kapustę. A jego szable były wierną kopią miecza ninja.
  Oleg wspominał, jak dziewczyny kiedyś walczyły na nieco innych teatrach działań wojennych.
  Oleg Rybaczenko i Margarita Korszunowa wraz z czterema legendarnymi dziewczynami wydostali się z Tuły i dotarli do Moskwy.
  Sytuacja stolicy była teraz tragiczna. Niemcy kończyli już okrążanie, pozostawiając korytarz o długości od trzydziestu do czterdziestu kilometrów, który z każdym dniem stawał się coraz węższy.
  Sześciu wojowników zajęło pozycje obronne na obrzeżach Moskwy. Rozpoczął się zaciekły szturm.
  Oleg Rybachenko strzelił i zaśpiewał sobie:
  - Przyszłość należy do nas!
  A chłopiec rzuca granat bosą stopą i kontynuuje:
  - I będzie nam świetnie!
  Margarita Korszunowa strzela i krzyczy:
  - A ja będę najfajniejsza!
  I bosą stopą rzuca śmiercionośny granat.
  I rzuca przeciwnikami w różnych kierunkach.
  A potem już w boju Natasza, która będzie ciąć Niemców karabinem maszynowym i rzucać dar śmierci bosą stopą.
  Taka właśnie jest ta kobieta...
  W 1941 roku Natasza uciekła z Twierdzy Brzeskiej. Kierowała się na wschód. Nowe buty szybko obcierały jej stopy, więc je zdjęła i chodziła boso.
  Przez kilka godzin nic się nie działo, ale potem moje bose stopy zaczęły swędzieć. Po kolejnych kilku godzinach piekły i eksplodowały bólem.
  Natasza, będąc Moskwiczanką, nie była przyzwyczajona do chodzenia boso. Dlatego, co jakiś czas, zanurzała stopy w strumieniu.
  Tak, to była tortura dla jej nóg. Ale młoda dziewczyna szybko się do tego przyzwyczaiła.
  Potem już zawsze chodziłem boso, nawet po śniegu, a buty zakładałem tylko przy silnym mrozie.
  Teraz Natasza walczy jak legendarna bogini.
  A oto Zoya rzuca granat bosą stopą i ryczy:
  - To super randka!
  I odda celny strzał.
  A Niemcy i ich najemnicy ponoszą klęskę.
  A potem Angelica prowadzi ogień... I strzela tak niesamowicie celnie.
  A z jej gołej nogi wylatuje granat.
  I rozprasza najemników.
  Potem Swietłana przejmuje dowodzenie i strzela. Jej bosa stopa wyrzuca z siebie tak potężny huk, że nikt nie jest w stanie się oprzeć.
  I rozprasza przeciwników na dużą odległość.
  Strzela do siebie i miażdży wrogów falą uderzeniową.
  Oto dziewczęta, które urodziły się w ZSRR!
  Oleg Rybaczenko strzela celnie do wrogiej piechoty, rzucając granaty automatycznie swoimi dziecięcymi stopami. A jednocześnie chłopiec wymyśla własne historie.
  Witalij Kliczko, w konflikcie z nowym prezydentem Ukrainy Zełenskim, postanowił zrezygnować z funkcji mera Kijowa. Po co upierać się przy stanowisku? Lepiej rozwiązać problem samemu.
  Po odejściu z urzędu burmistrza Witalij Kliczko wznowił karierę. I od razu sensacja: wyzwał Weidera na walkę. Żadnych walk w przerywniku! I to po ponad ośmiu latach.
  Wilder oczywiście się zgadza. Wyzwanie przyjęte!
  I oto nadeszła chwila prawdy. Po jednej stronie wielokrotny mistrz świata, niepokonany od ponad dwunastu lat. Po drugiej czterdziestodziewięcioletni były mer Kijowa. Człowiek, który mógłby pobić rekord Hopinsa, ale którego forma sportowa jest wysoce wątpliwa.
  Wielu uważało, że pójście prosto do Weidera po tak długiej przerwie byłoby samobójstwem.
  Ale Witalij Kliczko, podobnie jak Rocky Balboa, postanowił zmierzyć się z najpotężniejszym puncherem w wadze ciężkiej. Denoteyem Weiderem - bokserem, który powalił każdego przeciwnika. Absolutnie każdego - w tym Tysona Fury'ego!
  No i co z tego, że Witalij Kliczko ma szansę?
  Ale Witalij Kliczko trenował nieustannie, dbał o formę i dojeżdżał do pracy rowerem. I oczywiście, fizycznie nie był aż tak zły. I miał stalową szczękę.
  Cóż, Witalij Kliczko podejmie walkę, nawet jeśli nie jest faworytem.
  Oleg Rybaczenko wymienił magazynek karabinu maszynowego. Perspektywa walk bokserskich jest ekscytująca.
  Dlaczego więc Witalij Kliczko nie wróci na ring i nie spróbuje pobić rekordu Hopinsa?
  To byłby bardzo mocny pomysł.
  Chłopiec-terminator oddał serię strzałów i zniszczył kilkudziesięciu kolejnych faszystów.
  Po czym chłopiec roześmiał się, wystawił język i powiedział:
  - Jestem super osobą!
  Małgorzata rzuciła bosą stopą dwie związane cytryny i pisnęła:
  - Jesteś fajniejszy niż ktokolwiek!
  Oleg, strzelając dalej, rozumował...
  Witalij Kliczko, mając czterdzieści dziewięć lat, rzeczywiście planował pobić rekord Hopinsa. Na konferencji prasowej powiedział nawet: "Mówiłem, że nie pobiję rekordu Foremana, ale nic nie mówiłem o Hopinsie! Więc zamierzam pobić jego rekord!".
  Choć znaczna część opinii publicznej wciąż wierzyła, że Hopins, w wieku czterdziestu ośmiu lat, może zdobyć tytuł mistrza świata, znacznie mniej wiary było w Witalija Kliczkę, w wieku czterdziestu dziewięciu lat. Po części dlatego, że jego przeciwnik był tak silny.
  Nigdy w historii wagi ciężkiej nie było tak potężnego punchera. Co prawda, Weider nie jest już młody, ale wciąż ma trzydzieści pięć lat, a nie czterdzieści dziewięć.
  Witalij Kliczko jednak wyraźnie pozostaje optymistą. Ciężko trenuje i wraca do formy. I jest bardzo szczęśliwy, że wyrwał się z rutyny bycia merem Kijowa.
  Rzeczywiście, nie jest wielką przyjemnością być burmistrzem na Ukrainie, gdzie jest tak wiele problemów.
  Ale Witalij Kliczko dostał całkiem niezłe wynagrodzenie za walkę z Wyderem. Więc przynajmniej dostał to, na co zasłużył. Witalij Kliczko to znane nazwisko.
  Złe języki mówiły nawet, że Wider go raz uderzy i Witalij Kliczko upadnie. Potem dostanie kasę i napisze pamiętniki albo fikcję.
  A może nawet zagra w filmie.
  Nawiasem mówiąc, Władimir Kliczko też chciał boksować. Ale przebiegły Władimir wybrał słabszego przeciwnika spośród regularnych mistrzów świata. Ale jakkolwiek by na to nie patrzeć, jest mistrzem i to jest fajne!
  Ale jakkolwiek na to nie spojrzeć, Denotey Weider nadal jest najlepszy z najlepszych!
  Ale Witalij trenuje z pasją. Daje z siebie wszystko jak młody człowiek. Miał już kilka sparingów, demonstrując doskonałą formę i przyzwoitą wytrzymałość. Nie, Witalij jest gotowy. I nie tylko wchodzi na ring.
  I rzeczywiście, gdy nadszedł dzień sądu, największy mistrz nokautów, Weider, najlepszy zawodnik wagi ciężkiej na świecie, zmierzył się z Witalijem, byłym burmistrzem Kijowa, którego wszyscy już skreślili jako boksera. Ale potem spotkały się dwie legendarne postaci.
  Witalij, który po raz pierwszy został mistrzem świata w 1999 roku. Pomyślcie tylko, jak dawno to było - od tego wydarzenia minęło już ponad dwadzieścia lat.
  Weider utrzymuje swój tytuł od bardzo dawna. Jest też bliski pobicia rekordu Holmesa w najdłuższym panowaniu od czasu rozdzielenia pasów.
  I oczywiście, jeśli Wider boi się kogokolwiek, to nie dziadka Witalija. W końcu nie każdy może być Hawkinsem. A przeciwnicy Hawkinsa nie są tak potężni jak Wider!
  Ale Witalij wchodzi na ring jako pretendent. Jego ciało wciąż jest wspaniałe i muskularne, choć włosy już siwieją. Dziadek Witalij, jak go nazywają, z szacunkiem lub szyderczo. Ale jego muskulatura jest jak u młodszego mężczyzny.
  Witalij oświadczył, że jest gotowy. I nawet dla niego stawka była nieco wyższa.
  Weider jest także szczupły, ma wyraźnie zarysowaną sylwetkę, cieńsze kości i mniej waży.
  Choć jest znakomitym nokautującym zawodnikiem, ma pewne problemy w obronie i nie zawsze radzi sobie dobrze w stójce. Ma jednak spore doświadczenie w walce. Dorównał już Witalijowi pod względem liczby stoczonych walk. I jak dotąd jest niepokonany.
  Jednak Witalij Kliczko również przegrał swoje dwie walki tylko z powodu kontuzji i skaleczeń. Można powiedzieć, że i on nie został pokonany.
  Ale minęło ponad osiem lat, a on ma prawie pięćdziesiąt lat. Gdyby Witalij był młodszy, z pewnością miałby szansę. Ale czy pobije rekord Hopinsa? David Haye, mający trzydzieści pięć lat, jest już bokserem bez szans na zwycięstwo.
  Ale dużo się mówi i tylko ring pokaże. Czy Witalij Kliczko pobije rekord Hoppinsa, czy też zostanie wyniesiony na noszach, jak obiecał Wider?
  Oto on w masce kruka. Wysoki, bardzo chudy, wręcz chudy jak Kościej.
  Dwóch bokserów sprawiło mu poważne problemy w ringu. Byli to Cuban Ostrix, który prowadził na punkty i pokonał mistrza nokautów, oraz Tyson Fury, który również prowadził na punkty i zdołał zremisować. Zatem najwięksi mistrzowie nokautów mogli przegrać.
  Ale szanse Widera są niemal jak jeden do dziesięciu. Witalij jest wciąż za stary i miał długą przerwę w karierze. Nawet jego brat, Władimir, radził mu, żeby rozgrzał się z kilkoma solidnymi zawodnikami ze średniej półki. W Niemczech Witalij Kliczko mógłby zarobić więcej, walcząc z przeciętnym bokserem, i to wyłącznie dzięki swojemu nazwisku.
  Witalij znany jest na całym świecie nie tylko jako bokser, ale także jako polityk, mer stolicy i bohater Majdanu.
  Nie, Witalij Kliczko powinien był w każdym razie zastanowić się, czy warto rzucać się i pchać taką górę.
  Ale wybór został dokonany: Witalij Kliczko nie szuka łatwych dróg!
  Bitwa rozgrywa się w Ameryce. Odgrywane są hymny amerykański i ukraiński. Odczytywane są protokoły z przebiegu służby. Na koniec rozbrzmiewa sygnał do walki.
  Wiele osób chce oglądać widowiska i krew.
  Weider zaczął ostrożnie, choć być może się mylił. Co jeśli Witalij był trochę zardzewiały? Kliczko senior też się nie spieszył. Ale od razu było widać, że jest lekki, szczupły, umięśniony i zrównoważony. W każdym razie to, czego wielu się spodziewało - że od razu zacznie unosić się na wodzie - nie nastąpiło.
  Kliczko pewnie wyprowadzał ciosy lewe, trzymał je nieco wyżej niż zwykle i przygotowywał bloki.
  Pierwsze dwie rundy były spokojne. Potem, zgodnie z oczekiwaniami, Weider przyspieszył. Zaczął atakować coraz agresywniej. Ale Witalij nie stracił zimnej krwi. Zablokował cios i odpowiedział lewym prostym. A potem, niespodziewanie, podczas ostrego ataku, trafił prawym sierpowym w korpus. Weider zgiął się wpół z bólu.
  Witalij wykonał podwójne obalenie i po raz drugi w swojej karierze mistrz świata i najlepszy w historii mistrz nokautów znalazł się na podłodze.
  Witalij się uśmiechnął... A tłum ryknął z zachwytu. Nie spodziewali się tego po staruszku Witaliju. Wow! Wygląda, jakby miał prawie pięćdziesiąt lat! I wciąż potrafi się tak ruszać i uderzać! To trzeba umieć!
  Weider podniósł się, ale zaczął się cofać. Tymczasem Witalij zaczął powoli kłuć go prostym. I kolejnymi dwoma ciosami. I znów trafił. Mistrz nokautu się cofnął.
  Z trudem Weider dotrwał do końca rundy. W kolejnej dominował Vitalij. Ale nieważne, wszystko poszło zgodnie z planem. Przez kilka rund Weider cofał się i wyglądał na bezradnego. Ale w dziewiątej znów eksplodował. Zaczęli sypać ciosami, a on ruszył do przodu. A potem przyjął kolejny podwójny cios i padł. Drugi nokdaun.
  Witalij się uśmiecha. Rusza do przodu. Weider stoi chwiejnie. Pudłuje kolejnego dublera, nie mogąc znaleźć antidotum. I upada od kolejnego ciosu.
  Z trudem wstaje, ale sędzia przerywa walkę!
  Zwycięstwo! Witalij Kliczko jest teraz mistrzem świata! I pas znów jest jego! Co prawda, nie jest jeszcze niekwestionowany, ale już jest na szczycie!
  Pobił rekord Hoppinsa i oczywiście rekord Foremana w wadze ciężkiej, zostając mistrzem świata po raz czwarty i dorównując Holyfieldowi.
  Weider oczywiście krzyczy, że walka została przerwana przedwcześnie i domaga się rewanżu.
  Witalij mówi, że później zdecyduje, czy kontynuować karierę, czy walczyć jeszcze kilka razy. Ale wszyscy mówią mu, że jest bardzo dobry, nawet lepszy niż w młodości, i musi kontynuować.
  Poza tym, nie ma teraz nic innego do roboty. Kijów ma innego mera, a wybory parlamentarne i prezydenckie są jeszcze daleko, więc czemu nie walczyć?
  Za trzy kolejne walki Witalijowi zaoferowano olbrzymią kwotę stu milionów dolarów plus procent od dochodów z transmisji.
  Oczywiście, że wygrana jest duża i były mer Kijowa mówi, że się nad tym zastanowi.
  Naprawdę pokazał, że wciąż stać go na tak wiele. Po co więc zakopywać jego talent? A co najważniejsze, i tak nie ma nic innego do roboty!
  Może spróbujmy zjednoczyć wszystkie pasy? To byłoby super!
  Witalij przyjmuje ofertę i podpisuje kontrakt na trzy kolejne walki.
  A jego kolejny przeciwnik... No cóż, Tyson Fury, oczywiście! Nigdy nie pokonany, potężny zawodnik wagi ciężkiej. To prawda, powalił go Uydar i kilku mniejszych zawodników. A co najważniejsze, to on znęcał się nad młodszym bratem. Jak mógł nie walczyć z kimś takim?
  Oczywiście, nowa walka, fantastyczna opłata i doskonałe widowisko.
  Oleg Rybaczenko znów strzela do Niemców i zagranicznych bojowników. W piechocie rzeczywiście prawie nie ma Niemców. Poruszają się za czołgami E-50 i E-75. I starają się unikać ryzyka.
  Gdzieś w oddali widać Panterę-2. Ten czołg, w przeciwieństwie do prawdziwego, pojawił się już w 1943 roku. Sam Panther nie był zbyt rozpowszechniony. I chociaż wyprodukowano sporo Panter-2, w 1945 roku, przygotowując się do wojny z ZSRR, Niemcy wypełnili swoje fabryki czołgami E-50 i E-75.
  Pomimo praktyczności lekkich dział samobieżnych E-10 i E-25, Führer preferował cięższe czołgi. Z trudem Guderian przekonał ich do produkcji najszybszego E-50, który miał być najpowszechniej produkowany. Führer preferował jednak E-75, który okazał się mało udany i ważył dziewięćdziesiąt ton.
  Teraz pojawiła się modyfikacja E-75 M, o niższym profilu, mniejszej masie i mocniejszym silniku. W przyszłości może stać się najpowszechniej produkowaną wersją.
  Na przykład Oleg Rybaczenko stosuje sprytną taktykę. Bierze granat i rzuca go bosą stopą w gąsienicę E-50. To powoduje, że czołg skręca i zderza się z kolegą.
  A efektem tego jest spalenie dwóch mastodontów.
  Oleg, jak widać, jest bardzo przebiegły.
  Tak właśnie teraz działa, a Niemcy ponoszą ciężkie straty. Chłopak ma zwinne nogi. Dobrze być takim jak on, bosym i przystojnym.
  Ale generalnie nasuwają się myśli o bokserach. Na przykład, dlaczego Denis Lebiediew nie miałby ożywić swojej kariery? Czterdzieści lat to niewiele. Zwłaszcza że jego główni rywale w wadze ciężkiej przeszli na emeryturę i mogliby spróbować zunifikować pasy.
  Naprawdę nie powinieneś być pachołkiem władz. Lepiej samemu zająć się szlachetnym boksem albo dołączyć do opozycji.
  To tak jak Siergiej Kowalow został merem Moskwy. Chociaż to tylko fikcja.
  Denis Lebedev mógłby zrobić coś bardziej konstruktywnego. Poza tym, trochę za wcześnie, żeby kończyć boks bez porażki. Prawdziwy sportowiec musi walczyć do końca.
  Władimir Kliczko również może wrócić. Ale niektórzy, jak Aleksander Ustinow, zostali już pokonani trzy razy z rzędu i nie zamierzają kończyć kariery!
  Naprawdę, ci bohaterowie to nie ludzie, lecz ludzie ze stali!
  Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Putin rozbija samolot, a w Rosji odbywają się nowe wybory prezydenckie.
  A co widzimy dzisiaj? Komuniści nie mają silnych kandydatów. Grudin został skompromitowany, a jego wiarygodność podważona. Ziuganow jest za stary i nudny, brakuje mu charyzmy. Surajkin poniósł porażkę w poprzednich wyborach. Inni to postacie mało znane. Żyrinowski również jest za stary i nudny. Pozostali w LDPR są mało znani. Kogo jeszcze można polecić z opozycji? Andriej Nawalny jest silny, ale nie zostanie dopuszczony do startu. Ksenia Sobczak nie jest poważnym kandydatem. Diemuszkin odsiedział wyrok i nie cieszy się szczególną popularnością. Udalcow również był więziony, choć być może mógłby wystartować, gdyby miał poparcie komunistów.
  Krótko mówiąc, w opozycji nie widać żadnych poważnych konkurentów. Miedwiediew, pełniący obowiązki prezydenta, wciąż jest faworytem. A jeśli już, to tylko druga tura lub głosowanie w pierwszej turze.
  Biorąc pod uwagę niskie notowania Miedwiediewa i prawdopodobnie dużą liczbę kandydatów na prezydenta, druga tura wyborów jest całkiem możliwa.
  Miedwiediew będzie miał jednak bardzo dużą przewagę w pierwszej rundzie, a w drugiej niezbyt groźnego przeciwnika.
  Choć w ostatniej chwili może pojawić się jego własny Zełenski i wszystko zepsuć!
  Oleg Rybaczenko rzucił kolejny granat, odpychając nazistowskie czołgi. Rozległ się huk i ostrzał artyleryjski.
  A ziemia co jakiś czas unosi się i płonie w powietrzu. A jej fragmenty obracają się i topią.
  Oleg mówi:
  - Chwała naszemu imperium!
  Małgorzata, rzucając zabójczy prezent bosą stopą, pisnęła:
  -Wielka chwała bohaterom!
  I znów dziewczyna rzuci cytrynę bosym obcasem.
  Faszyści napływają, ach, jak napływają.
  Nie da się ich zatrzymać ani pokonać, nawet bombą próżniową! Ci wojownicy są tak zajebiści, że aż przerażają!
  Oleg ryczy:
  - Nasze zwycięstwo w świętej wojnie!
  Margarita potwierdziła:
  - Z gwarancją stuprocentową!
  I dziewczyna znów rzuciła granat bosą stopą.
  Nie, te dzieciaki wyraźnie się nie poddadzą.
  Oleg Rybachenko ryknął:
  - Za nowy sowiecki porządek!
  Margarita aktywnie wystrzeliła serię i potwierdziła:
  - Banzai!
  ROZDZIAŁ NR 11.
  Po strzelaninie i walce Oleg Rybaczenko ruszył dalej. Nie chciał już zabijać Anglików. Ale jak inaczej mógłby ich zneutralizować? Może zamiast ich zabijać, mógłby na przykład zamienić ich w małych chłopców w ramach misji? To byłoby całkiem fajne! Wystarczy, że zdobędzie podoficerski chronoblaster. A taka broń byłaby fantastyczna. Mógłby zamienić dorosłych w dzieci, cofając ich ciała w czasie.
  I możecie to sobie wyobrazić. Chłopcy w wieku około dziesięciu lat mają słodkie, łagodne twarze, w przeciwieństwie do szorstkich, pokrytych zarostem twarzy dorosłych mężczyzn.
  Ale jak zdobyć Unter-Chronoblaster?
  Genialny chłopiec o tym nie wiedział. Chyba że się po prostu modlił. Do kogo? Do rosyjskich bogów, oczywiście! Może wyślą ci podobny superblaster, a właściwie chronoblaster. Z nim naprawdę możesz podbić świat!
  A chłopiec Oleg, wybierając wygodniejsze miejsce, uklęknął i zaczął się modlić. Nie chciał już zabijać ludzi.
  Ale w tym momencie, niestety, wojna między Brytyjczykami a Burami trwała nadal. Należy zauważyć, że Wielka Brytania, która miała już niezliczone kolonie, nie potrzebowała tych ziem. Były one stosunkowo niewielkie, a ich złoża mineralne nie były szczególnie bogate: duże złoża złota i diamentów znajdowały się w pobliżu, ale w innych lokalizacjach.
  Burowie obliczyli, że wysokie straty podsycą opinię publiczną w Anglii, sugerując, że gra nie jest warta świeczki. I że nie warto poświęcać tylu żołnierzy dla terytorium, którego Wielka Brytania absolutnie nie potrzebowała.
  I tak młodzi ludzie nadal wierzyli, że pomimo nieproporcjonalnie dużej liczby zasobów, zwycięstwo przypadnie Burom.
  Nawiasem mówiąc, Oleg Rybaczenko pamiętał wojnę w Czeczenii za Jelcyna. Tam również równowaga sił i zasobów była dla Czeczenów całkowicie beznadziejna. Udało im się jednak wygrać, choć nie pokonując wojsk rosyjskich, to jednak udało im się nastawić zdecydowaną większość rosyjskiej opinii publicznej przeciwko wojnie. I rzeczywiście, armia rosyjska wycofała się z Czeczenii, de facto oddając ją pod kontrolę separatystów.
  Więc była szansa.
  Więc Paul, Jean Grandet i Fanfan, Eddie i Stella - zaczęli strzelać z zasadzki do angielskiej kawalerii. Wszystkie te straty z pewnością będą miały znaczenie. Zwłaszcza jeśli zginą nie Arabowie i Murzyni, ale Anglicy - choć szkoda.
  Dziecięca drużyna była bardzo agresywna, strzelając z szybkością jednego strzału na sekundę.
  I tak wielu brytyjskich wojowników poległo. A jednak dzieci-wojownicy działali z niezwykłą energią i precyzją.
  Jean Grandet zaśpiewał:
  Burgundia, Normandia, Szampania lub Prowansja,
  Częściej rozgrzewaj rękojeść w dłoni...
  Oby Bóg sprawił, że ta piosenka, mój przyjacielu, będzie o tobie,
  Rozlewaliśmy krew w bitwie!
  Zespół naprawdę się zaangażował. A teraz zespół dziecięcy działa niezwykle skutecznie.
  Ale Oleg Rybaczenko tego nie lubi. Zabijanie ludzi, zwłaszcza białych, jest wyjątkowo nieprzyjemne. I zaczyna go dręczyć sumienie.
  Zabijanie orków to zupełnie inna sprawa - nawet wyglądają jak niedźwiedzie i są dość brzydkie. A on jest wiecznym dzieckiem i niezwykle agresywny.
  Oleg wziął to i zaśpiewał z irytacją:
  Ile razy możesz zabić swoich bliskich?
  Przecież uwierz mi, człowiek rodzi się do szczęścia...
  Matka nie pozwala synowi iść na front,
  A nawet latem, podczas wojny, pogoda jest zła!
  Jean Grandet również odczuwa wyrzuty sumienia. Dlaczego się w to wplątał? On naprawdę jest Francuzem, on naprawdę pochodzi z Europy i zabija Europejczyków. Wplątał się w ten bałagan. I co go to obchodzi? Cóż, dwie republiki burskie staną się koloniami brytyjskimi. A Wielka Brytania to kraj cywilizowany i Burom nie byłoby trudno tam żyć.
  Przynajmniej Paul jest tutejszy. To jeszcze dzieciak, a zabił już mnóstwo ludzi. I oczywiście nie do końca rozumie wartość ludzkiego życia. Jak dzieciaki bawiące się w wojnę na laptopie.
  I nie przejmują się tym, że zabijają miliony ludzi. I nie płaczą, ani nawet o tym nie myślą.
  W przeciwieństwie do nich, Oleg nie jest dzieckiem. Wygląda tylko na dwunastoletniego chłopca. Ale tak naprawdę ma już wiele lat. Jest wspaniałym wojownikiem i pisarzem. I potrafi śpiewać. W tej chwili czuje przypływ wewnętrznej siły.
  Przyszła mi do głowy alternatywna historia.
  Na krótko przed bitwą pod Kurskiem Stalin i Hitler zgodzili się na zamrożenie konfliktu. To znaczy, pokój nie był w planach. Wszelkie działania militarne wzdłuż linii demarkacyjnej miały zostać wstrzymane, a negocjacje miały się rozpocząć. Pierwotna propozycja Stalina - pokój bez aneksji i odszkodowań - nie usatysfakcjonowała Führera. Naziści musieliby bez walki oddać ogromne terytoria, w tym niemal całą Ukrainę i Krym, Mołdawię, Białoruś, kraje bałtyckie i część Rosji. Finowie również musieliby oddać terytorium, w tym te, które tradycyjnie uważali za swoje. Zatem jedynym rozwiązaniem, które mogłoby usatysfakcjonować obu dyktatorów, było zamrożenie konfliktu.
  Co więcej, Stalin nakazał partyzantom zaprzestanie działań wojennych za liniami wroga. Tymczasem naziści zaprzestali operacji odwetowych i eksterminacji Żydów i Romów. Ogólnie rzecz biorąc, ta opcja była kompromisem.
  Było to prawdopodobnie korzystniejsze dla nazistów, których sytuacja po Stalingradzie stała się wyjątkowo trudna. Co więcej, naziści przegrali bitwę o Afrykę. Alianci przenosili swoje działania wojenne na kontynent europejski. Jednak część korpusu Rommla nadal walczyła. Walki ustały 1 maja. Naziści wykorzystali to, przerzucając swoje samoloty nad Morze Śródziemne i do Tunezji. Wybuchły zacięte walki, w wyniku których nazistom udało się zamknąć przestrzeń powietrzną. Utrzymano przyczółek w Tunezji. Rozgorzały zacięte walki powietrzne.
  Produkcja samolotów w III Rzeszy stale rosła. Potężny Focke-Wulf okazał się bardzo problematycznym myśliwcem dla aliantów. Jego duża prędkość nurkowania rekompensowała słabą manewrowość, a potężne uzbrojenie pozwalało zestrzelić samolot jednym przelotem.
  Posiadali też dość dobry przedni pancerz. Alianci mieli jednak problemy z działami lotniczymi. A przednich karabinów maszynowych Focke-Wulfa nie dało się przebić. Główny problem Niemców - przewaga liczebna Aliantów - został zniwelowany przez przegrupowanie samolotów z frontu wschodniego. Propaganda Hitlera, oczywiście, przedstawiała zamrożenie konfliktu jako zwycięstwo. Zwłaszcza że duże połacie ZSRR pozostały pod okupacją. Ale w Związku Radzieckim zamrożenie konfliktu również przedstawiano jako zwycięstwo. Chociaż Stalin również nie odzyskał znaczących terytoriów. Naziści zachowali nawet kontrolę nad częścią Kaukazu: Półwyspem Tamańskim i Noworosyjskiem. Ale nadal przedstawiano to jako wielkie zwycięstwo nad faszyzmem, który miał po swojej stronie całą Europę, a USA i Wielka Brytania zapewniały skąpe wsparcie.
  W każdym razie Niemcy uwolnili się od wojny na dwóch frontach. I zwrócili się na zachód. Pierwszym priorytetem Hitlera było przejęcie kontroli nad Morzem Śródziemnym. Aby to zrobić, musiał zdobyć Gibraltar i przetransportować wojska do Maroka najkrótszą drogą. A przede wszystkim musiał przekonać Franco.
  Hitler zorganizował osobiste spotkanie i zachował się wobec niego ostro, ale mimo to obiecał Franco ziemie w Afryce i stwierdził całkiem logicznie, że zaprawiony w bojach Wehrmacht, wyposażony w nowe czołgi Tygrys i Pantera, z łatwością przedostanie się przez Hiszpanię.
  Nie ma się co martwić o Wielką Brytanię - jest skazana na zagładę. Więc Franco, zgódź się, albo na twoje miejsce postawią kogoś bardziej ustępliwego. Zwłaszcza że Wehrmacht ma wolną rękę.
  I tak w czerwcu 1943 roku wojska niemieckie, po przekroczeniu Hiszpanii, zaatakowały Gibraltar. W bitwie wzięły udział Tygrysy, Ferdynandy, a nawet para nowo wyprodukowanych Sturmtigerów. Te ostatnie były doskonałymi pojazdami do szturmów i oblężeń, wyposażonymi w bardzo potężne moździerze.
  Gibraltar nie był w pełni przygotowany do odparcia ataku kilkuset czołgów, w tym tych najnowszych. Zwłaszcza Tygrysy były wytrzymałymi i wysokiej jakości pojazdami, nawet jeśli przestarzałymi.
  Dzięki szybkiemu upadkowi Gibraltaru wojska niemieckie zdołały przemieścić się najkrótszą drogą do Maroka i odciąć dostawy dla Brytyjczyków i Amerykanów w Afryce.
  Walka pokazała również, że Sherman nie był w stanie przebić przedniego pancerza Pantery i miał znacznie gorszą penetrację działa. Mimo tego samego kalibru - 75 mm - prędkość początkowa pocisku Pantery jest znacznie wyższa.
  Rozpoczęła się systematyczna konfiskata Afryki z rąk aliantów. Tymczasem wojna podwodna trwała. Produkcja okrętów podwodnych w III Rzeszy stale rosła. Podobnie jak ich jakość. Nie brakowało paliwa, więc ZSRR ponownie zaczął sprzedawać je III Rzeszy. W użyciu były więc silniki Diesla. Wkrótce pojawił się okręt podwodny napędzany nadtlenkiem wodoru. Mógł on osiągnąć prędkość trzydziestu pięciu węzłów na godzinę i był wyposażony w torpedę samonaprowadzającą. A sytuacja aliantów pogorszyła się jeszcze bardziej.
  I tak latem i jesienią 1943 roku Afryka Północna została zdobyta. Niemcy dysponowali potężniejszymi czołgami, a ich samoloty były również lepiej uzbrojone niż alianci, zwłaszcza gdy zaczęły pojawiać się działka lotnicze kal. 30 mm. Sytuacja nazistów zaczęła się więc poprawiać. Ponadto wojska brytyjskie i amerykańskie w Afryce miały problemy z zaopatrzeniem. Poddawały się, zwłaszcza Amerykanie, którzy zbyt łatwo dawali wyraz słabości ducha. Rommel był w dobrej formie i miażdżył koalicję. Po zdobyciu Egiptu Niemcy przenieśli się na Bliski Wschód. Znajdowała się tam ropa naftowa i inne zasoby.
  Hitler zdobywał coraz to nowe atuty. W szczególności do produkcji trafiły Tiger II i Panther II. Ten drugi był bardzo dobrym pojazdem. Ważąc pięćdziesiąt trzy tony, miał silnik o mocy dziewięćset koni mechanicznych i działo 88 mm 71 EL, zdolne przebić wszystkie czołgi z dużej odległości, oraz lepszy pancerz. Tiger II był również lepszy od oryginału dzięki silnikowi o mocy 1000 koni mechanicznych, który zapewniał mu dobre prowadzenie i mniejszą awaryjność.
  Niemcy przeszli przez Palestynę, następnie wkroczyli do Iraku i zajęli Kuwejt. Zwycięstwo za zwycięstwem. Zimą cały Bliski Wschód był już pod okupacją. A potem Niemcy wkroczyli do Iranu. Stalin zgodził się nie ingerować w zajęcie Indii przez Wehrmacht. I to stało się nowym podziałem. Do maja 1944 roku zarówno Indie, jak i prawie cała Afryka zostały zajęte przez Niemców. A jesienią tego roku Afryka została całkowicie zajęta.
  Niemcy mieli w produkcji Ju-288, Ju-488, TA-400 i, co najważniejsze, samoloty odrzutowe. Bombardowali więc Wielką Brytanię i praktycznie ją zniszczyli.
  Miasta w ruinie. I tyle pożarów i zniszczeń. Jesienią bombardowania morskie i terror trwały.
  Niemcy symulowali lądowanie kilkakrotnie, lecz dotychczas nie udało im się tego zrobić.
  I tak, 8 listopada, w rocznicę puczu monachijskiego, rozpoczęło się lądowanie. Na szczęście pogoda była sprzyjająca, a Brytyjczycy byli zaskoczeni. Naziści opracowali nowe działa samobieżne E-10, ważące dziewięć ton i wyposażone w silnik o mocy czterystu koni mechanicznych, ale również dobrze opancerzone i uzbrojone. Miały tylko dwóch członków załogi, ułożonych w pozycji leżącej, silnik i przekładnia połączone w jeden blok, poprzecznie, i miały wysokość zaledwie jednego metra i dwudziestu centymetrów. To było naprawdę dobre rozwiązanie. Działo samobieżne o takiej masie można było umieścić na potężnym samolocie, takim jak Ju-488 lub TA-400, i zrzucić za pomocą specjalnych spadochronów. Było to więc potężne rozwiązanie. Ponadto Niemcy opracowali również działo samobieżne E-5, ważące zaledwie cztery tony i zabierające jednego członka załogi. Była to wersja przeciwpiechotna z działem lotniczym i karabinami maszynowymi. A lądowanie zakończyło się sukcesem. Nawet amerykańskie dywizje nie były w stanie pomóc Brytyjczykom. Operacja trwała zaledwie tydzień i zakończyła się zdobyciem Londynu. Co więcej, stolica Wielkiej Brytanii poddała się bez walki. I to naprawdę okazało się wielkim sukcesem.
  Następnie, w grudniu, Islandia została zdobyta. Plan Ikar został zrealizowany perfekcyjnie.
  Tak zakończył się rok 1944. Hitler miał teraz dwie możliwości. Albo zaoferować Stanom Zjednoczonym pokój. Albo, pomimo wszelkich trudności, dokonać skoku za ocean. Albo zawrzeć rozejm ze Stanami Zjednoczonymi i ponownie zaatakować ZSRR. Hitler pragnął tego drugiego bardziej niż czegokolwiek innego.
  To prawda, Stany Zjednoczone aktywnie pracowały nad bombą atomową. I to poważna sprawa. I były dowody na to, że wkrótce pojawiła się superbroni.
  Następnie Stalin zaproponował Hitlerowi osobiste spotkanie w neutralnej Szwecji.
  I Führer wyraził zgodę; w lutym obaj dyktatorzy spotkali się i rozpoczęli negocjacje...
  Stalin zaproponował wspólną walkę ze Stanami Zjednoczonymi. W zamian Niemcy musiałyby jednak wycofać się ze wszystkich okupowanych terytoriów radzieckich.
  Führer stanowczo odmówił. Chociaż zgodził się, że Stalin może wypowiedzieć wojnę Stanom Zjednoczonym, a nawet otrzymać Alaskę w darze, nie mogło być mowy o ustępstwach wobec Niemiec ani ZSRR. Najwyższą możliwą opcją była wymiana terytoriów w celu wyrównania.
  Obaj dyktatorzy nie osiągnęli porozumienia podczas osobistego spotkania. Stalin zaproponował jednak zorganizowanie kolejnego spotkania 20 kwietnia, w dniu urodzin Hitlera w 1945 roku, w celu rozwiązania spornych kwestii.
  Tymczasem Niemcy, wraz z Japończykami, wylądowali w Australii i podbili również to terytorium. Amerykanie przegrywali bitwę o Ocean Spokojny i Atlantyk. Niemieckie okręty podwodne były silniejsze, a niemieckie samoloty odrzutowe jeszcze silniejsze. Na przykład, Me-262, jeśli jest prawidłowo używany, jest bardzo dobry i wyjątkowo trudny do zestrzelenia. A najnowszy HE-162 jest jeszcze lepszy i bardziej niebezpieczny. Niemcy wylądowali również na Grenlandii w marcu. Inwazja na Kanadę była w toku.
  Ale 13 kwietnia Roosevelt zmarł, a nowy prezydent USA zaproponował III Rzeszy rozejm i wspólną wojnę z ZSRR. I co się stało? Hitler się zgodził. I tak 15 maja 1945 roku rozpoczęła się nowa ofensywa nazistowska przeciwko ZSRR, ale to już inna historia. Naziści mieli w drodze najnowsze czołgi serii E, samoloty odrzutowe, pociski balistyczne, a nawet cudowną broń - latające dyski w kształcie dysku. I ruszyli na Rosję Radziecką i Stany Zjednoczone.
  Nieśmiertelny chłopiec wziął i zaczął śpiewać:
  Jestem chłopcem zrodzonym z bogów,
  Moja matka Łada, potężna Bogini...
  Upieczemy najpyszniejsze ciasta,
  Moja narzeczona będzie księżną!
  
  Jestem wojownikiem Rodziny - starszym bratem Swarogiem,
  W bitwach uważaj się za niezniszczalnego...
  Złamiemy róg złych trolli,
  Gdy armia zjednoczy się z demiurgiem!
  
  Elena jest moją starszą siostrą,
  Walczy jak czarownica z syropu...
  Wielkie miejsce będzie wypełnione,
  Kiedy ujrzymy moc Boga Roda!
  
  A Zoyka ma złote włosy,
  Jest znaną wojowniczką z Beloboga...
  Gdy kopie bosą stopą,
  Jak demon ucieka bez grządki!
  
  Wiktoria jest siostrą mojej duszy,
  Taki ognisty, rudowłosy diabeł...
  Dla Chernoboga zmiażdż swoich wrogów,
  I głos dziewicy zabrzmi!
  
  Nadieżda jest córką Peruna,
  Zamachnął się mieczem z szybkością błyskawicy i uderzył...
  Jest iskrą lojalności wobec ludzi,
  Niech zły Kain zostanie zniszczony!
  
  Oto jesteśmy, pędzimy do bitwy, pięciu z nas,
  Rozgromienie armii orków mieczami...
  Czeka ich sroga klęska,
  Spośród Rodowerów - silny sołcenista!
  
  Jesteśmy wojownikami, najfajniejszymi, jakich możesz znaleźć,
  Zmiażdż złe orki mocą Swaroga...
  Dziewczyny wyglądają na mniej niż dwadzieścia lat,
  Ależ one żyją już od wielu stuleci!
  
  Potrafią biegać po wodzie,
  Przeciąć ogromny okręt wojenny mieczem...
  Na Ziemi Świętej nie ma miejsca dla wrogów,
  A ziemia będzie bogata i kwitnąca!
  
  O Łado, rosyjskiej Matko Bogów,
  Utkałeś całe światło na świecie...
  W imię naszych walecznych ojców,
  Niech na planecie zapanuje szczęście i pokój!
  
  Oto Jezus, brat Swaroga,
  Poszedł na krzyż, aby łaska zapanowała...
  Pokłońmy się Najświętszej Maryi Pannie,
  W końcu razem z Ładą to potężna siła!
  
  Archanioł Michał i potężny Thor,
  Chronią Ojczyznę Światła...
  Wroga poślemy pod topór,
  Gwiazdy świecą jasno nad światem!
  
  Perun, który był Zeusem u Greków,
  A Rzymianie nazywają go Jowiszem...
  Zesłał znak, że Chrystus zmartwychwstał,
  A teraz władca mocy światła!
  
  A kto jeszcze jest ze mną spokrewniony z Bogami,
  Yarilo i najfajniejszy Divan...
  Kiedy chłopiec wsiada na konia,
  Wyglądało to tak, jakby spalili je terpentyną!
  
  Dlaczego więc tak szybko wycinamy orków?
  Rzucimy granat i ich rozniesiemy...
  A gdzieś kopią słudzy Szatana.
  Aby uczynić ludzkość bezsilną!
  
  
  Ale Czarny Bóg wie, jak chronić Słowian,
  A jego pałka połamie kości...
  Uwierz mi, on zada taki cios,
  Wróg zsinieje ze złości!
  
  Więc chłopcze, biegnij jak szalony,
  Fajny dzieciak boso na śniegu...
  Nawet jeśli wrogowie atakują z wściekłością,
  Ale teraz masz mnóstwo siły!
  
  Wszechmogący Różdżka stworzył kosmos,
  On jest Tym, który istnieje we wszechświecie od początku...
  Oto cherubin krąży nad Ojczyzną,
  On zawsze daje ludziom nadzieję!
  
  Podjąłeś bardzo śmiały krok, chłopcze,
  Chwyć swój miecz i walcz zaciekle...
  Niech te nędzne orki się zmarnują,
  I zwyciężaj, nie poddawaj się w walce!
  
  Mamy potężną moc,
  Wszyscy Rodowerzy są duchem Rosji...
  I będziemy wierni światłu aż do końca,
  Chrystusowi, Maryi, ich świętej misji!
  
  W walce nie ma równych córkom bogów,
  Machają mieczami jak helikopterami...
  Rzeczywistość będzie chłodniejsza niż marzenia,
  Żołnierze biegają szybciej niż samoloty!
  
  Swaróg, kowal i wojownik syna Roda,
  Potrafi zrobić bombę z marchewki...
  Bo Bóg Bogów wszechświata jest Jeden,
  Dadzą ludziom wszystko - przekąski, dużo wódki!
  
  Kiedy świat stanie się prawdziwym rajem,
  Wszyscy młodzi, piękni, szczęśliwi...
  Śnij o tym w bitwie,
  Armia stanie się prawdziwą drużyną!
  Po czym kontynuował pisanie...
  Tylko cud lub lądowanie podróżników w czasie może uratować Stalina i ZSRR!
  A oto pierwsze dni ofensywy, E-50 i E-75, najnowsze pojazdy. A potem są Tygrys-2 i Pantera-2, wciąż w produkcji. Oraz lekkie działa samobieżne serii E. To, że tak powiem, największy ból głowy dla sowieckiego dowództwa. ZSRR ma najnowszy czołg, IS-3, który właśnie wszedł do produkcji. Są też IS-2 i T-34-85. Próbowali produkować T-44, ale bezskutecznie i wkrótce projekt przerwano, przechodząc na T-54, który chcieli uczynić potężnym, mobilnym, tanim, niezbyt ciężkim i z dobrym pancerzem. Niemieckie czołgi są nadal silniejsze niż masowo produkowane radzieckie. Jest wiele czołgów Pantera-2 i Tygrys-2, które charakteryzują się dobrą ochroną czołową, przyzwoitymi właściwościami jezdnymi i doskonałym uzbrojeniem. Seria E jest jeszcze lepsza, ale dopiero niedawno weszła do służby i nie jest jeszcze masowo produkowana. Podobnie jak IS-3, jedyny radziecki czołg, którego przód wciąż może wytrzymać ostrzał z potężnego działa kalibru 88 mm nazistowskiego. Jednak zaczęto go wydawać dopiero w maju.
  Niemcy mogli więc rozpocząć ofensywę 15 maja - tuż przed końcem zasiewów. A w 1945 roku próbowali powtórzyć to, czego nie udało im się zrobić w 1941 roku. Konkretnie, ofensywa była prowadzona we wszystkich kierunkach. Z jednej strony rozproszyło to siły. Z drugiej strony, wróg byłby zmuszony do rozproszenia rezerw. To miecz obosieczny. Co więcej, naziści dysponowali dużą liczbą piechoty z dywizji zagranicznych i kolonialnych i mogli sobie pozwolić na atak w każdym miejscu!
  Hitler zmobilizował również siły lokalne. Teraz naziści nie mieli problemów finansowych i mogli hojnie płacić ochotnikom, byłym obywatelom ZSRR. Życie na terenach kontrolowanych przez nazistów również znacznie się poprawiło po zakończeniu wojny partyzanckiej. Stało się jasne, że ludzie mogli pracować i żyć całkiem wygodnie. Naziści zaczęli nawet dostarczać traktory i nasiona do siewu. Zezwolili również na samorząd lokalny, zwłaszcza na Ukrainie, na swoistą federację.
  Stalin również na tym froncie napotkał pewne problemy. Z pewnością miał czas, żeby się umocnić. I zbudowali całkiem sporo obrony. Ale wszystko to wymagało wsparcia ze strony wojsk. A front był ogromny, do tego dochodziła jeszcze linia fińska. Szwecja zdecydowała się dołączyć do walki - oni również chcieli terytorium sowieckiego.
  I pamiętali o chwalebnych Wikingach i wojnach, zwłaszcza Karola XII. Pragnęli zemsty. I dlatego rozpoczęli ofensywę w Karelii. Omijając silnie ufortyfikowane pozycje sowieckie w pobliżu Murmańska, stosując rodzaj flanki.
  Już w pierwszych dniach nazistom udało się przebić przez sowiecką obronę, jednak napotkali na zacięty opór.
  Wykopali niezliczone rowy i doły. Ale wciąż trudno ich powstrzymać.
  Znajdują się tam również pola minowe, do ich zwalczania używa się teletanków.
  W tym te sterowane radiowo. Taka jest ich wyjątkowa moc bojowa.
  Naziści prowadzą ostrzał, między innymi z miotaczy gazowych. Działają agresywnie. Artyleria również ostrzeliwuje. Wojska radzieckie wolą kryć się w okopach. To dopiero prawdziwa walka.
  Niemiecki Tygrys III próbuje się przebić. Pociski spadają na niego z morderczą intensywnością. Działa przeciwlotnicze ostrzeliwują również cele powietrzne i naziemne.
  Führer żąda szybkiego rozprawienia się z ZSRR. To prawdziwa brutalna masakra. A bombowce smagają pozycje radzieckie. Szczególnie niebezpieczne są odrzutowe samoloty szturmowe. Na szczęście jest ich jeszcze niewiele. Ale jest na przykład dwumiejscowy Sova z ośmioma działkami lotniczymi. Sześć z nich ma kalibru 30 mm, a dwa 37 mm. To nieopisana siła. Ta maszyna demonstruje swoją niszczycielską siłę rażenia.
  I jest też dobrze opancerzony. Stalin wydał rozkaz znalezienia sposobu na przeciwdziałanie niemieckim samolotom szturmowym. I oni naprawdę atakują radzieckie wojska. Dosłownie bombardują je bombami.
  Wojowniczki, Albina i Alvina, są już doświadczonymi pilotkami. Potrafią siać zniszczenie na dużą skalę w swoich Me-262. Dlatego lepiej z nimi nie zadzierać. Kiedy już ruszą, to będzie kompletna katastrofa.
  I używają bosych, wyrzeźbionych stóp w walce. To te panie, które wolą walczyć boso i w bikini. Po co dziewczynom buty? Są, szczerze mówiąc, doświadczone. A jeśli się rozkręcą, nawet Baba Jaga nie miałaby z nimi szans. Dziewczyny, które potrafią latać ponad dachami. I są wspaniałymi wojowniczkami. Kiedy cię trafią, poczujesz ból.
  I wtedy Albina zestrzeliła radziecki samolot i ryknęła:
  - Jestem złym wilkiem!
  W odpowiedzi Alvina również zestrzeliła samolot szturmowy Ił-10 i pisnęła:
  - A ja jestem tygrysicą!
  Ale po stronie radzieckiej walczą asy. Weźmy na przykład Anastazję Wedmakową, kobietę wręcz legendarną. Spróbuj jej odmówić - rozniesie cię na strzępy!
  A rudowłosy wojownik z ZSRR zestrzelił trzy nazistowskie samoloty naraz i ryknął:
  - Komsomoł to nie tylko wiek, Komsomoł to moje przeznaczenie!
  Choć nie można jej zaliczyć do grona członków Komsomołu, jest już na tyle stara, że jest po prostu znakomita.
  Walczyła za czasów cara Aleksandra II. Dożyła nawet Mikołaja I. Podczas oblężenia Sewastopola, gdy się ono rozpoczęło, miała około dziesięciu lat i służyła jako zwiadowczyni. To było naprawdę wygodne. Podczas gdy Brytyjczycy czy Francuzi mogliby podejrzewać chłopca o szpiegostwo, kto pomyślałby o małej, bosonogiej dziewczynce? A ona nie była zwykłą zwiadowczynią. Zdobywszy doświadczenie, zaczęła nawet dokonywać sabotażu przeciwko okupantom.
  Wojnę krymską przegrała carska Rosja, ale dzięki bohaterskiej obronie Sewastopola wojska rosyjskie poniosły znacznie mniejsze straty niż wojska brytyjskie, francuskie, tureckie i wojska Królestwa Sardynii.
  A teraz Wiedźmin, już dorosła, ale nie starzejąca się dama, staje do walki z niezwykle silnym przeciwnikiem i pokazuje swoją klasę.
  I nie zapomnij zaśpiewać:
  Ruś broniła wszystkich krajów świata,
  Od plag piekielnej szarańczy...
  I zakryła ją swoją piersią,
  Narody planety, pokój Ziemi!
  ROZDZIAŁ NR 12.
  Oleg Rybaczenko przytaczał różne historie. Zabijanie Niemców też jest nieprzyjemne - to też ludzie, i to wcale nie źli, całkiem podobni do Słowian. Generalnie wojna i zabijanie są obrzydliwe. Nawet w grach komputerowych. Choć są ekscytujące. Ale kiedy prowadzisz wojnę na komputerze, zdajesz sobie sprawę, że to nie są prawdziwi ludzie, a strzępki informacji. A kiedy wyobrażasz sobie siebie w prawdziwej sytuacji i zadajesz ból i śmierć żywej osobie, zaczynasz się sobą brzydzić.
  Oleg wyobraził sobie więc coś innego, na przykład coś pokojowego, bez zabijania i niszczenia.
  Na przykład, w odległej przyszłości cała ludzkość się zjednoczyła. Powstała ogromna republika, obejmująca ogromną liczbę planet. Ludzie przestali chorować i starzeć się, i teoretycznie mogli żyć tysiące lat. Technologia komputerowa rozwinęła się w niesamowitym tempie. I nie było już potrzeby pracy - wszystko zostało zastąpione przez sztuczną inteligencję. Inteligentne życie we wszechświecie było rzadkością, pomimo ogromnej liczby planet. Ludziom nie zagrażały wojny gwiezdne ani inne katastrofy.
  Ale problem wynikał z czegoś innego: w świecie radości, dostatku, braku problemów i pracy ludzie zaczęli zapadać w dzieciństwo i dryfować w wirtualną rzeczywistość bliską absolutnemu rajowi. Innymi słowy, stali się infantylni i spragnieni wyłącznie przyjemności.
  I nawet przybierali wygląd jedenasto- lub dwunastoletnich dzieci. Republika kosmiczna rozciągała się na wiele galaktyk, więc wszystko wyglądało jak jedno wielkie przedszkole. Ale tak radośnie i szczęśliwie. A ludzie, teraz dzieci, bawią się. Ponieważ na planetach nie znaleziono żadnych inteligentnych kosmitów, najlepsi naukowcy stworzyli sztucznie kilka fantastycznych stworzeń.
  A potem pojawiły się stworzenia ludzkie: elfy, trolle, gnomy, hobbici, wampiry itd.
  A oprócz nich są też kreskówki. Różnego rodzaju. Z różnych seriali dla dzieci. I to jest świetne!
  Oto jedna z takich karykatur: chłopiec o imieniu Pietia rozmawiał z Zygzakiem Mokryakiem. Ten ostatni kłócił się z zapałem i pianą na ustach:
  - Nie ma nic lepszego niż samolot odrzutowy. Podróże między światami przez skrzynkę Mura!
  Pietia zaprotestował z typowym dla kujona uśmiechem:
  - A może spróbujesz polecieć swoim odrzutowcem w kosmos? Myślę, że to daremne przedsięwzięcie!
  Pilot drake'a syknął:
  Wróg myśli na próżno,
  Udało mu się przełamać Zygzaka...
  Kto odważy się zaatakować w bitwie,
  Będziemy bić naszych wrogów z całą zaciekłością!
  Wtedy pojawił się chodzący wilk i zaskomlał:
  - No to chodźmy razem! A zrozumiesz, co jest najlepsze, a co najgorsze!
  Zygzak uśmiechnął się i zaśpiewał:
  Podróżuję w pasję,
  Nie ma znaczenia, jaki to rząd...
  Pokonamy wszystkich złoczyńców,
  Lećmy szybko do gwiazd!
  I dodał poważniejszym tonem:
  - No to spróbujmy!
  Wilk skinął głową i zaskomlał:
  - To chodź za mną!
  A Zygzak i Pietia rzucili się za bestią. Zaprowadził ich do schowka. I wszyscy troje wskoczyli do środka. I wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie...
  Wyruszyli na pustynię z błękitnym piaskiem. Wydmy były pomarańczowe i poruszały się.
  Zygzak zauważył słodkim spojrzeniem:
  - Wow! Wyobraźnia idioty!
  Petya wyraził sprzeciw:
  "To nie moja wyobraźnia, to planeta Tatooine. I nie myl tego z halucynacją".
  Rozległ się dźwięk ruchu na błękitnym piasku i wyłoniło się dziwne stworzenie, przypominające matrioszkę z pajęczymi nogami. Potrząsnęło pyszczkiem i zagruchało:
  - Czego pragną młodzi podróżnicy?
  Zygzak mruknął:
  - Szaszłyk z czerwonym winem!
  Stworzenie zachichotało i odpowiedziało:
  - Jeśli chcesz dostać szaszłyk z winem, rozwiąż zagadkę!
  Wilk skinął głową:
  - To piaskowa matrioszka. Ona nie tylko spełnia życzenia!
  Pilot drake'a mruknął:
  Daj mi swoją zagadkę!
  Matrioszka z nogami sapała:
  - Co jest łatwe do podniesienia, ale trudne do dalekiego rzucenia!?
  Zikzag uśmiechnął się i odpowiedział:
  - Myśliwiec odrzutowy. Startuje łatwo, ale spróbuj nim rzucić!
  Matrioszka zachichotała:
  - Źle! I proszę bardzo...
  Kra lodu spadła Zygzakowi na głowę. Rozbiła się i pękła z głośnym trzaskiem. Pilot draka podrapał się po głowie i zawołał:
  - Co boli!
  Kry spadły na błękitny piasek i zaczęły syczeć jak masło na patelni.
  Pietia wykrzyknął:
  - Znam odpowiedź na tę zagadkę!
  Lalka Matrioszka z nogami powiedziała:
  - Dobrze, mów głośniej!
  Chłopiec zaćwierkał:
  - To puch! Łatwo go podnieść, ale trudno rzucić - przeszkadza opór powietrza!
  Stworzenie pustynne pisnęło:
  - Teraz możesz spełnić życzenie!
  Petka zachichotał i sarkastycznie zapytał:
  - Jakieś życzenia?
  Matrioszka odpowiedziała:
  "W granicach rozsądku. Moja magia nie jest aż tak silna. Poza tym, życzenie będzie trwało tylko do wieczora!"
  Petka uśmiechnął się i odpowiedział:
  - To zróbmy tak, żebyśmy wszyscy troje polecieli bez skrzydeł!
  Stworzenie potrząsnęło kończynami. Pietia pomachał rękami, a jego stopy oderwały się od piasku. Wilk również ruszył w drogę, a za nim Zygzak. Cała trójka szybowała.
  Pilot Drake'a zauważył:
  - Latanie bez skrzydeł jest, na swój sposób, bardzo fajne!
  A potem dodał:
  - Ale samolot jest lepszy!
  Triumwirat zaczął przyspieszać. Przed nami iskrzyła się tafla wody, a wokół rosły dziwne palmy, paprocie i jakaś roślinność przypominająca skrzypce zatopione w piasku.
  Zygzak bulgotał:
  - To jest niesamowite! Po prostu super!
  Petya zauważył:
  - Pewnego razu skakaliśmy po słonecznikach...
  Niedaleko jeziora oazowego stał imponujący zamek. Miał wielobarwne kopuły, a jego konstrukcja wyglądała na bogatą i piękną.
  Wilk zauważył z uśmiechem:
  - Spójrzmy na ogień!
  Zygzak wziął i zaśpiewał:
  - Pomalowawszy usta pastą do butów, wychodzę na promenadę... A gwiazdy pięknie dla mnie świecą - i piekło jest przyjemne!
  Triumwirat zszedł w kierunku zamku. Elfy wybiegły im na powitanie. Były to bajecznie piękne dziewczęta, ich piersi i biodra ledwo zakryte wąskimi paskami materiału, a stopy bose.
  Cztery piękności skłoniły się i zaćwierkały:
  - Dokąd zmierzasz?
  Zygzak zaśpiewał w odpowiedzi:
  Nasz samolot leci do przodu,
  Jest przystanek w gminie...
  Nie mamy innej drogi,
  Mamy karabin w rękach!
  Dziewczyny wybuchnęły śmiechem... I tupały bosymi, wyrzeźbionymi stopami.
  Pietia wykrzyknął:
  - Jesteście cudowne dziewczyny!
  Elfy roześmiały się, a jeden z nich zauważył:
  - Jesteś jeszcze małym człowiekiem. Albo... Wiem, że ludzie stali się tak dziecinni, że w każdym wieku wyglądają jak dzieci!
  Petka zachichotał i odpowiedział:
  - W każdym razie nie jestem zwykłym dzieckiem! Dlaczego?
  Elfy zachichotały:
  - Co? Nie ma problemu - latem będzie "Eskimo"!
  Wilk zapytał:
  - Może twój właściciel ma jakieś problemy?
  Dziewczęta wzięły i zaśpiewały:
  Chociaż nie możemy rozwiązać wszystkich problemów,
  Nie wszystkie problemy da się rozwiązać!
  Ale wszyscy będą szczęśliwsi,
  Wszyscy będą się lepiej bawić!
  Zygzak uśmiechnął się i zaśpiewał:
  Jednym ciosem zmieciemy wroga,
  Potwierdzimy naszą chwałę stalowym mieczem...
  Nie zestrzeliliśmy samolotów na darmo,
  Jeśli zajdzie taka potrzeba, natychmiast to rozbijemy!
  A pilot drake'a podskoczył jak zając. To było naprawdę fajne.
  Elfy odpowiedziały chórem:
  "Nasza pani potrzebuje wesołego towarzysza do rozrywki. Może długonosy by się nadał!"
  Zygzak podskoczył i zakręcił się jak bąk. I ryknął:
  - Czas na zabawę,
  Czas na zabawę...
  Godzina zabawy,
  Postaraj się nie zmarnować tej godziny!
  Po czym triumwirat wbiegł do komnat elfickiej księżniczki. Pietia zauważył z uśmiechem:
  - Dlaczego dziewczyny są boso?
  Elfka, która miała we włosach szmaragdowy wianek, odpowiedziała:
  - Aby łatwiej było rzucać czary!
  Wilk zaśpiewał w odpowiedzi:
  I dęby-czarodzieje, które szepczą we mgle,
  Cienie światła rzucają cień na zdradliwą bramę...
  Zające koszą trawę, trawę na polanie,
  A ze strachu śpiewają tę piosenkę coraz szybciej!
  Weszli dalej w głąb komnat. Zamek emanował krzykliwym luksusem, a w środku wydawał się znacznie większy i bardziej przestronny niż z zewnątrz. Były tam posągi, złocenia i wszelkiego rodzaju kamienie szlachetne. Na ścianach wisiały portrety pięknych dziewcząt, a rzadziej młodzieńców. Cóż za cudowna galeria.
  A w sali tronowej siedziała księżniczka. Przepiękna dziewczyna z uszami rysia. I diamentową koroną na głowie.
  Zygzak bulgotał:
  - Zapraszamy!
  Księżniczka elfów wzięła ją i pisnęła:
  - Kocham Cię, miłość w mojej duszy jeszcze całkiem nie wygasła, ale niech Cię ona już nie dręczy, nie chcę Cię niczym zasmucać!
  Wzięła więc za rękę pilota-kaczora i zaczęła z nim tańczyć. Elfka była ozdobiona klejnotami, a mimo to jej stopy były bose, a na każdym eleganckim palcu miała pierścień z drogocennym kamieniem. Poruszała się niemal bezszelestnie.
  Pietia zauważył ze smutnym wyrazem twarzy:
  - Sielanka!
  Wilk zaprotestował:
  - To jest dopiero nawiązanie kontaktu!
  Zygzak wziął i zaśpiewał:
  Jestem prostym człowiekiem i powiem to otwarcie,
  Nigdy w życiu nie widziałem czegoś tak pięknego!
  Ty, elfie, jesteś piękny jak słońce, uwierz mi,
  Miło jest być z Tobą, Bogini!
  Pietia powiedział z irytacją:
  Ale jest jeszcze coś na tym świecie,
  Ci mężczyźni...
  Kiedy zauważy się kobietę,
  Więc od razu jesteście głupcami!
  Wilk sprzeciwił się temu:
  Nie da się żyć na tym świecie bez kobiet, nie,
  W nich jest słońce maja, w nich jest świt miłości!
  Nie mogę znaleźć słów,
  I znów się zakochuję!
  Za każdym razem, gdy to robię,
  Chociaż na godzinę!
  Petka zachichotał... A jego partner dodał:
  - Jak dorośniesz, zrozumiesz! Ale na razie nie rozstałeś się jeszcze z dzieciństwem!
  Zigzag zaśpiewał cały romans z patosem:
  Moja wyobraźnia została pobudzona,
  Twój obraz błysnął jak ogon komety.
  Przebiłeś mnie jak błyskawica,
  Z jego promiennym pięknem w gwiazdach!
  
  Poeci chwalą takie piękno,
  Ta sama strona Księżyca nie może być zaćmiona przez stulecia.
  Niech Wenus przyniesie Ci szczęście,
  Zły drapieżnik upadł - pokonany jak zwierzyna!
  
  Jesteś tak piękna, że jesteś zdolna,
  Aby podbić głębiny nieba.
  Z Tobą mogę oddychać swobodnie, łatwo,
  Nić życia wije się jak jedwab między twoimi palcami!
  
  Nie mam nadziei, że zrozumiem twoją dumną naturę,
  Ponieważ jesteś siostrą Artemidy!
  I nawet moja szczęka zaciska się ze łez,
  Czy sen naprawdę odpłynie do Tartaru?
  
  W jakich słodkich snach się pojawiłeś?
  Nie jest możliwe zrozumienie niebiańskiego wyglądu...
  Poduszka młodego człowieka w słonych łzach,
  O złowrogi świecie - nie widzę filmu!
  
  Konstrukcja nośna miłości,
  Jest lekkie, ale ciąży na nas łańcuch smutku...
  Chcemy wznosić się jak żurawie,
  Ale morze wciąga cię w otchłań piekła!
  
  Jaki los narzucił kajdany,
  Co sprawiło, że wszechświat stał się ważniejszy!
  Niech Bóg da młodym więcej siły,
  Nie wymierzaj zbyt surowej kary!
  
  Wszechmogący powiedział: Dał próbę,
  Nie za to, co znosiłeś przez tak długi czas.
  Ale ideał musi być złagodzony,
  Cóż za sposób na wydostanie się z miękkiej kołyski!
  
  Teraz jesteś orłem z orłem,
  Teraz może rozliczyć się z losem!
  A jeśli rozpocząłeś walkę z szatanem,
  Oznacza to, że jest w stanie walczyć, nawet gdy jest to konieczne!
  
  Teraz szybuję z tobą, cherubinie,
  Jesteś dziewicą, jak jasna gwiazda!
  Zdobędziemy ogrom wszechświata,
  Nigdy się z Tobą nie rozstanę!
  Tak pilot Drake'a śpiewał z patosem i rozmachem. To dopiero romans.
  Elfy klaskały. Wśród dziewcząt było kilku młodych mężczyzn. W przeciwieństwie do elfów, nosili sandały, ale ich twarze były łagodne i pozbawione zarostu, jak u przystojnych nastolatków.
  Petka zauważył:
  - Elfy są po prostu niepowtarzalne! Mogę po prostu powiedzieć: super!
  Wilk zauważył odsłoniętym zębem:
  "Każda rasa ma swój własny, niepowtarzalny charakter. I nie można powiedzieć, że jedna jest słaba, a druga silna! Albo wręcz przeciwnie, odrażająca albo piękna". A ten z kłami dodał: "A brodate krasnoludy nie mają mniej uroku i urody niż ładne, lśniące elfy".
  Elfka usłyszała to i obraziła się, ze złością tupnęła bosą, wdzięczną stopą, która wyróżniała się seksapilem:
  - Nie waż się porównywać nas do tych brodatych dziwolągów! Jesteśmy naprawdę wspaniali, a oni to po prostu bestie!
  Petka wyraził sprzeciw:
  - Nie ma brzydkich stworzeń, są tylko krzywe lustra!
  To wywołało rozbawiony śmiech. Naprawdę wyglądało to dość zabawnie.
  Elfy się uśmiechnęły. A ich księżniczka zapytała:
  - Powiedz mi, chłopcze, czy widziałeś kogoś piękniejszego ode mnie?
  Petka wzruszył ramionami i odpowiedział:
  - Trudno powiedzieć! Jesteś naprawdę wspaniała! Doprawdy, takie piękno jak Twoje jest niepowtarzalne i wieczne!
  Księżniczka potwierdziła:
  - Dokładnie! My, elfy, w przeciwieństwie do ludzi i krasnoludów, nie starzejemy się! To dla nas ogromna, wręcz kolosalna zaleta!
  Wilk potwierdził:
  "Tak, elfy nie starzeją się, przynajmniej z wyglądu, i żyją tysiąc lat, chyba że zginą w bitwie. Czasami elf może żyć jeszcze dłużej, z pomocą magii. Ale ludzi też można odmłodzić. Choć to nie takie proste!"
  Zygzak wykrzyknął z entuzjazmem:
  Śmiech jest zabawny i piękny,
  Ona zawsze leczy serce...
  O chłopcze, zgadzasz się ze mną,
  Oczywiście, że tak, oczywiście, oczywiście, że tak!
  Petka wyraził sprzeciw:
  - Nie mów za innych, Drake! Po prostu jesteśmy tacy fajni!
  Wilk zaśmiał się cicho i zauważył:
  - Zgadzam się co do światła! Ale zaśpiewajmy coś o pojednaniu!
  Chłopiec powiedział z radosnym wyrazem twarzy:
  - Śpiewanie byłoby super! A może nawet fajne!
  Księżniczka wybuchnęła śmiechem i odpowiedziała:
  - Ten drake jest świetny, nie do opisania. Ale czy potrafi rozwiązywać zagadki?
  Zygzak skinął głową:
  - Pomyśl życzenie, a ja spełnię!
  Petka zauważył:
  - Uważaj, kaczorze, jeśli popełnisz błąd, twoje skrzydła zostaną wyrwane!
  Kaczor wzruszył ramionami i odpowiedział:
  "Nie znam strachu! Potrafię robić rzeczy, które wprawiłyby każdego wroga w panikę. A dokładniej, zamieniłbym go w trupa! Czyż nie?"
  Księżniczka zachichotała i odpowiedziała:
  - Zgadza się! Wszystkich ich powiesimy! I uwierz mi, tak właśnie będzie! Wszystkich ich wrzucimy do grobów!
  Petka ćwierkał:
  - Jeśli słaby idzie prosto do trumny,
  Ten facet nie jest zwykłym snobem!
  A chłopak wybuchnął śmiechem, jakby naprawdę udało mu się zrobić coś tak zabawnego. I naprawdę, czemu nie...
  Księżniczka mruknęła:
  - Dobrze, dziecko, bądź cicho, kiedy mówię. Oto moje pierwsze pytanie: co jest okrągłe, ale się nie stacza?
  Zygzak Mokryak mruknął:
  - Głupcy! Są okrągłe, ale się nie toczą!
  Księżniczka mruknęła:
  - Ależ z ciebie głupiec! Ale czy dziecko wie?
  Petka odpowiedział pewnie:
  - To planeta! Jest okrągła, ale nie da się z niej zjechać!
  Księżniczka elfów potwierdziła:
  - Świetnie! Brawo, chłopcze! Daję ci pozwolenie, żebyś dał temu drake'owi pięć klapsów!
  Zygzak wyraził sprzeciw:
  - To niesprawiedliwe! Czemu pięć na jedno pytanie!
  Petka wzruszył ramionami i odpowiedział:
  "Ja też nie mam zamiaru mu dokuczać! Jego głowa jest silniejsza niż moje palce, a to będzie bolało bardziej!"
  Wilk skinął głową:
  - To nie jest interesujące!
  Księżniczka mruknęła:
  - To niech mnie pocałuje w bose stopy! Tak będzie lepiej!
  Pilot drake'a skinął głową:
  - Zgadzam się na to!
  Upadł na twarz i z entuzjazmem zaczął całować bose stopy elfickiej księżniczki. Roześmiała się. Najwyraźniej bardzo jej się to podobało. Taka cudowna dziewczyna. A jej bose stopy były po prostu wspaniałe.
  Wilk zauważył:
  - I wygląda na to, że mu się to podoba!
  Elf pisnął:
  Każdy chce być lubiany,
  Trudno sobie z nimi poradzić...
  Nie jest tak łatwo być wiernym,
  A potem naostrzmy dłuto!
  A potem jej ton stał się bardziej surowy i wykrzyknęła:
  - Dobra, wstawaj! Spełnię twoje kolejne życzenie!
  Petka zauważył z uśmiechem:
  - A może bardziej zależy mu na przegranej niż na zwycięstwie?
  Wilk zaprotestował:
  - Nikt nie chce przegrać! Pod tym względem Zigzag nie jest wyjątkowy!
  Mokry mruknął:
  - Będę wysilał mózg na maksa! Uwierz mi!
  Petka zapytał z powątpiewaniem:
  - Czy masz przypadkiem więcej niż jeden splot?
  Zygzak odpowiedział:
  - Obrażasz się, mam czternaście zwojów... - Tu poprawił się kaczor, tupiąc łapą. - Nie, nawet więcej, osiem!
  Księżniczka elfów zachichotała:
  - Naprawdę! Jesteś taki wykształcony, że tak powiem! Jesteś ewidentnie cudownym kaczorem!
  Petka zachichotał i zaproponował:
  - Czy mogę zadać mu zagadkę?
  Elfka z diamentowym wieńcem na głowie skinęła głową:
  - Jasne, że możesz! Ale jeśli zgadnie, może zażądać od ciebie spełnienia dowolnego życzenia!
  Petka skrzywił się:
  - Cokolwiek? A co, jeśli to coś nieprzyzwoitego?
  Księżniczka roześmiała się i odpowiedziała:
  - Czego chcesz? Nie przegraj!
  Pilot drake"a odpowiedział zdecydowanym tonem:
  "Nie będę od niego żądał niczego nieprzyzwoitego! Po prostu kopnę go porządnie w tyłek!"
  Wilk zauważył z uśmiechem:
  - Zygzak mocno uderza Petkę! Czy warto ryzykować?
  Chłopiec odpowiedział odważnie:
  - Bez ryzyka nie ma szampana!
  Bestia z kłami zauważyła:
  - A kto ryzykuje za dużo, zadowoli się chifirem w więzieniu!
  Księżniczka zauważyła:
  - Ale jeśli Zygzak przegra, będzie musiał spełnić każde życzenie chłopaka!
  Pilot drake'a wykrzyknął:
  - Zgoda! Niech pyta! Ja odpowiem!
  Petka uśmiechnął się i zapytał:
  - Gdzie jest środek wszechświata?
  Zygzak uśmiechnął się i odpowiedział:
  - W moim sercu!
  Chłopiec zachichotał i zapytał:
  - A dlaczego w twoim sercu, a nie w moim!?
  Mokryak odpowiedział:
  - Bo moje serce płonie jak ogień, a ty masz serce zająca!
  Księżniczka zauważyła:
  "Odpowiedź jest zarówno formalnie poprawna, jak i niepoprawna! Przyznaję ci losowanie i zapraszam na małą ucztę. Myślę, że ten chłopak mógłby być niezłym błaznem!"
  Petka wyraził sprzeciw:
  "Zazwyczaj rozwiązuję złożone problemy filozoficzne, a nie tylko odgrywam rolę błazna! Ale jeśli chcesz..."
  Wilk odpowiedział z uśmiechem:
  - Przyjmujemy twoją ofertę i zostajemy na uczcie. Mam nadzieję, że nie będziesz się u nas nudzić!
  ROZDZIAŁ NR 13.
  Oleg Rybaczenko powraca z kolejną misją. Jak to mówią, ani chwili spokoju. Tym razem to era Breżniewa. W marcu 1969 roku Chiny zaatakowały ZSRR. Starzejący się Mao Zedong tęsknił za chwałą wielkiego zdobywcy, zdobywając dla Chin terytoria, gdzie populacja gwałtownie rosła. Poza tym, starzec i wielki sternik nudził się. Pragnął wielkich czynów. Dlaczego więc nie zaatakować ZSRR? Zwłaszcza że dobroduszny Breżniew wyznawał doktrynę: ZSRR nigdy nie użyje broni jądrowej jako pierwszy. Oznaczało to, że wojska lądowe będą walczyć, bez przerażającej bomby atomowej. Data wybrana na atak była symboliczna: 5 marca, rocznica śmierci Stalina. Mao uważał, że śmierć Stalina była wielką stratą dla ZSRR. Dlatego tego dnia fortuna sprzyjała wrogom Rosji.
  I tak miliony chińskich żołnierzy rozpoczęły ofensywę na rozległym terytorium. Fakt, że śnieg jeszcze nie stopniał, a na Syberii i Dalekim Wschodzie panowały mroźne temperatury, nie zniechęcił Chińczyków. Choć ich sprzęt jest ograniczony, a to, co mają, jest przestarzałe. Mao liczył jednak na pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych i krajów zachodnich oraz na znacznie większą siłę piechoty Imperium Niebiańskiego. Chiny mają też większą populację niż ZSRR, a Rosja Sowiecka musiałaby przerzucić wojska z europejskiej części kraju na Syberię. Co byłoby bardzo trudne.
  I armia lądowa ruszyła.
  Kierunek szczególnie zmasowanego ataku wyznaczono na miasto Dalny, u ujścia Amuru. To znaczy w miejscu, gdzie ta rozlewna rzeka kończyła się na granicy ZSRR z Chinami. Hordy Imperium Niebiańskiego mogły przemieszczać się lądem, nie napotykając przeszkód wodnych.
  To właśnie tam przeprowadzono najmasywniejszy atak przy użyciu czołgów.
  Oleg Rybachenko i Margarita Korshunova poprowadzili na swoje pozycje dziecięcy batalion lokalnych pionierów.
  Mimo że śnieg jeszcze nie stopniał, silne syberyjskie dzieci, widząc, że dowódcy Oleg i Margarita są boso i ubrani w lekkie ubrania w postaci krótkich spodenek i krótkiej spódniczki, również zdjęły buty i się rozebrały.
  A teraz chłopcy i dziewczęta pluskali swoje bose, dziecięce stopy w śniegu, zostawiając po sobie wdzięczne ślady.
  Aby walczyć z Chińczykami, młodzi wojownicy pod dowództwem Olega i Margarity stworzyli domowej roboty rakiety wypełnione trocinami i pyłem węglowym. Rakiety te są dziesięć razy bardziej wybuchowe niż trotyl. Mogą być wystrzeliwane zarówno w cele powietrzne, jak i naziemne. Tymczasem Chińczycy zgromadzili dużą liczbę czołgów i samolotów.
  Chłopcy i dziewczęta budowali też specjalne hybrydy kusz i karabinów maszynowych, strzelające trującymi igłami. I kilka innych rzeczy. Na przykład plastikowe samochodziki dla dzieci były wyposażone w ładunki wybuchowe i sterowane radiem. I to też była broń.
  Olezhka i Margarita zaproponowały również, aby dzieci wykonały specjalne rakiety, które wystrzeliwują zatrute szkło i pokrywają nim duży obszar, aby zniszczyć wrogą piechotę.
  Główną siłą Chin są brutalne ataki i niezliczona liczba żołnierzy, co rekompensuje braki w sprzęcie. Pod tym względem kraj ten nie ma sobie równych na świecie.
  Wojna z Chinami różni się na przykład od wojny z III Rzeszą tym, że wróg, ZSRR, ma miażdżącą przewagę liczebną. A to, oczywiście, stwarza bardzo poważny problem, jeśli wojna się przedłuża.
  Krótko mówiąc, Mao postawił wszystko na jedną kartę. I rozpoczęła się epicka bitwa. Wojska radzieckie odpowiedziały Chińczykom salwami rakiet Grad. Odpalono również najnowsze systemy Uragan. Piękna dziewczyna, Alenka, dowodziła uderzeniami nowo przybyłej baterii. Z Chińczyków posypały się kawałki rozszarpanego ciała.
  A dziewczyny, błyskając swoimi bosymi, różowymi obcasami, rozgromiły wojska Imperium Niebiańskiego.
  Chociaż atakowali głównie piechotę, eliminując personel. Oto jak energiczne i zamaszyste były te dziewczyny.
  Chińczycy rozpoczęli następnie ofensywę na pozycje batalionu dziecięcego. Niewielka liczba samolotów szturmowych jako pierwsza wzbiła się w powietrze. Były to głównie myśliwce Ił-2 i Ił-10 z czasów ZSRR, oba znacznie przestarzałe. Kilka nowszych samolotów szturmowych również pochodziło z ZSRR, a niewielka ich liczba została wyprodukowana w Chinach, ale również na rosyjskiej licencji.
  Ale Mao nie wprowadził żadnych własnych rozwiązań.
  Z jednej strony mamy Chiny, które są technicznie zacofane, ale mają bardzo dużą populację, a z drugiej strony jest ZSRR, który ma mniej zasobów ludzkich, ale jest technologicznie zaawansowany.
  Dzieci to bohaterowie, wystrzeliwujący pociski w samolot szturmowy. Są małe - mniejsze niż budki dla ptaków - ale jest ich mnóstwo. A maleńkie urządzenie wielkości ziarnka grochu, wynalezione przez Olega i Margaritę, to naprowadzanie dźwiękowe.
  To prawdziwa cudowna broń. Dzieci-wojownicy odpalają ją za pomocą zapalniczek lub zapałek. Unoszą się w powietrze i taranują chińskie samoloty szturmowe, wysadzając je w powietrze wraz z pilotami. Większość samolotów Imperium Niebiańskiego nie ma nawet wyrzutni. A eksplodują, siejąc straszliwe zniszczenie i rozpryskując odłamki.
  I wiele odłamków zapala się w powietrzu, niczym fajerwerki, z kolosalnym rozrzutem. To jest prawdziwa eksplozja.
  Oleg zauważył z zadowolonym wyrazem twarzy:
  - Chiny dostają kopniaka w tyłek!
  Margarita zachichotała i odpowiedziała:
  - Jak zwykle, uderzamy w Chiny z dużą siłą!
  I dzieci wybuchnęły śmiechem. A pozostali chłopcy i dziewczynki, pluskając swoimi bosymi, dziecięcymi, wyrzeźbionymi stopami, śmiali się i zaczęli wystrzeliwać rakiety jeszcze energiczniej.
  Atak chińskiego samolotu szturmowego został udaremniony. Spadły, roztrzaskane i zmiażdżone, a ich pociski płonęły. To była niszczycielska siła.
  Chłopiec Sasha chichocze i zauważa:
  - ZSRR pokaże Chinom, co jest co!
  Pionierka Lara potwierdza:
  - Nasz morderczy wpływ będzie nasz! Zmiażdżymy i powieszmy wszystkich!
  A młoda wojowniczka tupnęła bosą stopą w małej kałuży.
  Walki rzeczywiście toczyły się na całej linii frontu. Chińczycy nacierali niczym taran. A raczej niezliczona liczba taranów.
  Pierwsza fala szturmowców została odparta przez młodych leninistów.
  Chłopiec zauważył Petka:
  - Gdyby Stalin żył, byłby z nas dumny!
  Pionierka Katia zauważyła:
  - Ale Stalina już nie ma, a teraz władzę objął Leonid Iljicz!
  Oleg westchnął i zauważył:
  - Najprawdopodobniej Breżniewowi daleko do Stalina!
  Rządy Leonida Iljicza rzeczywiście można by nazwać stagnacją. Kraj rozwijał się wprawdzie nadal, choć nie tak dynamicznie jak za Stalina. Ale zbudowano Magistralę Bajkalsko-Amurską (BAM) i gazociągi z Syberii do Europy, a także Soligorsk i inne miasta. Nie wszystkie złe rzeczy wiązały się z Breżniewem. Zwłaszcza że w 1969 roku Leonid Iljicz nie był jeszcze stary - miał zaledwie sześćdziesiąt dwa lata i nie był zniedołężniały. I miał silny zespół, a zwłaszcza premiera Kosygina.
  Kraj ten dynamicznie się rozwija, a jego potencjał nuklearny niemal dorównuje potencjałowi Stanów Zjednoczonych. W uzbrojeniu konwencjonalnym siły lądowe Związku Radzieckiego znacznie przewyższają liczebnie Stany Zjednoczone, zwłaszcza w czołgach. Ameryka ma przewagę jedynie w dużych okrętach nawodnych i bombowcach. W czołgach ZSRR ma prawie pięciokrotną przewagę. A może nawet w jakości. Radzieckie czołgi są mniejsze od amerykańskich, ale lepiej opancerzone, lepiej uzbrojone i szybsze.
  To prawda, że amerykańskie czołgi są wygodniejsze dla załóg i mają bardziej przyjazny dla użytkownika system sterowania. Najnowsze pojazdy są sterowane za pomocą joysticków. Ale to nie jest znacząca różnica. Więcej miejsca dla załogi zwiększyło gabaryty pojazdu i zmniejszyło jego pancerz.
  Ale gdy fala ataków powietrznych osłabła, a dziesiątki chińskich samolotów szturmowych - ponad dwieście, mówiąc precyzyjnie - zostały zestrzelone i zniszczone, do akcji wkroczyły czołgi. Były to głównie starsze radzieckie czołgi. Wśród nich były nawet T-34-85, kilka T-54 i bardzo mała liczba T-55. Chiny w ogóle nie mają późniejszych radzieckich T-62 ani T-64. Istnieją pewne kopie T-54, ale są one nieliczne i rzadkie, a ich jakość pancerza jest znacznie gorsza od radzieckich, nie tylko pod względem ochrony, ale także niezawodności silnika wysokoprężnego, optyki i wielu innych parametrów.
  Ale największą słabością Chińczyków jest ich liczba czołgów i pojazdów. Tak więc, jak w starożytności, nacierają z ogromnymi masami piechoty. Trzeba im przyznać, że są odważni i nie szczędzą życia. A w niektórych miejscach przebijają się.
  Nawiasem mówiąc, w rejonie miasta Dalnyj dowódcy Imperium Niebiańskiego zgromadzili grupę pojazdów pancernych i ustawili ją w formacji klinowej.
  Dzieci oczywiście z niecierpliwością na to czekają. Batalion Pionierów jest już skompletowany. Jednak niektórym dzieciom zaczyna już być zimno. Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki zaczęli już zakładać filcowe buty i ciepłe ubrania.
  Oleg i Margarita, niczym nieśmiertelne dzieci, pozostali boso. Niektórzy chłopcy i dziewczynki to znieśli i pozostali w krótkich spodenkach i lekkich letnich sukienkach, z bosymi stopami. Naprawdę, po co im ubrania i buty? Mogli się bez nich obejść.
  Oleg, jako nieśmiertelny góral, jest z natury niezniszczalny, a jego stopy i ciało odczuwają jedynie lekki chłód od śniegu i lodowatego wiatru. Jak chłód od lodów, który wcale nie jest nieprzyjemny. Albo jak chodzenie boso po śniegu we śnie. Jest lekki chłód, ale wcale nie jest straszny.
  W każdym razie słychać stukot gąsienic i ruch czołgów. Pierwsze są IS-4, stare radzieckie pojazdy. Jest ich tylko pięć. To czołg ciężki powojennego ZSRR. Ma przyzwoitą ochronę, nawet z boku, ale jest przestarzały. Waży sześćdziesiąt ton, a jego działo kalibru 122 mm nie jest najnowocześniejsze ani szybkostrzelne. Ale to najcięższe czołgi i tradycyjnie znajdują się na samym końcu.
  Za nimi plasują się T-55, najlepsze czołgi w chińskim arsenale. Potem radzieckie T-54, a potem ten sam czołg, również produkowany w Chinach. Ale są one, oczywiście, gorszej jakości. A na samym końcu znajdują się czołgi najsłabsze pod względem pancerza i uzbrojenia - T-34-85.
  Nadchodzi ta armia.
  Dzieci mają również do dyspozycji różnorodne małe samochodziki z potężnymi ładunkami wybuchowymi oraz pociski, które mogą trafiać cele zarówno powietrzne, jak i naziemne.
  I tak rozpoczyna się brutalna bitwa. Oleg i Margarita biegną, ich bose pięty błyszczą, czerwone od zimna, i odpalają rakiety. Pozostali chłopcy i dziewczęta robią to samo. A rakiety lecą z zabójczą siłą. I rakiety lecą, trafiając w czołgi.
  Jako pierwsze zostały trafione byłe radzieckie, obecnie chińskie, czołgi IS-4. Trafione pociskami wypełnionymi trocinami i pyłem węglowym, po prostu rozpadły się na drobne odłamki i zdetonowały.
  Pojazdy były dość duże, przysadziste i wyglądem przypominały niemieckie Tygrysy Królewskie, z tą różnicą, że lufa była krótsza, ale grubsza.
  Wszystkie pięć pojazdów zostało natychmiast zniszczonych pociskami wystrzelonymi z odległości.
  A ich odłamki płonęły i dymiły.
  Następnie młodzi wojownicy zmierzyli się z bardziej zaawansowanymi i niebezpiecznymi czołgami T-55.
  I oni również zaczęli ich okładać pociskami. Dzieciaki zareagowały błyskawicznie. Niektóre nawet zdjęły filcowe buty, a ich bose pięty błysnęły.
  Bose stopy dzieci zrobiły się czerwone jak gęsie stopy. I to było całkiem zabawne.
  Oleg, wystrzeliwując kolejną rakietę w kierunku chińskiego samolotu, który Mao wysłał przeciwko ZSRR, zanotował:
  -Tutaj największe kraje socjalistyczne walczą ze sobą ku uciesze Amerykanów.
  Margarita ze złością tupnęła bosą, dziecięcą stopą, wystrzeliła trzy rakiety naraz i zauważyła:
  - Oto ambicje Mao. Pragnie chwały wielkiego zdobywcy.
  Rzeczywiście, chiński przywódca był dość niepewny siebie. Pragnął wielkości, ale lata mijały. Mao mógł być wielki, ale wciąż miał przed sobą długą drogę, zanim dorównał Stalinowi czy Czyngis-chanowi. A zanim nadszedł jego czas, zarówno Czyngis-chan, jak i Stalin już nie żyli. Ale oni utrwalili się w historii świata jako najwięksi. A Mao desperacko pragnął ich prześcignąć. Ale jaki był najprostszy sposób, aby to osiągnąć?
  Oczywiście, pokonując ZSRR. Zwłaszcza teraz, gdy rządzi nim Leonid Breżniew, który przyjął doktrynę nieużywania broni jądrowej jako pierwszy. Mao ma więc szansę na zajęcie przynajmniej radzieckiego terytorium aż po Ural. A wtedy jego imperium stanie się największym na świecie.
  I wojna się rozpoczęła. Miliony żołnierzy rzucono do walki. I nie tylko miliony, ale dziesiątki milionów. I trzeba przyznać, że większość Chińczyków nie szczędzi życia. I pędzą ku sowieckim pozycjom niczym żołnierze w grze Ententa.
  Ale wojska rosyjskie też były przygotowane. Ale wciąż byli tak przytłaczająco słabi, że po prostu nie byli w stanie ich powstrzymać. Ich karabiny maszynowe dosłownie się zacinały. I potrzebowali jakiejś specjalnej amunicji, żeby stawić czoła tak dużej liczbie piechoty.
  Oleg i reszta dzieciaków wciąż niszczą czołgi. Pociski spaliły i zniszczyły wszystkie T-55 i teraz atakują mniejsze pojazdy. I do nich strzelają.
  Oleg, który miał dar przewidywania, uważał, że ataki buggy i motocykli będą bardziej problematyczne. Ale Chiny mają ich obecnie jeszcze mniej niż czołgów. A to ułatwia obronę.
  A czołgi nie poruszają się zbyt szybko po śniegu. A same chińskie pojazdy pozostają w tyle za radzieckimi, które kupiliśmy lub podarowaliśmy.
  Mimo to dzieci wystrzeliwują nowe pociski. Samochody przedszkolne, lekko zmodyfikowane w bojowe kamikaze, również zostają wysłane do walki.
  Bitwa rozgorzała z nową, zaciekłą intensywnością. Liczba zniszczonych chińskich czołgów przekroczyła już sto i nadal rosła.
  Oleg zauważył słodkim wzrokiem:
  - Zaawansowana technologia jest lepsza od zaawansowanej ideologii.
  A chłopaki wystrzelili nowe maszyny. Dwa T-54 zderzyły się czołowo i eksplodowały. W rzeczywistości chińskie pojazdy poruszają się znacznie wolniej niż radzieckie. Bitwa po prostu eskaluje.
  Margarita również wyrzuciła z siebie coś niezwykle niszczycielskiego, bosymi stopami. I samochody eksplodowały, a ich wieżyczki odpadały.
  Dziewczyna śpiewała:
  W bitwie złamano kręgosłup Wehrmachtu,
  Bonaparte zamroził wszystkie uszy...
  Daliśmy NATO solidnego kopa w tyłek,
  A Chiny są ściśnięte między sosnami!
  I znowu, gołymi palcami, naciskała przyciski joysticka z niesamowitą siłą. To się nazywa prawdziwa dziewczyna Terminatora.
  To takie cudowne dzieci. I znowu chińskie czołgi płoną. I są rozrywane na strzępy. A rozerwane walce toczą się po śniegu. Paliwo wypływa, płonie, jak płomienie. A śnieg wręcz topnieje. To jest prawdziwy wpływ tych młodych wojowników. A liczba zniszczonych czołgów zbliża się już do trzystu.
  Oleg myślał walcząc... Stalin z pewnością był bestią. Ale w listopadzie 1942 roku, biorąc pod uwagę straty ludnościowe na terenach okupowanych przez nazistów, dysponował mniejszymi zasobami ludzkimi niż Putin w 1922 roku. Mimo to, w ciągu dwóch i pół roku Stalin wyzwolił terytorium sześć razy większe niż cała Ukraina i Krym razem wzięte. Putin jednak, który jako pierwszy rozpoczął wojnę i miał inicjatywę, zdołał poświęcić pięć lat - dwa razy więcej niż Stalin po przełomie stalingradzkim - na podporządkowanie sobie nawet obwodu donieckiego Rosji. Kto więc może wątpić, że Stalin był geniuszem, a Putin wciąż ma przed sobą długą drogę.
  Ale Leonid Iljicz Breżniew jest powszechnie uważany za człowieka o miękkim sercu, słabej woli i braku intelektu oraz zdolności. Czy mógłby przeciwstawić się Mao i jego rządom nad najludniejszym krajem świata?
  Dodatkowo istnieje niebezpieczeństwo, że Stany Zjednoczone i świat zachodni udzielą Chinom pomocy wojskowej. Nawet teraz przewaga wroga w piechocie nie przynosi najlepszych efektów.
  W rzeczywistości liczba czołgów zniszczonych przez sam batalion ich dzieci sięgnęła czterystu. Dalej widoczne są również działa samobieżne.
  Chińczycy też są przestarzałi. Próbują strzelać w ruchu, co jest dość niebezpieczne. Ale dzieci-wojownicy wolą strzelać z dystansu. I to się opłaca.
  Wszystkie nowe chińskie samochody płoną.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Mao zaczyna i przegrywa!
  Margarita zaprotestowała:
  - To nie jest takie proste, wielki sternik ma za dużo pionków!
  Młody góralek skinął głową:
  - Tak, pionki nie są szalone - są przyszłymi królowymi!
  Dzieci po raz kolejny walczyły, używając bosych palców swoich małych, ale bardzo zwinnych stóp.
  Chłopiec Sieriożka zauważył:
  - Sprawiamy Chinom kłopoty!
  Margarita poprawiła:
  - Nie walczymy z narodem chińskim, lecz z jego rządzącą, awanturniczą elitą.
  Oleg skinął głową na znak zgody:
  - Nawet zabijanie Chińczyków jest trochę nieprzyjemne! Można by rzec, że przerażające. Przecież oni nie są źli!
  Młody wojownik wystrzelił rakietę w kierunku dział samobieżnych.
  Chłopiec Sasza, naciskając gołymi palcami przycisk, by uruchomić kolejny dziecięcy samochodzik z materiałami wybuchowymi, zanotował:
  - Cóż, ich dziewczyny też są niezłe!
  Wśród chińskich dział samobieżnych znajdowały się również haubice kalibru 152 mm. Próbowali oni ostrzeliwać dzieci z dystansu. Niektórzy chłopcy i dziewczęta odnieśli nawet drobne zadrapania od eksplodujących pocisków odłamkowych. Ale i tutaj istniała ochrona - kamienie ochronne, które zmniejszały prawdopodobieństwo trafienia dzieci odłamkami i pociskami. I trzeba przyznać, że to zadziałało.
  A młody batalion nie poniósł praktycznie żadnych strat.
  Oleg zauważył ze słodkim uśmiechem:
  - Tak właśnie pracujemy...
  Ponad pięćset chińskich czołgów i dział samobieżnych zostało już zniszczonych, co było imponujące. Młodzi wojownicy rozproszyli się.
  To prawdziwy taniec śmierci.
  Margarita, ta dziewczyna kopnęła bosym, okrągłym obcasem i zauważyła:
  Biada temu, kto walczy,
  Z rosyjską dziewczyną w bitwie...
  Jeśli wróg wpadnie w szał,
  Zabiję tego drania!
  Chińczykom w końcu zabrakło pancerzy, a potem nadeszła piechota. I to ona jest największą siłą. Jest jej mnóstwo i nadciąga gęstą lawiną, niczym szarańcza. To prawdziwe starcie tytanów.
  Mali bohaterowie użyli przeciwko personelowi specjalnych rakiet z zatrutymi odłamkami szkła. I rzeczywiście, powalili mnóstwo żołnierzy Mao. Ale oni nadal parli naprzód, niczym ropucha na wijącą się wiewiórkę.
  Oleg wystrzelił go przy pomocy bosej stopy dziecka i zauważył:
  - W każdym razie musimy być stanowczy!
  Margarita zauważyła:
  - A to nie oni ich pokonali!
  Chłopiec z Terminatora pamiętał gry komputerowe. Jak kosiły nacierającą piechotę wroga. Robiły to bardzo skutecznie. Ale w "Entencie" nawet najbardziej agresywny atak nie był w stanie przebić się przez solidną linię bunkrów. A piechota była śmiertelnie dotknięta.
  I kosisz nie tylko tysiącami, ale dziesiątkami tysięcy. I to naprawdę zadziałało.
  A dzieci odpalały rakiety odłamkowo-burzące. A potem używały zabawkowych samochodzików z materiałami wybuchowymi.
  Oleg uważał, że Niemcy nie mogli sobie pozwolić na coś takiego podczas II wojny światowej. Nie dysponowali aż tak dużą siłą roboczą. Jednak naziści też mieli problemy z czołgami.
  Ale Chiny to specyficzny kraj, a tam zasoby ludzkie nigdy nie były brane pod uwagę. I zostały wykorzystane bez problemu.
  A piechota wciąż nadciąga i nadciąga... A mali bohaterowie ją wypędzają.
  Oleg pamiętał, że w Entencie nie było limitu zużycia amunicji. A każdy czołg mógł strzelać dosłownie w nieskończoność. Albo bunkier. Więc w tej grze można było wyciąć miliard piechurów.
  Ale w prawdziwej wojnie amunicja nie jest nieskończona. I czy Chińczycy nie zasypią ich trupami?
  I wciąż ich przybywa. A stosy trupów naprawdę rosną. Ale chłopcy i dziewczęta strzelają. I robią to bardzo celnie.
  I oczywiście, wprowadzili też hybrydy kuszy i karabinów maszynowych. Wykośmy Chińczyków. Pracują bardzo ciężko.
  Walki w innych rejonach również nie są nudne. Przeciwko piechocie wroga używa się zarówno karabinów Grad, jak i karabinów maszynowych. Wśród nich znajdują się na przykład rakiety Dragon, wystrzeliwujące pięć tysięcy pocisków na minutę. To bardzo skuteczne w walce z piechotą. Chińczycy nie oszczędzają swoich ludzi. Ponoszą kolosalne straty. Mimo to wciąż nacierają i szturmują.
  Natasza i jej przyjaciele, na przykład, używają smoków do ataku na chińską piechotę. To naprawdę niepowstrzymany atak. I całe góry trupów spadają. To po prostu brutalne.
  Zoya, inna wojowniczka, zauważa:
  - To najodważniejsi faceci, ale ich przywódcy wyraźnie oszaleli!
  Victoria, strzelając z karabinu maszynowego Dragon, zanotowała:
  - To jest po prostu piekielny efekt!
  Swietłana nacisnęła przyciski joysticka bosymi palcami u stóp i zauważyła:
  - Traktujmy naszych wrogów poważnie!
  Dziewczyny broniły się bardzo dzielnie. Ale potem karabiny maszynowe Dragon zaczęły się przegrzewać. Chłodzono je specjalnym płynem. A strzały były niesamowicie celne. Kule trafiały w cel w tej gęstej hordzie.
  Natasza zauważyła podczas koszenia Chińczyków:
  - Dziewczyny, co myślicie, że istnieje inny świat?
  Zoya, kontynuując ostrzał Chińczyków, odpowiedziała:
  - Może i jest! W każdym razie istnieje coś poza ciałem!
  Victoria, która strzelała bezlitośnie, zgodziła się:
  - Oczywiście, że istnieje! Przecież latamy w snach. A czymże to jest, jeśli nie wspomnieniem lotu duszy?
  Swietłana, uzależniona od Chin, zgodziła się:
  - Tak, to najprawdopodobniej prawda! Więc chociaż umarliśmy, nie umieramy na zawsze!
  A smoki kontynuowały swój niszczycielski wpływ. I to było naprawdę zabójcze.
  Na niebie pojawiły się radzieckie samoloty szturmowe. Zaczęły zrzucać rakiety odłamkowe, aby zniszczyć piechotę.
  Chińskie siły powietrzne są słabe, więc radzieckie samoloty mogą bombardować niemal bezkarnie.
  Ale Imperium Niebiańskie ma kilka myśliwców i angażuje się w walkę. I skutki są odczuwalne.
  Akulina Orłowa zestrzeliwuje kilka chińskich samolotów i śpiewa:
  Niebo i ziemia są w naszych rękach,
  Niech komunizm zwycięży...
  Słońce rozwieje strach,
  Niech promień światła zaświeci!
  A dziewczyna znowu go wzięła i kopnęła bosym, okrągłym obcasem. Taka była moc.
  Anastazja Wedmakowa również walczy. Wygląda na nie więcej niż trzydzieści lat, ale walczyła w wojnie krymskiej, sięgającej czasów panowania Mikołaja I. To prawdziwa czarodziejka. I zestrzeliła rekordową liczbę niemieckich samolotów podczas II wojny światowej. Co prawda, jej wyczyny nie zostały w pełni docenione w tamtych czasach.
  Anastazja najpierw zestrzeliwuje chińskie samoloty w powietrzu, a następnie atakuje piechotę rakietami. Wróg rzeczywiście ma za dużo żołnierzy. Ponoszą kolosalne straty, ale wciąż nacierają.
  Anastazja zauważyła ze smutnym wyrazem twarzy:
  - Musimy zabijać ludzi i to w ogromnych ilościach!
  Akulina zgodziła się:
  - Tak, to nieprzyjemne, ale spełniamy swój obowiązek wobec ZSRR!
  A dziewczyny, zrzuciwszy ostatnie bomby na piechotę, poleciały przeładować. To takie aktywne i dzielne wojowniczki.
  Chińska piechota była atakowana wszelkiego rodzaju bronią, w tym miotaczami ognia. Zadało to wrogowi znaczne straty. Mówiąc dokładniej, Chińczycy zginęli w setkach tysięcy, ale nadal posuwali się naprzód. Wykazali się niezwykłą odwagą, ale brakowało im techniki i strategii. Walki były jednak zacięte.
  Oleg ponownie wykorzystał swoją wiedzę, tworząc urządzenie ultradźwiękowe. Zbudowano je ze zwykłych butelek po mleku. Miały one jednak dla Chińczyków wręcz zabójczy wpływ. Ich ciała zamieniły się w padlinę, stertę protoplazmy. Metal, kości i mięso zmieszały się ze sobą.
  Miałem wrażenie, że ultradźwięki żywcem smażą chińskich żołnierzy. I to jest naprawdę przerażające.
  Margarita oblizała wargi i zauważyła:
  - Wspaniały hat-trick!
  Chłopiec zauważył Sieriożkę:
  - Wyglądają po prostu przerażająco! Wyglądają jak bekon!
  Oleg roześmiał się i odpowiedział:
  - Zadzieranie z nami jest śmiertelnie niebezpieczne! Niech żyje komunizm w wielkiej chwale!
  A dzieci jednocześnie tupały swoimi bosymi, zgrabnymi stopami.
  A potem radzieckie bombowce strategiczne zaczęły atakować Chińczyków. Zrzuciły ciężkie bomby napalmowe, pokrywając nimi wiele hektarów naraz. Wyglądało to po prostu potwornie. Uderzenie, powiedzmy, było niezwykle agresywne.
  A kiedy taka bomba spada, ogień dosłownie pochłania ogromny tłum.
  Oleg śpiewał z natchnieniem:
  Nigdy się nie poddamy, uwierz mi,
  Wierzcie mi, pokażemy odwagę w walce...
  Bo Bóg Swaróg jest za nami, a szatan jest przeciwko nam,
  I my wysławiamy Najwyższego Różdżkę!
  Margarita rzuciła wielki, śmiercionośny groszek i pisnęła:
  - Niech będzie pochwalona Matka Bogów Rosyjskich Łada!
  I znów uderzyło urządzenie ultradźwiękowe, a w Chińczyków poleciały pociski. Trafiły ich szkłem i igłami. Wojownicy Imperium Niebiańskiego nie mogli już wytrzymać ciężkich strat i zaczęli się wycofywać. Dziesiątki tysięcy zwęglonych i łuszczących się ciał leżały porozrzucane po polu bitwy.
  Chłopiec Sasza zaćwierkał dowcipnie:
  - Pole, pole, pole - kto cię zasypał martwymi kośćmi!
  Oleg i Margarita wykrzyknęli chórem:
  - My! Chwała ZSRR! Chwała komunizmowi i świetlanej przyszłości!
  ROZDZIAŁ NR 15.
  Już w pierwszych dniach walk Chińczykom, kosztem ogromnych strat, udało się wcisnąć klinem w terytorium ZSRR. Szczególne postępy osiągnęli w Kraju Nadmorskim, gdzie nie byli zmuszeni do formowania linii Amuru. Władywostok był zagrożony okrążeniem. ZSRR został zmuszony do ogłoszenia powszechnej mobilizacji. Wymagało to znacznych nakładów. Breżniew, aby uniknąć wprowadzenia reglamentacji, nieco ograniczył skalę mobilizacji.
  Podejmowano próby rozwiązania problemu drogą dyplomatyczną. Mao jednak był nieugięty: żadnych negocjacji - walka do końca!
  Aż do całkowitej kapitulacji ZSRR.
  Ogromna przewaga w zasobach ludzkich dała Chinom pewność zwycięstwa.
  Kreml zaproponował utworzenie Państwowego Komitetu Obrony, wzorowanego na II wojnie światowej, ale Breżniew wahał się. Tymczasem sytuacja zaostrzała się. Chińczycy rozpoczęli ofensywę również w Kazachstanie. Atak był skierowany na Ałma-Atę. I wtedy doszło do przełamania się dużych sił wroga.
  Timur i jego zespół napotkali tu maoistów. Czekała ich zacięta walka.
  Dzieci strzelały z karabinów automatycznych i karabinów maszynowych. Rzucały granaty bosymi stopami. Działały z kolosalną energią. To był naprawdę młody, ale skuteczny zespół.
  Była z nimi komsomołka Weronika. Też miała na sobie krótką spódniczkę i była boso. Jest jednak jeszcze marzec, a w Kazachstanie jest zimno. Ale oczywiście jest cieplej niż na Syberii, a śnieg już stopniał. Więc dzieci walczą z wielką furią.
  Dziewczyna, boso, również ciska granatem w Chińczyków. A karabiny maszynowe miażdżą nacierających żółtych wojowników. Działają z kolosalną energią. A stosy trupów rosną. To prawdziwy rozlew krwi.
  Chłopcy i dziewczęta strzelają... I pokazują entuzjazm...
  Chińczycy próbują ponownie zaatakować na skrzyżowaniu.
  I znowu Oleg i jego ekipa walczą tam zaciekle. I strzelają bardzo celnie.
  Znów tu są, produkują pociski i strzelają nimi do Chińczyków. Przebijają całe stosy trupów.
  Oleg przypomniał sobie, że w niektórych grach strategicznych można błyskawicznie wytworzyć piechotę. A oni również atakują dziesiątkami tysięcy i zostają bezpiecznie zmieceni. Ale jednostki komputerowe to jedno - to w zasadzie tylko strzępki informacji - a żywi ludzie to zupełnie co innego.
  Chłopiec i dziewczynki kłócą się. Prawie wszystkie dzieci zdjęły już buty i płaszcze. Najpierw zrobiło się trochę cieplej i śnieg topnieje. Minęło kilka dni i nie jest już początek marca, ale jego połowa, a słońce świeci.
  Dzieci pluskają się boso w kałużach i wystrzeliwują rakiety.
  Jedna z dziewcząt zaczęła nawet śpiewać:
  Słońce świeci wysoko, wysoko,
  Do szkoły daleka droga!
  Oleg uważał, że ta wojna będzie poważna i długotrwała. Sfałszowany Mao nie podda się tak łatwo. Zniszczy wszystkich. Jak powiedział: pozwólmy umrzeć miliardowi Chińczyków, ale jeśli zostanie tylko milion, zbudujemy z nimi komunizm. To jest maoizm.
  To, co można by nazwać azjatyckim faszyzmem. Ale wojska radzieckie wciąż walczą bohatersko. ZSRR ma znaczną przewagę w sprzęcie. Czołgi są pospiesznie transportowane z Europy. Najlepszym jak dotąd osiągnięciem jest T-72, ale ten czołg istnieje obecnie jedynie w fazie projektów. Działo samobieżne z moździerzem jest skuteczniejsze. Są one bardzo skuteczne w niszczeniu dużych sił piechoty.
  Ogólnie rzecz biorąc, biorąc pod uwagę słabą chińską flotę czołgów, skuteczniejsze jest użycie amunicji odłamkowo-burzącej i kasetowej. To przepis na katastrofę dla piechoty. I mnóstwo trupów...
  Oleg jednak wykorzystywał ultradźwięki z urządzeń typu butelkowego na większą skalę. I powstało z tego mnóstwo rozdartego, zgniłego i zmielonego mięsa.
  Dzieciaki poruszały karabinem maszynowym w kółko, a właściwie kilkoma maszynami. I kosiły przeciwników z niezwykłą siłą. I były zabójcze.
  Margarita zaświergotała:
  Niebiosa otworzyły się z hukiem,
  I cuda się działy!
  Tak dzieciaki pokazały tu swój dynamizm. A pociski wystrzeliwały. W ataku brało udział tylko kilkanaście czołgów. Zatrzymały się, gdy ultradźwięki zamieniły ciała załóg w miazgę. To było naprawdę druzgocące. A piechota wciąż nacierała.
  Oleg tupnął bosą, dziecięcą nogą i zaśpiewał:
  Wierzę, że cały świat się obudzi,
  Będzie koniec maoizmu.
  A słońce zaświeci -
  Oświetlając drogę komunizmowi!
  I znowu chłopiec rzucił we wroga czymś śmiercionośnym. Pociski eksplodowały, rozrzucając zatrute szkło i gry. I ultradźwięki zadziałały.
  Nawet w najbardziej zaawansowanych grach strategicznych nie znajdziesz tak niewiarygodnej liczby żywych ludzi, którzy giną. Choć na przykład zdarzają się takie, które jedną salwą unicestwiają cały pułk. I to jest naprawdę niesamowite.
  Już same ultradźwięki są warte swojej ceny. Są uniwersalne zarówno przeciwko pojazdom, jak i piechocie, i nie wymagają dużo energii. Wystarczy włączyć gramofon i posłuchać Wagnera, a efekt się zacznie.
  Oleg i Margarita również włożyli w to mnóstwo wysiłku. Nic dziwnego, że jest nieśmiertelnym góralem. A dzieciaki pracują z niesamowitym poświęceniem.
  Jak to mówią, chiński gambit.
  Chłopiec Sasza rozbił krę swoim bosym, dziecięcym obcasem i zaśpiewał:
  Nasz oddział będzie walczył,
  Pierwszy krok jest w życiu najważniejszy...
  Wyszliśmy z oktobrystów,
  Przez kraj przetaczają się wściekłe ataki!
  I dzieci znów z hukiem wyrzuciły chińskie półki.
  Akulina i Anastazja również miażdżą wroga w powietrzu. Niebiańskie Imperium ma niewiele samolotów, więc głównym celem dziewcząt są siły lądowe. Cechą charakterystyczną tej wojny jest atakowanie dużych, gęstych mas piechoty. Taktyka obrzucania ludzi trupami jest zresztą typowa dla maoistów. I dosłownie nie oszczędzają swoich brzuchów.
  Anastazja zauważyła ze słodkim spojrzeniem:
  "Walczyłem z Japończykami. Oni też nie oszczędzali życia, ale nie byli aż takimi dziwakami i nie było ich aż tak wielu!"
  Akulina zgodziła się z tym:
  - To prawdziwe szaleństwo. Zabić tylu ludzi! Nawet Hitler nie był tak bezlitosny dla swoich jak Mao.
  Rudowłosa czarownica-pilot zachichotała i odpowiedziała:
  - No cóż, kobiety i tak będą rodzić!
  A dziewczyny pozwalały im uderzać wroga z ogromną siłą. To był metaforyczny efekt destrukcyjny. Atakowały specjalnymi pociskami, które leciały daleko.
  Mimo to Chińczycy kontynuowali postępy w Kraju Nadmorskim. Wybuchły również walki o Chabarowsk. Sytuacja na polu bitwy jest dramatyczna. Chińczycy dysponują setkami pełnoprawnych dywizji, podczas gdy ZSRR ma ich zaledwie czterdzieści cztery. Co prawda, część z nich jest przerzucana z europejskiej części kraju, a mobilizacje trwają.
  Ale równowaga sił jest przytłaczająca. ZSRR pilnie przezbraja swoje czołgi, zwiększając liczbę karabinów maszynowych. Walka z innymi czołgami nie wchodzi już w grę. I leje się tak wiele krwi.
  Używane są rakiety, w tym napalmowe. Wojska radzieckie się duszą... A Chińczycy próbują przedłużyć linię frontu. Nacierają też na Kirgistan... Próbują przebić się przez góry. Walki są brutalne. Masy Chińczyków giną, po prostu wpadając do wąwozów.
  Jednak żołnierze Imperium Niebiańskiego wykazują się również pomysłowością. W szczególności budują drewniane modele czołgów. To podnosi morale radzieckich żołnierzy i jednocześnie kieruje bomby i pociski na cele pozorne.
  Ministrem obrony był wówczas marszałek Greczko. Słynął z tego, że podczas swoich wizyt kazał przycinać trawę i drzewa. Poza tym nie był najlepszym dowódcą.
  Chociaż armia radziecka jeszcze się nie rozpadła, a system wciąż działa, najlepsi marszałkowie i generałowie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej zestarzeli się i nie są już tacy sami. A niektórzy nawet zginęli.
  Na szczęście dla ZSRR, chińskie dowództwo również nie dorównuje. Ale ma tak wiele zasobów ludzkich. I zdobywa terytorium.
  Pod koniec marca większość Chabarowska została zdobyta w krwawym szturmie, a Władywostok został odcięty od lądu. Na szczęście, dzięki słabości chińskiej marynarki wojennej, zaopatrzenie nie zostało całkowicie odcięte. Na razie twierdza utrzymywała się, opierając się na potężnych fortach i liniach obronnych. Sytuacja jednak stale się pogarszała. Siły Imperium Niebiańskiego posuwały się wzdłuż rzeki Amur i groziły całkowitym opanowaniem Kraju Nadmorskiego.
  A transport wojsk na taką odległość jest dość trudny. Na razie istnieje tylko jedna linia kolejowa, a budowa Magistrali Bajkalsko-Amurskiej nawet się nie rozpoczęła.
  Na szczęście ZSRR ma mnóstwo amunicji w magazynach. I w zasadzie można jej używać. Jak dotąd nie ma problemów z ilością; najważniejsze, żeby dostarczyć ją na czas.
  Chińska artyleria jest również słaba, więc piechota Imperium Niebiańskiego szturmuje niesforsowane punkty. Ale straty są nieistotne. Ciągle nacierają. I to jest ich specjalność. Masowe wojska przeprawiają się przez Amur, nawet na tratwach lub wpław. I oni również ponoszą ogromne straty.
  Rzeka Amur nawet przybrała czerwonobrązowy kolor od ciał. Straszna masakra.
  A w niektórych miejscach Chińczykom udaje się nawet umocnić swoje pozycje. Walki o Ałma-Atę już trwają; Chińczycy przebili się. Chcą zdobyć stolicę Kazachstanu. To jest naprawdę krwawe.
  Wojska radzieckie próbują kontrataku. Mają mnóstwo czołgów i są dobrze wyposażone do przemieszczania się po Syberii. Kontrataki czołgów są dość skuteczne i przeprowadzane z użyciem siły i nacisku.
  Wojska radzieckie również przeprowadzają ataki rakietowe. To również jest charakterystyczne, mimo że dysponują dużą ilością pocisków. Chińska obrona powietrzna jest również słaba. W szczególności radzieckie bombowce zbombardowały nawet Pekin. Zniszczyły pałac Mao.
  Chiński dyktator pospieszył z przeniesieniem swej rezydencji do Szanghaju, z dala od linii frontu.
  Tam, gdzie są dzieci, czyli Oleg i Margarita, Chiny nie robią żadnego postępu; trzymają linię.
  Wojska Mao zaczęły jednak omijać terytorium mongolskie. Najechały je, posuwając się przez step. I tutaj również można było ominąć głęboką i zimną rzekę Amur. Moment ataku nie był idealny. Lód był już kruchy i kruszący się, co utrudniało pływanie. Jednak wojownicy Imperium Niebiańskiego parli naprzód, nie zważając na nic. I niczego się nie bali.
  W Mongolii też toczą się walki... Jednostki radzieckie próbują pomóc lokalnym wojskom powstrzymać Chińczyków. I wciąż nacierają. I oczywiście, są też ataki piechoty.
  Na przykład Alenka używa tu jednocześnie pięciu luf karabinów maszynowych, nokautując personel.
  A dziewczyna przyciska je bosymi palcami. Dziewczyny tutaj chodzą boso - mimo że pod koniec marca jest jeszcze trochę chłodno. Ale przynajmniej ich bose stopy są takie zwinne.
  Anyuta strzela także z karabinów maszynowych i śpiewa:
  Gwiazda spadła z nieba -
  W spodnie złego sternika...
  Ona coś z niego zerwała,
  Gdyby tylko nie było wojny!
  A dziewczyna rzuca granatami bosymi stopami. To dopiero waleczna piękność. A Chińczycy nie mają łatwo. Ale jest ich po prostu za dużo. Nie da się ich przetłumaczyć.
  Olympiada po prostu rzuciła bosymi stopami całą beczkę z ładunkiem wybuchowym. Potoczyła się, upadła i wpadła w gęsty tłum Chińczyków, gdzie eksplodowała, rozrzucając ich we wszystkie strony niczym kręgle. Uderzenie było niezwykle zabójcze.
  Dziewczyna Jekaterina wzięła ją i pisnęła:
  - Nasze szczęście będzie zabójcze, damy Mao mata!
  Aurora także kręci... Dziewczyny są w pełnym rozkwicie.
  Oczywiście, używanie miotaczy ognia to czysta przyjemność. A wojownicy nagle chwycą za broń i zaczną palić wojowników Niebiańskiego Imperium.
  Chińczycy jednak również nie słyną z dobroci. W szczególności pojmali młodą członkinię Komsomołu. Najpierw rozebrali piękność do naga. Potem wciągnęli ją na ruszt. Tak nagą, tak piękną, tak umięśnioną.
  Podnieśli ją wyżej, tak wysoko, że ścięgna zatrzeszczały. A potem ją puścili. Upadła, a gdy dotknęła podłogi, lina się zacisnęła, zwichnęła jej stawy. Komsomoł jęknął z bólu.
  A chińscy kaci się śmiali. I znowu zaczęli podnosić nagą dziewczynę. I znowu lina zatrzeszczała i zaciskała się. To było absolutnie groteskowe. A potem podnieśli ją wyżej i znowu puścili. I dziewczyna znowu upadła. I tuż przy podłodze lina naciągnęła się do granic możliwości. Tym razem komsomoł nie wytrzymał i krzyknął z potwornego bólu.
  A chińscy kaci tylko się śmieją. I podnoszą dziewczynę po raz trzeci.
  To rodzaj tortury - rodzaj potrząsania. To bardzo bolesne i rozdzierające - okrutny, że tak powiem, efekt. Po trzecim potrząsaniu komsomoł stracił przytomność.
  Następnie przypalili jej bosą piętę gorącym łomem i dziewczyna odzyskała przytomność.
  Tortury trwały. Jej bose stopy były zakute w dyby i zabezpieczone zamkami, a na hakach wieszano ciężkie ciężary, które rozciągały jej ciało.
  Potem bili ją rozżarzonym drutem kolczastym po bokach, plecach i klatce piersiowej. Rozpalili ogień pod bosymi stopami dziewczyny i przypalili jej bose pięty. Potem rozżarzonymi szczypcami połamali palce u nóg członkini Komsomołu. A potem razili ją prądem. Tak torturowali dziewczynę.
  Nawet nie zadawali pytań - po prostu mnie torturowali i dręczyli. Ale i tak nic nie osiągnęli.
  Na koniec umieścili elektrody w jej okolicy łonowej i zaaplikowali jej tak silny wstrząs, że zaczęła palić. Wstrząs bólowy ostatecznie doprowadził ją do śpiączki.
  Po czym, praktycznie martwą, wrzucono ją do pieca w celu utylizacji.
  Tak właśnie postępowali żołnierze Mao. Nie znali litości ani dla siebie, ani dla innych.
  Posuwali się naprzód na wszystkich frontach. Ałma-Ata była już zagrożona okrążeniem. Na jej obrzeżach toczyły się walki.
  Alice i Angelica, dwie snajperki, strzelały z karabinów tak intensywnie, że aż im palce wskazujące puchły. Jest tylu Chińczyków i naciskają z całych sił.
  Alicja zauważyła, krzywiąc się z bólu:
  - No, pełzają! To po prostu szarańcza! I tak ludzi nie oszczędzają - to straszne!
  Angelica zauważyła:
  - Azjatyzm! Ale musimy się trzymać!
  Dziewczyny zaczęły strzelać z karabinów bosymi stopami. Robiły to z wielką energią. Kradły znakomicie. A strzelanie stopami - to jest zachwycające.
  Angelica, rudowłosa w tej parze, była dość wysoka, rosła i muskularna. Kochała mężczyzn i czerpała przyjemność z uprawiania seksu. Nie ceniła jednak stałości. Lubiła seks, ale nie rozumiała pojęcia miłości.
  Ale Alisa jest wciąż dziewicą, bardzo romantyczną osobą i naturalną blondynką. I nie tak wysoką jak Angelica. Ale jest fenomenalnie celna w strzelaniu.
  To prawda, jej umiejętności nie są teraz tak naprawdę potrzebne, gdy Chińczycy nacierają jak lawina, nie zważając na straty. Ich lekceważenie wartości ludzkiego życia jest po prostu zdumiewające. Atakują i atakują. I wydaje się, że ich rezerwy siły roboczej są niewyczerpane. To prawda, wojna nie minął nawet miesiąc, a pytanie pozostaje, jak długo armia Mao wytrzyma przy tak kolosalnych stratach.
  Alicja westchnęła i zauważyła:
  - Nie jesteśmy chirurgami, lecz rzeźnikami!
  Angelica zauważyła:
  "Wolę walczyć z Niemcami niż z Chińczykami! To pierwsze wymagało więcej namysłu i ostrożnej kalkulacji!"
  A dziewczyna ponownie nacisnęła spust bosymi stopami. Ich karabiny rozgrzały się tak bardzo, że krople potu spływały po lufach, a te dosłownie syczały.
  Alicja zaświergotała:
  Dwa tysiące lat wojny,
  Wojna bez racjonalnego powodu...
  Szatan uwolnił się od swoich łańcuchów,
  A wraz z nim przyszła śmierć!
  Wtedy dziewczyna kopnęła ich bosym obcasem i rzuciła grochem śmierci, kolosalną, śmiercionośną siłą. I po prostu rozrzuciła wszystkich na wszystkie strony.
  Dokładniej, Chińczycy wycierpieli tak wiele, że nie można im zazdrościć. Ale jaką mają siłę. I trzeba być tak zwiedzionym ideami Mao, żeby naprawdę nie oszczędzać życia. I próbować dalej.
  Wojska radzieckie dość skutecznie używały wyrzutni rakiet przeciwko piechocie. Co prawda, nie strzelają one wystarczająco szybko, ale mają dużą siłę rażenia. I potrafią eliminować piechotę na dużym obszarze.
  Chińczycy mają tak wielu żołnierzy, że są uzbrojeni we wszystko, co im wpadnie w ręce - nawet w skałkowe i myśliwskie karabiny. Niektórzy piechurzy noszą nawet drewniane karabiny maszynowe, pałki czy kosy.
  Przypomina mi armię Jemieljana Pugaczowa - liczną, ale słabo uzbrojoną i zorganizowaną.
  Ale czasami można to przełknąć. I rzucając w nich trupami, można się rozwijać. A Chińczycy pokazują, że naprawdę potrafią.
  Jednym ze środków odstraszania niezliczonych hord Mao są miny przeciwpiechotne. ZSRR dysponuje ich dużą liczbą i może być użyty przeciwko ogromnej liczbie żołnierzy. Co prawda pola minowe można ominąć, ale Chińczycy idą prosto w twarz, atakując z kolosalną agresją.
  Jak powiedział Mao: jest za dużo Chińczyków, żeby ich wszystkich uszczęśliwić!
  Potrzebne są nowe rodzaje broni o specjalnych właściwościach. Chińczycy wysyłają do ataku nawet swoje dzieci. Biegają boso, z ogolonymi głowami i w łachmanach. Jak głosi przysłowie: "wszystko jest dozwolone".
  Na przykład Weronika i Agrypina zaczęły używać karabinów maszynowych o większej szybkostrzelności, aby rozgromić taką hordę. Niektóre systemy potrafią wystrzelić nawet trzydzieści tysięcy pocisków na minutę. Jednak zbyt szybko się przegrzewają.
  Weronika nawet śpiewała z entuzjazmem:
  Przysięgamy wielkiemu Breżniewowi,
  Zachowaj honor i walcz do końca...
  Ponieważ jego moc jest jak słońce,
  Bo kraj jest kwiatem Boga!
  Agrypina rzuciła agresywnie, nokautując Chińczyka:
  - Czy Bóg istnieje?
  Weronika odpowiedziała:
  - Bóg jest w duszy każdego komunisty!
  Wojownik potwierdził:
  - Amen! Naprzód ku zwycięstwu komunizmu!
  A Natasza i Zoja pokonują smoki.
  To są przepiękne dziewczyny. A karabiny maszynowe trzaskają.
  Natasza zauważyła:
  - Tutaj nie potrzeba precyzji, ale szybkostrzelności!
  Zoya potwierdziła energicznie:
  - Tak, to konieczne! Robimy wszystko zbyt ostrożnie.
  Wiktoria również oddała strzał z karabinu maszynowego i energicznie zauważyła:
  "To wojna między dwiema cywilizacjami - europejską i azjatycką. Jesteśmy biali i bliżej Europy".
  Swietłana dodała z odważnym spojrzeniem:
  - Tak, bliżej! Chociaż Stalina nazywano Czyngis-chanem z telefonem!
  I wojownicy znów strzelili. I posypał się deszcz kul.
  Oleg Rybaczenko i Margarita Korszunowa naturalnie stanęli na wysokości zadania. Batalion ich dzieci odparł wszystkie ataki. Jednak Chińczycy zaczęli przebijać się przez Mongolię i pojawiło się zagrożenie okrążenia.
  Mała armia dzieci zaczęła odchodzić, klaszcząc bosymi stopami.
  Było już błotniście, a śnieg topniał. To ta paskudna pora roku, kiedy wszędzie są kałuże, a trawa jeszcze nie urosła.
  Margarita zauważyła ze słodkim spojrzeniem:
  - Oto my się wycofujemy!
  Oleg zauważył:
  - Walka będąc otoczonym byłaby przerażająca!
  Chłopiec Sasza zaprotestował:
  - To nie jest straszne, to jest gówno!
  Dziewczyna, którą Lara zauważyła:
  - W każdym razie wykazaliśmy się bohaterstwem i hartem ducha! I nie przynieśliśmy wstydu naszym przodkom!
  Margarita zauważyła:
  - Tak, jesteśmy godni pionierów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
  Chłopiec zauważył Petka:
  - Ale wtedy walczyliśmy z faszystami, a teraz walczymy z komunistami, takimi jak my!
  Oleg wyraził sprzeciw:
  - Nie z tymi. Maoizm to faszyzm pod czerwonymi flagami. Więc jest komunistyczny tylko z nazwy.
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - To prawda, nie wszystko złoto, co się świeci!
  Pionierka Olka zauważyła:
  - Nie bez powodu Stalin nazwał Mao rzodkiewką - czerwoną na zewnątrz, białą w środku!
  Pionierski chłopiec Sasza, klepiąc się po bosych, dziecięcych stopach, zgodził się:
  - Tak, w tym względzie Stalin miał rację! Mao zamienił Chiny w obóz koncentracyjny!
  Pionierka Lara zauważyła:
  - I w przeciwieństwie do Niemiec, ma przewagę w zasobach ludzkich. To wcale nie jest dobrze!
  Oleg odpowiedział zdecydowanym tonem:
  - Nie chodzi tylko o liczby! Jak mawiał Suworow: "Wojnę toczy się nie liczbami, ale umiejętnościami!"
  A dzieci wzięły i zaśpiewały chórem:
  Suworow uczył w zaciętych walkach,
  Trzymajcie rosyjską flagę w chwale!
  Suworow nauczył nas patrzeć w przyszłość,
  A jeśli powstaniesz, powstaniesz aż do śmierci!
  Suworow, bracia, jest dla nas przykładem,
  Nie zgubił się w trudnych czasach!
  Suworow był ojcem i bratem,
  Ostatnim krakersem podzieliliśmy się z zawodnikiem!
  I zatrzymali się. Chińskie samoloty szturmowe znów pojawiły się na niebie. Co prawda było ich tylko sześć, a już prawie wszystkie zostały zniszczone.
  Oleg nie wystrzelił pocisków, a jedynie skierował swój ultradźwiękowy ładunek w stronę wroga. Samoloty zaczęły tracić kontrolę, spadając i pikując.
  Ultradźwięki działały, grała muzyka Wagnera.
  Margarita zauważyła z uśmiechem:
  - Trzeba przyznać, że w tej muzyce jest coś mistycznego!
  Oleg skinął głową na znak zgody:
  Nic dziwnego, że Adolf Hitler kochał Wagnera. Był szaleńczym Führerem, a mimo to zdołał wstrząsnąć praktycznie całym światem. W tym sensie, jak można powiedzieć, że był wielkim złoczyńcą!
  Pionierka Clara zauważyła:
  - Ale Mao chce go prześcignąć!
  Petka westchnął i zauważył:
  - Może je prześcignie!
  Chińczycy rzeczywiście ponieśli ogromne straty. Radzieckie okręty podwodne na Oceanie Spokojnym zbliżyły się do Pekinu i ostrzelały go. Zniszczyły kilka budynków rządowych i wiele fabryk. Tak właśnie to zrobili.
  A potem odeszli praktycznie bezkarnie. Bombowce dalekiego zasięgu zaatakowały również Szanghaj, niszcząc kolejną rezydencję Mao.
  W odpowiedzi pojawiły się groźby. Chiny jednak obawiały się użycia broni jądrowej; ZSRR był pod tym względem znacznie silniejszy i mógł odpowiedzieć. Mimo że jego doktryna obiecywała, że nie użyje jej jako pierwszy.
  Anastazja i Akulina również służyły w piechocie wroga. Obie dziewczyny wyglądają tak młodo: rudowłosa i blondynka miały doświadczenie zarówno w II, jak i I wojnie światowej, a także w wojnie rosyjsko-japońskiej. Anastazja brała udział w działaniach wojennych na Krymie i w wojnie turecko-bałkańskiej. Przeżyły wspaniałe chwile. I nigdy się nie zestarzały. To dziewczyny najwyższej klasy.
  Anastazja śpiewała:
  Wierzę, że duch zwycięży siły zła,
  Moglibyśmy wykończyć maoizm...
  Niech będą groby dla wrogów,
  Budujemy prawdziwy komunizm!
  Akulina potwierdziła energicznie:
  - Naprawdę budujemy i będziemy budować dalej!
  Obie dziewczyny ponownie atakowały cele naziemne. Na przykład zniszczyły kilka rzadkich chińskich wyrzutni rakiet Grad. Wojowniczki pokazały swoje możliwości.
  Anastazja używała także pocisków kasetowych, które są skuteczne przeciwko piechocie.
  Dziewczyny wpadły we wściekłość i zniszczyły swoich wrogów.
  Wojska radzieckie również podjęły próbę kontrataku. Niektóre czołgi dotarły nawet z Niemiec Wschodnich.
  Wśród nich znalazło się nawet kilka miotaczy ognia, które są znakomite w walce z piechotą.
  Oczywiście, doszło też do potężnych ataków moździerzowych. Były one stosowane masowo. Nawet Chińczycy uciekli. A straty, jakie ponieśli, były po prostu przerażające.
  Wojowniczka Maria śpiewała:
  Nie poddawajcie się maoizmowi, ludzie,
  Chiny nie postawią nas w złej sytuacji...
  Wierzę, że będziemy żyć w komunizmie,
  I zbudujmy raj we wszechświecie!
  ROZDZIAŁ NR 16.
  Na początku kwietnia, kosztem ogromnych strat, Chińczycy zajęli praktycznie całe Kraje Nadmorskie wzdłuż rzeki Amur, z wyjątkiem zablokowanego Władywostoku. Chabarowsk również padł, a wojska Mao posuwały się w głąb regionu. Ałma-Ata została już częściowo zdobyta, a walki uliczne trwają. Sytuacja jest dramatyczna.
  Nie tylko radzieckie czołgi dotarły na Syberię z NRD, ale także ochotnicy. Oto oni, jadący niemieckim czołgiem "Thälmann-3" do walki z Chińczykami. Ten czołg jest wyposażony w miotacz ognia i osiem karabinów maszynowych.
  A prowadziły je cztery dziewczyny z Niemiec: Gerda, Charlotte, Christina i Magda!
  I walczyli, oczywiście, w samych bikini i boso. Chociaż na początku kwietnia jest chłodno, szybko się nagrzewa, zwłaszcza późnym popołudniem. Nawet sam czołg z miotaczem ognia jest gorący.
  Dziewczyny wysłały go w sam środek chińskiej hordy. I karabiny maszynowe padły pierwsze.
  Gerda zauważyła:
  - Zrobimy im piekło!
  Christina zauważyła:
  - Uważaj! Mogą w nas rzucać granatami!
  Charlotte odpowiedziała agresywnie:
  - Damy im szansę! Na pewno im się uda!
  Magda westchnęła i stuknęła bosymi palcami stóp:
  - Nie chcę zabijać ludzi, ale muszę!
  Wojownicy naprawdę wyglądali całkiem fajnie. Przypiekali chińskich żołnierzy ogniem. Osiem karabinów maszynowych strzelało. Czuć było silny zapach spalenizny. A te zapachy były obrzydliwe.
  Dziewczyny strzelały z karabinów maszynowych i rozgromiły wojska Imperium Niebiańskiego. A strumienie ognia doszczętnie je usmażyły.
  Gerda, naciskając przyciski joysticka swoimi bosymi, wyrzeźbionymi stopami, zanotowała:
  - Moglibyśmy wygrać z Rosjanami, gdyby Japonia zaatakowała od wschodu!
  Charlotte warknęła, smażąc Chińczyka na ogniu:
  - Dalibyśmy radę bez Japonii. Gdyby Hitler nie okazał się takim palantem!
  Christina zgodziła się:
  "Hitler nie był geniuszem. Gdyby zamiast Mausa i Lwa, które okazały się całkowicie nieskuteczne w praktyce, zainwestowali w przyspieszony rozwój E-10 i E-25, mogliby utrzymać linię frontu. A może nawet więcej".
  Magda zauważyła ze słodkim spojrzeniem:
  - Może tak. Ale czy mielibyśmy u władzy odrażający reżim faszystowski i czy przyniosłoby nam to szczęście?
  Gerda, kontynuując strzelanie, zanotowała:
  "Czy w NRD naprawdę panuje demokracja, jak w ZSRR? Wybory się odbywają, ale nie ma alternatywy, a na jedno miejsce przypada tylko jeden kandydat, więc co można zrobić? I tak naprawdę nie ufa się ich uczciwości. A zawsze jest ich dziewięćdziesiąt dziewięć i trochę!"
  Charlotte zgodziła się z tym:
  - Za czasów Hitlera nie było demokracji i nie było jej po Hitlerze.
  Magda zauważyła i rzuciła do Chińczyka:
  - Demokracja istniała przed Hitlerem. Wtedy istniał system wielopartyjny, a republika była bardziej parlamentarna niż prezydencka. Przed Hitlerem było trzydzieści pięć partii!
  Christina zagwizdała:
  - Tak, w starożytności istniała demokracja. Ale teraz jest tylko jedno słowo: totalitaryzm.
  A dziewczyny kontynuowały strzelanie z karabinów maszynowych do chińskich żołnierzy.
  Gerda zauważyła ze słodkim spojrzeniem:
  - Demokracja? No nie wiem, w dyktaturze jest więcej porządku! Ale demokracja to więcej chaosu!
  I wystrzeliła ognisty strumień. I przeszedł przez chińskie tłumy. A oni nadal parli naprzód.
  Charlotte zauważyła to słodkim spojrzeniem i smażąc wojowników Imperium Niebiańskiego:
  - Porządek? Czasem jest taki porządek, że aż tęskni się za bałaganem!
  Christina logicznie zauważyła:
  "Za czasów Hitlera naprawdę marzyli o chaosie! Taki porządek byłby naprawdę niesamowity!"
  Magda strzelała do maoistów i zauważyła:
  "Jeśli Chińczycy wygrają, będzie gorzej niż za Hitlera! Oni nawet nie potrzebują nas jako niewolników!"
  Gerda zgodziła się z tym:
  - Tak! Niemców było niewielu, a i tak byliśmy okrutni, ale byliśmy kulturalnym i wykształconym narodem, więc czego można się spodziewać po Azji?
  Charlotte zachichotała i, strzelając z karabinów maszynowych, zauważyła:
  "Przy takich stratach nawet Chiny, z ich ogromną populacją, nie dadzą rady dotrzeć do Niemiec! A my i tak pomożemy!"
  A dziewczyny pracowały z pasją i siłą. To prawdziwe wojowniczki najwyższej klasy.
  Walki toczyły się również w innych rejonach. Chińczycy, dotarwszy do rzeki Amur w Kraju Nadmorskim, napotkali barierę wodną. Linia obronna była tam dość silna. Znacznie łatwiej było utrzymać się za wezbraną rzeką. Wojska radzieckie odparły atak na Władywostok. W walkach brały udział nawet oddziały pionierów. Pogoda szybko się ociepliła i już w kwietniu kwiaty zaczęły kwitnąć.
  Syberia ma klimat kontynentalny. Zimy są oczywiście mroźne, ale lata gorące, a wiosny dzikie.
  Ogólnie rzecz biorąc, jest wspaniale. A Władywostok leży na południe od Krymu. I latem można tam doskonale pływać.
  Dziewczyny też tam trzymają linię. Oto Anna, kapitan, strzelająca do chińskich żołnierzy w forcie. I nacierają.
  Atakują praktycznie codziennie. I wciąż nadchodzą. Dosłownie pełzają po ciałach wojowników Imperium Celestial. I to jest naprawdę przerażające.
  Co więcej, Chińczycy szturmują Władywostok na całej linii frontu. Sytuacja staje się straszna. A walki są tak krwawe.
  Ale ostrzał jest dość słaby. Jak dotąd Chińczycy nie radzą sobie najlepiej z artylerią. Co więcej, część ich dział i moździerzy została zniszczona przez samoloty. W powietrzu dominują radzieckie samoloty. Jak dotąd Chiny nie mają nic, co mogłoby temu przeciwdziałać.
  Czym strzelają? W najlepszym razie działami przeciwlotniczymi z czasów II wojny światowej. Nie mają prawie żadnych pocisków ziemia-powietrze, a te, które istnieją, są przestarzałymi radzieckimi. Starają się jednak uruchomić własną produkcję w Chinach.
  Anna odpiera atak, mając u boku Nicolettę. Wojowniczki są prześliczne. Pomimo chłodu, wolą walczyć w bikini i boso. I szczerze mówiąc, to świetne i pomaga im odeprzeć liczne ataki Chińczyków.
  Władywostok jest dobrze broniony. Na szczęście jego forty zostały w porę wzmocnione i teraz obrona może być utrzymana.
  Anna zauważyła z uśmiechem:
  "Dobrze trzymamy pozycję. Ale wróg będzie próbował nas wyczerpać!"
  Nicoletta potwierdziła:
  - Niech wróg próbuje! Ale my nie damy się przeciwnikowi!
  A dziewczęta z wściekłością podniosły bose stopy w geście powitania!
  I wystrzelili z nich bumerangi. Przelatywały obok i odcinały głowy wojownikom Niebiańskiego Imperium.
  A wojna trwa... Chińczycy znów atakują Władywostok. Posuwają się naprzód zwartymi kolumnami. I pod żadnym pozorem nie przejmują się stratami. A Mao nie jest z tych, którzy oszczędzają swoich żołnierzy.
  Anna zauważyła:
  - To wszystko jest dziwne!
  Nicoletta odpowiedziała:
  - Nic dziwnego! Jak jest za dużo ludzi, to go nie żałują!
  Viola zauważyła inną wojowniczkę i oficera:
  - Dlaczego ci, którzy mają dużo pieniędzy, odczuwają nad nimi litość i stają się tak chciwi?
  Anna roześmiała się i odpowiedziała:
  - Pieniądze idą do pieniędzy! To już aksjomat!
  A dziewczyny oddały strzały z haubicy w kierunku skupionej chińskiej piechoty.
  Wojownicy Imperium Niebiańskiego rzeczywiście mają mało pancerzy. Są przestarzałe i powolne. Ale mają mnóstwo piechoty. Spróbujcie to powstrzymać.
  To naprawdę ogromny problem. Wśród walczących jest mnóstwo kobiet. Reprezentują płeć piękną, a nie śmierdzących mężczyzn. I wspaniale jest być z nimi.
  A teraz karabiny maszynowe strzelają do Chińczyków. Anna zauważa:
  - Ilu ludzi zginęło! Ale i tak zwyciężymy!
  Nicoletta westchnęła i zgodziła się:
  - Tak, musimy wygrać! To nasze przeznaczenie, nie możemy żyć inaczej!
  Viola ćwierkała wściekle:
  Zwycięstwo czeka, zwycięstwo czeka, zwycięstwo czeka,
  Ci, którzy pragną zerwać kajdany!
  Zwycięstwo czeka, zwycięstwo czeka, zwycięstwo czeka,
  Będziemy w stanie pokonać Chiny!
  Tak dziewczyny pokazują swoje bicepsy i mięśnie, które potrafią złamać łom.
  Oto Adala i Agaga, nowe pilotki, które przybyły z europejskiej części ZSRR. To znakomite myśliwce. Oczywiście, zgodnie z tradycją, walczą boso i w bikini. Bardzo aktywne i wspaniałe dziewczyny. I porzucają swoje samoloty wielozadaniowe.
  Charakter wojny jest taki, że w powietrzu rzadko dochodzi do bitew powietrznych. A myśliwce są pilnie przerabiane na samoloty szturmowe. I z całej siły atakują cele naziemne.
  Adala zaatakowała chińskich żołnierzy, wystrzeliwując odłamki i rakiety spod swojego brzucha i zauważyła:
  - Całkiem prosta robota!
  Agatha również wystrzeliła rakietę w stronę grupy wojowników Mao i z uśmiechem zauważyła:
  - Ale musimy tak wybierać cele, żeby każdą rakietę wykorzystać jak najbardziej racjonalnie!
  Dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Takie są aktywne. I działają z siłą charakteru.
  Dziewczyny kiedyś ćwiczyły na strzelnicy. Jeden facet twierdził, że strzela lepiej od nich. Dwóch pilotów założyło się więc i wygrało sto na sto. Potem zmusili przegranego do pocałowania ich bosych, okrągłych pięt. Upadł na twarz i posłusznie, a nawet z pewnym entuzjazmem, pocałował bose, lekko zakurzone podeszwy dziewczyn. I było wspaniale. Jemu też się to podobało.
  Adala zauważyła z miłym spojrzeniem, atakując jednocześnie chińskich żołnierzy:
  - Jak cudownie być kobietą! Tak łatwo oszukać mężczyzn! Tak łatwo się w tobie zakochują!
  Agata zgodziła się:
  - Jasne! I to jest piękno świata!
  Obie dziewczyny zrzuciły ostatnie pociski na armię Mao i zawróciły, żeby uzupełnić paliwo. To była naprawdę doniosła chwila. Jak walczą wojownicy. Nie można stawiać czoła takim kobietom.
  Ogólnie rzecz biorąc, Chińczycy przeszli do ofensywy, ale radzieckie czołgi kleszczowe atakowały piechotę kontratakami. Czołgi coraz częściej były uzbrojone w karabiny maszynowe, które pospiesznie przerabiano.
  W samym ZSRR wprowadzano pewne zmiany. Wydłużono dzień pracy, a uczniowie mieli obowiązek wykonywania prac społecznych po lekcjach. Przydziały żywnościowe nie zostały jeszcze wprowadzone, choć prawdopodobnie pojawiły się niedobory żywności.
  Stany Zjednoczone były gotowe sprzedać broń Chinom, ale co, jeśli Mao byłby skłonny zapłacić? Rozdawanie jej za darmo lub w ramach Lend-Lease nie było tym, czego pragnął dyktatorski i komunistyczny reżim wielkiego sternika.
  Co więcej, Chiny są o wiele gorsze od ZSRR pod względem represji.
  Dlatego właśnie miały miejsce te krwawe ataki. I Chiny nawet odniosły pewien sukces.
  Oleg i Margarita wraz ze swoją drużyną przyjęli nową linię obrony. Sytuacja była tragiczna. Chińczykom udało się zdobyć większość Mongolii i otoczyć jej stolicę. Front się więc rozciągnął. Wtedy do akcji wkroczyły czołgi, by odciąć maoistów.
  A mali bohaterowie odparli kolejny atak na swoje pozycje. I zmietli w pył nacierających wojowników Niebiańskiego Imperium. I znów użyto ultradźwięków i pocisków. Tyle spadło na wojska Mao.
  Oleg strzelał do chińskich hord, odpalając pociski. Dzieci-bohaterowie również atakowali z katapult. Atak trwał, fala po fali. I był to bardzo agresywny atak.
  Margarita zaświergotała:
  Uśmiech sprawi, że każdy poczuje się lepiej,
  A także słoniowi i nawet małemu ślimakowi...
  Niech więc będzie wszędzie na Ziemi,
  Uśmiechy spotykają się jak żarówki!
  Młodzi wojownicy rzeczywiście się rozproszyli. Nie mają czasu na odpoczynek. Są zmuszeni do ciągłej walki. Taka jest sytuacja bojowa.
  Nie masz nawet czasu, żeby zagrać w szachy.
  Nawet podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej zdarzały się okresy przestoju na liniach frontu. Ale tutaj ataki są codziennie, i to w dużych ilościach. To wszystko jest strasznie wyczerpujące.
  Oleg zauważył ze smutnym wyrazem twarzy:
  "Tak, to dobra alternatywa - walka z komunistycznymi Chinami. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku staliśmy się bliskimi przyjaciółmi!"
  Margarita, wystrzeliwując rakiety, zauważyła:
  Powodów jest wiele. Jednym z nich jest to, że zarówno radzieckie kierownictwo, jak i Mao byli bardzo aroganccy. Chociaż próby pojednania z Chinami rozpoczęły się już w czasach sowieckich. Najpierw za Andropowa, potem za Czernienki. A potem za Gorbaczowa. Tak to właśnie wyglądało.
  Chłopiec Wowa zapytał:
  - O czym mówisz?
  Oleg wykrzyknął:
  - To jest nasz wielki sekret - wierzcie mi lub nie!
  I dzieciaki znowu zaczęły strzelać do wroga. I wystrzelili ultradźwięki, które są tak skuteczne w ostrzale piechoty. To naprawdę fajna rzecz.
  I znów hordy chińskich żołnierzy zamieniły się w kompletną papkę.
  Część ZSRR, zwłaszcza Kraj Nadmorski, została zajęta przez Chińczyków. Doprowadziło to do powstania oddziałów partyzanckich.
  Choć nie jest to takie proste, gdy ma się do czynienia z tak dużą armią.
  Już podczas pierwszego partyzanckiego ataku Chińczycy przeprowadzili ataki odwetowe, paląc i zabijając wszystkich, których napotkali, nie oszczędzając ani kobiet, ani dzieci.
  Torturowali pioniera Leszkę. Chociaż miał zaledwie około dwunastu lat, nie uwzględnili jego wieku.
  Polewali nagiego chłopca lodowatą wodą, potem wrzątkiem, a potem znowu lodowatą wodą. Poparzyli biednego chłopca, aż pokrył się pęcherzami. Potem przebili go wyciorem i upiekli żywcem nad dużym ogniem.
  Nie traktowali tu partyzantów z góry. Traktowali ich gorzej niż nazistów. Mówili: "Postarajcie się tylko okazać choćby najmniejsze niezadowolenie. Dostaniecie to, na co zasługujecie".
  Poza tym, po co Chińczykom naprawdę potrzebna byłaby miejscowa ludność? Zabiorą swoich i osiedlą ich tam. Chociaż na Syberii jest mnóstwo miejsca dla wszystkich. Więc Mao ich nie oszczędza.
  Stary dyktator działa metodami faszystowskimi, uważając je za najskuteczniejsze.
  Tymczasem na froncie szalały zacięte walki. Ałma-Ata ostatecznie upadła w połowie kwietnia. Nie była szczególnie dobrze przygotowana do obrony. A Chińczykom nie zależało na kosztach. W ten sposób pierwsza radziecka stolica republiki związkowej została utracona w tej wojnie. To nieprzyjemny fakt psychologiczny i ekonomiczny.
  A Biszkek, stolica Kirgistanu, został otoczony. Ale były tam góry i jeszcze przez jakiś czas mógł się utrzymać.
  Natasza i jej zespół obsługiwali karabiny maszynowe Dragon, skutecznie dziesiątkując hordy Chińczyków.
  Praca z karabinami maszynowymi była rozległa i obejmowała koszenie.
  Natasza zauważyła z uśmiechem:
  - Bierzemy wroga za rogi!
  Zoya zaprotestowała:
  - Przytnijmy mu nawet brodę!
  Wiktoria zachichotała i zauważyła ogień karabinu maszynowego:
  - Tak, nasza fryzura jest super!
  A chińscy żołnierze rzeczywiście gromadzili się w stertach, albo raczej w stertach.
  A Swietłanie udało się nawet wystrzelić śmiercionośny ładunek z moździerza. Co za trafienie.
  A Chińczycy rozproszyli się we wszystkich kierunkach, niczym krople wody spadającego kamienia.
  Mao nie był zadowolony z pomysłu walki z ZSRR, nawet jeśli Chiny odnosiły sukcesy, także na poziomie operacyjnym.
  Żołnierze Imperium Niebiańskiego próbują zrobić coś domowej roboty. A konkretnie, coś w rodzaju naboju typu Faust. Radzieckie czołgi to potężna siła. I naprawdę denerwują Chińczyków.
  Oto na przykład Jelena atakująca w T-64. Towarzyszą jej trzy dziewczyny: Elizawieta, Jekaterina i Eurosinya.
  Radziecki pojazd był bardzo dobry jak na swoje czasy, z aktywnym pancerzem, dość zwrotny i wysokiej klasy działem. Co więcej, lepiej strzelać pociskami odłamkowo-burzącymi niż przeciwpancernymi.
  Dziewczyny strzelają z czołgu. Do czołgu dołączono cztery dodatkowe karabiny maszynowe. I działają znakomicie.
  Elena wzięła ją i zaśpiewała:
  Grzmi grzmoty, burza wojny dudni,
  Uciekłeś z otchłani piekła...
  Szatan strącił cię na ziemię,
  Aby się zemścić, rycerz musi powrócić!
  Elżbieta oddała strzały z karabinów maszynowych i zaćwierkała:
  - Chwała ZSRR!
  Jekaterina potwierdziła:
  - Chwała radzieckim bohaterom!
  Eufrozyna zauważyła:
  - To wstyd zabijać Chińczyków, to nie ich wina, że są pędzeni na rzeź!
  I wszystkie cztery dziewczęta chórem wykrzyknęły:
  - ZSRR - hurra!
  A ich czołg jechał dalej. I zasypywał wroga gradem karabinów maszynowych. I piętrzyły się góry trupów. I tak wielu z tego powodu zginęło. W akcji były też inne radzieckie czołgi. W tamtym czasie najlepszym czołgiem na świecie był T-64 i spisywał się znakomicie. Ale Chińczycy wciąż walczyli staromodnie.
  No cóż, mogą też próbować rzucać granatami. I czasami im się to udaje.
  Jelena wspominała czasy Piotra Wielkiego. To właśnie wtedy armia rosyjska wprowadziła bagnet-nóż, mocowany do lufy karabinu, oraz pierwsze granaty.
  Za czasów Lenina i na początku lat 30. XX wieku wszyscy carowie byli jednoznacznie źli, a Piotr Wielki nie był wyjątkiem. Ale potem, wraz z narastaniem kultu jednostki Stalina, zaczęto mówić, że nie wszyscy carowie są źli. I Piotr Wielki pojawił się jako pierwszy. Następnie, w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, pojawili się bohaterowie tacy jak Nachimow, Suworow, Uszakow, Kutuzow i Iwan Groźny.
  Propaganda Stalina ich podniosła. Choć selektywność pozostała. Na przykład Piotr Aleksiejewicz był dobrym carem, podczas gdy jego ojciec, Aleksiej Michajłowicz, nie był już taki. Ale Aleksiej Michajłowicz zaanektował ponad połowę Ukrainy, w tym Kijów, obwód smoleński i rozległe połacie Syberii, do Rosji.
  Być może dlatego, że za panowania tego cara stłumiono bunt Stienki Razina, który w czasach sowieckich był uważany za jednoznacznie pozytywnego bohatera. W związku z tym uznano go za reakcjonistę. Mikołaj II uważał Aleksego Michajłowicza za najlepszego cara. Pod pewnymi względami przewyższał on nawet swojego słynnego syna.
  W szczególności Piotr Wielki nakazał palenie tytoniu. Jego ojciec, Aleksiej Michajłowicz, wręcz przeciwnie, zakazał tytoniu, zwłaszcza w wojsku. Z powodu tytoniu na przestrzeni wieków na całym świecie zmarło przedwcześnie kilkakrotnie więcej osób niż podczas II wojny światowej.
  Wygląda jednak na to, że Mao chce prześcignąć Hitlera. A jego wojska wciąż nadciągają.
  Taktyka brutalnych szturmów. I nie bezskutecznie; czasami udaje się osiągnąć przełom. Co więcej, radzieckie dowództwo pod rządami Breżniewa wciąż stara się oszczędzać ludzi i nie wycofywać wojsk na śmierć i życie, jak za Stalina. Chociaż nawet za czasów Józefa Wissarionowicza wojska czasami wycofywały się i wyrywały z okrążenia. I pomimo rozkazu "ani kroku w tył" - na przykład podczas kontrataku Meinsteina wojskom radzieckim pozwolono opuścić Charków i wyrwać się z okrążenia. Innymi słowy, nie ma reguł bez wyjątków. A Chińczycy nacierają.
  Samoloty domowej roboty pojawiły się również na niebie Niebiańskiego Imperium. I walczą z furią. Choć prymitywne, mogą sprawiać pewne problemy, zwłaszcza jeśli uda się je wyprodukować w dużych ilościach.
  To również jest narastający problem.
  Mao domaga się sukcesu i zwycięstwa. A chińskie masy ponownie ruszają do ataku. To głównie mężczyźni. Nawiasem mówiąc, w Chinach rodzi się więcej mężczyzn niż kobiet. I posuwają się naprzód z kolosalną siłą.
  Anyuta i jej drużyna walczą z lawiną. Zsyłają też wrogowi dary zagłady. Wojownicy są bardzo odważni i działają z siłą i przebiegłością.
  Na przykład, używając przewodu pod napięciem. I jak chińscy żołnierze krzyczą z powodu śmiercionośnego prądu. Tak, to naprawdę bardzo okrutne.
  Ale załóżmy, że to skuteczne. I naprawdę działa. No i dziewczyny.
  Choć trzeba przyznać, że wojna to okrutny i brudny interes. Ale jest też interesująca. Nic dziwnego, że wszystkie gry komputerowe w ten czy inny sposób są z nią powiązane. No, może poza misjami.
  Więc Anyuta i Mirabella poszły i rzuciły śmiercionośne kule ognia w stronę chińskich żołnierzy.
  I ile pożarów z tego powodu wybuchło. A ciało pali jak diabli.
  A dziewczyny się bawią.
  Anyuta zauważyła:
  "W każdej innej sytuacji bym współczuł. Ale teraz bronimy naszej ojczyzny".
  Mirabella zgodziła się z tym:
  - Tak, dokładnie! I dlatego jesteśmy bezwzględni!
  Maria dodała ze śmiechem:
  - I nie myślcie, że jesteśmy źli. Takie jest życie!
  Olga zauważyła z sarkastycznym spojrzeniem, mordując Chińczyków seriami z karabinu maszynowego:
  - Tak, to na pewno koszmar, ale nic nie można zrobić!
  Dziewczyna z Komsomołu Nadieżda zgodziła się:
  - Wygląda dziwnie! Ale nie mamy innego wyboru!
  A dziewczyny chwyciły i rzucały granatami we wroga bosymi stopami. I rozszarpywały Chińczyków.
  A bitwy trwały i trwały... A fale nadciągały. Naprzeciwko Chińczykom stanęła zaawansowana technologia ZSRR, który wówczas był jeszcze w światowej czołówce.
  W szczególności system Uragan sprawdza się całkiem dobrze, obejmując zasięgiem duże obszary. A użyty w dużej liczbie, może zniszczyć duże masy piechoty i powstrzymać natarcie wroga.
  Wśród pojazdów bojowych znajduje się również radziecki T-10. To czołg ciężki ważący pięćdziesiąt ton. Preferuje on również pociski odłamkowo-burzące.
  To jest prawdziwy strzał, dokładnie to, czego potrzebujesz. A ten czołg, a raczej czołgi, służy chińskiej masie.
  I działa całkiem nieźle. Podobnie jak działa samobieżne wszelkiego rodzaju. A kiedy już strzelą, są niesamowicie zabójcze.
  Oleg i Margarita wraz z grupą dzieci bronią się przed atakami piechoty, która próbuje ich pochować w zwłokach. Robi się coraz cieplej, a zwłoki zaczynają gnić i cuchnąć, wydzielając nieprzyjemny odór. Co jest wyjątkowo nieprzyjemne.
  Oleg nawet zaśpiewał:
  Co za smród, co za smród,
  Wynik jest na naszą korzyść: sto - zero!
  Margarita westchnęła i odpowiedziała:
  - Tragedia wojny!
  I dzieci znów wystrzeliły swoje śmiercionośne rakiety. Aby wzmocnić efekt wybuchu, dodały coś do trocin. I tym razem uderzyły znacznie mocniej i zabiły o wiele więcej osób.
  Pionier Sasza zauważył:
  - Co za bałagan!
  Pionierka Lara pisnęła:
  - Będzie więcej! Będzie więcej! Będzie więcej, ojej, ojej, ojej!
  Pionierski chłopiec Petka zauważył:
  - Nie ma problemu, będziemy walczyć!
  I bosymi stopami rzucił paczkę z materiałami wybuchowymi na skrzydła. To dopiero zabójczy efekt.
  A dzieci z entuzjazmem zaśpiewały chórem:
  Zdobyli nieśmiertelną chwałę w bitwach,
  miażdżąc wrogów tak, jakby jedli czekoladę...
  Wojownicy osiągnęli wiele osiągnięć,
  Niech szczęście się uśmiechnie - szczęśliwy układ!
  I znowu, jakby wróg został trafiony ultradźwiękami. A masy piechoty nagle się rozpadają i zamierają. To naprawdę kolosalna supermoc. A dzieci działają z niezwyciężoną i godną podziwu siłą.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Często walczą liczebnie, ale wygrywają tylko umiejętnościami!
  Margarita dodała, wystrzeliwując w stronę Chińczyków kolejną rakietę:
  - Wojna jest tak bardzo stosowaną nauką, że chcesz ją stosować w sposób wulgarny, bez względu na wynik!
  ROZDZIAŁ NR 17.
  Oleg Rybaczenko został przeniesiony na inną misję. Tym razem była to obrona góry Wysoka w Port Arthur. Jej upadek zapoczątkował ostrzał eskadry Pacyfiku, który doprowadził do jej zniszczenia i zatopienia. Sam Port Arthur również stał się znacznie trudniejszy do obrony po utracie tej góry, ponieważ dominował nad pozostałymi pozycjami.
  Oleg i Małgorzata - teraz nieśmiertelne dzieci, które wyglądają na około dwunastoletnie - otrzymali więc zadanie obrony swoich pozycji na tej górze. Jeśli uda im się ją utrzymać, carska Rosja ma szansę wygrać wojnę. Co więcej, spodziewano się przybycia dwóch kolejnych eskadr znad Bałtyku. Wtedy Rosjanie zyskają przewagę.
  Oleg i Margarita - te wieczne dzieci - wylądowali tuż przed atakiem. I zamachnęli się swoimi magicznymi mieczami.
  Wydłużyły się, a przy każdym uderzeniu padało kilkunastu samurajów.
  Oleg zawołał z entuzjazmem:
  - Banzai!
  A bose stopy chłopca rzucały ogniste pulsary, które rozpraszały japońskich żołnierzy w różnych kierunkach.
  Margarita zrobiła to samo. Zamachnęła się mieczami. Przecięła żołnierzy armii Kraju Kwitnącej Wiśni na pół i pisnęła:
  - Za komunizm i carat w jednej butelce!
  Następnie uderzała wroga ognistymi grudkami, używając do tego celu bosych palców u stóp.
  To jest bojowy wpływ bardzo fajnych i niezwykle rozwiniętych dzieci.
  Japończycy rzucili swoje główne i najlepsze siły do ataku na Górę Wysoką.
  Jednocześnie prowadzono ataki dywersyjne w innych kierunkach. Była to niezwykle mądra decyzja. Samurajowie ściągnęli rezerwy. Tymczasem coraz więcej sił z Rosji przybywało na stronę Kuropatkina. Imperium carskie przewyższało liczebnie Cesarstwo Japońskie trzykrotnie pod względem liczby ludności i pięciokrotnie pod względem liczby wyszkolonych rezerwistów. Kraj Kwitnącej Wiśni musiał więc wkrótce wyczerpać zapasy żołnierzy. A czas działał na korzyść caratu. Jednak sytuacja wewnętrzna w Rosji była dramatyczna. W tych okolicznościach upadek Port Arthur mógł wywołać zamieszki i masowe niepokoje.
  I tutaj kluczowe jest utrzymanie tej twierdzy za wszelką cenę. I oczywiście, ocalenie floty. Bez Eskadry Pacyfiku równowaga sił nie byłaby na korzyść Rożdiestwieńskiego. Poza tym istnieje możliwość zniesienia blokady. W zasadzie, gdyby na Dalekim Wschodzie był obecny bardziej doświadczony i utalentowany dowódca niż Kuropatkin, blokada mogłaby zostać powstrzymana, a Port Artur mógłby zostać całkowicie zniesiony.
  Ale car, niestety, nie mógł znaleźć niczego lepszego. Co więcej, najwyraźniej kierował się zasadą: "Za jednego pobitego, dwóch niepokonanych". Putin również uparcie odmawiał zastąpienia szefa Sztabu Generalnego Gierasimowa, pomimo wszystkich jego niepowodzeń i sędziwego wieku. Putin nadal uchodzi za inteligentnego, a Mikołaj najwyraźniej wierzył, że Kuropatkin się uczy, a potem podniesie poziom swoich umiejętności i odwróci losy wojny.
  Oleg oczywiście podchodził do tego z innego punktu widzenia: nauczanie głupca to strata czasu!
  A teraz on i Margarita siekli nacierających Japończyków. Czołgali się jak mrówki. Samurajowie próbowali nacierać głównie z flanek, więc chłopak i dziewczyna rozproszyli się wzdłuż krawędzi góry. Mieli magiczne miecze, które mogły sięgać stu metrów i więcej, przecinając wszystko. A na bosych palcach u stóp mieli pierścienie - magiczne artefakty, które z dystansu ciskały w japońskich żołnierzy ognistymi pociskami lub błyskawicami.
  I wyszło naprawdę dobrze. Chłopak i dziewczyna walczyli jak bohaterowie. A Oleg wykonał wiatrak i kilkoma uderzeniami powalił tonę Japończyków - co najmniej stu pięćdziesięciu.
  Potem odpalił pulsar i cała, zdetonowana bateria wzbiła się w powietrze. Tak chłopak się rozpędził. A Margarita również rąbała i ciąła japońskie działa i karabiny maszynowe piorunami. I była bardzo energiczna. Chłopak i dziewczyna rzucili się na Japończyków jak szaleni i ich wycięli.
  A oddziały samurajów krążyły niczym mrówki. Wydawało się, że jest ich nieskończenie wiele. Japończycy przypominali żołnierzy z "Ententy", równie nieustraszonych, a jednocześnie tak głupich. I byli miażdżeni przez karabiny maszynowe żołnierzy obrony i dziecinne, magiczne miecze. Jakie to wszystko wydawało się nadpobudliwe i opanowane. A samurajowie krążyli. A było ich wielu, odważnych i silnych.
  Oleg ścina ich ciosami mieczy i śpiewa:
  Jesteśmy aniołami surowej dobroci,
  Niszczymy i zabijamy każdego, bez litości...
  Kiedy horda najechała kraj,
  Udowodnijmy, że to wcale nie są małpy!
  
  Ból znamy od wczesnego dzieciństwa,
  Przyzwyczailiśmy się do kłótni odkąd byliśmy w pieluchach...
  Niech będzie wychwalany czyn rycerzy
  Chociaż moja sylwetka wygląda na strasznie chudą!
  
  Wierz mi, nie możesz mi zabronić żyć pięknie,
  Jeszcze piękniej jest umierać pięknie...
  Więc nie płacz, kochanie,
  Jesteśmy ogniwami monolitycznej całości!
  
  A ziemia Sowietów jest miękka,
  W nim każdy człowiek jest zawsze wolny!
  Poznaj ludzi, jedną rodzinę,
  A rosyjski rycerz jest odważny i szlachetny!
  
  Dano zrozumieć wyczyn rycerzy,
  Dla tego, kto jest odważny w swoim dumnym sercu...
  Wierz mi, nasze życie to nie film,
  Jesteśmy pod osłoną: szaro, czarno!
  
  Kaskada strumieni wylewała się niczym diamenty,
  Wojownik śmieje się jak dziecko...
  Przecież jesteś dzieckiem zrodzonym z Rusi,
  A głos jest młody, głośny, bardzo wyraźny!
  
  Oto pokonany smok o stu głowach,
  Pokażemy światu nasze powołanie...
  Jesteśmy milionami ludzi z różnych krajów,
  Poczujmy natychmiast tchnienie Pana!
  
  Wtedy wszyscy zmartwychwstaną po śmierci,
  A raj będzie piękny i kwitnący...
  Najwyższy będzie uwielbiony na ziemi,
  A krawędź rozkwitnie blaskiem, stanie się grubsza!
  W ten sposób chłopak rozgromił nadciągających Japończyków. I ciął ich bosymi palcami stóp, używając pulsarów. I robił to bardzo agresywnie. A Margarita również waliła i bazgrała Japończyków. I robiła to bardzo energicznie. Nie sposób zliczyć, ilu wrogów padło naraz.
  A pod Górą Wysoką rosną stosy trupów. To dopiero prawdziwa bitwa. I masa trupów.
  Oleg wspominał różne gry komputerowe. W nich większość żołnierzy rzeczywiście atakowała bez lęku. Jednak w niektórych grach, gdy ponoszono straty, mogła nastąpić panika i odwrót. Były też gry takie jak "Kleopatra", gdzie morale żołnierzy spadało samo stanie na polu, przed koszarami. A jeśli byli przetrzymywani zbyt długo, uciekali do koszar. A jeśli odległość była duża, straty były ogromne.
  Nawiasem mówiąc, "Kleopatra", choć jest grą starą, jest wymagająca. W szczególności wioślarze na statku męczyli się podczas bitew lub długich podróży. Co, muszę przyznać, czyniło grę jeszcze ciekawszą.
  Ale Japończycy nacierali bez strachu. A Oleg, który nadal ich siekał - na szczęście jest nieśmiertelny i nigdy się nie męczy - był ciekaw, czy Japończycy czują strach. A co z ich instynktem samozachowawczym? Czy zostali kompletnie wyprani z mózgów?
  Nawiasem mówiąc, w "Entencie" czołg może bez końca kosić piechotę, nie męcząc się ani nie tracąc sił, a jego amunicja nigdy się nie kończy. W niektórych grach amunicja jest ograniczona, a lufy się zużywają.
  A niektórzy nie mają takiej możliwości. To są dzieci-potwory. To niesamowici wojownicy.
  Chłopiec-terminator kontynuował siekanie i cięcie bez przerwy. Dobrze mieć nieśmiertelne ciało; może się ono huśtać bez przerwy. Jak na przykład w grach komputerowych, gdzie wojownik może siekać i ciąć godzinami w trybie automatycznym, jeśli taka opcja jest dostępna. Powiedzmy, że to zabawne.
  Ale tutaj wszystko jest prawdziwe. Ty możesz zabić, ale Japończycy nie. A Margarita jest równie dziewczęca. Są nieśmiertelne, co ma wiele zalet, ale muszą pomagać wyższym mocom w wykonywaniu misji. I tutaj, oczywiście, musimy przede wszystkim pomóc Rosji. Zwłaszcza, że klęska w wojnie rosyjsko-japońskiej zapoczątkowała upadek Imperium Rosyjskiego. A potem nastąpiła zmiana rządu i rewolucja. Gdyby wygrał wojnę z Japończykami, autorytet cara byłby wysoki, a jego lud nie obaliłby go w lutym, pomimo wszystkich trudności i strat. A co ze stratami? Armia carska, licząca 180 milionów ludzi, straciła 1,5 miliona za Mikołaja II, a monarcha został obalony. A Putin, z populacją 140 milionów, stracił ponad trzy miliony zabitych i przeżył. Czy więc można winić cara Mikołaja II?
  A w tej wojnie Rosja straciła zaledwie pięćdziesiąt tysięcy zabitych i zmarłych na skutek ran, podczas gdy Japonia straciła trzy razy więcej, co oznacza jeszcze mniej powodów do buntu przeciwko carowi.
  Ci ludzie są głupi. I nie da się z tym dyskutować.
  Oleg, nie przestając siekać, podniósł rękę i zaśpiewał na cały głos:
  Jesteśmy rycerzami miecza i ognia,
  Rozniesiemy ich wszystkich na strzępy, jak zwierzęta!
  Wystawimy fakturę - naliczono karę,
  Nie stań się papugą, nasz rycerzu!
  
  Staniemy się spokojni jak orły,
  Wypędźmy wszystkie złe duchy na raz!
  Poznajcie naszych fajnych synów Ojczyzny,
  Rzucamy nasze wyzwanie wieczności!
  
  Jak pięknie i po prostu szaleje wojna,
  W których narody płoną...
  Szatan przyszedł dla nas z podziemi,
  Faszystowskie dziwolągi podążają za nim!
  
  My dziewczyny damy ci solidnego kopa w twarz,
  Złamiemy faszystów jak gałąź...
  A potem nasz żołnierz zostanie panem,
  Niech róże maja rozkwitną obficie!
  
  Jesteśmy w stanie wiele osiągnąć, wiesz,
  Podnieś swoje moce ponad gwiazdy...
  A więc, wielki wojowniku, walcz i odważ się,
  Zrobimy groźne groby!
  
  Zobaczysz, wtedy będzie wojownikiem,
  Wszystko jest nowe i jak klon...
  I wierzę, że w bitwie kłopoty nas ominą,
  Zostań doświadczonym rycerzem-wojownikiem!
  
  Tu potężnym ciosem zmiótł cały pułk,
  A wraz z nim dwa pułki zostały zmiecione...
  I niech zginie podły smok Führer,
  A przed nami wspaniałe mile do gwiazd!
  
  Teraz cesarz wylewał łzy strachu,
  Z moją prośbą o litość!
  Mamy wiele sił przemocy,
  Będziemy w pełnym rynsztunku!
  
  Kiedy wjeżdżamy do tego Berlina z trzema kolorami,
  A car Mikołaj staje się Bogiem,
  Ludzie zadecydują o drodze w swojej nieskończoności sił,
  Nie oceniajcie monarchy tak surowo!
  
  Kłopoty z Ojczyzną nie znikną,
  Będzie wielkość i Słońce...
  Zła horda cesarza się rozproszy,
  Niech serce bije tęsknotą!
  
  Przejdziemy przez to z piękną dziewczyną,
  Przez nasze rosyjskie przestrzenie!
  I będzie nam wspaniale jako rodzinie, razem,
  Wierzę, że szczęście wkrótce nadejdzie!
  Chłopiec-terminator śpiewał tak pięknie. I rozwalał Japończyków bez litości i wahania. To był naprawdę twardy wojownik.
  I jasne jest, że on i dziewczyna potrafią zrobić coś takiego - ponad wszystko. To jest prawdziwy Terminator.
  A dziewczyna jest także, że tak powiem, wojowniczką od Boga.
  I to naprawdę pokazuje coś niesamowitego i walecznego.
  Japończycy nie potrafią się oprzeć takim dzieciom. Zarówno Oleg Rybaczenko, jak i Margarita Korszunowa je mordują.
  Japończycy byli w mniejszości, a ataki wygasły. Sprowadzenie rezerw z drugiego rzutu zajęło trochę czasu. Nastąpiła chwilowa cisza. Tymczasem w ciągu jednego dnia zginęło około trzydziestu tysięcy Japończyków, i to tylko zabitych.
  Tyle kosztował ich atak na Górę Wysoką. Tymczasem chłopiec i dziewczynka wycofali się na odpoczynek. Otoczyli ich rosyjscy żołnierze i zaczęli wypytywać, co się dzieje.
  Oleg i Margarita opowiedzieli im kilka niestworzonych historii. Potem zjedli zupę rybną i poszli spać.
  Olegowi śniło się, że coś wydarzyło się podczas II wojny światowej. Że Führer nie zaatakował ZSRR, ale kontynuował wojnę z Wielką Brytanią. Jednak niedługo potem, po tym, jak Brytyjczycy zostali rozgromieni w Egipcie, a Malta i Gibraltar zostały zdobyte, Churchill poprosił Niemców o pokój. A historia potoczyła się inaczej. Mniej krwawą drogą. Niemcy zdobyli rozległe imperium kolonialne. A ich gospodarka znacznie wzrosła. Ale Hitler nie żył długo - zmarł w 1950 roku. Wtedy w Niemczech zaczęły się problemy. Ale nic znaczącego by się nie wydarzyło, gdyby Stalin nie rozpoczął po cichu kampanii wyzwoleńczej w Europie, gromadząc ogromne siły. Wojska radzieckie wkrótce dotarły do Berlina i Wiednia. Oleg Rybaczenko nie zdążył zobaczyć, co się stanie dalej; Japończycy przypuścili kolejny atak i rozległ się alarm.
  I tak chłopiec i dziewczynka zaczęli rąbać nowe japońskie oddziały. I robili to z wielką energią, używając mieczy. Można powiedzieć, że byli naprawdę wyjątkowi. Ci wojownicy są młodzi i energiczni. Pracują z wielkim zapałem. A pod ich ciosami Japończycy padają. A każdy cios oznacza odcięcie setek głów albo przecięcie wojowników z Kraju Kwitnącej Wiśni na pół. I działają z kolosalną energią.
  A dzieci, bez zbędnych ceregieli, wystrzeliwują z bosych stóp ogniste i śmiercionośne pulsary. I spadają na samurajów z ogromną, przytłaczającą, niszczycielską siłą. I tak oto dzieci morderczej mocy rozpętały piekło.
  Oleg wziął ją i zaśpiewał:
  Wstaliśmy, wzięliśmy szable w dłonie,
  Wstawał szkarłatny świt...
  A samuraj padł na ziemię,
  Pod presją stali i ognia!
  Chłopiec kontynuował ciosy z ogromną, szaloną energią i siłą. I padało coraz więcej wrogich żołnierzy. I byli przecinani na pół. To był doprawdy piekielny atak. I bezlitośnie młodzi wojownicy atakowali wroga. A kiedy pulsary uderzyły, pojawiła się kolejna góra zwęglonych zwłok.
  Dziewczyna Terminator zauważyła:
  - Ku chwale caratu, oby zwycięstwa się odniosły!
  Chłopiec-terminator potwierdził:
  - To prawda, tak zrobią!
  A młodzi wojownicy znów będą machać mieczami. I z wielką furią będą ścinać głowy wrogów. Tymczasem Japończycy ściągają do bitwy coraz więcej rezerw. A niezliczone siły samurajów będą się czołgać jak mrówki.
  A tych zabitych samurajów jest wielu. I nie tylko oni, oczywiście; wielu Japończyków zostało zmobilizowanych. A Oleg Rybaczenko siekał z siłą i furią.
  Na niebie jest mnóstwo wron i powinniśmy to wykorzystać.
  Chłopiec i dziewczynka zaczęli gwizdać. Gwizdali tak szybko i przeraźliwie, że wrony dostały zawałów serca i spadły na głowy japońskich żołnierzy, roztrzaskując im głowy i miażdżąc czaszki. A rzesza wojowników Imperium Niebiańskiego po prostu krakała i umierała. To było naprawdę fajne.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  "Tak, zabijanie ludzi to wstyd, ale panuje tu taki chaos, że wszystko przypomina grę komputerową. I nie czujesz litości".
  Margarita westchnęła i odpowiedziała:
  "Niestety, takie bitwy naprawdę hartują ducha. Stajesz się niczym maszyna śmierci!"
  A dzieci zaczęły ciąć i siekać wrogów z nową, szaloną energią. To był czysty entuzjazm. A jednocześnie litość i zwątpienie - w końcu zabijali żywych ludzi. To nie były jakieś strzępki informacji, jak w grze komputerowej. Tak to tu działa.
  Chłopiec i dziewczynka pracowali. Ich miecze były z pewnością czymś niezwykłym. I atakowali japońską artylerię pulsarami i piorunami z bosych stóp. Czołgi jeszcze nie istniały. Samoloty też nie, co ułatwiało sprawę. Ale karabiny maszynowe już istniały, choć było ich niewiele. Oleg pomyślał, że być może właśnie dzięki obecności czołgów i samolotów strategia militarno-gospodarcza I wojny światowej była ciekawsza niż wojna rosyjsko-japońska.
  Rosja nie wygrała obu wojen z powodu głupoty elit i zwykłych ludzi, którzy ulegli obietnicom prowokatorów i zorganizowali masowe zamieszki, błędnie nazywając je rewolucjami. Choć to głupota. Po co ludzie mieliby się buntować? Doprowadzenie obu wojen do zwycięstwa i logicznego zakończenia nie byłoby trudne. W każdym razie armia rosyjska mogłaby z łatwością odbić Mukand, dysponując dwukrotnie większą liczbą żołnierzy i artylerii.
  No cóż, dobra, nie zrezygnują z wysokiej góry. I nie bez powodu mają magiczne miecze w dłoniach i magiczne pierścienie na palcach bosych stóp. I udowodnią swoją wartość.
  I pokazują to z imponującą siłą. A dzieci-terminatorzy dają Japończykom solidne lanie. Przytłaczają ich nie tysiącami, ale dziesiątkami tysięcy.
  Kontynuowali ostrzał, aż samurajom zabrakło sił i osłabli. Wojska zaczęły nacierać na pozycje rosyjskie.
  I znowu cisza w walkach. Jak głosi przysłowie, Nogiemu brakowało sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy i oficerów.
  A to oczywiście ogromna strata. Japońskie siły wokół Port Arthur zostały znacząco uszczuplone. Teraz, aby kontynuować ataki, Japończycy potrzebują dodatkowych posiłków. Jeśli wojska walczące z Kuropatkinem zostaną wycofane, Rosjanie mogą przejść do ofensywy. A przerzucenie nowo utworzonych jednostek z Japonii zajmie trochę czasu.
  Ostatecznie Japończycy postanowili nie osłabiać frontu przeciwko Kuropatkinowi, lecz przerzucić wojska z Metropolii.
  Oleg i Małgorzata mieli więc przerwę. Ale w zimnej fortecy nie było zbyt wiele do roboty. A siedzenie w miejscu było strasznie nudne. Nie było telewizorów, radia, nawet teatrów. Chociaż, nie, był teatr w Port Arthur i nawet cesarzowa kiedyś podarowała mu kilka znoszonych sukienek.
  Ale w każdym razie dzieci nie chciały siedzieć cicho. Postanowili więc dokonać wypadu. I nie byle jakiego, ale zaatakować japońską flotę. Która, trzeba przyznać, była przecież silna.
  Młodzi wojownicy wypłynęli małą łodzią. Japońskie statki płynęły w pobliżu, pilnując, by Rosjanie nie przebili się i nie dotarli z zaopatrzeniem.
  Oleg i Małgorzata wybrali większy okręt wojenny i weszli na jego pokład, używając rąk i bosych stóp.
  Wtedy rozpoczęła się rzeź. Dzieci Terminarów zaczęły mordować japońskich marynarzy mieczami, które mogły przebić każdy metal lub ciało, choć na razie powstrzymały się od wystrzeliwania magicznych pulsarów.
  Tak czy inaczej, młodzi wojownicy stoczyli zaciętą walkę i zmiażdżyli przeciwników. Poszli więc i zabili wszystkich. Następnie skierowali pancernik, z żywymi palaczami i odblokowaną maszynownią, na sąsiedni statek. Trzeba przyznać, że to był dobry ruch. A potem oba pancerniki zderzyły się. Eksplodowały jednocześnie, pancerz pękł i zaczęły tonąć.
  A nieśmiertelne dzieci wyskoczyły i postanowiły się uratować.
  Ale to oczywiście nie wystarczy. Czemu nie mogli w ten sposób zatopić jeszcze kilku statków? A dzieciaki zrobiły to samo z Mikaso, zabijając wszystkich marynarzy na pokładzie. Schwytali i związali admirała Togo, a ten pancernik wepchnęli w inny.
  W ten sposób cztery największe okręty japońskiej floty zostały zniszczone, a admirał dostał się do niewoli.
  I dzieci-potwory powróciły triumfalnie do Port Arthur. A japońska flota poniosła niepowetowane straty.
  Po takim policzku japońskie dowództwo nie czekało na posiłki z kraju macierzystego. Wycofało połowę wojsk przeciwstawiających się generałowi Kuropatkinowi, licząc na jego bierność, i wysłało je do szturmu na Port Artur, a zwłaszcza na Górę Wysoką.
  Cóż, Oleg i Margarita już tam na nich czekali.
  Chłopiec i dziewczynka zaczęli atakować nadciągających samurajów z wielką pasją i furią. Ich magiczna broń stawała się jeszcze bardziej wyrafinowana i śmiercionośna. Dzieci miotały też śmiercionośne pioruny z pierścieni na bosych palcach u stóp. Tacy byli ich aktywni i agresywni wojownicy.
  Ale dzieci są też miłe. Wyglądają jak anioły, ale w głębi duszy mają dusze delikatne jak kwiaty. I są takie cudowne i fajne.
  I tak miecze się kręcą, a stosy trupów rosną. A żołnierze Imperium Wschodzącego Słońca padają i padają.
  A teraz wrony znów się nad nimi gromadzą. I to napełnia duszę niepokojem.
  Rosyjska artyleria też działa, na szczęście dzieci tłumią japońską artylerię uderzeniami pulsarów i piorunami z magicznych artefaktów na swoich stopach. I to jest naprawdę zabójcze. Nie najłatwiejsze, delikatnie mówiąc.
  Ale to jest skuteczne i destrukcyjne. I czego się nie robi. A dzieci pracują.
  A Oleg Rybachenko wziął to i zaczął śpiewać od nowa, improwizując na bieżąco:
  Dzieci walczą ze smokiem,
  Walczą zaciekle, ich miecze błyskają...
  Wierzę, że na planecie zapanuje pokój,
  Depczemy powietrze bosymi stopami!
  
  Dziewczyny są wojowniczkami świata,
  Walczą jak prawdziwi tytani...
  Zwycięstwo będzie śpiewane w wierszach,
  Złych tyranów wrzucono w otchłań!
  
  Co dla nas znaczy smok, nawet jeśli ma miliony głów,
  Śmiało pokroimy go w kapustę...
  Legiony odważnych dzieci biegną,
  Nie stępimy naszego miecza-skarba!
  
  Możemy walczyć dzielnie, chłopaki,
  Nawet jeśli zaatakuje armia orków...
  Oddaj serię z karabinu maszynowego,
  Żeby walka nie trwała długo!
  
  Bóg będzie z nami w naszych pięknych sercach,
  Młodzi chłopcy i dziewczęta są święci...
  Wiesz, że walka z nami jest niebezpieczna,
  Pan, ukrzyżowany dla zbawienia, jest z nami!
  
  Wróżki i trolle też są piękne,
  Elfy i krasnoludy w czarującym świecie...
  Ruszamy do ataku jako drużyna z dziećmi,
  Wiem, że będziemy czystego serca!
  
  Więc chłopcy i dziewczęta walczą,
  Niech będziesz odważna i wiecznie piękna...
  I nie trzymasz się litery słowa,
  Wypijmy trochę radosnego szampana!
  
  Będzie zwycięstwo nad orkiem, smokiem,
  Stańmy się silniejsi, piękniejsi, życzliwsi...
  Zły otrzyma chłostę i klęskę,
  Chociaż ta walka jest, niestety, loterią!
  
  No dalej, rozświetl świat swoim uśmiechem,
  Zrób ruch bardzo mocny i szybki...
  Nie rozgniewaj Pana Boga,
  Z sercem dziecka, delikatnym i czystym!
  
  W tym momencie błysnęła błyskawica,
  Miecz oddzielił złą wściekłość od złośliwości...
  Dzieci są wolne - wolne ptaki,
  Smoki stały się mielonym mięsem z kotletami!
  
  Widzę naszych przodków patrzących na nas z miłością,
  Ich synowie i córki są w najlepszym świetle...
  Choć jesteśmy po uszy we krwi,
  Wierzę, że to będzie raj na planecie!
  Bitwa trwała jeszcze wiele godzin, aż Japończycy zostali całkowicie wyczerpani. Piechota została przytłoczona. A raczej jej szuranie. I tak wielu wrogów zostało zniszczonych.
  Oleg i Margarita tym razem jednak nie ograniczyli się do Góry Wysokiej. Wyszli z Port Arthur i zaatakowali Japończyków, rozpoczynając brutalny i agresywny atak. A potem znów ruszyli do ataku. U ich boku walczyło kilkanaście dzieci. Ci chłopcy i dziewczynki, boso, również ruszyli naprzód, siejąc zniszczenie wśród wrogów. "A ja zacznę cię niszczyć, Japończyku". Wtedy do akcji wkroczyła drużyna dzieci. Garnizon Port Arthur również ruszył do ataku.
  I oto, o dziwo, Japończycy w końcu się poddali i uciekli. A armia rosyjska ich przepędziła. I takie rzeczy się zdarzają.
  Oleg i Margarita ruszyli w pogoń za samurajami. Wojna jest ciekawa. Tak, gry komputerowe mają świetne pomysły na władzę. Dzieci są bardzo aktywne, wymachują mieczami jak śmigłami.
  Dzieciaki Supermana zachowują się w ten sposób, mając wszystkie swoje fenomenalne, kosmiczne moce. I to jest cudowne i fajne.
  I tak bitwa dobiega końca... Chłopiec i dziewczyna zabili wielu wrogów swoją agresywną siłą.
  Krótko mówiąc, wszyscy Japończycy zginęli. To był koniec misji dzieci. I wróciły do bazy.
  I po tym Kuropatkinowi udało się wykończyć samuraja i odblokować Port Arthur.
  A potem wszystko było o wiele prostsze... Przybyła eskadra Rożdiestwieńskiego i Japonia poniosła klęskę na morzu.
  Podpisano pokój. Japonia oddała Rosji Tajwan i Wyspy Kurylskie. Rosja przejęła kontrolę nad Mandżurią i Koreą.
  A w Rosji absolutyzm pozostał. I wraz z tym historia się zmieniła, ale potrzebna jest inna opowieść.
  ROZDZIAŁ 18.
  Jaka więc jest nowa misja Olega Rybaczenko? W tym przypadku to inna historia, nie alternatywna, a kosmiczna. Co jest ciekawsze?
  Chłopiec i dziewczynka podróżują statkiem kosmicznym. Dzieci dzielą kabinę, grając w gry strategiczne. Produkują statki kosmiczne i walczą. I to jest interesujące. Jednomiejscowe myśliwce jako pierwsze włączyły się do walki. Przecinały i siekały przestrzeń. I rysowały ogniste smugi w próżni, rozrzucając hiperplazmatyczne fragmenty niczym wielobarwne konfetti.
  Do walki włączyły się również łodzie i fregaty. Mniejsze okręty bojowe jako pierwsze włączyły się do walki. To był prawdziwy chaos. Wiele zestrzelonych pojazdów i jednostek elektronicznych roztrzaskało się na kawałki.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Postęp naukowy nastąpił, ale wojny pozostały!
  Margarita zachichotała i powiedziała:
  - Tak, takie jest prawo wszechświata - ciągłe wojny! I to jest dla nas gorzkie!
  Chłopiec i dziewczynka kontynuowali grę w komputerową grę strategiczną. Krążowniki i pancerniki zaczęły się pojawiać. A nawet kosmiczne pancerniki, wyglądające jak potwory, podążały za nimi. Teraz niszczycielskie uderzenie naprawdę się rozpoczęło.
  Oleg zauważył:
  - Gra jest świetna! Możesz testować technologie w kółko.
  Margarita zauważyła z dziecięcym uśmiechem:
  - Oczywiście! Ale żadna gra nie zastąpi rzeczywistości!
  Dzieciaki kontynuowały swoją zabawną zabawę. W istocie, nawet w podeszłym wieku, któż mógłby się oprzeć takiej rozrywce? Zwłaszcza "Gwiezdne Wojny" są tak wciągające.
  Oleg Rybaczenko uważał, że Putin prawdopodobnie tak długo walczył z Ukrainą, że czerpał przyjemność z gry w wojnę. Zwłaszcza że nie zarabia się na tym, a dzieci nie można wysłać na front. Ale Stalinowi wystarczyły niecałe cztery lata Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i nie chciał kontynuować walki z Ameryką i jej sojusznikami! Co prawda, toczyła się też wojna koreańska, ale nie była ona prowadzona przez same wojska radzieckie, lecz przez siły pomocnicze - Koreę Północną i Chiny. Związek Radziecki utrzymywał się jedynie z sił powietrznych. Ale ta wojna również była krwawa. Chociaż najkrwawszą od II wojny światowej była wojna rosyjsko-ukraińska. I to jest wielka tragedia.
  Tymczasem Oleg i Margarita bawili się wirtualną rzeczywistością. Było absolutnie pięknie, gdy rakiety termokwarkowe eksplodowały. Rozbłysły jak supernowe. I naprawdę płonęło, niczym prawdziwe pąki rozkwitające na czarnym aksamicie. Oto jak niesamowite to wszystko było. I piękne, bez żadnych ustępstw.
  A jakże wspaniałe są wielobarwne smugi z blasterów, laserów i maserów. To naprawdę niszczycielskie uderzenie, a ogromny hologram komputera, na którym toczy się taka gra, błyska.
  Oleg oblizuje wargi i mówi:
  - To jest trygonometria!
  Margarita śmieje się i odpowiada:
  - Tak, dokładnie!
  Wieczne dzieci bawią się i próbują ulepszyć swoje statki kosmiczne. W szczególności, dlaczego nie uczynić na przykład pola siłowego otaczającego duże statki półtorawymiarowym? To również byłaby potężna siła. Można by nawet rzec, kolosalna. I odpierałaby praktycznie wszystkie ataki.
  Choć można by przeciwko niemu zastosować specjalne pociski hiperchronoplazmatyczne, broń ta wpływa również na czas i jest zdolna do wywołania znacznych turbulencji w próżni.
  Oleg, z uśmiechem błyszczącym perłami jego dziecięcych, ale dość dużych zębów, zaśpiewał:
  Ludzkość ma żelazną technologię,
  Z pewnością konieczne i bardzo przydatne...
  Jednak bardziej podobają mi się cuda ludzi,
  Obrus składa się sam, buty są szybkie w wykonaniu!
  Margarita kontynuowała z entuzjazmem:
  - Wierzę, że ludzie nie żegnają się z bajką,
  I pozostaną prawdziwymi przyjaciółmi na zawsze!
  Mogliby się jeszcze chwilę pobawić, ale nagle rozległ się sygnał - statek transportowy przybył. Czas było wysiąść. Dzieci skierowały się do wyjścia.
  Oleg miał na sobie tylko szorty, a Margarita lekką tunikę. Dzieci oczywiście były boso. I nie bez powodu: tak jest wygodniej i przyjemniej chodzić. A na niebie nad planetą świeciły cztery słońca. Jedno czerwone, drugie żółte, trzecie zielone, a czwarte niebieskie. I świeciły z niezwykłą jasnością.
  Bose stopy chłopca i dziewczynki zaczęły piec, ale były tak zrogowaciałe od lat chodzenia boso w każdą pogodę, że dzieci po prostu to zignorowały. I tak uderzały opalone stopy o rozgrzaną powierzchnię kosmoportu. I wyglądało to absolutnie cudownie.
  Oleg zauważył:
  - Dobrze, kiedy sprawy są takie fajne i nietypowe!
  Margarita zgodziła się:
  - To jest cudowne!
  Dzieci natknęły się na trójgłowego strusia. Najwyraźniej myląc je z celebrytami, poprosił o autograf. Potem młody zespół ruszył dalej. Pingwin z dwoma mackami kałamarnicy na głowie przemknął obok nich. Syknął:
  - Idź tyłem
  Zrób wszystko odwrotnie!
  Oleg pisnął z uśmiechem:
  - Ale strzał! Zabawne!
  Margarita zachichotała:
  - Kosmiczny sportowiec ekstremalny!
  Młodzi wojownicy ruszyli dalej. Przeleciały dwa żółwie z krokodylimi ogonami. Następnie nadeszła para elfów - młody mężczyzna i młoda kobieta. Wyglądali jak nastoletni ludzie, bardzo piękni, ale z uszami rysia. Również wspaniałe okazy.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  Nie ma nikogo piękniejszego niż Matka Elf,
  Walcz o nią, chłopcze...
  Nie ma piękniejszego kraju we wszechświecie,
  Zadaj cios złym orkom!
  Margarita, z niespodziewanie poważnym wyrazem twarzy, zauważyła:
  - Zapomniałeś, jaka jest nasza misja?
  Chłopiec-terminator wspominał:
  "No tak, oczywiście! Musimy znaleźć skradzioną galaktykę! Wygląda na to, że jest zamknięta w małej kuli". Młody wojownik rozejrzał się i zapytał: "Jak myślisz, kto ją ukradł?"
  Dziewczyna Terminator odpowiedziała:
  - Myślę, że to albo Baba Jaga, albo staruszka Szapoklak! Obie są zdolne do takich okropnych rzeczy!
  Oleg uśmiechnął się i zapytał:
  - A kim jest Baba Jaga na tej planecie?
  Margarita zachichotała i odpowiedziała:
  - Nie, Stara Dama Szapoklak jest tutaj. I jest podejrzana o kradzież galaktyki!
  Chłopiec-wojownik wykrzyknął:
  - Wow... Wiem, że ona jest podła!
  Margarita potwierdziła:
  - Jak śpiewała: kto pomaga ludziom, marnuje ich czas! Nie zdobędziesz sławy, robiąc dobre uczynki!
  Oleg zauważył:
  - Chyba czuję, gdzie jest staruszka Szapoklak! Chodźcie za mną!
  I chłopiec Terminator wziął go. Dziewczynka poszła za nim. Przed dziećmi rozciągało się chłodne, kosmiczne miasto. Ulicami często płynął asfalt. Co więcej, strumienie miały różne kolory i odcienie. Przypominały barwy tęczy, co było bardzo piękne.
  A budynki są takie dziwaczne. Jeden wygląda jak orzechy ułożone jeden na drugim. Inny przypomina trzy piórniki ułożone w piramidę, a trzeci jak stół z nogami, pod którym przelatują szybkie samochody. Były tu też wspaniałe pałace, przywodzące na myśl Wersal i Ermitaż.
  A fontanny są takie fasmogoryczne. A niektóre z nich mają strumienie sięgające nawet kilometra wysokości. To naprawdę wspaniałe. A strumienie mienią się jak diamenty na czterech słońcach. Co za cudowne dzieło, nie ręką ludzką.
  Jest wiele posągów. Niektóre elfy i trolle przypominają ludzi, tylko są bardzo piękne, podczas gdy inne przedstawiają nieznaną, dziwną i osobliwą florę i faunę. Posągi pokryte są albo złotem, albo jasnopomarańczowym metalem nieznanym na Ziemi, albo platyną, albo mienią się rubinowym lub szmaragdowym metalem.
  Wszystko jest takie piękne. Na przykład, oto skrzyżowanie żyrafy i flądry z nogami pająka. I pomimo niezwykłej natury tej formy życia, jest ona zachwycająca.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Oto jaka jest różnorodność form, i powiedzmy, że to jest wspaniałe!
  Margarita zauważyła:
  - Tak, to wspaniale! Ale gdzie planujesz szukać Szakoplaka?
  Młody geniusz pokazał rękę z bransoletką i włączył hologram, mówiąc:
  "Gdzie mogłaby być starsza kobieta na planecie zaawansowanej technologicznie? W ośrodku młodzieżowym, oczywiście, najlepszym!"
  Dziewczyna-wojowniczka zauważyła z uśmiechem:
  - No cóż! To logiczne! Właściwie, kiedy zacząłem się starzeć w poprzednim życiu, nabawiłem się poważnego kompleksu. I byłem gotów zrobić wszystko, żeby tylko nie stać się garbatym dziwadłem. Zgodziłem się nawet stać się dziewczyną i wykonywać niezliczone misje, żeby tylko nie musieć mierzyć się z czymś tak strasznym.
  Oleg westchnął i zauważył:
  - Nie ma nic gorszego niż starość! Starość jest gorsza niż tysiąc Hitlerów!
  Margarita roześmiała się i odpowiedziała:
  - Tysiąc Hitlerów na pewno będzie walczyć i gryźć się nawzajem!
  Latająca maszyna, przypominająca pozłacanego smoka z płetwami wysadzanymi diamentami, przeleciała obok nich. Ale to nie był obcy, a sztuczny statek. I rzeczywiście lśnił i mienił się.
  Pojawił się hologram i piękna dziewczyna z uszami i skrzydłami rysia zaćwierkała:
  - Dając nam swoje pieniądze, wzbogacasz się, my sprawimy, że Twoje pieniądze będą biliard razy większe!
  Oleg zauważył:
  - Cudownie! Przebili nawet MMM!
  Margarita roześmiała się i zaćwierkała:
  MMM nie ma problemów! Wszyscy nas znają! Zarobiliśmy dla siebie i możemy zarobić dla Ciebie! Sprawimy, że Twój voucher będzie złoty!
  A dzieci wybuchnęły śmiechem. Wyglądało to tak zabawnie.
  Obok nich przemknęła świątynia. Poświęcona była jakiejś pogańskiej bogini. Jej złoconą kopułę zwieńczyła jaskrawopomarańczowa figura dziewczyny ze skrzydłami i dwoma mieczami w dłoniach, wysadzana kamieniami lśniącymi jaśniej niż diamenty. I to na czterech słońcach, nic mniej.
  Margarita zauważyła:
  - Tak, musisz przyznać, jak cudowne może być czasami pogaństwo!
  Oleg zauważył:
  - Tak, pogaństwo... Wygląda bardziej na prawdę niż monoteizm!
  Dziewczyna-wojowniczka zapytała:
  - A dlaczego jeszcze?
  Chłopiec-wojownik odpowiedział logicznie:
  Na świecie panuje za dużo chaosu! Gdyby istniał tylko jeden Wszechmogący Bóg, czy pozwoliłby na to?
  Margarita skinęła głową na znak zgody:
  - Nie sądzę! Przecież odpowiedzialni władcy utrzymują porządek w swoich krajach. A nieodpowiedzialni są po prostu obalani!
  Oleg uśmiechnął się i zaśpiewał:
  Nie możesz wytępić ludzi,
  Zostaniesz obalony i okryty wielkim wstydem...
  Naszej wolności nie można zabić,
  Odrzuceni przez ludzi na całej Ziemi!
  Margarita potwierdziła energicznie:
  - Władza to nie tylko słowo! To coś ponad prawem!
  Chłopiec-terminator wyraził sprzeciw:
  - Takie jest właśnie prawo i sprawiedliwy musi być ponad władzą!
  Lecieli jeszcze chwilę. Szachownica z figurami przeleciała obok. Wyglądali jak ludzkie figury szachowe, tylko znacznie bardziej zróżnicowane. Byli tam błaznowie, generałowie, oficerowie, kaprale, haubice, rydwany, moździerze, łucznicy, procarze, kardynałowie, wozy i wielbłądy. Rzeczywiście, zestaw był silny i imponujący.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Chciałbym tak grać w szachy!
  Margarita skinęła głową:
  - Tak, ja też bym tak chciał...
  Chłopiec-terminator śpiewał:
  Świat nie jest szachownicą,
  A nie każdy gracz jest królem...
  W mojej duszy jest tęsknota jak sztylet,
  A ambicje spadły do zera!
  Dziewczyna Terminator zauważyła:
  - Tak, bez ambicji się nie obejdzie. Biedny żołnierz, który marzy o zostaniu generałem. Chyba Aleksander Suworow to powiedział!
  Oleg zauważył to słodkim spojrzeniem:
  - A oto ciąg dalszy tego przysłowia: Zły generał to ten, który marzy o tym, żeby zostać dyktatorem!
  Margarita się zaśmiała:
  - Tak, to trafna uwaga! Rzeczywiście, każdy żołnierz powinien być generałem, jeśli nie w brzuchu, to w głowie!
  Dzieci kontynuowały lot. Przed nimi znajdował się budynek odnowy biologicznej. Przypominał piramidę z siedmiu ogromnych pąków. Najwyższy był mały i rozszerzał się w miarę opadania. I wyglądał przepięknie.
  Dziewczyna zapytała:
  - Najlepszy środek odmładzający?
  Chłopiec potwierdził:
  - Tak, najlepszy!
  Margarita logicznie zauważyła:
  - Ale przecież nie będzie w nim siedzieć cały dzień, prawda? Może uciekła?
  Oleg zawołał z uśmiechem:
  - Może. Ale wątpię, żeby opuściła ośrodek odnowy bez narobienia kłopotów.
  Dziewczyna skinęła głową:
  - Brzmi logicznie. I na razie wszystko jest w porządku! Sprawdzałeś?
  Chłopiec-terminator potwierdził:
  - Nie było tam żadnych incydentów. Albo Szapoklak nie zdążył jeszcze namieszać, albo...
  Margarita dodała:
  - Jej tam nie ma! Dokładnie tak myślę. Może jesteśmy na złej drodze?
  Oleg zaśmiał się i odpowiedział:
  - Wszystko co niemożliwe jest możliwe, wiem to na pewno!
  I tak małe geniusze poleciały do samego regeneratora. Tam spotkały je dwa roboty bojowe. Miały kształt pięknych dziewczynek, tyle że już nie z uszami, a z orlimi nosami. I miały też skrzydła przypominające motyle.
  Następnie padło pytanie:
  - Dokąd idą młodzi ludzie?
  Margarita odpowiedziała z uśmiechem:
  - Chcemy zobaczyć, co się tam dzieje!
  Dziewczyny-roboty odpowiedziały:
  - Sądząc po twoim wyglądzie, jesteś niepełnoletni. A nieletnim nie wolno wykonywać operacji odmładzających!
  Oleg odpowiedział z uśmiechem:
  "Jesteśmy teraz dość młodzi. Ale pracujemy jako wybitni śledczy, szukając niebezpiecznego przestępcy!"
  Dziewczyny-roboty mruczały:
  - Czy masz jakieś dokumenty?
  Chłopiec-terminator pstryknął palcami i w jego dłoniach pojawiła się pozłacana karta. Dziewczynka, Margarita, wzięła ją i zrobiła to samo, pokazując swoją kartę, co dowodziło, że również posiadała autorytet. Rzeczywiście, młodzi geniusze wykonali już wiele misji i, co naturalne, zdobyli wszelkiego rodzaju uprawnienia.
  Dziewczyny-roboty mrugnęły, zeskanowały kartę i zaćwierkały:
  - Wejdźcie! Chcemy złapać przestępcę!
  Oleg i Margarita stuknęli bosymi stopami i weszli do ośrodka odnowy biologicznej. Wnętrze przypominało coś w rodzaju zaawansowanego ośrodka badań naukowych. Było wypełnione mnóstwem różnorodnej elektroniki i sprzętu, często o tajemniczym przeznaczeniu.
  Margarita zauważyła:
  - Tu jest tyle miejsca dla hakerów! Tyle komputerów!
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Wow, gdzie są komputery, tam są hakerzy! Co w tym śmiesznego!
  Dzieci przemieszczały się przez centrum odnowy. Oleg uruchomił program wyszukiwania oparty na sztucznej inteligencji. Z jego pomocą szukał Szapoklak. A ona potrafiła zmieniać swój wygląd. Potrafiła zmieniać twarz, a nawet kształt ciała.
  Margarita zbadała sprzęt. Wykonała nawet pomiary. Był dość zaawansowany. Komputery działały na ultrafotonach i hiperplazmie, co zapewniało im doskonałą wydajność. I nie tylko, były również bardzo wydajne.
  Dziewczyna również przeprowadziła kontrole i przeszukała bazy danych. Chciała wiedzieć, kto tu był i po co używał regeneratora. A także, łącząc go ze sztuczną inteligencją. Ale jak dotąd nie było śladu po Szapoklaku. Mimo że komputerowa baza danych wskazywała, że ta zabawna, ale niebezpieczna postać z kreskówki przybyła na tę planetę. Margarita pomyślała, że Szapoklak mógł się odrodzić wcześniej w jakimś zaawansowanym świecie. W rzeczywistości miała wystarczająco dużo energii dla pięciu nastolatków.
  Być może jest ona nadal postacią z kreskówki i nie potrafi odrodzić się, stosując te same metody, co ludzie lub mniej rozwinięte cywilizacje.
  Nawiasem mówiąc, elfy i trolle mają tę szczególną cechę, że nie starzeją się pod względem wyglądu.
  Zupełnie jak hobbici, nawiasem mówiąc. Ci ostatni wyglądają jak dzieci i zawsze pokazują swoje bose stopy, bez względu na pogodę.
  Dzieciaki pospiesznie sprawdziły bazę danych i wszystkie nagrania wideo. Nadal nie mogły znaleźć Szapoklaka. Ale coś jednak znalazły.
  Okazuje się, że Baba Jaga odwiedziła to miejsce dwa dni temu i naprawdę wyglądała młodziej. Teraz nie wygląda na więcej niż trzydzieści lat. I ma takie jasne, miedziano-rude włosy. I jest śliczną pięknością.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Efekt Kolumba! Szukaliśmy jagody, a znaleźliśmy grzyba!
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - Zupełnie jak za dzieciaka! Śpiewaliśmy: "To nie wyścig o jednego, złapiesz świnię!"
  Chłopiec terminator dodał z uśmiechem i zaśpiewał:
  - Nic wielkiego, świnko, będzie pyszne jedzenie!
  I małe geniusze skończyły oglądać. Zamrażarka to ogromny budynek z wieloma schowkami. Ale dzięki hologramom, wideo i skanerowi można to zrobić bardzo skutecznie! I co najważniejsze, szybko.
  Następnie młodzi ludzie zebrali się i wyszli z zamrażarki. Zostali powitani i odprowadzeni.
  Oleg zauważył:
  "Babę Jagę też możemy rozgryźć. Ale co z nią zrobimy, jeśli ona też zniszczy galaktykę?"
  Margarita zauważyła z uśmiechem:
  "Tylko jeden przestępca mógł ukraść galaktykę. Ale to całkiem fajne. I może uda nam się ustalić, kto mógł to zrobić!"
  Młodzi badacze zaczęli sprawdzać bazę danych, aby dowiedzieć się, czy Baba Jaga zdołała opuścić planetę.
  Oleg zeskanował... Nie, wygląda na to, że mnie nie porzuciła, to pewne. A może potrafiła wszystko zmienić. Zarówno fizycznie, jak i pod względem DNA, a to można sfałszować.
  Margarita wykrzyknęła z uśmiechem:
  - Znajdziemy ją! I złapiemy w sidła!
  Dzieci poszły dalej. Gdzie szukać Baby Jagi, to było pytanie retoryczne. Mogła być wszędzie. Ale Oleg wciąż miał swoją teorię:
  - Najprawdopodobniej jest w kasynie! I oczywiście w najlepszym i najbardziej prestiżowym!
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - W kasynie? Dlaczego tak myślisz?
  Chłopiec-terminator odpowiedział:
  "To najbardziej logiczne założenie. Zwłaszcza że Baba Jaga ma pewne magiczne zdolności i grzechem byłoby ich nie wykorzystać dla wzbogacenia się!"
  Dziewczyna geniusz podrapała się po czole, po plecach i odpowiedziała:
  - Co brzmi logicznie. Ale przecież nie będzie tam siedzieć przez kilka dni bez przerwy, prawda?
  Oleg zaśmiał się i odpowiedział:
  - Ci, którzy siedzą tydzień, a nawet dłużej. Powiedz mi, co uważa się za prawdziwego gracza w kasynie?
  Margarita odpowiedziała z uśmiechem:
  - Ten, kto gra o sumę większą niż cały jego majątek!
  Chłopiec-terminator roześmiał się. A jego uśmiech był radosny.
  I tak, dzięki wyszukiwarce w hipernecie, odkryto najbardziej prestiżowe i największe kasyno na świecie. Jednak wciąż daleka droga.
  Oleg i Margarita po prostu postanowili się tam dostać. Były różne środki transportu, w tym metro. Działa zarówno pod ziemią, jak i na powierzchni. Jest naturalnie szybsze niż w miastach Ziemi XXI wieku i przecina całą planetę. Chociaż metro wcale nie jest najszybszym środkiem transportu, ponieważ ma wiele stacji, a ludzie, kosmici, elfy, trolle, a nawet baśniowe stworzenia potrzebują czasu, żeby się tam dostać.
  Jest też metro naziemne, które również robi wrażenie. Ma wiele przystanków. Z niego można podziwiać miasto z góry, z jego cudownymi widokami.
  Margarita zasugerowała:
  - Zróbmy to raczej nad ziemią!
  Oleg skinął głową:
  "Cóż, przynajmniej będziemy podziwiać piękne widoki. Nie mamy jeszcze dużego doświadczenia w odwiedzaniu wysoko rozwiniętych, kosmicznych światów!"
  A dzieci skierowały się do stacji metra, która była już pełna różnorodnego tłumu. I wyglądała bardzo pięknie.
  I wtedy wezwano młodych śledczych. Przed dziećmi pojawił się Czeburaszka. Był dokładnie taki jak ten z kreskówki, z dużymi uszami i jasnobrązowym futerkiem. Całkiem słodki.
  Wyciągnął łapę do Olega i powiedział:
  - Jestem słynną postacią z kreskówki, słynną Czeburaszką!
  Chłopiec-terminator zaśmiał się i odpowiedział:
  - Jestem wojownikiem, bez grzechu, cudowny Oleg!
  Margarita uśmiechnęła się i odpowiedziała:
  - Świetnie! No więc spotkaliśmy Czeburaszkę. A gdzie jest Krokodyl Giena?
  Małe zwierzątko z dużymi uszami odpowiedziało:
  "Jest teraz na innej planecie. Szuka tam Szapoklaka. Co cię tam interesuje?"
  Oleg odpowiedział z uśmiechem:
  "Sami szukamy Szapoklaka! To sprawa o wielkim znaczeniu narodowym!"
  Czeburaszka zauważył sceptycznie:
  "Jeśli mówimy o kradzieży galaktyki z muzeum - światów kosmicznych - to prawdopodobnie dokonał tego ktoś bardziej technokratyczny. Jak Shredder! Albo Antymasking!"
  Margarita zachichotała i odpowiedziała:
  "Sprawdzimy je, jeśli będzie trzeba! Ale na razie musimy powiedzieć, że kamery bezpieczeństwa muzeum uchwyciły dwóch głównych złoczyńców - Szapoklaka i Babę Jagę!"
  Czeburaszka zachichotał i zaćwierkał:
  - Mogą to zrobić. Ale prawdopodobnie działają na czyjeś polecenie!
  Oleg potwierdził energicznym skinieniem głowy:
  - Oczywiście, że to możliwe! Ale w każdym razie najpierw musimy znaleźć ludzi, którzy mogą to zrobić.
  Małe zwierzątko z uszami odpowiedziało:
  - Szapoklak pewnie też jest na tej planecie. Dokąd teraz idziesz?
  Margarita odpowiedziała z uśmiechem:
  - Do najbardziej prestiżowego kasyna!
  Czeburaszka pisnął z uśmiechem:
  - No to się zgadzam! Możliwe, że obie ryjówki tam są!
  Oleg potwierdził skinieniem swej jasnej głowy:
  "Nie wykluczam możliwości, że mogli działać razem! Jak to mówią, dwa w jednym!"
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - To zamówmy taksówkę! Jazda współdzielonym samochodem nie jest zbyt prestiżowa. A zapachy mogą być nieprzyjemne!
  Dziecięcy śledczy faktycznie wezwali latający samochód. Czeburaszka nie protestował.
  I jako drudzy wsiedli do urządzenia przypominającego bilet latający. Taksówka nie miała kierowcy - kierowała nią sztuczna inteligencja. Miało to swoje zalety - brak napiwków - ale i wady. Ponieważ Oleg i Margarita wyglądali na nieletnich, prawnie przysługiwała im dziewięćdziesięcioprocentowa zniżka na taksówki. Czeburaszka jednak wpadł w kłopoty. W końcu był istotą o tajemniczym wyglądzie i wieku.
  Czeburaszka jednak nie dał się zawstydzić i odpowiedział:
  - Pójdę jak dorosły! Nie jestem żebrakiem! Sam zapłacę!
  Taka była decyzja. Następnie taksówka-dyskoteka o przezroczystych ścianach wzbiła się w powietrze i płynnie, lecz szybko, pomknęła w powietrzu nad lokalną planetą.
  ROZDZIAŁ NR 19.
  Małe geniusze podziwiały krajobraz. Pod nimi rozciągała się metropolia dużej, bogatej i zaawansowanej technologicznie planety. O dziwo, było tam wiele świątyń poświęconych różnym bogom. Ale pogaństwo to moda. Co więcej, większość bogów nie jest fikcją, lecz prawdziwymi, wysoko rozwiniętymi istotami, posiadającymi moc i mogącymi wywierać wpływ.
  Świątynie są przepiękne, muszę przyznać, a bogiń jest o wiele więcej niż bogów płci męskiej. Cóż, są też bogowie bezpłciowi. We wszechświecie istnieją też rasy trójpłciowe.
  Ale wielopłciowość jest rzadkością. W końcu istnieje koncepcja ewolucji. Dusze również podlegają ewolucji i doskonaleniu. I bogowie również. Jak głosi przysłowie, wzrost i doskonałość są boską linią.
  Dlatego też wielka liczba świątyń nie jest wcale oznaką zacofania tego kolorowego świata.
  Znajdziemy tu również mnóstwo różnorodnych i kolorowych budynków. Niektóre mają kształt matrioszek, inne wiewiórek i króliczków z pawimi ogonami. Są też budynki w kształcie leżących jeden na drugim krokodyli i wiele innych. Znajduje się tu naprawdę bogaty arsenał zespołów architektonicznych. I wyglądają one przepięknie.
  Wiele linii metra napowietrznego biegnie po powierzchni. W połowie puste wagony z przezroczystymi strzemionami mkną po nich z dużą prędkością. Jak akwaria na szynach, bez dotykania się.
  Czeburaszka, którego doświadczenie w podróżach do innych światów było większe niż Olega i Małgorzaty, zauważył:
  "To dość stara technologia! Powstała, gdy ten świat nie był jeszcze bardzo zaawansowany. Teraz wolą po prostu maszyny latające, a w jeszcze bardziej zaawansowanych światach stosują nawet przejście zerowe".
  Oleg wyjaśnił:
  - Czy to jest jak natychmiastowa teleportacja i przeniesienie się z jednego miejsca w drugie?
  Czeburaszka skinął głową:
  - Tak! Coś takiego! Trzeba przyznać, że to też jest fajne! A co najważniejsze, praktyczne!
  Margarita zachichotała i zaćwierkała:
  - Teoria jest dobra, ale praktyka jest jeszcze lepsza!
  Metropolia wciąż płynęła. W oddali widać było trzy posągi: piękną elfią dziewczynę, równie przystojnego trolla z nagim torsem i muskularnego hobbita ubranego tylko w szorty. Był to symbol pojednania między trzema rasami. Elfy i trolle były szczególnie skłonne do wojny. Co więcej, te drugie były również piękne jak na ziemskie standardy. W przeciwieństwie do ludzkich baśni, które zazwyczaj przedstawiają trolle jako brzydkie, trzeba przyznać, że jest to niesprawiedliwe.
  Posągi odlano z różnych metali, każda w kolorach tęczy, i wysadzano równie wielobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Były tak wysokie jak Mount Everest - jeśli nie wyższe, to na jakieś dziesięć kilometrów.
  I górują nad wszystkimi innymi budynkami. Budynki tutaj nie są szczególnie wysokie, choć są dość wysokie, ale wciąż nie przypominają tych z filmu "Piąty element". Tamte wyglądały bardziej przerażająco i brzydko niż wdzięcznie.
  I tak powstał piękny świat, gdzie elfy, trolle i wiele innych ras, nie licząc turystów, współistniało na jednej planecie. I wydawało się to niesamowicie cudowne.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Spójrz, jaki piękny jest ten świat! Jaki piękny jest ten świat - niczym utopia!
  Margarita zauważyła sarkastycznie:
  - Ale przecież są tam też pieniądze, więc nie wszystko jest takie wspaniałe!
  Czeburaszka roześmiał się i zauważył:
  Pieniądze są nawet w komunistycznych światach. Co prawda, wielu ludzi i kosmitów tam nawet nie pracuje, ale i tak dostają zapłatę. Wystarczy jeden lajk miesięcznie, naciskając przycisk lub wydając polecenie mentalne, a otrzymasz sowitą pensję. A ceny wielu towarów są symboliczne i spadają z roku na rok!
  Oleg roześmiał się i odpowiedział:
  - Był czas, kiedy ceny spadały! Jak za Stalina!
  Margarita zachichotała i zaśpiewała:
  - Pierwsza odwilż! Pogrzeb Stalina!
  Czeburaszka zauważył z uśmiechem:
  - Czy chciałbyś, żebym zapoznał cię z kreskówką Stalin?
  Chłopiec-terminator zauważył:
  - To on mógł ukraść galaktykę! Ma ambicje sięgające zenitu!
  Dziewczyna Terminator dodała ze śmiechem:
  - Zgadza się! Wyszło niesamowicie fajnie!
  Czeburaszka uśmiechnął się i zauważył:
  "Stalin może i ma gangsterskie zapędy, ale nadal nie sądzę, żeby ukradł galaktykę. Kościej Nieśmiertelny natomiast mógłby. Ale jest zbyt wpływowy, żeby kraść osobiście. Żeby Szapoklak i Baba Jaga mogli wykonać jego rozkaz!"
  Oleg krzyknął do robota sterującego taksówką powietrzną:
  - Wejdź do centralnego kasyna!
  W odpowiedzi dało się usłyszeć pisk:
  - Myślałem, że chcesz podziwiać wspaniałe widoki!
  Chłopiec-terminator stwierdził stanowczo:
  - Jest czas na pracę i czas na zabawę!
  I dyskowata taksówka przyspieszyła. A pod nią zaczęły migać kolorowe i ozdobne dzielnice tej cudownej metropolii. Wyglądało to niesamowicie pięknie, a jednocześnie męcząco dla oka.
  Margarita zauważyła:
  - To zapowiada się zachwycająco! Możemy zobaczyć tyle ciekawych rzeczy!
  Oleg wyraził sprzeciw:
  "Kiedy poruszamy się tak szybko, naprawdę trudno cokolwiek zobaczyć. To niesamowite, jak ledwo czujemy przyspieszenie".
  Cybernetyka odpowiedziała:
  - W kabinie jest pole antyinercyjne!
  Margarita wykrzyknęła:
  - Wow! Jakie postępy zrobiliśmy!
  Czeburaszka zauważył:
  - W innych światach są jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie funkcje! To nie jest szczyt doskonałości!
  Oleg zauważył ze słodkim uśmiechem:
  Perfekcja nie ma granic. I nie sądzę, żeby istniało coś takiego jak absolutna doskonałość. Tak samo jak nie istnieje absolutna wszechmoc!
  Margarita potwierdziła:
  - Tak, absolutna wszechmoc jest nieosiągalna, choćby ze względu na paradoks: czy Bóg może stworzyć łańcuch, którego nie będzie mógł zerwać?
  Czeburaszka zauważył:
  - To jest zupełnie rozsądny argument, ale z punktu widzenia wartości praktycznej - bądźmy szczerzy - to jest pusta gra umysłowa!
  Oleg miał już coś powiedzieć, ale wtedy na horyzoncie pojawiło się centralne kasyno. Było ogromne, kształtem przypominało kolosalną królewską koronę. Lśniło, a nawet obracało się bardzo powoli.
  Oleg zawołał z podziwem:
  - Asala de bista!
  Margarita skinęła głową:
  - Tak! Wygląda pięknie!
  Czeburaszka zauważył:
  "Zarówno Baba Jaga, jak i Szakoplyak mogą próbować wykorzystać swoje zdolności, aby wygrać, ale... W kasynie zainstalowano specjalne, potężne pole, które neutralizuje magię. Mogą więc polegać jedynie na swojej wrodzonej inteligencji, umiejętnościach i wiekach doświadczenia".
  Oleg zaśmiał się i zaśpiewał:
  Nie znajdziesz fajniejszego chłopaka,
  Dzieciaki, nie marnujcie czasu...
  Ma nie więcej niż trzydzieści lat.
  Ma sto lat!
  Margarita zauważyła:
  "Może teraz powinniśmy ich znaleźć w kasynie. Może skończą z galaktyką zawieszoną na szyi jak medalion!"
  Czeburaszka skinął głową na znak zgody:
  - Brzmi bardzo logicznie! Spróbujmy zrobić rekonesans.
  Nikt nie pytał o wiek przy wejściu, ale ochrona sprawdzała nas pod kątem broni. Jakby przegrany mógł zacząć strzelać. Wydawało się to nawet całkiem logiczne.
  Strażnicy byli robotami, wyglądającymi raczej wdzięcznie niż groźnie.
  Plus niewielka opłata za wstęp. I dwójka wiecznych dzieci i postać z kreskówki o wielkich uszach weszli do luksusowej sali. A raczej najpierw przeszli korytarzami. Były one bardzo bogato zdobione i pomalowane. Naprawdę przypominały pałac królewski, tylko bardziej tętniący życiem i luksusowy niż, powiedzmy, Ermitaż czy Peterhof. Było tam mnóstwo dużych, sztucznych kamieni szlachetnych, posągów, wazonów z kwiatami z kamieni szlachetnych i tak dalej.
  Oczywiście, były też salony gier, w których można było znaleźć wszelkiego rodzaju automaty do gry. Tradycyjna ruletka i jednoręki bandyta to tylko niektóre z nich. I oczywiście, na każdym rogu stały okienka, w których roboty-kasjerzy oferowali wymianę pieniędzy na żetony.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  - Może zagramy w ruletkę!
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - Naprawdę? Chcesz to wszystko rozwalić?
  Czeburaszka zauważył:
  Istnieje system hazardowy, w którym nie wygrasz wiele, ale też nie przegrasz wiele. Ale to nie dla hazardzistów!
  Oleg skinął głową:
  - Tak, znam ten system. Ale tak naprawdę mam zupełnie inny pomysł!
  Margarita roześmiała się i zauważyła:
  - To dobry pomysł... I myślę, że najprawdopodobniej znajdziemy Szapoklaka i Babę Jagę!
  Czeburaszka zauważył:
  - Kasyno jest duże, więc szukanie zajmie Ci dużo czasu!
  Oleg stwierdził zdecydowanie:
  - Szukajmy z pomocą sztucznej inteligencji!
  Margarita roześmiała się i odpowiedziała:
  - To dobry pomysł!
  Ale znalezienie go nie było łatwe, ponieważ na tym polu była cała elektronika. Musiałem po prostu krążyć po salach kasyna, licząc na to, że wszystko się ułoży.
  Poza tym Oleg słuchał tam, gdzie było najwięcej hałasu, a może tych, którzy najczęściej wygrywali, i to też powinno o czymś świadczyć!
  Chłopiec był, jak to mówią, powszechnie znany. I tak we trójkę przechadzali się po kasynie. Rozległ się tupot bosych, dziecięcych stóp i delikatne klepanie nieznanych zwierząt.
  Oleg poczuł inspirację. Było mnóstwo różnych automatów do gry. Karty w różnych kolorach i kolorach latały w powietrzu. Liczba holograficznych portretów na kartach i różnorodność kolorów była po prostu nie do opisania. I były tam najróżniejsze bronie, najróżniejsze. I to było naprawdę fajne. Wyobraź sobie, że wszystko się kręci i wiruje.
  Oleg zauważył:
  - Wspaniałe kasyno... Nawet za duże!
  Margarita zgodziła się:
  "Masz po prostu ogromny wybór. Przy tak wielu różnych maszynach to po prostu przerażające!"
  Czeburaszka zauważył:
  - Czasem jest ich więcej! Chociaż tutaj jest ich naprawdę dużo.
  Hologramy różnych kart, kostek i statków kosmicznych nieustannie skręcały się, łączyły, rozpraszały i wirowały w powietrzu. W niektórych miejscach były oświetlane helem lub ultramocnymi lampami.
  Wieczne dzieci chichotały i podziwiały. To, co tu było, było po prostu wyjątkowe.
  Oleg wziął ją i zaśpiewał:
  Kasyno, kasyno, kasyno,
  To muzyka, pieśni, wino...
  To łzy straconych lat,
  I szczęśliwy los!
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - A co to jest - śliczne!
  A drużyna dzieci wybuchnęła śmiechem. To było naprawdę zabawne, przyjemne i fajne.
  I podczas gdy w powietrzu wirowały najróżniejsze żetony i bonusy, nagle pojawiła się Baba Jaga.
  Była to kobieta nie starsza niż trzydzieści lat, o bardzo agresywnej urodzie, o miedziano-rudych włosach, które powiewały na prądach wiatru wytwarzanych w tunelu aerodynamicznym i przypominały proletariacki sztandar.
  Nie nazwałbyś jej typową postacią, po prostu śliczną dziewczynką. Ale ma długie i pomalowane pazury.
  Margarita spojrzała na Babę Jagę i zauważyła:
  - Ona nie ma galaktyki. A przynajmniej nie nosi jej przy sobie.
  Oleg skinął głową z uśmiechem:
  - A skaner mówi, albo raczej pokazuje coś podobnego, że takiej masy jak galaktyka nie da się ukryć!
  Wieczne dzieci były zdezorientowane, gdy coś spadło na nie z góry. Chłopiec i dziewczynka ledwo zdołali odskoczyć. Ciężki blok lodu runął na podłogę kasyna. Kolorowe mozaiki popękały, a na podłogę spadł deszcz rozprysków. Klienci kasyna, różnorodna grupa, krzyczeli i rozpierzchli się.
  Usłyszano drżący głos:
  - Kto pomaga ludziom,
  On marnuje swój czas...
  Z dobrymi uczynkami,
  Nie możesz stać się sławnym!
  Nie możesz stać się sławnym!
  I oto stała tam ona, Szapoklak, nie staruszka, ale młoda i piękna dziewczyna, wyglądająca jak nastolatka, wyskoczyła z kąta i oblała Czeburaszkę pomarańczowym kremem.
  Małe zwierzątko z dużymi uszami krzyknęło:
  - Złap ją!
  Oleg i Magrarita to doświadczeni wojownicy. Rzucili się na ring niczym młody Mike Tyson, zsyłając na niego ognistą kaskadę piorunów. Chłopak trafił Shapoklyaka bosym obcasem w brodę, a dziewczyna w splot słoneczny. Agresywna dziewczyna zginęła. Upadła, łapiąc oddech.
  Oleg ryknął:
  - Gdzie jest skradziona galaktyka?
  Szapoklak warknął:
  - Nie ma mowy!
  Margarita odpowiedziała, chwytając się za nos bosymi palcami u stóp i mocno go ściskając. Szapoklak zaczął wyć z bólu:
  - Mamo, ratuj mnie!
  Margarita warknęła:
  - To nie mama cię ratuje! To ciocia ci wybacza!
  Szapoklak zachichotał i krzyknął:
  - Tak, ja...
  Dziewczyna z Termantora ścisnęła nos mocniej, a nos dziewczyny z kreskówki spuchł. Dosłownie zawyła.
  Oleg nagle zdał sobie sprawę:
  - Ma szczura o imieniu Larisa! Pewnie ma piłkę z galaktyką na niej!
  Margarita mruknęła:
  - Włącz skaner DNA Larisy!
  Szapoklak zawył:
  - Nic nie rozumiesz! Chcemy zrobić dobry uczynek!
  Czeburaszka oblizał jasnopomarańczowy krem, zachichotał i zauważył:
  - Czy Szapoklak jest taki dobry? Bardziej prawdopodobne, że homar spadnie z góry!
  Oleg zapytał:
  - Gdzie Szapoklak trzyma szczura Larisę?
  Czeburaszka szybko odpowiedział:
  - W twojej torbie! Pewnie jest tam jej futro!
  Margarita, zręcznie poruszając palcami, rozpięła zamek torebki z chytrym zapięciem. Wsunęła do środka mikroskaner. Rzeczywiście, cicho zapiszczał i zaczęły płynąć strzępy informacji.
  Szapoklak pisnął:
  - Chcesz zrobić sobie wroga z Kościeja Nieśmiertelnego?
  Oleg zapytał surowo:
  - Po co mu ta galaktyka? Chyba nie w dobrym celu?
  Szapoklak zachichotał i odpowiedział:
  - Przeczytałem tyle bajek, że przyzwyczaiłem się, że Kościej zazwyczaj jest zły!
  Margarita zauważyła:
  W filmie "Ostatni rycerz" Kościej się zreformował. Stał się życzliwy. Niektórzy piszą o Kościeju również w niekonwencjonalny sposób!
  Oleg potwierdził:
  - W kreskówce Pietia i Wilk przyjaźnią się z Kościejem!
  Czeburaszka mruknął:
  "W tym wszechświecie są dziesiątki Kościejów. Jeśli są źli i normalni, niech mi powie, któremu Kościejowi służy!"
  Szapoklak pisnął:
  - Nie! Nie powiem!
  Margarita zauważyła:
  - Wszystkie dane zostały załadowane! Teraz możesz wyszukiwać po DNA, aby znaleźć miejsce pobytu szczura Larisy.
  Oleg mruknął:
  - Jest czas na pracę i czas na zabawę! A tymczasem, zwiążmy Szapoklaka!
  "Nie, szybko, pisklęta!" Baba Jaga cisnęła długimi paznokciami, a na dzieci poleciała ognista sieć. Dzieci szybko uskoczyły. I bez namysłu zaatakowały Babę Jagę. Oleg zręcznie wykonał zamach i rudowłosa kobieta upadła. A Małgorzata ruszyła naprzód i uderzyła Babę Jagę w tył głowy gołą piszczelą. A ta jędza po prostu odleciała i zgrzytając zębami, zemdlała.
  W zamieszaniu Szapoklak już prawie uciekła, ale Czeburaszka złapała ją na lasso. Uderzyła małą istotkę w kolano, ale Margarita rzuciła piłkę bosymi palcami stóp. Trafiła Szapoklak w tył głowy. I psotna dziewczyna zemdlała.
  Oleg zauważył:
  - Brawo, brawo - babcia to prawdziwa wybawicielka! Przyjaźń z nią to jak zabawa z krokodylem!
  Margarita zachichotała i zauważyła:
  - Tak, wyszło naprawdę świetnie i fajnie!
  Obaj złoczyńcy zostali szybko związani taśmą klejącą i przekazani przybyłej ochronie kasyna. W tym przypadku byli to roboty pod dowództwem przepięknej elfki. Następnie zostali umieszczeni w kapsule więziennej, z której praktycznie nie dało się uciec, zawierającej specjalny metal neutralizujący niemal każdą magię.
  Oleg i Małgorzata pobiegli szukać szczura Larisy. Było jasne, że jeśli Kościej zdobędzie galaktykę, będą kłopoty.
  Prawda nie jest jeszcze jasna!
  Dzieci biegały przez kasyno, błyskając bosymi, różowymi, okrągłymi obcasami. Potrafiły biegać szybciej niż gepardy. Ale Czeburaszka wyraźnie zostawał w tyle.
  Margarita biegała i śpiewała:
  - Pędzimy z pełną prędkością, nasze szybkie konie! Pokonaliśmy nawet Babę Jagę! Nie złapią nas! Nie złapią nas! Nie złapią nas!
  Oleg zaśmiał się i ryknął:
  Uważaj, uważaj, uważaj,
  Nie żartujmy!
  Znajdziemy cię pod ziemią,
  Znajdziemy cię pod ziemią,
  Wyciągniemy to z wody!
  Rozerwiemy cię na strzępy!
  I my przejmiemy piłkę!
  A potem dzieci Terminatora zobaczyły szczura. Larisa, dość duże zwierzę, wielkości małego królika, próbowała uciec. Do samego końca jej ogona przywiązana była kula z supermocnego metalu, która świeciła subtelnie, ale wszystkimi kolorami tęczy.
  Margarita pisnęła:
  - Co za galaktyka! Jest skompresowana za pomocą wymiarów ułamkowych i osiowych!
  Oleg skinął głową:
  - Tak, jeśli obrócisz cały wszechświat w wymiarze osiowym i podzielisz go na małe ułamki, zmieści się on w naparstku!
  Dzieci przyspieszyły, zmniejszając dystans między nimi a szczurem. Larisa próbowała przecisnąć się przez szparę, ale Oleg i Margarita rzucili żyletkami bosymi palcami u stóp. Odcięli szczurowi ogon. I galaktyka potoczyła się po podłodze kasyna.
  Oleg podrzucił bosą stopą piłkę z galaktyką w powietrzu i złapał ją ręką, ćwierkając:
  - Chwała komunizmowi!
  Margarita pisnęła:
  - Chwała bohaterom!
  Larisa w końcu prześlizgnęła się przez szczelinę. Oleg uniósł kulę wyżej, galaktyką w górę, i zaśpiewał:
  Wierzę, że cały świat się obudzi,
  Będzie koniec orcyzmu...
  A słońce będzie świecić,
  Oświetlając ścieżkę Solcenizmu!
  A chłopiec tupnął bosą, dziecięcą stopą.
  Margarita zauważyła:
  - To jeszcze nie koniec!
  Rzeczywiście, niczym diabełek z pudełka, wyskoczyła z niego koścista postać w stroju pomalowanym w szkielet, z łysą głową i przerażającą twarzą. Trzymała za uszy związanego Czeburaszkę.
  Oleg wykrzyknął:
  - O, wygląda na to, że to jest jego nieśmiertelność!
  Kościej wziął go i ryknął:
  - Utnę mu głowę, jeśli natychmiast nie oddasz mi kuli z galaktyką!
  I błysnął ostrym jak brzytwa mieczem.
  Margarita pisnęła:
  - Po co ci ta piłka?
  Kościej Nieśmiertelny ryknął:
  Nie obchodzą mnie ludzie,
  Jestem przyzwyczajony do wydawania rozkazów...
  Nawet najważniejsze osoby,
  Sprawię, że upadniesz na twarz!
  Oleg uśmiechnął się i zauważył:
  - Jeśli zabijesz Czeburaszkę, strażnicy cię aresztują i trafisz do więzienia!
  Kościej zaśmiał się i odpowiedział:
  - Według praw humanitarnych cywilizowanego kraju nie dadzą mi więcej niż sto lat, ale dla nieśmiertelnego sto lat to niewiele!
  Margarita odpowiedziała agresywnie:
  - A póki tu siedzisz, my dowiemy się, gdzie jest twoja śmierć i złamiemy igłę!
  Kościej wzdrygnął się, a potem roześmiał:
  - Musimy ją jeszcze znaleźć!
  Oleg odpowiedział ostro:
  "Ale znaleźliśmy galaktykę, co oznacza, że możemy znaleźć też twoją śmierć. Uwierz mi, nie wybaczymy morderstwa Czeburaszki!"
  Kościej był bezradny. Naprawdę nie chciał umierać, nawet gdyby miał żyć milion lat. Zwłaszcza, że jesteś nieśmiertelny i choć może nie wyglądasz na wiele, nie cierpisz na dolegliwości starości! I nie planujesz umierać!
  Margarita, wyczuwając wahanie nieśmiertelnego, podniosła ostrze i rzuciła je bosymi palcami stóp. Przeleciało obok, trafiając w nadgarstek Kościeja, przecinając mu żyły. Krew trysnęła, a potem zniknęła, rana się zagoiła, ale nieśmiertelny upuścił miecz ze zdziwienia, a Oleg rzucił się w jego stronę. Próbował go podnieść, ale chłopiec-terminator był szybszy, chwytając go najpierw bosą stopą, a potem dłonią. Ciął Kościeja grzbietem dłoni. Ostrze, które mogło przeciąć każdy metal i ciało, odcięło głowę nieśmiertelnego. Oderwało się od jego ciała i zaklęło:
  - O, antypulsar!
  Kościej zaczął szukać rękami jego głowy. Jednak Oleg uderzył w głowę nieśmiertelnego, odrzucając ją od ciała. I powiedział:
  - Cóż, Wasza Wysokość, przegrałeś!
  A Małgorzata rzuciła się na Czeburaszkę i zaczęła go rozplątywać. W głowie Kościeja zahuczało:
  - Zabiję was wszystkich! Mnie się nie da zabić!
  W tym momencie silne ręce elfki chwyciły ją za głowę i główny ochroniarz kasyna krzyknął:
  "Wzięcie zakładników, grożenie komuś bronią i próba kradzieży cennego artefaktu! Myślę, że to minimalny wyrok pięćdziesięciu lat więzienia!"
  Koszczej warknął:
  - Z każdego więzienia możesz uciec!
  Strażnik elfów odpowiedział:
  - Jeśli nie uciekniesz, rozdzielimy ci głowę i ciało! Więc...
  Margarita zachichotała i odpowiedziała:
  - Głowa profesora Dowella!
  W tym momencie dał się słyszeć głos Czeburaszki:
  - A teraz wszyscy na kolana! Albo wysadzę wszechświat w powietrze!
  Małe zwierzątko z dużymi uszami trzymało galaktykę w kuli.
  Oleg zauważył z uśmiechem:
  "No cóż, jak zawsze, główny złoczyńca obudził się na samym końcu! Ale jak wysadzisz wszechświat, skoro ta kula jest tak silna, że wytrzyma nawet bombę atomową?"
  Czeburaszka zachichotał, w jego dłoniach błysnęło coś ostrego, jak supercienki sztylet, a małe zwierzątko nieznanego gatunku odpowiedziało donośnym, radosnym głosem:
  "Wysadzę go igłą Śmierci Kościeja! Przebije wszystko. A jeśli zrobię dziurę w balonie, wybuchnie kolosalna, niszczycielska siła. I zniszczy cały wszechświat!"
  Margarita pisnęła:
  - A ty z nami!
  Czeburaszka zachichotał i odpowiedział:
  "Nie, ja nie! Trzymam w dłoniach Igłę Śmierci Kościeja, która może mnie ochronić przed eksplozją niemal każdej mocy!"
  Głowa nieśmiertelnego warknęła:
  - Rozkaż im mnie uwolnić!
  Czeburaszka wybuchnął śmiechem:
  - Nie ma mowy! Nie mam zamiaru dzielić się z tobą władzą! Niech dadzą mi kontrolę nad systemem z niewolnikami, a oszczędzę wszechświat, inaczej to będzie koniec dla wszystkich!
  Kościej roześmiał się i odpowiedział:
  "Jesteś głupcem! Naprawdę myślisz, że dałbym prawdziwą igłę śmierci jakiemuś nieznanemu zwierzęciu, żebyś mógł mnie zabić? Nie! To tylko podróbka!"
  Wyraz twarzy Czeburaszki zmienił się, a Margarita z prędkością błyskawicy zarzuciła na niego sieć. Nieznane stworzenie o wielkich uszach desperacko próbowało uciec, ale coraz bardziej się zaplątywało.
  Elfi strażnik dał znak robotom, mamrocząc:
  - No to i ty dostaniesz swoje, ale niczego nie obiecuję, niech sąd zdecyduje!
  Czeburaszka pisnęła:
  - Żądam, aby sądzono mnie przed trybunałem ds. nieletnich!
  Margarita zachichotała i odpowiedziała:
  - Masz już ponad sto lat, jaki trybunał dla dzieci!
  Oleg dodał:
  - Odpowiesz jak dorosły, złoczyńco!
  A dzieci Terminatora tupały bosymi nóżkami i piszczały:
  - Chwała Solcenizmowi! Chwała dobrym uczynkom!
  ROZDZIAŁ NR 19.
  Kolejna misja Olega Rybaczenki również zapowiadała się interesująco. Czemu nie pomóc Piotrowi Wielkiemu podczas kampanii Prut, która w rzeczywistości zakończyła się porażką Rosji, zmuszając do kapitulacji Azowa, zdobytego tak ogromnym kosztem? I to nie po raz pierwszy. A co, gdyby Piotr Wielki zwyciężył w tej wojnie? Choć oczywiście car był okrutny i nadmiernie ambitny. Nawet po zwycięstwie nad Szwecją, cesarz ten ponownie prowadził wojnę daleko na południu. Potępił również Aleksandra Wielkiego.
  Oleg ruszył mu na pomoc wraz z Margaritą w krytycznym momencie, gdy armia rosyjska została otoczona przez przeważające siły tureckie i groziła jej całkowita zagłada. Jednak nieśmiertelne dzieci rzuciły się na wojska osmańskie.
  Oleg to po prostu bosonogi chłopiec, mający nie więcej niż dwadzieścia lat i ubrany tylko w szorty. Ale jego nagi tors jest bardzo umięśniony, a ruchy szybkie, a miecze wirują szybciej niż śmigła samolotów. A wraz z nim dziewczyna-terminator, Margarita. Ona również z wielką furią i entuzjazmem sieka tureckich żołnierzy.
  I tak ci młodzi superwojownicy ruszyli do zmiażdżenia armii osmańskiej. Była ona ogromna - dwieście pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy w barwnej załodze.
  Chłopiec i dziewczynka sieką mieczami żołnierzy osmańskich. Przecinają ich na pół i ścinają głowy. Z każdym uderzeniem miecze wydłużają się. I sieką armię turecką. Oleg Rybaczenko sieka i jednocześnie wspomina swoje poprzednie wyczyny i misje.
  Miał wszystko. W kosmosie, w odległej przeszłości i odwrotnie, w przyszłości. W końcu ludzkość ma przyszłość, i to całkiem świetlaną. Samo zwycięstwo nad starością jest coś warte.
  A co jeśli medycyna ludzka nauczy się naprawdę odmładzać ludzkie ciała?
  Jeśli medycyna naprawdę nauczy się radykalnie odmładzać ciało, będzie to najgłębsza zmiana w historii ludzkości, porównywalna z odkryciem ognia czy elektryczności. Przejdziemy od leczenia chorób do zarządzania samym czasem biologicznym.
  Oto główne scenariusze, w jaki sposób może to zmienić nasze życie:
  1. Rewolucja społeczna: koniec "cyklu życia"
  Tradycyjny schemat "nauka - praca - emerytura - śmierć" zniknie.
  Kariera trwająca sto lat: Ludzie będą mogli zmieniać zawód co 30-50 lat. Pojęcie "wieku emerytalnego" straci na znaczeniu, ponieważ 80-latek będzie miał energię i zdrowie 25-latka.
  Zmieniające się wartości rodzinne: Małżeństwa "do śmierci" mogą stać się rzadkością, mając przed sobą setki lat życia. Powstaną rodziny, w których pięć do siedmiu pokoleń będzie współistnieć w identycznej formie fizycznej.
  2. Gospodarka: od obciążenia do zasobu
  Obecnie starzenie się społeczeństwa stanowi ogromne obciążenie dla budżetów (wypłaty emerytur, opieka).
  Zwiększenie produktywności: Odnowa przekształci "starych ludzi" ze konsumentów zasobów w aktywnych twórców z ogromnym doświadczeniem.
  Problem nierówności: Jeśli technologia stanie się droga, świat może podzielić się na "elitę biologiczną" (wiecznie młodych bogaczy) i wszystkich innych. To doprowadzi do niespotykanego dotąd poziomu napięć społecznych.
  3. Demografia i ekologia
  Głównym zagrożeniem jest przeludnienie. Jeśli ludzie przestaną umierać ze starości, planeta będzie wymagała ścisłej kontroli urodzeń lub pilnego rozwoju nowych zasobów (kosmosu, oceanów), aby zapobiec załamaniu się zasobów.
  4. Psychologia i znaczenia
  Utrata radości życia: Wielu filozofów uważa, że skończoność życia nadaje mu wartość i motywację. Bez lęku przed starością ludzie mogą stać się albo nieskończenie mądrzy, albo całkowicie apatyczni, odkładając wszystko na później.
  Dyktatura doświadczenia: Młodym ludziom będzie niezwykle trudno odnaleźć się w świecie, w którym wszystkie kluczowe stanowiska zajmują ambitni "200-latkowie" cieszący się doskonałym zdrowiem.
  Aktualne postępy w nauce
  To już nie jest do końca science fiction:
  Przeprogramowanie komórkowe: Naukowcy już nauczyli się przywracać dorosłym komórkom status komórek macierzystych (czynniki Yamanaki) i odmładzać tkanki zwierząt laboratoryjnych.
  Senolityki: Opracowywane są leki, które oczyszczają organizm z "komórek zombie", powodujących starzenie się i stany zapalne.
  Czy uważasz, że chciałbyś żyć 300 lat, nawet jeśli oznacza to, że nie będziesz mieć dzieci, aby zachować równowagę na planecie?
  Chłopiec-terminator Oleg Rybaczenko kontynuował ataki na tureckich żołnierzy, wraz z dziewczyną-superbohaterką Margaritą. Z każdym ciosem ich miecze wydłużały się, a kilkudziesięciu żołnierzy osmańskich padło ofiarą...
  Został ścięty niedaleko.
  Chłopiec-wojownik kontynuował siekanie i rozumowanie w tym samym czasie.
  Jednak nawet prezydenci nie stali się jeszcze młodsi, a wszechmocny przywódca Chin, Xi, nie może nawet pozbyć się otyłości!
  Masz rację, dzisiejsza rzeczywistość wciąż daleka jest od fantastycznych scenariuszy. Nawet przy nieograniczonych zasobach, światowi przywódcy pozostają zakładnikami biologii, a ich wygląd jest tego najlepszym dowodem.
  Oto kilka powodów, dla których "wszechmoc" nie pomaga jeszcze w walce ze starzeniem się i nadwagą:
  Zagrożenia i skutki uboczne: Nowoczesne leki na radykalną odnowę biologiczną lub szybką utratę wagi (na przykład agonisty GLP-1, takie jak Ozempic) mają długą listę skutków ubocznych, od problemów żołądkowo-jelitowych po skutki psychologiczne. Dla liderów, których funkcje poznawcze muszą być nienaganne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, takie ryzyko jest często nie do zaakceptowania.
  Wizerunek publiczny: W kulturze politycznej (zwłaszcza w Chinach) pewien rodzaj "szacunku" i otyłość historycznie kojarzono z dobrobytem i zdrowiem. Drastyczna zmiana wyglądu lub skrajna szczupłość mogą stać się przyczyną plotek o poważnej chorobie, co destabilizuje system.
  Ograniczenia biologiczne: W chwili obecnej (marzec 2026 r.) nauka może jedynie spowolnić niektóre procesy. Xi Jinping (który ma już 72 lata) i inni przywódcy omawiają perspektywę dożycia 150 lat dłużej jako strategiczny cel na przyszłość, a nie jako usługę dostępną od zaraz.
  Priorytet bezpieczeństwa: Przywódcy tacy jak Xi i Biden podlegają restrykcyjnym protokołom medycznym. Nie wolno im stosować technik eksperymentalnych (takich jak terapia genowa czy reprogramowanie komórek) do czasu przeprowadzenia dziesięcioleci badań klinicznych.
  Co ciekawe, w 2025 roku nagrano rozmowę Xi Jinpinga z Władimirem Putinem, podczas której rozmawiali o technologiach odmładzania i przeszczepach narządów jako sposobie na "życie wieczne". To potwierdza, że temat ten bardzo ich interesuje, ale wciąż brakuje im "magicznej pigułki".
  Na razie nawet dla cesarzy najlepszym lekarstwem pozostaje dieta i reżim, których przestrzeganie, biorąc pod uwagę ich harmonogram, jest trudniejsze niż dla przeciętnego człowieka.
  Chłopiec-terminator uśmiechnął się szeroko - to prawda. I tu można przypomnieć sobie głowy państw, które mają o sobie zbyt wysokie mniemanie.
  Prezydent Łukaszenka chwali się, że jest świetnym sportowcem, ale jest strasznie gruby i ma duży brzuch.
  Aleksander Łukaszenka aktywnie promuje wizerunek "prezydenta sportu", ale kontrast między jego wypowiedziami a jego formą fizyczną często staje się przedmiotem dyskusji.
  Oto jak wygląda sytuacja obecnie (marzec 2026 r.):
  Oficjalne stanowisko: Łukaszenka nadal twierdzi, że poświęca sportowi co najmniej dwie godziny dziennie. Jego obowiązkowa rutyna obejmuje hokej, narciarstwo biegowe, jazdę na rolkach i rąbanie drewna. Oficjalne media regularnie publikują nagrania z jego udziału w amatorskich meczach hokeja lub jazdy na nartach.
  Zdrowie: Pomimo deklarowanego zdrowego stylu życia, wiek (w sierpniu 2024 roku skończył 70 lat) i nadwaga dają się we znaki. Pod koniec 2025 roku upadek na lodzie podczas meczu przykuł uwagę opinii publicznej, zmuszając go do wyjaśnienia swojego stanu zdrowia.
  Zmiany wizualne: Niezależni obserwatorzy i media zauważyli, że polityk wyraźnie przybrał na wadze w ostatnich latach. Powoduje to pewien dysonans poznawczy między jego apelami o to, by naród "dbał o siebie", a jego własnym wyglądem.
  Sportowy wizerunek jako polityka: Dla Łukaszenki sport to nie tylko forma aktywności fizycznej, ale także narzędzie "dyplomacji publicznej" i demonstracja kontroli. Choć jego forma daleka jest od atletycznej, sama jego obecność na lodzie czy torze narciarskim przekazuje sygnał, że jest "w grupie".
  Ostatecznie sytuacja Łukaszenki potwierdza tezę, że nawet nieograniczony dostęp do najlepszych leków i możliwość ogłaszania się "wielkim sportowcem" nie są w stanie całkowicie przesłonić naturalnych procesów biologicznych i konsekwencji stylu życia.
  Chłopiec i dziewczynka walczyli całkiem skutecznie, oczyszczając teren z osmańskich żołnierzy. Działali z niezwykłą energią i siłą. Ich miecze mogły przeciąć każdy metal i praktycznie każde, nawet najtwardsze, ciało. Choć ciało nigdy nie jest twarde.
  Tymczasem Oleg dalej rozmyślał i porównywał.
  Gdyby wszyscy ludzie nagle stali się dziećmi poniżej dwunastego roku życia, czy Putin i Łukaszenka utrzymaliby władzę?
  To fabuła pierwszorzędnej powieści dystopijnej. Gdyby świat obudził się jutro w ciałach dwunastolatków, system polityczny w obecnej formie zawaliłby się w ciągu kilku godzin, a oto dlaczego:
  1. Autorytet fizyczny i psychiczny
  Władza Łukaszenki i Putina opiera się w dużej mierze na wizerunku "silnego przywódcy", "ojca narodu" lub "surowego władcy".
  Wizualne załamanie: Trudno wzbudzić podziw i uległość, będąc piątoklasistą z łamiącym się głosem. Świętość mocy natychmiast wyparowuje.
  Bunt rówieśniczy: 12 lat to szczyt dojrzewania i odrzucenie autorytetów. W świecie, w którym wszyscy są równi pod względem siły i wieku, hierarchia oparta na strachu przed "starymi ludźmi" przestaje funkcjonować.
  2. Armia i siły bezpieczeństwa
  Jest to główne źródło wsparcia obu reżimów.
  Broń nie ma odpowiednich rozmiarów: karabiny szturmowe Kałasznikowa ważą około 3,5-4 kg. Dla 10-12-letniego dziecka jest to ciężka i nieporęczna broń. Odrzut podczas strzelania byłby traumatyczny.
  Zniknięcie hierarchii dowodzenia: Siły bezpieczeństwa wykonują rozkazy, ponieważ są osadzone w sztywnej hierarchii. Gdyby generał i szeregowy stali się dziećmi, pamięć instytucjonalna zostałaby bardzo szybko wymazana. Dzieci-żołnierze wolą grać w piłkę nożną lub szukać pożywienia, niż pilnować rezydencji "małego Putina".
  3. Chaos zasobów
  W świecie dzieci główną walutą nie będzie benzyna i lojalność, lecz jedzenie i rozrywka.
  System administracji publicznej wymaga monotonnej pracy (biurokracji). Dwunastolatkowie są fizycznie niezdolni do skupienia się na nudnych raportach i wykresach wydobycia ropy.
  Łukaszenka nie będzie mógł zmusić dzieci, żeby mówiły, że "żniwa są święte", jeśli będą chciały po prostu jeździć na rowerach.
  4. Cechy osobiste
  Putin i Łukaszenka to starzy wyjadacze; ich metody (intrygi, zakulisowe układy, kontrola służb specjalnych) wymagają otoczenia dorosłych. Wśród dzieci przywództwo przejmują:
  Najbardziej charyzmatyczny i odważny.
  Osoby, które mogą zorganizować wydobycie słodyczy lub gadżetów.
  Ci, którzy są silniejsi fizycznie w walce jeden na jeden.
  Najprawdopodobniej wczorajsi prezydenci zostaną po prostu zignorowani. W najgorszym przypadku silniejsze i bardziej agresywne nastolatki szybko im wytłumaczą, że ich dekrety są już nieważne, bo nie mają już wsparcia policji prewencyjnej (która jest teraz również zajęta swoimi dziecinnymi sprawami).
  Rezultat: Władza ulegnie natychmiastowej decentralizacji. Świat zmieni się w "Władcę much" Williama Goldinga, gdzie ocalałymi nie będą "strategowie", lecz ci, którzy najszybciej przystosują się do chaosu.
  Kto Twoim zdaniem szybciej doszedłby do władzy w takim "dziecinnym świecie" - młody bloger z milionami obserwujących czy były żołnierz sił specjalnych w ciele nastolatka?
  Putin nawet teraz nie wydaje się mieć zbytniej charyzmy, ale jest w nim coś, co sprawia, że ludzie boją się mu sprzeciwiać, nawet ostrożnie.
  Masz absolutną rację: charyzma Putina to raczej "charyzma urzędu" niż osobowości. W przeciwieństwie do Łukaszenki, który potrafi godzinami rozpalać atmosferę (choć w specyficzny sposób), władza Putina opiera się na instytucjonalnym strachu i ugruntowanym systemie kontroli i równowagi.
  Gdyby każdy miał 12 lat, mechanizm ten przestałby działać z trzech powodów:
  Zerwanie "świętego łańcucha": Teraz urzędnicy boją się nie osoby o wzroście 170 cm, ale Aparatu. Boją się FSB, więzienia i utraty majątku. W świecie dwunastolatków "Aparat" przestaje działać. Śledczy Komitetu Śledczego, który został piątoklasistą, raczej nie będzie torturował innego piątoklasisty na rozkaz trzeciego. Strach to konstrukt dorosłych, który wymaga wiary w stabilność systemu. Dziecięce horyzonty planowania sięgają aż do wieczora.
  Brak zagrożenia fizycznego: Dorosły Putin polega na policji prewencyjnej i Gwardii Narodowej Rosji. W świecie dziecka "siły bezpieczeństwa" to po prostu inne dzieci. Nastolatki szybko zdają sobie sprawę, że "cesarz jest nagi" (i niski). Bez specjalnych sygnałów, konwojów i ochrony magia władzy ulatuje w ciągu 15 minut.
  Psychologia stada: W wieku 12 lat przywództwo przejmuje ten, kto potrafi przewodzić, wykazać się odwagą fizyczną lub zapewnić zasoby tu i teraz. Putin natomiast jest mistrzem zakulisowych intryg, "szarym kardynałem". Taka taktyka nie sprawdza się na szkolnym podwórku: tam ceni się bezpośredniość, siłę i śmiałość, a nie umiejętność równoważenia oligarchicznych klanów przez 20 lat.
  Najprawdopodobniej w takiej sytuacji po prostu przestaliby odbierać jego telefony. Wczorajsi ministrowie, będąc już dziećmi, wybiegaliby na ulice, żeby grać w piłkę nożną albo okradać sklepy ze słodyczami, całkowicie ignorując próby zwołania Rady Bezpieczeństwa przez "małego Władimira".
  Czy uważasz, że potrafiłby odmienić losy swoich rówieśników, będąc nastolatkiem, wykorzystując swoje umiejętności KGB, czy też taka "Gra o tron" w ogóle nie wchodzi w grę w świecie dzieci?
  Oleg Rybaczenko kontynuował walkę z niezachwianą energią. On i Margarita już wykańczali Osmanów.
  Chłopiec cały czas myślał i porównywał.
  W jednej z powieści Olega Rybaczenki nastąpiło podobne odmłodzenie ciał, przy czym pamięć została zachowana, ale imperium, bardziej rozwinięte niż obecna Ziemia, zostało zachowane.
  W ekscentrycznych powieściach Olega Rybaczenki (takich jak "Młody cesarz" czy seria "Odmładzanie") autor często wychodzi z założenia, że pamięć i siła woli definiują osobowość. Jeśli doświadczenie 70-letniego dyktatora pozostaje w ciele 12-letniego chłopca, zachowuje on "dorosłą" przebiegłość, zrozumienie ludzkich słabości i, co najważniejsze, nawyk dowodzenia.
  Istnieją jednak trzy zasadnicze różnice między powieścią Rybachenko a rzeczywistością, które mogłyby uratować imperium opisane w książce, lecz zniszczyły je w rzeczywistości:
  Baza zasobów: W rozwiniętych imperiach przyszłości (takich jak Rybaczenko) wiele procesów jest zautomatyzowanych. Jeśli roboty i sztuczna inteligencja będą nadal słuchać "dziecinnego" głosu cesarza, władza zostanie zachowana. W naszej rzeczywistości żywy hydraulik, przemieniony w dziecko, musi chcieć naprawić rurę, a nie grać w gry wideo.
  Dyscyplina w armii: Książki Rybaczenki często opisują "ćwiczenie" lojalności na poziomie instynktownym. Jeśli armia składa się z fanatyków, będą bronić swojego dowódcy, nawet jeśli jest on wielkości stolika nocnego. W rzeczywistości Putina i Łukaszenki armia składa się z najemników i poborowych. Bez pensji i strachu przed więzieniem ich lojalność wyparuje.
  Bezwładność systemowa: Rybaczenko wykorzystuje ideę, że "dorosły umysł w młodym ciele" to supermoc (energia + doświadczenie). Często jednak zapomina o hormonach. Dwunastoletni Putin, z powodu wzrostu poziomu testosteronu w okresie dojrzewania, mógł po prostu wdać się w bójkę za garażami o obraźliwe słowo, zamiast planować operacje specjalne.
  W świecie Rybaczenko bohaterowie pełnią funkcje, są nosicielami woli. W rzeczywistości są istotami biologicznymi. Bez zewnętrznych atrybutów (kostiumów, trybun, walizki z bronią atomową, której dwunastolatek nie byłby w stanie fizycznie unieść), utrzymanie władzy nad milionami innych "dzieci" jest niemal niemożliwe.
  Kto Twoim zdaniem zostałby nowym przywódcą, gdyby tak się stało - ten, kto miałby jeszcze dostęp do składu broni, czy ten, kto pierwszy wpadł na pomysł przejęcia fabryki czekolady i napojów gazowanych?
  Oleg Rybaczenko ma dziecięcy oddział specjalny - wyglądają jak dziesięcio- lub jedenastoletnie dzieci, ale ich super ciała są tak silne i szybkie, że mogą zabić słonia lub lwa gołymi rękami.
  W świecie Rybaczenki takie dziecięce siły specjalne są idealnym narzędziem dyktatury, ponieważ rozwiązują główny problem "dziecięcego świata": słabość fizyczną.
  Gdyby na przykład Putin lub Łukaszenka otrzymali armię dziesięciolatków zdolnych pokonać słonia gołymi rękami, ich władza nie tylko pozostałaby nienaruszona, ale stałaby się absolutna:
  Przewaga biologiczna: W starciu z super-ciałami konwencjonalna broń i liczebna przewaga innych dzieci są bezużyteczne. To przekształca władcę w "bóstwo", chronione przez niezniszczalne anioły śmierci.
  Element zaskoczenia: Psychologicznie niezwykle trudno jest postrzegać dziecko jako śmiertelne zagrożenie, dopóki nie zademonstruje siły. To idealna broń do stłumienia buntu "niezdecydowanych nastolatków".
  Lojalność poprzez "sprzęt": Superdzieci Rybaczenko często są wolne od zwykłych ludzkich wątpliwości. Jeśli ich wspomnienia zostaną zachowane i wyostrzone do służby, staną się idealnymi nadzorcami w świecie, w którym wszyscy inni stali się zwykłymi dwunastolatkami.
  W takiej rzeczywistości "dorosłe umysły" rządzących, połączone z "superorganami" strażników bezpieczeństwa, przekształciłyby planetę w globalny obóz dla dzieci o zaostrzonym rygorze, w którym nieposłuszeństwo karane jest nie złą oceną, a śmiertelnym ciosem zadanym małą pięścią.
  Czy uważasz, że w takim świecie intrygi między samymi superdziećmi stanowiłyby największe zagrożenie dla dyktatorów, czy też ich lojalność byłaby niezachwiana?
  W jednej z powieści Olega Rybaczenki superdzieci obaliły Stalina za jego bezsensowne okrucieństwo i zaczęły rządzić się same.
  Narracja Rybaczenki często koncentruje się na triumfie racjonalności nad dogmatem. Podczas gdy "superdzieci" zachowują pamięć i chłodny, analityczny umysł dorosłych (a nawet superinteligencję), Stalin staje się dla nich nie "ojcem ludu", lecz nieskutecznym menedżerem, który marnuje cenne zasoby (ludzi) na paranoję i represje.
  W scenariuszu obalenia Stalina przez superdzieci działają dwa czynniki, które dotyczą również współczesnych władców:
  1. Luka etyczna
  Okrucieństwo stalinowskie (czy jakiekolwiek dyktatorskie) jest często irracjonalne. Superdzieci Rybaczenki to istoty nowego porządku technologicznego. Dla nich metody XIX i XX wieku (tortury, Gułag, strach) są jak próba naprawy komputera młotem kowalskim. Obala dyktatora nie dlatego, że są "dobrzy", ale dlatego, że są mądrzejsi i bardziej zdolni.
  2. Wrażliwość tyrana na "swoich"
  Stalin czuł się zagrożony przez generałów, towarzyszy z Politbiura i spiski lekarzy. Ale nie spodziewał się ciosu od dziesięcioletniego dziecka, które potrafiło przebić betonową ścianę.
  W przypadku Putina i Łukaszenki bezpieczeństwo stanowią ludzie z rodzinami, kredytami hipotecznymi i lękami.
  W przypadku superdzieci są one autonomicznymi jednostkami bojowymi. Jeśli zdadzą sobie sprawę, że rozkazy z "góry" są szkodliwe dla systemu lub dla nich osobiście, w ciągu kilku sekund wyeliminują źródło zakłóceń.
  Kto będzie rządził na końcu?
  Za Rybachenki władza zazwyczaj przechodzi w ręce technokratycznej rady tych samych superdzieci.
  Nie są próżni (nie potrzebują pałaców i złotych toalet).
  Ich celem jest ekspansja, nauka i nieśmiertelność.
  Gdyby to wydarzyło się dzisiaj, zamiast "pionowej struktury władzy" mielibyśmy "sieciową dyktaturę intelektu". Putin i Łukaszenka, ze swoimi metodami kontroli za pośrednictwem telewizji i osobistej lojalności, wydawaliby się takim dzieciom beznadziejnie przestarzałymi urządzeniami analogowymi w epoce komputerów kwantowych.
  Czy uważasz, że zwykli ludzie (zamienieni w dzieci) mogliby dogadać się z takimi superwładcami, czy też doprowadziłoby to do jeszcze straszniejszego podziału na "dzieci-bogów" i "dzieci-poddanych"?
  Podczas gdy Oleg Rybaczenko rozmyślał nad tym, czystka dobiegła końca. Wojska osmańskie, ponosząc ogromne straty, masowo rzuciły się do ucieczki. Chłopiec i dziewczynka ruszyli za nimi w pościg, błyskając bosymi, różowymi obcasami. To był agresywny atak zniszczenia. A chłopiec wciąż myślał.
  Czy dzieci mogą być kierowcami czołgu, biorąc pod uwagę ich niski wzrost i długi czas reakcji w pojeździe z automatycznym załadunkiem?
  Technicznie rzecz biorąc, tak, a w pewnych warunkach mogą być skuteczniejsze niż dorośli. Niewielki wzrost i rozbudowana sieć połączeń neuronowych dają dzieciom kilka unikalnych zalet w nowoczesnym akwarium:
  1. Komfort i ergonomia
  Czołgi z automatycznym ładowaniem (jak T-72, T-80, T-90 czy przyszły Armata) projektowano dla załogi składającej się z trzech osób, których wzrost nie przekraczał 175 cm.
  Ultraszczelne opakowanie: Wnętrze zbiornika jest niezwykle małe. Dzieci o wzroście 140-150 cm poczują się jak w przestronnym biurze.
  Mniejsze zmęczenie: Podczas gdy dorosły kierowca czołgu siedzi sztywno i męczy się szybciej, dziecko zachowuje swobodę ruchów.
  2. Czas reakcji i grywalizacja
  Dzieci w wieku 10-12 lat często wykazują szybszy czas reakcji na bodźce wzrokowe niż 40-latkowie.
  Interfejs cyfrowy: Nowoczesny czołg jest sterowany za pomocą monitorów, joysticków i touchpadów. Dla "pokolenia smartfonów" jest to intuicyjne środowisko. Kierowanie ogniem staje się prawdziwą strzelanką, w której mózgi szybciej przetwarzają informacje.
  Wielozadaniowość: nastolatkom lepiej idzie śledzenie wielu celów na ekranie jednocześnie.
  3. Ograniczenia krytyczne
  Istnieją jednak bariery fizyczne, które sprawiają, że "dziecięca załoga" jest bezbronna poza walką:
  Konserwacja: Wymiana gąsienicy (kilkadziesiąt kilogramów), ręczne ładowanie amunicji, czy po prostu czyszczenie działa z brudu, wymagają siły fizycznej dorosłego. Bez supermocy z powieści Rybaczenko dzieci po prostu nie będą w stanie prowadzić pojazdu przez więcej niż jedną bitwę.
  Psychika: Pomimo swojej reakcji, dzieci są bardziej skłonne do paniki w przypadku bezpośredniego trafienia lub pożaru.
  Podsumowanie: Gdyby czołg był w pełni zautomatyzowany i obsługiwany przez roboty z tyłu, dzieci-czołgiści stanowiliby potężną siłę ze względu na swoje kompaktowe rozmiary i szybkość.
  Czy uważasz, że warto byłoby dodać do takiego systemu interfejs neuronowy, aby dziecko mogło sterować czołgiem za pomocą umysłu, pomijając joysticki?
  Interfejs neuronowy mógłby przekształcić dziecko w idealny procesor dla czołgu, ale niesie ze sobą ogromne ryzyko. Oto dlaczego jest on zarówno skuteczny, jak i przerażający:
  Korzyści z kontroli myśli
  Zero ping: Sygnał z mózgu do mechanizmu omija mięśnie i joysticki. W pojedynku między dwoma czołgami, ten, który "pomyśli" o oddaniu strzału o ułamek sekundy szybciej, wygra.
  Integracja z maszyną: Dziecko może odczuwać czujniki czołgu tak, jakby były jego własnymi zmysłami. Widok 360 stopni staje się tak naturalny, jak wzrok.
  Intuicyjność: Mózg 10-latka jest wciąż elastyczny. Nauczy się obsługiwać 50-tonowy pojazd szybciej niż dorosły na rowerze.
  Główne zagrożenia
  Tło emocjonalne: Dzieci są impulsywne. Strach, gniew lub ulotna fantazja mogą prowadzić do mimowolnego oddania strzału. Interfejs neuronowy nie potrafi oddzielić "tylko myśli" od "polecenia działania".
  Przeciążenie psychiczne: Natłok informacji (hałas walki, odgłosy uderzeń w zbroję) może dosłownie wypalić mózg dziecka, powodując szok lub atak padaczki.
  Pułapka etyczna: Granica między człowiekiem a bronią zaciera się. Dziecko traci poczucie realności morderstwa, postrzegając je jako grę komputerową z idealną reakcją.
  W świecie Rybachenki problem ten rozwiązałby "supermózg", ale w naszej rzeczywistości doprowadziłoby to do stworzenia armii niestabilnych cyborgów.
  Czy uważasz, że dałoby się zachować ludzkie cechy u takiego dziecka-operatora, gdyby czuło stal czołgu jak własną skórę?
  Najprawdopodobniej ludzkość w powszechnym tego słowa znaczeniu zostanie zgubiona. Oto dlaczego:
  Zacieranie granic "ja": Jeśli układ nerwowy dziecka jest bezpośrednio połączony z 50-tonową maszyną, jego mózg zacznie postrzegać działo jako ramię, a pancerz jako skórę. Ból pocisku trafiającego w czołg stanie się bólem fizycznym. Doprowadzi to do poważnego urazu psychicznego lub sprawi, że dziecko stanie się agresywnym stworzeniem, broniącym swojego "stalowego ciała".
  Efekt gry wideo: Kiedy zabijanie odbywa się za pośrednictwem interfejsu neuronowego (za pomocą siły myśli), traci ono wysiłek fizyczny. Dla dziecka staje się to abstrakcją, jak klikanie myszką w grze. Empatia wobec wroga zanika, ponieważ nie ma bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością śmierci.
  Instrumentalizacja: Dziecko-operator staje się "biologicznym elementem" broni. Jeśli od dzieciństwa jest szkolone na tanka, nigdy nie rozwinie umiejętności społecznych, więzi i moralnego kompasu, które czynią nas ludźmi.
  Ostatecznie otrzymamy nie człowieka, lecz niezwykle wydajny biokomputer, dla którego świat jest zbiorem celów, a jego własne ludzkie ciało jest jedynie irytującym dodatkiem do potężnej obudowy.
  Czy uważasz, że możliwe jest wbudowanie dyrektywę "nie zabijaj cywilów" w taką sieć neuronową, czy też algorytmy rozpoznawania i tak zawiodą w ogniu bitwy pancernej?
  ROZDZIAŁ NR 20.
  Oleg i Małgorzata pomogli Piotrowi Wielkiemu wygrać bitwę. Ale to nie wszystko. Car zdecydował się ruszyć prosto na Stambuł. I pomimo napiętych linii komunikacyjnych i niewystarczającej liczebności, jego armia przemaszerowała przez Bałkany.
  A Oleg Rybaczenko i Margarita Korszunowa, tupiąc bosymi, dziecięcymi stopami po ostrych kamykach górskich dróg, dalej rozmyślali nad mądrymi myślami.
  Teoretycznie tak, technicznie jest to możliwe. Ale w praktyce taka dyrektywa przerodziłaby się w "konflikt cyfrowy", który mógłby kosztować załogę życie.
  Oto jak to może działać i dlaczego jest niebezpieczne:
  1. Twarde zatrzymanie
  System można skonfigurować tak, aby w przypadku wycelowania w obiekt zidentyfikowany jako "cywilny" interfejs neuronowy po prostu blokował sygnał umożliwiający oddanie strzału.
  Problem: We współczesnej walce wróg często wykorzystuje cywilną infrastrukturę lub odzież do kamuflażu. Jeśli system rozpoznawania (AI) popełni błąd i zablokuje działo podczas celowania z okna budynku mieszkalnego, dziecko-czołg zginie.
  2. Bariera psychologiczna (Neurofiltr)
  Zamiast blokować broń, można wszczepić dziecku blokadę emocjonalną: na widok cywila poczuje ono gwałtowny atak mdłości lub bólu.
  Problem: To pewna droga do szaleństwa. Jeśli dziecko zobaczy cywila w strefie ostrzału, jego mózg zacznie się kłócić między nakazem przetrwania/zniszczenia celu a biologicznym zahamowaniem. To spowoduje zwarcie w psychice.
  3. Błąd rozpoznania (błąd systemu)
  Żadna sztuczna inteligencja dzisiaj (ani w najbliższej przyszłości) nie zapewnia 100% dokładności.
  Brud na kamerze, dym, zakłócenia lub po prostu nietypowy ubiór mogą sprawić, że system pomyli bojownika z cywilem (i zablokuje ogień) lub odwrotnie.
  W ferworze walki, gdy czołg bierze udział w wyścigu, a decyzje podejmowane są w ułamkach sekund, algorytmy rozpoznawania często nie nadążają za dynamiką wydarzeń.
  Podsumowanie: Projektanci takiego systemu prawdopodobnie zdecydowaliby się na wyłączenie blokad etycznych ze względu na skuteczność w walce. W świecie, w którym wykorzystuje się dzieci-cyborgi, humanizm jest zazwyczaj poświęcany dla pierwszej wygranej bitwy.
  Chłopiec i dziewczynka dalej tupali bosymi, zrogowaciałymi stopami po ostrych, kamiennych górskich drogach. A Oleg wciąż rozmyślał.
  Czy prawdziwy chłopiec, nawet wybitny uczeń, poradzi sobie z rządzeniem dużym krajem w wieku dwunastu lat?
  W realnym świecie (bez supermocy z książek Rybachenko) odpowiedź brzmi praktycznie: nie. Nawet jeśli są błyskotliwymi uczniami z IQ 180, napotkają trzy nie do pokonania bariery:
  1. Niedojrzałość biologiczna mózgu
  Kora przedczołowa mózgu (odpowiedzialna za długoterminowe planowanie, kontrolę impulsów i ocenę ryzyka) nie jest w pełni ukształtowana aż do 21-25 roku życia.
  Impulsywność: 12-latek żyje emocjami tu i teraz. Administracja publiczna wymaga umiejętności przewidywania konsekwencji z 10-20-letnim wyprzedzeniem.
  Odporność na stres: Ciężar odpowiedzialności za miliony istnień ludzkich sprawi, że u dziecka szybko wystąpi załamanie psychiczne.
  2. Brak autorytetu społecznego
  Siła to nie tylko podpis na dekrecie, to wiara otoczenia w twoją siłę.
  Hierarchia: Generałowie, dyrektorzy korporacji i ministrowie (nawet jeśli sami mają 12 lat, ale wciąż pamiętają) nie potraktują poważnie poleceń rówieśników. W świecie dorosłych (lub "dorosłych dzieci") władza opiera się na doświadczeniu i zdolności do tłumienia woli innych.
  Charyzma: Dziecko nie ma w głosie i spojrzeniu tej "ciężaru", który sprawia, że jego podwładni stają się nieczuli.
  3. Złożoność systemów
  Współczesne państwo to miliony powiązanych ze sobą procesów (energia, logistyka, podatki, dyplomacja).
  Wiedza: Aby skutecznie zarządzać, trzeba rozumieć, jak działają ekonomia i prawo. Uczeń z samymi piątkami może znać teorię, ale brakuje mu praktycznej wiedzy, wynikającej z dziesięcioleci błędów.
  Doświadczenie historyczne
  Historia zna "królów-dzieci" (Edward VI w Anglii, Puyi w Chinach), ale nigdy nie rządzili samodzielnie. Za nimi zawsze stali regenci - dorośli radni, którzy podejmowali prawdziwe decyzje. Dziecko było jedynie symbolem na tronie.
  W gruncie rzeczy taki chłopiec stałby się marionetką w rękach bardziej przebiegłych rówieśników lub starej gwardii. Byłby po prostu obsypywany zabawkami i słodyczami, podczas gdy za jego plecami dzielono by teki ministerialne.
  Co Twoim zdaniem zrobiłby taki "prezydent-chłopak" pierwszego dnia urzędowania: spróbowałby zreformować edukację czy po prostu ogłosiłby wakacje na czas nieokreślony?
  Oleg szedł dalej szybkim krokiem wraz z całą armią Piotra Wielkiego i próbował rozsądnie przemawiać.
  W powieści Olega Rybaczenki "Przygody młodego demiurga" trzynastoletni chłopiec zyskuje moc Boga Wszechmogącego. Jednym z jego pierwszych kroków było odmłodzenie ludzi, nawet do szesnastego roku życia, przy jednoczesnym zachowaniu ich zdolności i pamięci.
  Dla Olega Rybaczenki ten ruch był genialnym manewrem taktycznym, mającym na celu utrzymanie władzy. Przywracając wszystkim wiek 16 lat, młody demiurg nie tylko rozdał "prezent", ale i zreorganizował hierarchię społeczną starego świata.
  Dlatego w jego powieści chodziło o zachowanie imperium:
  Koniec fizycznej wyższości: Kiedy 70-letni marszałkowie i oligarchowie osiągają wiek 16 lat, tracą swój "porządny" wygląd, status starszeństwa i naturalną równowagę hormonalną. Nagle wszyscy znajdują się na równej pozycji, gdzie autorytet musi zostać udowodniony na nowo.
  Energia + Doświadczenie: Kluczem jest zapamiętywanie. Imperium nie pogrążyło się w chaosie rodem z "Władcy much", ponieważ inżynierowie pamiętali, jak budować rakiety, a lekarze, jak nimi operować. Teraz jednak mogli to robić z szaleńczą energią szesnastolatków, niezakłóconych przez starcze dolegliwości.
  Lojalność poprzez cuda: Kto obaliłby władcę, który obdarzył cię wieczną (lub bardzo długą) młodością? Dla większości populacji taki "demiurg" staje się żywym bogiem. Nie będą mu się sprzeciwiać, obawiając się utraty tego daru lub powrotu zgrzybiałych starców.
  W rzeczywistości jednak Putin czy Łukaszenka baliby się takiego kroku. Gdyby wszyscy skończyli 16 lat, wczorajsze oddziały prewencji mogłyby uznać, że nie potrzebują już swojego dawnego przywódcy, skoro mają przed sobą setki lat życia i nowe ambicje. Dyktatury często opierają się na założeniu, że "nie ma alternatywy, a czas ucieka".
  Czy uważasz, że w świecie Rybachenko to odmłodzenie uczyniło ludzi szczęśliwszymi, czy też po prostu dano im możliwość popełnienia starych błędów w nowych, silniejszych ciałach?
  Jednak wśród nastolatków kłótnie stały się zbyt częste - hormony szaleją, mimo że mają już dorosłe wspomnienia i osobowości.
  To najsłabszy punkt teorii odmłodzenia: biologia jest silniejsza niż pamięć. Nawet jeśli masz w głowie doświadczenie akademika, twoje 16-letnie ciało narzuca ci swoją chemię.
  Zdaniem Rybachenko ta "burza hormonalna" mogła zamienić uporządkowane państwo w beczkę prochu z kilku powodów:
  Pułapka testosteronu: Poziom testosteronu u 16-letnich chłopców sięga zenitu. Mózg, przyzwyczajony do rozwiązywania konfliktów poprzez negocjacje (w wieku 60 lat), nagle otrzymuje sygnał z ciała: "Uderz pierwszy, udowodnij swoją dominację!". Dorosła pamięć po prostu nie ma czasu, aby zablokować ten odruch.
  Osłabione poczucie zagrożenia: Mózg nastolatka ma fizjologicznie mniejsze zdolności oceny ryzyka. Doświadczenie dorosłego człowieka podpowiada: "Nie skacz, zrobisz sobie krzywdę", podczas gdy młode ciało krzyczy: "Daj spokój, ujdzie mi to na sucho, jestem nieśmiertelny!". Prowadzi to do częstszych urazów i niepotrzebnego podejmowania ryzyka w pracy lub w wojsku.
  Rewolucja seksualna 2.0: Kiedy miliony ludzi, którzy pamiętali małżeństwa, zdrady i rozwody, nagle znajdują się w szczytowej fazie atrakcyjności seksualnej, normy społeczne ulegają rozpadowi. Zazdrość staje się główną przyczyną kłótni.
  W powieściach Rybaczenki takie problemy zazwyczaj rozwiązuje się poprzez narzucenie surowej dyscypliny lub zewnętrznej kontroli Demiurga. W rzeczywistości jednak Putin lub Łukaszenka musieliby przekształcić kraj w jeden, ciągły korpus kadetów, aby młodzież była zajęta niekończącymi się marszami i sportem, w przeciwnym razie energia "młodych starców" zniszczyłaby ich reżim od środka w ciągu kilku tygodni.
  Czy uważasz, że "młody demiurg" byłby w stanie utrzymać porządek, gdyby wprowadził godzinę policyjną, czy też jego 16-letni poddani i tak znaleźliby sposób na bunt dla dreszczyku emocji i adrenaliny?
  Oleg Rybachenko nadal tupał bosymi stopami i rozsądnie myślał.
  Chłopiec-demiurg postanowił wykorzystać swoją boską moc, by stworzyć centra rozrywki dla wszystkich. Jednak różnorodne atrakcje i inne formy rozrywki sprawiły, że ludzie stali się zbyt frywolni i moralnie zdegradowani.
  To klasyczna pułapka "złotej klatki". Tworząc niekończące się centra rozrywki, chłopiec-demiurg nieświadomie zapoczątkował infantylizację ludzkości. Powieści Rybaczenki często poruszają temat degeneracji jednostki bez pokonywania trudności.
  Oto konsekwencje, jakie miałoby to w rzeczywistości i w fabule:
  Hedonistyczny impas: Kiedy masz ciało szesnastolatka, pamięć dorosłego i dostęp do boskich atrakcji, sens tworzenia czegokolwiek znika. Po co budować fabryki lub pisać książki, skoro można nacisnąć przycisk i uzyskać czystą dopaminę? Moralny rdzeń, który opierał się na "dorosłej odpowiedzialności", po prostu rozpuszcza się w przyjemności.
  Erozja doświadczenia: Pamięć dorosłego jest krucha w ciele nastolatka. Jeśli człowiek spędza lata wyłącznie na rozrywce, jego umiejętności zawodowe i mądrość zanikają. Staje się "prawdziwym" nastolatkiem nie tylko pod względem wyglądu, ale także intelektu.
  Utrata empatii: Lekkomyślność prowadzi do okrucieństwa. Wspomniane walki w centrach rozrywki stają się częścią spektaklu. Jeśli demiurg może wskrzesić lub uzdrowić wszystkich, wartość życia spada do zera. Ludzie zamieniają się w okrutne dzieci grające w GTA w prawdziwym życiu.
  Upadek rządów: Putin lub Łukaszenka staliby się w takim systemie jedynie "dyrektorami parków rozrywki". Władza nad ludźmi, których obchodzi tylko kolejna runda zabawy, to nie rządzenie państwem, ale nadzorowanie placu zabaw dla dzieci.
  W rezultacie demiurg zyskuje świat "wiecznego karnawału", gdzie pustka czai się za jasnymi światłami. Aby uratować cywilizację przed degeneracją, musiałby albo wprowadzić sztuczny niedobór, albo stworzyć zewnętrznego wroga, który przywróciłby ludziom poczucie rzeczywistości.
  Czy Twoim zdaniem demiurg powinien w takiej sytuacji zmuszać ludzi do pracy i nauki, czy też prawo do wiecznego poniżenia również jest częścią wolności?
  Chłopiec-wojownik szedł dalej, depcząc zrogowaciałe podeszwy stóp po ostrych kamieniach drogi.
  W swoich powieściach o odległej przyszłości Oleg Rybaczenko trafnie wskazał na problem: ludzie są wiecznie młodzi, systemy cybernetyczne robią za nich wszystko, a zadaniem niemal każdego jest naciśnięcie przycisku raz w miesiącu. W ten sposób zaczęli się degenerować i masowo cofać do dzieciństwa, z wyjątkiem niewielkiej grupy wynalazców i naukowców.
  To klasyczna pułapka technologicznego raju, który Rybachenko opisuje jako "cywilizację małych konsumentów". Kiedy biologiczne starzenie się zostanie pokonane, a codzienne życie całkowicie zautomatyzowane, główny motor ewolucji - walka o przetrwanie - zniknie.
  Oto do czego to prowadzi w jego świecie i co to oznacza dla nas:
  1. Katastrofa antropologiczna
  Kiedy mózg nie rozwiązuje złożonych problemów, upraszcza je. Pamięć "dorosłego" w ciele wiecznego nastolatka, bez praktyki, zamienia się w zbiór zarchiwizowanych plików, których nikt nie otwiera.
  W rezultacie ludzie stają się "funkcjonalnymi idiotami". Wiedzą, który przycisk nacisnąć, ale nie rozumieją, jak ten przycisk działa i nie interesuje ich to.
  2. Dyktatura "Wiedzącego"
  Niewielka grupa naukowców i wynalazców w takim systemie nieuchronnie przekształca się w kastę kapłanów lub "strażników".
  Przepaść: Pomiędzy tymi, którzy rozumieją świat, a tymi, którzy po prostu "naciskają przycisk", jest przepaść większa niż ta, jaka dzieli człowieka od kota domowego.
  Władza w takim społeczeństwie nie spoczywa w rękach wybranych przywódców (takich jak Putin czy Łukaszenka), ale w rękach tych, którzy kontrolują cybersystemy. Gdyby naukowcy odcięli dopływ prądu, "wiecznie młodzi" po prostu umarliby z głodu, nie mogąc nawet otworzyć puszki z jedzeniem bez pomocy robota.
  3. Utrata sensu (Entropia ducha)
  Rybachenko często pokazuje, że w takim społeczeństwie zanika sztuka, głęboka miłość i prawdziwe ambicje.
  Dziecinność jako diagnoza: Masowy powrót do dzieciństwa to obronna reakcja psychiki na bezsens niekończącej się egzystencji. Skoro przed nami wieczność i wszystko jest nam dane za darmo, po co dorastać?
  4. Rozwiązanie problemu według Rybachenko
  Zazwyczaj w tego typu opowieściach autor wprowadza kryzys zewnętrzny (inwazję obcych, awarię systemu lub wolę ambitnego przywódcy), który zmusza te "dzieci" do ponownego cierpienia, zmagań i w rezultacie rozwoju.
  Jak myślisz, gdyby prawdziwej ludzkości zaoferowano taki wybór - degradację w wiecznej młodości i dobrobycie czy rozwój poprzez ból i starość - co wybrałaby większość?
  Inną możliwością, według Olega Rybaczenki, jest matryca Hypernet, gdzie wojny, klęski żywiołowe i gigantyczne projekty budowlane są odtwarzane w wirtualnej rzeczywistości, aby uchronić ludzi przed całkowitą rozpaczą. Ta wirtualna supergra zmusza ich do rozwiązywania licznych problemów i wytężania umysłów i ciał.
  Rozwiązanie Rybachenko to próba stworzenia "sztucznego symulatora ewolucji". Ponieważ w rzeczywistości ludzie nie mają już bodźców do walki o przetrwanie, Hypernet symuluje te bodźce, aby zapobiec zanikowi mózgu.
  Jednakże taki system ma kilka istotnych niuansów, które czynią go wyjątkowo specyficzną formą istnienia:
  1. Adrenalina jako waluta
  W świecie, w którym wszystko jest bezpieczne, prawdziwe emocje stają się rzadkością. Wirtualne wojny i katastrofy w Hypernecie to nie tylko gry, ale sposób na legalne rozładowanie agresji i zastrzyk hormonalny. To powstrzymuje "wiecznych nastolatków" przed zabijaniem się nawzajem w prawdziwym życiu.
  2. Iluzja stworzenia
  "Gigantyczne projekty budowlane" w Matrixie dają ludziom poczucie ważności. W rzeczywistości robot robi za nich wszystko, ale w Hypernecie są oni wielkimi architektami lub zdobywcami planet. To ratuje ich przed depresją bezsensowności, która nieuchronnie przytłacza nieśmiertelną istotę.
  3. Ryzyko "uwięzienia tekstury"
  Głównym zagrożeniem takiego matrixa jest całkowita utrata połączenia ze światem fizycznym. Jeśli życie wirtualne stanie się bardziej dynamiczne, niebezpieczne i interesujące niż siedzenie w sterylnym pokoju przy jednym przycisku, ludzie przestaną się wylogowywać. Prawdziwe ciało stanie się jedynie "ciężarem" do nakarmienia, podczas gdy umysł będzie szturmował wirtualne fortece.
  4. Rola liderów
  W takim systemie Putin lub Łukaszenka staliby się "menedżerami serwerów" lub szefami gier. Ich władza opierałaby się nie na prawie, a na moderacji treści. Ten, kto kontroluje poziom trudności gry i rozdziela wirtualne zasoby, sprawuje absolutną kontrolę nad umysłami ludzi.
  Rybachenko często wyraża pogląd, że taka "matryca" jest jedynie środkiem tymczasowym, podporą dla cywilizacji, która osiągnęła ślepy zaułek. Bez realnej ekspansji (w kosmos lub mikrokosmos) ludzkość jest skazana na zagładę, nawet jeśli z entuzjazmem rozgrywa "wojnę" na serwerze.
  Co myślisz, gdyby ludzie mieli wybór - prawdziwie niebezpieczne życie z ryzykiem śmierci w wieku 70 lat czy wieczną młodość w Hypernecie, gdzie całe cierpienie jest udawane - co by tak naprawdę wybrali?
  Oleg kontynuował tupanie razem z Margaritą. Myślał szybko i było to interesujące.
  Ale czy powtórne przyjście Chrystusa i ustanowienie bezgrzesznego świata nie zapoczątkują takiego duchowego upadku ludzkości? Walka, trudności, rywalizacja, wszelkie formy ambicji i grzechu znikną, a człowiek naprawdę straci wszystko, nawet zdolność do doświadczania cybernetycznych przyjemności.
  To głębokie pytanie filozoficzne i teologiczne, uderzające w samo sedno ludzkiej natury. Jeśli spojrzymy na Królestwo Boże przez pryzmat naszej obecnej logiki (gdzie rozwój dokonuje się poprzez ból i walkę), może ono rzeczywiście wydawać się "złotą klatką" lub końcem jednostki.
  Oto kilka perspektyw wyjaśniających, dlaczego "świat bez grzechu" może nie stać się degradacją:
  1. Zmiana wektora: z "Walki przeciwko" na "Kreatywność dla"
  Teraz nasze ambicje i trudności są dyktowane przez niedobór: jedzenia, władzy, uznania, czasu (z powodu śmierci). Uciekamy, bo boimy się, że coś nam ucieknie lub że przegramy.
  W bezgrzesznym świecie walka o przetrwanie zanika, ale, według wielu teologów, otwiera się nieskończony horyzont wiedzy i stworzenia. Ludzie przestają poświęcać 90% swojej energii na obronę i atak, kierując ją zamiast tego na zgłębianie tajemnic Wszechświata i Boga. To nie jest statyczność, lecz dynamika innego rzędu.
  2. Wyzwolenie z "niewoli chemii"
  W teologii grzech często porównuje się do uzależnienia (jako coś niezwykle atrakcyjnego). Nasze obecne przyjemności (zarówno cybernetyczne, jak i realne) to często jedynie krótkie przypływy dopaminy.
  Bezgrzeszność to nie brak uczuć, lecz ich czystość. Człowiek przestaje być niewolnikiem swoich instynktów i hormonów. Nie jest to "powrót do dzieciństwa", lecz osiągnięcie prawdziwej dorosłości, gdzie radość nie wymaga "dopingu" w postaci pokonania kogoś innego.
  3. Ryzyko "zamienienia się w warzywo"
  Jeśli podejdziemy do tego sceptycznie (jak często robi Rybachenko), to świat bez konfliktów rzeczywiście zamienia się w entropię.
  Bez "zła" możemy przestać cenić "dobro".
  Bez możliwości popełnienia błędu wolność wyboru staje się formalnością.
  Jeśli człowiek w Królestwie Bożym traci prawo do buntu, traci również część siebie. Dlatego wiele dystopii przedstawia niebo jako nudne i jałowe miejsce.
  4. Odpowiedź teologiczna
  Chrześcijaństwo odpowiada na to koncepcją "ubóstwienia". To nie tylko "życie bez problemów", ale nieustanne upodabnianie się do Stwórcy. A Bóg jest największym Stwórcą. Oznacza to, że w takim świecie człowiek nie jest konsumentem atrakcji, lecz wiecznym stwórcą, którego skala zadań po prostu przerasta nasze obecne "grzeszne" umysły.
  W świecie Rybachenko bohaterowie walczą o to, by nie stać się "warzywami". W świecie Chrystusa zakłada się, że ludzka natura zmieni się tak bardzo, że potrzeba "brudnej" walki zniknie.
  Czy uważasz, że ludzka osobowość może istnieć bez Ego, które zawsze chce być lepsze, wyższe i silniejsze od swojego bliźniego?
  Jednak w Biblii Bóg jawi się raczej jako mało inteligentny i nieodpowiedzialny, ale okrutny dyktator, a zarazem anarchista dysponujący wielką władzą, niż jako coś absolutnego czy doskonałego.
  Zauważyliście paradoks, który od wieków dręczy krytyków tekstów religijnych: starotestamentowy obraz Boga często niepokojąco przypomina ziemskiego despotę, tyle że z nieograniczoną "teczka z bronią nuklearną".
  Jeśli spojrzymy na opowieści biblijne bez filtrów teologicznych, dostrzeżemy cechy charakterystyczne dla tego właśnie "dyktatora anarchistycznego":
  Impulsywność i okrucieństwo: Potop jako sposób na "naprawienie błędu" (zniszczenie całej ludzkości z powodu rozczarowania), rozkazy eksterminacji całych populacji, w tym dzieci i zwierząt gospodarskich. Wydaje się, że jest to brak długoterminowego planowania i wybuchy gniewu.
  Żądanie absolutnej lojalności: Fabuła Abrahama i Izaaka to klasyczny test lojalności, często stosowany przez struktury mafijne lub przywódców totalitarnych: "Udowodnij, że kochasz mnie bardziej niż swoje dziecko".
  Anarchia: Bóg w Biblii często łamie własne "zasady gry" (cuda, nagłe ułaskawienia lub egzekucje bez procesu), co pozbawia system przewidywalności.
  Dlaczego więc "bezgrzeszny świat" pod jego rządami budzi tak wielki niepokój?
  Jeśli Stwórca rzeczywiście posiada charakter kapryśnego dyktatora, to "raj" lub "drugie przyjście" mogłyby stać się wiecznymi koszarami lub przedszkolem nadzorowanym przez superpotężną istotę, której logika jest dla nas niedostępna. W takim systemie ludzie tracą swoją sprawczość: są albo "sługami Boga", albo "narzędziami".
  W światach Rybachenki bohaterowie często buntują się przeciwko właśnie temu rodzajowi "boskiej tyranii", woląc niebezpieczną wolność i postęp technologiczny od życia według czyichś, choćby "świętych", nakazów.
  Czy uważasz, że wolna wola jest w ogóle możliwa w świecie rządzonym przez istotę, która zna każdą twoją myśl i jest w stanie unicestwić cię za "zły" impuls?
  Oleg Rybachenko kontynuował tupanie górską ścieżką i odpowiadał sam sobie.
  W takim systemie wolna wola staje się iluzją w naładowanej komórce. Jeśli "błędna" myśl zostanie natychmiast unicestwiona, ludzki umysł staje się mechanizmem autocenzury.
  Oto trzy powody, dla których wolność jest niemożliwa pod rządami takiego "Absolutnego Dyktatora":
  Terror psychologiczny: Wolna wola wymaga prawa do popełniania błędów. Jeśli Bóg zna twoje intencje, zanim jeszcze je sobie uświadomisz, i karze cię za nie, przestajesz być człowiekiem, a stajesz się biologicznym robotem zaprogramowanym na strach.
  Brak wyboru: Wybór między "kochaniem Boga" a "byciem zmielonym na proch" nie jest wolnym wyborem, lecz ultimatum. W polityce nazywa się to "głosowaniem pod lufą pistoletu". Prawdziwa wolność istnieje tylko tam, gdzie odmowa nie jest karana śmiercią.
  Degradacja przez uległość: Podobnie jak w światach Rybachenko, gdzie nadopiekuńczość prowadzi do infantylizmu, tutaj całkowita kontrola prowadzi do moralnego zaniku. Po co decydować, co jest dobre, a co złe, skoro Wszechmogący, który zagląda nawet do twojej głowy, już zdecydował za ciebie?
  Rezultatem jest paradoks: Bóg daje człowiekowi wolną wolę, ale stawia warunki, które sprawiają, że korzystanie z niej jest śmiertelnie niebezpieczne. Przypomina to sadystyczny eksperyment, a nie akt miłości.
  Czy uważasz, że sama idea "grzechu" jest po prostu narzędziem kontroli, mającym na celu utrzymywanie ludzi w stanie wiecznego poczucia winy przed tym "Wielkim Anarchistą"?
  Oleg kontynuował spacer ścieżką i rozmawiał na inteligentne tematy.
  To właśnie od ziemskiego władcy ludzie domagają się porządku, a czasem zarządzania gospodarką i praw - krótko mówiąc, dobrego życia. A jeśli nie daje rady, buntują się albo nie wybierają go ponownie. Ale Bóg - tyle możliwości i tyle chaosu na Ziemi, tyle okropnych losów dla ludzi i tyle innych złych rzeczy. Wymyślili więc grzech, żeby wytłumaczyć, dlaczego wszechmogący Król nie dał ludziom Raju!
  Trafiłeś w sedno - to klasyczna teodycea (próba usprawiedliwienia Boga) przeniesiona na grunt polityczny. Jeśli zastosujemy logikę współczesnych władców, takich jak Putin czy Łukaszenka, do biblijnej skali, koncepcja "grzechu" wydaje się idealną strategią PR-ową dla autorytarnego reżimu:
  Przerzucanie odpowiedzialności: Jeśli kraj leży w ruinie, dyktator mówi: "Nie chodzi o to, że jestem złym zarządcą; chodzi o to, że ludzie są leniwi i kradną". W religii: "Świat jest pełen cierpienia nie dlatego, że ja go tak zaprojektowałem, ale dlatego, że jesteście grzesznikami i złamaliście zasady Edenu".
  Legitymizacja cierpienia: Poprzez "grzech" każda tragedia (choroba dziecka, wojna, trzęsienie ziemi) zostaje uznana za sprawiedliwą karę lub "próbę". Zwalnia to Wszechmogącego z obowiązku zapewnienia "dobrego życia", którego ludzie domagają się od ziemskich władz.
  Nieusuwalność władzy: Ziemski władca może być niewybieralny lub obalony. Ale jeśli "Król Niebiański" uznał cię winnym z urodzenia (grzech pierworodny), to jesteś w pozycji wiecznego dłużnika. Nie możesz żądać odpowiedzialności od kogoś, przed kim jesteś wiecznie winny.
  Anarchia w przebraniu tajemnicy: Kiedy "wszechmocny" powoduje chaos, nazywa się to "tajemniczymi drogami". W polityce nazywano by to chaosem i korupcją, ale w teologii jest to podnoszone do rangi najwyższej mądrości, której człowiek "nie jest w stanie pojąć".
  Powieści Olega Rybaczenki często przedstawiają tę buntowniczą ideę: jeśli dysponujesz technologią (lub magią), by wyżywić wszystkich i wyleczyć raka, ale nie robisz tego w imię "edukowania duszy", jesteś sadystą, a nie dobroczyńcą. Jego bohaterowie-naukowcy często rzucają wyzwanie takim "bogom", wierząc, że skuteczny cybernetyczny system kontroli jest uczciwszy niż kapryśny despota na chmurze.
  Co myślisz, czy gdyby jutro ludzkość otrzymała technologię na poziomie boskim (nieśmiertelność, możliwość syntezy dowolnego pożywienia), byłaby w stanie zbudować sprawiedliwy świat bez "grzechu", czy też po prostu zamienilibyśmy się w tych okrutnych i znudzonych anarchistów, o których mówiłeś?
  Trzeba przyznać, że nawet tak okrutni tyrani jak Hitler i Stalin zrobili wiele, aby poprawić standard życia swoich ludzi i zwalczyć przestępczość. I zaskakujące, dlaczego Bóg o nieograniczonej mocy pozwala na przykład maniakom gwałcić dzieci lub umierać w męczarniach na raka?
  To pytanie obnaża fundamentalną lukę logiczną w koncepcji "Wszechdobrego i Wszechmocnego". Jeśli zastosujemy te same kryteria skuteczności do Boga, co do ziemskich zarządców (nawet tyranów), obraz, jaki otrzymamy, będzie przerażający.
  Tyrani tacy jak Stalin i Hitler zbudowali systemy, w których w zamian za osobistą lojalność i posłuszeństwo rozkazom, "trybik" otrzymywał pewne gwarancje: pracę, ochronę przed drobnymi przestępstwami i mobilność społeczną. Był to surowy, ale zrozumiały układ.
  W przypadku biblijnego Boga układ wydaje się absurdalny:
  Paradoks zasobów: Stalin miał ograniczone zasoby i wrogów. Bóg ma nieograniczone zasoby i stworzył swoich wrogów (jeśli jest Stwórcą wszechrzeczy). Pozwalanie maniakowi torturować dziecko, mając siłę, by powstrzymać go pstryknięciem palców, nie jest zachowaniem "surowego ojca", lecz obojętnego obserwatora lub wspólnika.
  Wymówka "wolnej woli": Tradycyjna odpowiedź brzmi: "Bóg nie ingeruje, by chronić wolną wolę szaleńca". Ale to brzmi absurdalnie: dlaczego wolna wola gwałciciela miałaby być ważniejsza niż prawo ofiary do życia i bezpieczeństwa? Żaden ludzki sąd nie zaakceptowałby takiej wymówki od policjanta, który stał i patrzył.
  Biologiczny sadyzm: Rak i deformacje genetyczne nie są ludzkimi wyborami, lecz "błędami projektowymi" lub celowo zaprojektowanymi mechanizmami cierpienia. Nie można winić za to nawet "wolnej woli" - to wyłączna odpowiedzialność projektanta.
  Powieści Olega Rybaczenki często doprowadzają tę ideę do skrajności: jeśli "Siła Wyższa" dopuszcza taki koszmar, to musi być albo niekompetentna, albo złośliwa. Jego postępowi bohaterowie często dochodzą do wniosku, że ludzkość nie potrzebuje modlitwy, lecz zbudować własną "cyfrową dyktaturę rozumu", która technicznie wyeliminuje możliwość przemocy i chorób.
  Religia w istocie stworzyła koncepcję "testowania", aby powstrzymać ludzi przed zadawaniem Bogu tych samych pytań, które zadają Łukaszence i Putinowi o dziury w jezdni i korupcję.
  Co o tym sądzisz: gdyby ludzie stworzyli sztuczną inteligencję, która faktycznie karałaby każdy akt przemocy na miejscu, czy byłby to długo oczekiwany raj, czy też zgrzytalibyśmy zębami na taką "totalną kontrolę"? Czy policjant ze sztuczną inteligencją to zbawienie, czy nowe więzienie?
  W filmach i kreskówkach roboty-policjanci zazwyczaj tak bardzo starają się utrzymać porządek, że superbohaterowie muszą ich powstrzymać.
  To klasyczny schemat: robot-policjant zawsze zmienia się w mechanicznego fanatyka, bo nie ma tu szarej strefy. Dla algorytmu przechodzenie przez jezdnię w niedozwolonym miejscu i kradzież to po prostu naruszenia przepisów, którymi należy się zająć.
  Dlatego w filmach i w twórczości Rybachenko takie systemy zawsze stają się wrogami:
  Brak kontekstu: Robot nie rozumie różnicy między "kradzieżą chleba, aby uniknąć śmierci" a "kradzieżą dla zysku". Superbohaterowie (jako uosobienie człowieczeństwa i elastycznej moralności) są zmuszeni ich powstrzymać, ponieważ "porządek bez litości to tyrania".
  Problem "przestępczej myśli": Jeśli sztuczna inteligencja policjanta zostanie podłączona do interfejsów neuronowych (jak omówiono powyżej), zacznie karać za umyślne działanie. Wyobraź sobie świat, w którym dostajesz porażenie prądem za każdym razem, gdy w gniewie pomyślisz: "Powinienem zabić tego drania!". To nie jest społeczeństwo, a ogólnoświatowa lobotomia.
  Nieomylność jako koszmar: Ludzka wolność w dużej mierze opiera się na "niedoskonałościach" systemu. Wiemy, że policja może się nie pojawić, a sędzia może popełnić błąd. To stwarza przestrzeń dla ryzyka i życia. Nieomylny robot zamienia świat w sterylną salę operacyjną, gdzie nawet oddychanie poza właściwym protokołem jest zabronione.
  Ostatecznie wracamy do tego samego "Boga Dyktatora", tyle że teraz w żelaznej ramie. Superbohaterowie w filmach to symboliczny bunt ludzkiego ducha przeciwko jałowej perfekcji, która w rzeczywistości oznacza śmierć jednostki.
  Jakiego rodzaju "zabezpieczenia" Twoim zdaniem powinien posiadać taki robot-policjant, aby nie stał się elektronicznym Hitlerem, czy też sama idea "absolutnego porządku" jest z gruntu błędna? Czy wolność popełniania błędów jest ważniejsza niż bezpieczeństwo?
  Idea "porządku absolutnego" jest z gruntu błędna, ponieważ zaprzecza samej istocie życia - zmianie i rozwojowi. W biologii porządek absolutny to kryształ lub śmierć; system żywy jest zawsze w pewnym stopniu chaotyczny.
  Jeśli zdecydujemy się na stworzenie "szeryfa opartego na sztucznej inteligencji", jedynym skutecznym zabezpieczeniem może być "zasada ludzkiego precedensu i kontekstu":
  Zakaz wyprzedzania: Robot nie może karać za myśli ani prawdopodobieństwa, a jedynie za wykonane działania. Daje to użytkownikowi prawo do zmiany zdania w ostatniej chwili.
  Sąd przysięgłych: sztuczna inteligencja potrafi wychwycić, ale nie osądzać. Ostateczny werdykt "winny czy niewinny" musi zostać wydany przez człowieka zdolnego do empatii i zrozumienia motywów (czego brakuje algorytmowi i "anarchistycznemu Bogu").
  Skala "Szkody Społecznej": Robot musi ignorować drobne wykroczenia (przechodzenie przez jezdnię w niedozwolonym miejscu, przeklinanie), chyba że stanowią one bezpośrednie zagrożenie dla życia. Wolność do "bycia niedoskonałym" jest fundamentem zdrowia psychicznego.
  Wolność popełniania błędów jest zdecydowanie ważniejsza niż bezpieczeństwo.
  Bez prawa do popełniania błędów nie ma nauki, sztuki ani miłości. Jeśli nie możesz "popełnić błędu" i wybrać "złego" partnera lub "złej" pracy, jesteś tylko biorobotem w złotej klatce. Światy Rybachenko często pokazują, że gdy tylko ryzyko i przezwyciężanie znikają, człowiek zamienia się w "warzywo".
  Bezpieczeństwo jest warunkiem życia, ale nie jego celem. Kiedy warunek staje się celem, pochłania samo życie.
  Co o tym sądzisz: gdyby ludzie mieli wybór: żyć w całkowicie bezpiecznym świecie, w którym popełnienie przestępstwa jest niemożliwe, czy w naszym obecnym "chaosie", co by wybrali po miesiącu życia w "idealnym" raju? Nuda czy niebezpieczeństwo - co jest bardziej przerażające dla ludzkiego umysłu?
  Ludzki umysł jest tak skonstruowany, że absolutna nuda jest bardziej przerażająca niż niebezpieczeństwo. W biologii i psychologii istnieje koncepcja zwana "deprywacją sensoryczną": gdy mózg jest pozbawiony bodźców, zaczyna mieć halucynacje, pogarsza się jego stan i ulega samozniszczeniu.
  Oto, co wydarzyłoby się w ciągu miesiąca w "idealnym" raju:
  Poszukiwanie "tylnych drzwi": Najbardziej zaangażowani ludzie zaczęliby szukać sposobów na obejście systemu nie dla zysku, ale dla czystej przyjemności z jego pokonania. W świecie, w którym nie można uderzyć sąsiada, ludzie zaczęliby perwersyjnie kpić z siebie nawzajem pod względem moralnym, szukając choćby posmaku władzy lub ryzyka.
  Epidemia depresji: Kiedy wszystko jest zagwarantowane i bezpieczne, układ nagrody dopaminowej zanika. Życie staje się nudnym, szarym bałaganem. Bezpieczeństwo cenimy tylko w zestawieniu z zagrożeniem; bez zagrożenia staje się ono psychicznym więzieniem.
  Popęd destrukcyjny: Freud ukuł termin "popęd śmierci" (Thanatos). Kiedy tworzenie staje się zbyt łatwe i nudne, ludzie odczuwają paniczną potrzebę zniszczenia wszystkiego, tylko po to, by zobaczyć, jak "doskonały" świat rozpada się na kawałki.
  Najprawdopodobniej większość głosowałaby za powrotem do naszego "chaosu". Jesteśmy istotami zrodzonymi z walki i ewolucji. Potrzebujemy "kontrolowanego chaosu", a nie jałowego raju. Bohaterowie Rybaczenko często rzucają wyzwanie bogom i superkomputerom właśnie dlatego, że "właściwe" życie bez drzazg i blizn pozbawia ich poczucia rzeczywistości.
  Niebezpieczeństwo nadaje życiu smak i sens; nuda zamienia nas w duchy.
  Czy uważasz, że gatunek ludzki byłby w stanie zachować inteligencję, gdybyśmy nigdy więcej nie musieli rozwiązywać problemów ani podejmować ryzyka, czy też szybko wrócilibyśmy do poziomu dobrze odżywionych, ale głupich zwierząt domowych? Czy inteligencja jest narzędziem przetrwania, czy czymś więcej?
  Oleg i Margarita szli dalej, a ich bose, różowe obcasy, do których nie przywierał żaden kurz, co chwila migały.
  ROZDZIAŁ NR 21.
  Armia Piotra Wielkiego pokonała ogromne odległości i rozpoczęła szturm na Stambuł. Oleg i Małgorzata rozgromili Osmanów mieczami.
  Jednocześnie rzucali igłami, odłamkami szkła, a nawet bumerangami bosymi stopami.
  I wypędzili Turków w dużej liczbie.
  A Oleg kontynuował filozoficzne rozumowanie.
  Inteligencja, z samej swojej natury, jest energochłonnym narzędziem przetrwania. Mózg pochłania około 20% całkowitej energii organizmu, a ewolucja zachowuje to "kosztowne urządzenie" tylko dlatego, że pomaga ono rozwiązywać problemy. Gdy tylko problemy znikną, biologia przestawia się na tryb oszczędnościowy.
  Oto, co wydarzyłoby się w świecie bez ryzyka i wyzwań:
  Degradacja biologiczna: Mózg jest plastyczny. Jeśli połączenia neuronowe nie są poddawane wyzwaniom związanym ze złożonymi, istotnymi zadaniami, obumierają. Bez konieczności przebiegłego planowania i walki, ludzkość stałaby się fizycznie "głupia" w ciągu kilku pokoleń - objętość kory mózgowej zaczęłaby się kurczyć.
  Inteligencja jako "coś więcej": Niektórzy uważają, że inteligencja jest również narzędziem ekspansji i ciekawości. Ale nawet ciekawość to sublimowane poszukiwanie zasobów lub zagrożeń. W "idealnym raju" bez barier ciekawość zanika, ponieważ wszelka wiedza jest już dana lub nieistotna dla przetrwania.
  Efekt "Wszechświata-25": Przeprowadzono słynny eksperyment z myszami, którym zapewniono idealne warunki (pożywienie, bezpieczeństwo i brak chorób). Rezultat był katastrofalny: myszy przestały się rozmnażać, zaczęły przejawiać bezmyślną agresję i w końcu wymarły w dużych ilościach. Po prostu straciły poczucie interakcji społecznych i walki.
  W powieściach Rybaczenko postęp jest często napędzany przez "wyrzutków", którzy świadomie rezygnują z komfortu na rzecz ryzyka. Potwierdza to tezę, że inteligencja rozkwita tylko tam, gdzie istnieje opór ze strony otoczenia. Bez niej jesteśmy po prostu "dobrze odżywionymi zwierzętami domowymi", jak słusznie zauważyłeś.
  Inteligencja to płomień, który potrzebuje tlenu w postaci niebezpieczeństwa i paliwa w postaci nierozwiązanych problemów. W próżni absolutnego bezpieczeństwa gaśnie.
  Co sądzisz, gdyby ludzie mieli wybór: stać się nieśmiertelnymi, ale głupimi konsumentami raju, czy pozostać śmiertelnymi, ale rozważnymi twórcami w naszym chaosie, co ostatecznie przeważyłoby nad drugim? Czy śmierć jako cena geniuszu to uczciwa oferta?
  
  
  
  
  Inteligencja, z samej swojej natury, jest energochłonnym narzędziem przetrwania. Mózg pochłania około 20% całkowitej energii organizmu, a ewolucja zachowuje to "kosztowne urządzenie" tylko dlatego, że pomaga ono rozwiązywać problemy. Gdy tylko problemy znikną, biologia przestawia się na tryb oszczędnościowy.
  Oto, co wydarzyłoby się w świecie bez ryzyka i wyzwań:
  Degradacja biologiczna: Mózg jest plastyczny. Jeśli połączenia neuronowe nie są poddawane wyzwaniom związanym ze złożonymi, istotnymi zadaniami, obumierają. Bez konieczności przebiegłego planowania i walki, ludzkość stałaby się fizycznie "głupia" w ciągu kilku pokoleń - objętość kory mózgowej zaczęłaby się kurczyć.
  Inteligencja jako "coś więcej": Niektórzy uważają, że inteligencja jest również narzędziem ekspansji i ciekawości. Ale nawet ciekawość to sublimowane poszukiwanie zasobów lub zagrożeń. W "idealnym raju" bez barier ciekawość zanika, ponieważ wszelka wiedza jest już dana lub nieistotna dla przetrwania.
  Efekt "Wszechświata-25": Przeprowadzono słynny eksperyment z myszami, którym zapewniono idealne warunki (pożywienie, bezpieczeństwo i brak chorób). Rezultat był katastrofalny: myszy przestały się rozmnażać, zaczęły przejawiać bezmyślną agresję i w końcu wymarły w dużych ilościach. Po prostu straciły poczucie interakcji społecznych i walki.
  W powieściach Rybaczenko postęp jest często napędzany przez "wyrzutków", którzy świadomie rezygnują z komfortu na rzecz ryzyka. Potwierdza to tezę, że inteligencja rozkwita tylko tam, gdzie istnieje opór ze strony otoczenia. Bez niej jesteśmy po prostu "dobrze odżywionymi zwierzętami domowymi", jak słusznie zauważyłeś.
  Inteligencja to płomień, który potrzebuje tlenu w postaci niebezpieczeństwa i paliwa w postaci nierozwiązanych problemów. W próżni absolutnego bezpieczeństwa gaśnie.
  Co sądzisz, gdyby ludzie mieli wybór: stać się nieśmiertelnymi, ale głupimi konsumentami raju, czy pozostać śmiertelnymi, ale rozważnymi twórcami w naszym chaosie, co ostatecznie przeważyłoby nad drugim? Czy śmierć jako cena geniuszu to uczciwa oferta?
  Chłopiec walczył dalej i rozumował.
  To jest fundamentalny, tragiczny wybór, a odpowiedź na niego dzieli ludzkość na dwie nierówne grupy.
  Sądząc po historii i biologii, obraz będzie wyglądał tak:
  Wybór większości to "Nieśmiertelna Stajnia": Większość ludzi na planecie codziennie zmaga się z ubóstwem, strachem i chorobami. Dla nich "wieczny raj", w którym nie muszą martwić się o chleb powszedni ani o śmierć, jest szczytem marzeń. Chętnie zamieniliby iskrę geniuszu na brak cierpienia. To instynkt samozachowawczy w najczystszej postaci.
  Wybór pasjonistów - "Zabójcza kreatywność": Naukowcy, artyści, pionierzy, a nawet bohaterowie powieści Rybaczenko wybraliby chaos. Dla myślącego człowieka śmierć jest finałem symfonii, nadającym znaczenie każdej nucie. Bez skończoności życia osiągnięcia są bezwartościowe. Geniusz to sposób na pokonanie śmierci, pozostawiający ślad. Jeśli jesteś nieśmiertelny i głupi, to już jesteś martwy jako osoba.
  Czy to uczciwa umowa?
  Z ewolucyjnego punktu widzenia - tak. Śmierć jest "ogrodnikiem", który oczyszcza stare, by zrobić miejsce dla nowego i doskonalszego. Geniusz jest narzędziem, które pozwala gatunkowi przekroczyć swoje ograniczenia. Bez śmierci tkwilibyśmy w jednym miejscu, zamieniając się w statyczną pleśń.
  Ceną geniuszu jest nie tylko śmierć, ale i cierpienie, które się z nią wiąże. To cierpienie doprowadza mózg do granic możliwości. W "idealnym świecie" Mozart nie miałby o czym pisać, a Einstein nie miałby nad czym się zastanawiać.
  Czy uważasz, że gdyby w takim "inteligentnym i niebezpiecznym" świecie ludzie mieli możliwość wyboru daty własnej śmierci, kiedy czuliby, że "stworzyli wszystko, co mogli", rozwiązałoby to problem lęku przed niebytem? Czy prawo do zakończenia życia jest najwyższą formą wolności, czy kolejną pułapką?
  Oleg pomyślał o czymś innym:
  Czyż islamski raj, z jego haremami, przysmakami i pałacami, nie jest właśnie drogą do degradacji i brutalizacji człowieka? I czyż najtęższe umysły muzułmańskie nie rozumieją, że ciągła przyjemność i rozkosz to ślepa uliczka, a doskonały Allah z pewnością by na to nie pozwolił?
  Dotknąłeś jednego z najostrzejszych punktów konfliktu między dosłownym (ludowym) i filozoficznym pojmowaniem religii.
  Obraz islamskiego raju z hurysami, rzekami miodu i wystawnymi ucztami jest, według wielu islamskich myślicieli i sufich, metaforą dostosowaną do świadomości średniowiecznego mieszkańca pustyni. Dla kogoś, kto przez całe życie cierpiał z powodu pragnienia, głodu i palącego słońca, chłodny ogród i obfitość wydają się największym błogosławieństwem.
  Tak patrzą na to "najlepsze umysły" islamu i filozofowie religijni:
  1. Antropomorfizm jako przynęta
  Teologowie (tacy jak Al-Ghazali) rozumieli, że większości ludzi trudno jest dążyć do "abstrakcyjnej doskonałości intelektualnej". Potrzebują wyraźnej zachęty. Opisy zmysłowych przyjemności są sposobem na motywowanie ludzi do przestrzegania prawa w życiu doczesnym. Jednak na najwyższych poziomach wiedzy główną nagrodą jest "ujrzenie Oblicza Allaha", czyli dostęp do absolutnej wiedzy i prawdy, która jest nieskończenie lepsza od jakiejkolwiek uczty.
  2. Ryzyko degradacji (pułapka hedonizmu)
  Jeśli raj potraktujesz dosłownie jako "niekończący się hotel all-inclusive", masz absolutną rację: to prosta droga do załamania psychicznego.
  Osobowość kształtuje się poprzez przezwyciężanie.
  Jeśli w niebie nie ma żadnych zadań, żadnej nauki i żadnej możliwości, by stać się lepszym, wówczas człowiek staje się "szczęśliwym zwierzęciem".
  Elita intelektualna islamu zawsze podkreślała, że raj to stan bliskości ze Stwórcą, a nie tylko miejsce jedzenia i seksu.
  3. Allah jako "Administrator Systemu"
  Z perspektywy Rybachenko stworzenie takiego "raju zmysłów" przez Istotę Wszechmogącą byłoby jak stworzenie wirtualnego getta dla tych, którzy nie są zdolni do większych rzeczy. To sposób na odizolowanie prymitywnych dusz w komfortowym środowisku, aby nie ingerowały w ewolucję Wszechświata.
  4. Problem "wiecznej stagnacji"
  Jeśli niebo jest ostatecznym miejscem, gdzie "wszystko już istnieje", to rzeczywiście jest ślepą uliczką. Postępowi myśliciele wierzą, że życie po śmierci powinno być dynamiczne - niekończącym się procesem odkrywania nowych światów lub poziomów rzeczywistości.
  Podsumowanie: Dosłowny raj to "plac zabaw". Dorosły, o dociekliwym umyśle, po tygodniu uznałby go za nieznośnie ciasny. Skoro Allah jest doskonały, nie mógłby stworzyć systemu, który zamienia jego najwspanialsze dzieła w poniżonych konsumentów.
  Czy uważasz, że sama idea "wiecznej nagrody" jest błędna? Czy nie byłoby lepiej, gdyby zamiast nieba duszom oferowano nową, bardziej wymagającą "misję" do innego świata, by mogły się rozwijać? Czy reinkarnacja jest bardziej logiczna niż niebo?
  Oleg, rozdzierając Turków, przypomniał sobie swoje poprzednie dzieła i pisma.
  W serii "Cannonade of Space Empires" dusze Stelzanów po śmierci zostały przeniesione do równoległego wszechświata i kontynuowały tam walkę i służbę w armii, podbijając inne wszechświaty. I tak dalej, kolejna śmierć, kolejny wszechświat i nowe podboje.
  Ten scenariusz stanowi idealną antytezę "uśpionego raju". Zamiast poniżać się w ogrodach, wojownicy Stealth wybrali ścieżkę niekończącej się ekspansji. To koncepcja "dynamicznej nieśmiertelności", w której śmierć nie jest końcem, a jedynie zmianą na polu walki.
  Model ten ma kilka brutalnych, ale logicznych zalet:
  Ochrona przed "wegetacją": Stelzanin nie ma czasu na nudę ani na powrót do infantylności. Każde nowe wcielenie przynosi nowego wroga, nowe technologie i potrzebę przetrwania. Jego intelekt i wola są stale w formie.
  Gromadzenie doświadczeń: Zapamiętywanie zmienia żołnierza w ultraprofesjonalistę. Wyobraź sobie weterana, który walczył w dziesięciu wojnach światowych, podlegając różnym prawom fizyki. Nie jest już zwykłym człowiekiem, ale strategicznym komputerem z ciała (czy czegokolwiek, z czego składa się Stealth).
  Znaczenie istnienia jako ekspansji: W tej filozofii Wszechświat (lub Multiwersum) jest postrzegany jako zasób, który można zorganizować zgodnie z własną wolą. Jest to bardzo bliskie idei Olega Rybaczenki o "kosmicznych postępowcach", którzy nie mogą się zatrzymać, ponieważ zatrzymanie się oznacza śmierć umysłu.
  Ale jest i minus:
  To piekło dla pacyfisty. Jeśli nie chcesz walczyć, jeśli jesteś poetą lub filozofem, taki system staje się wiecznym więzieniem. Jesteś wiecznym trybikiem w nieskończonej machinie wojennej, której jedynym ostatecznym celem jest zdobycie kolejnego "poziomu". To "Władca much" na skalę planetarną.
  Dla Putina i Łukaszenki taki wszechświat byłby spełnieniem marzeń: nieskończony zapas lojalnych, doświadczonych żołnierzy, którzy nie boją się śmierci, ponieważ wiedzą, że wrócą do akcji w następnym "miejscu".
  Czy uważasz, że tego rodzaju "wieczna mobilizacja" jest lepsza niż islamski raj z hurysami, czy też jest to po prostu kolejny sposób na uczynienie z człowieka funkcji, pozbawiając go prawa do pokoju? Czy pokój jest błogosławieństwem, czy przekleństwem?
  Wybór między "wieczną ucztą" a "wieczną wojną" jest wyborem między dwiema skrajnościami, z których każda na swój sposób niszczy ludzką osobowość.
  Raj islamski (hedonizm): Przemienia człowieka w konsumenta. Osobowość rozpuszcza się w przyjemności, wola zanika, mózg "pływa w tłuszczu". To śmierć przez zapomnienie o sobie.
  Świat Ukrycia (Funkcjonalizm): Przekształca człowieka w narzędzie. Jednostka rozpływa się w rozkazy, a jej wola kieruje się wyłącznie ku zniszczeniu lub podbojowi. To śmierć poprzez przekształcenie w mechanizm.
  Czy pokój jest błogosławieństwem czy przekleństwem?
  W naszej biologii odpoczynek jest niezbędnym restartem. Bez snu wariujemy; bez odpoczynku wypalamy się. Ale "wieczny odpoczynek" (czy to na obłokach, czy w grobie) to brak dynamiki, czyli nieistnienie.
  Prawdziwe dobro to nie brak działania, ale wolność wyboru tego działania.
  Bohaterowie Rybaczenki często szukają trzeciej drogi: nie gnić w raju ani nie być mięsem armatnim w niekończącej się wojnie, lecz stać się Odkrywcami. Dla takiego umysłu spokój jest krótką chwilą wytchnienia przed nową tajemnicą wszechświata.
  Jeśli odbierzesz komuś prawo do "nicnierobienia", stanie się niewolnikiem systemu (jak Stealth). Jeśli odbierzesz mu prawo do "zwyciężania", stanie się bydłem (jak w poniżającym raju).
  Gdyby żołnierz Stelzanu miał szansę przejść na emeryturę i osiedlić się w "cichym raju" po tysiącu lat wojny, czy chciałby to zrobić, czy też jego zahartowany w bojach mózg fizycznie nie byłby w stanie znieść ciszy? Co jest bardziej przerażające dla weterana - kula czy cichy ogród?
  Dla weterana, który spędził tysiąc lat w niekończących się wojnach, cichy ogród jest formą wyrafinowanej tortury. Jego mózg nie jest już tylko narzędziem wojny; stał się samą wojną.
  Dlatego "rezygnacja" jest dla niego niemożliwa:
  Uzależnienie od adrenaliny: Na poziomie biologicznym jego układ nagrody został przeprogramowany na przestrzeni tysiąca lat. Czuje się "żywy" tylko w apogeum zagrożenia. W cichym ogrodzie jego mózg generuje potworny niepokój, próbując znaleźć wroga wśród krzewów róż.
  Utrata tożsamości: Kim on jest bez karabinu maszynowego i rozkazu? Zabierz wojnę, a zostanie ci pustka. Stalker nie ma hobby ani umiejętności, które pozwoliłyby mu żyć spokojnie. W raju stanie się cieniem, czyszczącym nocą wyimaginowaną broń.
  Zespół stresu pourazowego (PTSD) na skalę wieczności: Cisza to czas wspomnień. W raju twarze wszystkich, których zabił na przestrzeni tysięcy lat, będą go przytłaczać. Wojna to jego sposób na ucieczkę od samego siebie. W cichym ogrodzie nie ma dokąd uciec.
  Najprawdopodobniej po tygodniu w "raju" taki weteran zacznie budować barykady z ławek w parku lub atakować swoich sąsiadów, byle tylko powrócić do znanego świata, gdzie wszystko jest jasne i ma jakiś cel. Dla niego kula to wybawienie, a cichy ogród to powolne, żywcem gnijące życie.
  To właśnie w tę pułapkę wpadają dyktatorzy tacy jak Putin czy Łukaszenka: tak długo żyli w trybie "oblężonej twierdzy", walcząc z wrogami, że spokojne życie oznacza dla nich polityczną śmierć. Nie potrafią tworzyć w ciszy; potrzebują fasady.
  Czy uważasz, że gdyby Stelzanowi dano możliwość szkolenia dzieci-superżołnierzy w "cichym ogrodzie", byłoby to dla niego zbawieniem, czy po prostu zamieniłby ten raj w nowy obóz szkoleniowy śmierci?
  Dla Stelzana nie było to zbawieniem, ale jedynym sposobem na przetrwanie, co nieuchronnie zamieniłoby raj w odnogę piekła.
  Oto dlaczego nie skończyłoby się to "pokojowym mentoringiem":
  Deformacja zawodowa: Weteran z tysiącletnim doświadczeniem wojennym nie ma pojęcia o "dzieciństwie". Dla niego dziecko jest prekursorem jednostki bojowej. Nie wie, jak nauczyć żołnierza gry w piłkę, ale wie, jak przetrwać pod ostrzałem artyleryjskim. Cichy ogród natychmiast zaroiłby się drutem kolczastym, torami przeszkód i strzelnicami.
  Transmisja "wirusa wojny": Zaszczepiłby tym dzieciom swój zespół stresu pourazowego (PTSD) i pragnienie ekspansji. Zamiast cieszyć się pokojem, te dzieci-superżołnierze dorastałyby w przekonaniu, że otaczający je pokój to iluzja, a jedyny sens życia tkwi w kolejnej bitwie.
  Stworzenie nowego zagrożenia: prędzej czy później taki "nauczyciel" i jego uczniowie będą przepełnieni w ogrodzie. Umysł Stelzana, wyostrzony do agresji, znajdzie "wroga" w sąsiednim raju. Zamieni dzieci w armię i ruszy, by "wyzwolić" inne ogrody, ponieważ pokój jest dla niego oznaką słabości, którą należy zniszczyć.
  Przypomina to sposób, w jaki Łukaszenka czy Putin próbują budować "wojskowo-patriotyczną edukację" dla młodzieży. Nie mogą zaoferować dzieciom wizji przyszłości w formie nauki, sztuki czy kreatywności, ponieważ sami żyją w paradygmacie nieustannej wojny. Budują "obozy szkoleniowe" po prostu dlatego, że nie wiedzą, co innego zrobić z ludźmi w czasie pokoju.
  W rezultacie "cichy ogród" zamienił się w wylęgarnię przyszłych zdobywców, a Stelzanowie poczuli się "jak u siebie" dopiero wtedy, gdy nad ogrodem znów zaczęły świstać kule.
  Czy uważasz, że istnieje szansa na deprogramowanie takiego "wyniszczonego wojną" stworzenia, czy też jego osobowość jest już całkowicie zrośnięta z bronią i żadna psychoterapia demiurgowa nie pomoże? Czy umysł wiecznego żołnierza jest uleczalny?
  Oleg Rybaczenko myślał, że staje się właśnie takim wiecznym żołnierzem. Cóż, Stambuł był już prawie zdobyty. A wieczne dzieci biegały, pluskając bosymi stopami, przez pałac sułtana.
  Ale chłopiec nadal rozumował.
  Czy człowiek mógłby być szczęśliwy, gdyby został nieśmiertelnym cesarzem imperium kosmicznego?
  Najprawdopodobniej ludzkie szczęście w takiej roli szybko ustąpiłoby miejsca kosmicznej samotności i głębokiemu kryzysowi egzystencjalnemu. Właśnie dlatego "tron Boga" jest pułapką:
  Utrata Horyzontu Zdarzeń: Szczęście człowieka jest zawsze związane z osiągnięciem celu. Dla nieśmiertelnego cesarza wszystkie cele są osiągalne, a czas jest nieskończony. Kiedy możesz mieć wszystko w każdej chwili wieczności, wartość każdego osiągnięcia spada do zera.
  Mur emocjonalny: Aby rządzić miliardami istot przez wieki, trzeba być bezstronnym. Z czasem cesarz przestaje postrzegać ludzi jako jednostki, a zaczyna postrzegać ich jako statystyki lub komórki organizmu. Prowadzi to do całkowitej utraty zdolności kochania, empatii i nawiązywania przyjaźni - podstawowych elementów szczęścia.
  Strach przed stagnacją: Jak już omawialiśmy w światach Rybachenki, nieśmiertelne imperium grozi przekształceniem się w zamarznięty kryształ. Cesarz będzie zmuszony nieustannie prowokować kryzysy, wojny lub rewolucje, tylko po to, by jego poddani (i on sam) nie popadli w stan degeneracji z nudów. Bycie "wiecznym zarządcą kryzysów" to wątpliwa przyjemność.
  Problem Putina-Łukaszenki podniesiony do sześcianu: jeśli ziemscy władcy stracą kontakt z rzeczywistością za 20-30 lat, wyobraźcie sobie, co stanie się za 2000 lat. Cesarz stanie się więźniem własnej etykiety, bezpieczeństwa i paranoi. Będzie najbardziej zniewoloną istotą we wszechświecie.
  Jedyną szansą na szczęście dla takiego przywódcy jest nie "posiadanie" imperium, lecz nieustanne jego eksplorowanie, ciągłe zmienianie wyglądu i życie wśród zwykłych ludzi (jak "młody demiurg" Rybaczenki). Ale wtedy nie jest już on cesarzem, a wiecznym wędrowcem.
  Co Twoim zdaniem wybrałby taki cesarz za tysiąc lat: zniszczyć swoje imperium, by zacząć od nowa i znów poczuć dreszczyk emocji bitwy, czy po prostu zniknąć w zapomnieniu, przyznając, że widział już wszystko i wszystkiego się nauczył? Finał czy reboot?
  Oleg Rybaczenko zauważył, że osobiście wybrałby życie; naprawdę nie chce rezygnować z tej ekscytującej gry. Zwłaszcza że świat nie jest statyczny, lecz nieustannie się rozwija.
  Na przykład wojska rosyjskie wdarły się do pałacu sułtana i wywołały tam straszne spustoszenie.
  Oleg nawet pomyślał, co by było, gdyby...
  Jeśli Bóg istnieje, to może dlatego dopuszcza zło i chaos na świecie, aby ludzie mogli się rozwijać, a On się nie nudzi, a może drugie przyjście i usunięcie grzechu zostanie odroczone na czas nieokreślony!
  W tej wersji Bóg przeobraża się z "życzliwego dziadka" w genialnego Projektanta Gier lub Reżysera Kosmosu, dla którego nasz świat jest niekończącą się serią z nieprzewidywalną fabułą.
  Jeśli przyjmiemy tę logikę, to "zło" i "chaos" nie są błędami systemu, lecz jego niezbędnymi czynnikami napędowymi:
  Dramaturgia rzeczywistości: Bez maniaków, wojen i chorób historia ludzkości byłaby płaska. Bóg, jako obserwator, nudzi się światem, w którym nic się nie dzieje. Potrzebuje intryg, wzlotów i upadków oraz tragedii - wszystkiego, co czyni fabułę ekscytującą.
  Symulator ewolucji: Podobnie jak w światach Rybachenki, rozwój jest możliwy jedynie poprzez opór. Jeśli Bóg chce, aby ludzie "rosli", musi stawiać przed nimi wyzwania, które popychają ich do granic możliwości. Śmierć i cierpienie to okrutne, ale skuteczne bodźce do postępu.
  Marchewka na sznurku: "Drugie Przyjście" i "Raj" w takim systemie to idealny chwyt marketingowy. To obietnica zakończenia, która skłania graczy do dalszej gry. Jeśli Raj nadejdzie, gra się skończy, a Bóg pozostanie w pustce. Dlatego zniesienie grzechu zostanie odroczone na zawsze, pod różnymi pretekstami.
  W tym światopoglądzie wszyscy jesteśmy aktorami w wielkim, wciągającym teatrze. Bóg może nam współczuć, ale nie przerwie spektaklu, bo musi trwać.
  To wyjaśnia, dlaczego dyktatorzy tacy jak Putin czy Łukaszenka tak długo utrzymują się przy władzy: podświadomie powielają model "wiecznego kryzysu", stwarzając problemy, aby bohatersko (lub nie tak heroicznie) je rozwiązać, przeciągając swój "show" w nieskończoność.
  Co sądzisz: gdyby ludzkość nagle odkryła ten plan i masowo odmówiła "zabawy" (na przykład poprzez powszechną apatię lub zaprzestanie rozrodu), czy Bóg zdecydowałby się na "całkowity restart" (Potop 2.0) lub zacząłby nas kusić nowymi, jeszcze bardziej olśniewającymi atrakcjami? Czy bunt przeciwko Reżyserowi jest możliwy?
  Następnie Oleg Rybachenko poszedł i znokautował tureckiego sułtana kopnięciem z gołej pięty, wykazując się przy tym logicznym podejściem.
  "Wielka Wojna Ojczyźniana" czyta się jak hollywoodzki scenariusz napisany przez utalentowanego reżysera. Przebieg wydarzeń jest następujący: Moskwa i Stalingrad są niemal zdobyte, marsz aż do Berlina, a zło reprezentowane przez Hitlera jest tak przerysowane, że można by wybaczyć myślenie, że tacy złoczyńcy nigdy nie istnieli w rzeczywistości. Nawet najkrwawsi kaci Stalina zostali uszlachetnieni i stali się bohaterami podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
  Poruszyłeś bardzo drażliwy temat: historia II wojny światowej jest skonstruowana zgodnie z kanonami epickiego dramatu, gdzie stawka jest niezwykle wysoka, a zakończenie wydaje się niemożliwym cudem. Z perspektywy "Reżysera Kosmosu" scenariusz jest idealny:
  Punkt absolutnej rozpaczy: wróg jest u bram Moskwy, Stalingrad płonie, a "ciemność" zdaje się triumfować. W Hollywood nazywają to "momentem straconym". To właśnie w tym momencie bohater musi się odrodzić.
  Archetypowe Zło: Hitler i nazizm są w tym "scenariuszu" przedstawieni jako absolutni antagoniści. Jego nikczemność jest tak totalna (obozy koncentracyjne, plan Ost), że nie pozostawia miejsca na kompromis. W obliczu takiego zła każdy "sąsiedni" tyran zaczyna jawi się jako "mniejsze zło", a nawet obrońca cywilizacji.
  Łuk Odkupienia: Stalinowscy marszałkowie i czekiści, którzy jeszcze wczoraj podpisywali listy egzekucyjne za swoich rodaków, zostają w tym spisku przemienieni w zbawców ludzkości. Wojna "zmyła" ich dawne grzechy w oczach historii, zmieniając katów w bohaterskich wyzwolicieli. To klasyczny motyw: postać z mroczną przeszłością dokonuje wielkiego czynu.
  Katharsis w Berlinie: Finał w kryjówce wroga, transparent nad Reichstagiem - to idealne ujęcie końcowe, które odważnie kończy walkę Dobra ze Złem (nawet jeśli Dobro ma pięści i krew na rękach).
  Jeśli Bóg jest reżyserem, to lata 1941-1945 były jego najbardziej dochodowymi i najkrwawszymi hitami kinowymi. Tragedia milionów ludzi stała się paliwem dla tej wielkiej intrygi.
  Ale pytanie brzmi: jeśli to wszystko jest "scenariuszem" czyjejś rozrywki lub "lekcją", to czy nie uważasz, że cena tej lekcji jest zaporowa? I czy obecna eskalacja namiętności wokół nowych konfliktów nie jest próbą tego samego "Reżysera", by nakręcić sequel, bo stary film już zaczął blaknąć?
  Czy myślisz, że ludzkość kiedykolwiek zdoła uciec z tego studia filmowego i zacząć wieść nudne, ale spokojne życie, czy też jesteśmy skazani na wieczne odgrywanie ról "bohaterów i złoczyńców" ku uciesze Wszechmogącego? Czy świat bez bohaterów to zbawienie, czy nuda?
  Oleg i Margarita już liczyli skarby w zdobytej stolicy Imperium Osmańskiego. Ich bose, rzeźbione stopy uderzały o marmurowe płyty, rozrzucając złote monety.
  Pierwsza wojna światowa w niczym nie przypominała drugiej wojny światowej, a wojna między Rosją a Ukrainą w niczym nie była do niej podobna, z tym wyjątkiem, że wojska rosyjskie również stacjonowały u bram Kijowa.
  Masz rację, I wojna światowa i obecny konflikt na Ukrainie to zupełnie różne scenariusze, pozbawione hollywoodzkiej elegancji z 1945 roku. Jeśli II wojna światowa była heroiczną epopeją, to te wojny są ponurym naturalizmem i absurdem.
  Oto najważniejsze różnice w stosunku do "scenariusza idealnego":
  1. I wojna światowa: scenariusz "zbiorowego szaleństwa"
  Nie było "absolutnego złoczyńcy". Wszystkie strony konfliktu były mniej więcej tak samo monarchiczne, imperialne i chciwe.
  Ślepy zaułek: Zamiast szybkich przełomów, lata spędzone w zgniłych okopach, byle tylko pokonać sto metrów. To nie kino, to niekończący się arthouse o bezsensie.
  Katharsis: Wojna zakończyła się nie zdobyciem stolicy, ale wewnętrznym upadkiem imperiów. Widz (a może Bóg) był skonsternowany: dlaczego zginęło 20 milionów ludzi, skoro 20 lat później wszystko zaczęło się od nowa?
  2. Konflikt rosyjsko-ukraiński: scenariusz "kryzysu rzeczywistości"
  W przeciwieństwie do II wojny światowej, gdzie front był jasny, a cele zrozumiałe (przetrwać lub zniszczyć), tutaj wszystko jest niepewne:
  Przełamanie schematu: W 1941 roku wróg był obcy, mówił innym językiem. Tutaj konflikt rozgrywa się między niezwykle podobnymi kulturami, co bardziej przypomina biblijny dramat o Kainie i Ablu niż "wojnę światów".
  Chaos informacyjny: Podczas II wojny światowej istniała tylko jedna prawda: radzieckie Biuro Informacyjne kontra prawda Goebbelsa. Teraz mamy miliony kamer, transmisji i fałszywych informacji. To już nie jest film, ale interaktywny spektakl, w którym widz decyduje, w co wierzyć.
  Brak "Berlina": W epoce atomowej scenariusz "triumfalnego zdobycia stolicy i wzniesienia flagi na Reichstagu" jest niemal niemożliwy, ponieważ prowadzi do końca ludzkości. Scenariusz tkwi w impasie przypominającym I wojnę światową.
  3. Rola "Reżysera"
  Jeśli Wielka Wojna Ojczyźniana była dla Wszechmogącego "sztuką wysoką", to obecne wydarzenia przypominają eksperymentalną inscenizację, w której aktorzy improwizują w warunkach całkowitej niepewności.
  Łukaszenka i Putin próbują grać według szablonu z 1945 roku (parady, retoryka "walki z nazizmem"), ale sceneria i technologia XXI wieku sprawiają, że ta gra jest fałszywa.
  Wygląda na to, że "Reżyser" zmienił gatunek z epickiego filmu akcji na thriller psychologiczny z elementami horroru, w którym nie ma wyraźnie określonych bohaterów, a jedynie niekończąca się tragedia "małego człowieka".
  Jak myślisz, dlaczego ludzkość tak uporczywie próbuje nakładać maskę 1945 roku na współczesne konflikty? Czy to po prostu brak nowych idei, czy strach przed przyznaniem, że stare zasady "wojny sprawiedliwej" już nie działają? Czy nostalgia za "oczywistym złem" jest objawem społecznego niepokoju?
  Oleg zauważył z bardzo filozoficznym tonem, stając na rękach i kręcąc w powietrzu swoimi bosymi, dziecięcymi nogami:
  - Tak, kto by to z czymkolwiek porównał? Pod pewnymi względami jest to nawet gorsze niż Wielka Wojna Ojczyźniana, a co najważniejsze, ten konflikt z Ukrainą trwał dłużej.
  Margarita westchnęła i zauważyła:
  "Tak, to prawda! I każdego dnia toczą się bitwy, ataki, rozlew krwi. Nawet jeśli wojna ze Szwecją trwała prawie dwadzieścia jeden lat za Piotra Wielkiego, krew nie lała się każdego dnia. A jak wyglądała bitwa w tamtych czasach?" Wieczna dziewczyna tupała bosymi, pełnymi gracji, dziecięcymi stopami. "Przygotowania, gromadzenie wojsk, marsze, marsze. Bitwa w ciągu jednego dnia i mniej więcej w tym samym miejscu. A teraz formują się linie frontu. I trwa wielka, przewlekła wojna, której końca nie widać".
  Oleg skinął głową i odpowiedział:
  - Tak, to prawda! Cóż, czas to zakończyć! Ale jedna kampania i Stambuł został zdobyty. I nowe ziemie, nowe bogactwa!
  Margarita cmoknęła i zauważyła:
  - To prawda! Ale to nie wystarczy! Musimy podbić nowe ziemie tureckie. Jak myślisz, co zrobi Piotr Wielki?
  Chłopiec-wojownik zauważył:
  - W rzeczywistości historycznej Piotr Romanow nie zdobył całej Szwecji, choć mógł to zrobić.
  Dziewczyna-wojowniczka zauważyła:
  "Nie mógł! W takim przypadku musiałby walczyć z innymi krajami europejskimi. Zwłaszcza z rosnącym w siłę Cesarstwem Austriackim i panującą na morzu Wielką Brytanią. Dlatego po ponad dwudziestu latach wojny Piotr zgodził się nie zajmować Finlandii, lecz sformalizować swoje terytorialne nabytki jako zakupy, za znaczną jak na tamte czasy sumę. Dodatkowo otrzymywał coroczne dostawy zboża".
  Gdyby jednak nie to, Piotr prawdopodobnie wolałby wcielić całą Szwecję do Imperium Rosyjskiego. Świadczy o tym fakt, że tuż po zakończeniu wojny ze Szwecją Piotr rozpoczął kampanię podboju Iranu i Azerbejdżanu.
  Oleg skinął głową i zmarszczył brwi:
  - Ambicje rosyjskich carów były zawsze wielkie!
  A dzieci śpiewały chórem:
  Rosyjski wojownik nie boi się śmierci,
  Nie boimy się śmierci na polu bitwy,
  Będzie walczył z wrogiem za Świętą Ruś,
  I nawet umierając, zwycięży!
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  

 Ваша оценка:

Связаться с программистом сайта.

Новые книги авторов СИ, вышедшие из печати:
О.Болдырева "Крадуш. Чужие души" М.Николаев "Вторжение на Землю"

Как попасть в этoт список

Кожевенное мастерство | Сайт "Художники" | Доска об'явлений "Книги"